Nordmar roz. 1.
Młoda adeptka magii wyrusza w pełną zaskakujących wydarzeń podróż do odległego Nordmaru, aby zadbać o swojego siostrzeńca.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W klasztorze nastała już cisza, którą w zamyśleniu burzyła jedna z uczennic. Korytarze stały puste od dobrych kilku godzin, a stukanie obcasów płaskich półbutów rozchodziło się znacznie głośniej, niż za dnia. Stare, otulone pajęczynami kandelabry oświetlały mętnym światłem kamienne ściany, rzucając jedynie łunę, która stanowiła swoisty szlak dla nocnych dusz. Za ozdobnie obramowanymi, neogotyckimi oknami unosiła się mgła. Wyłaniały się z niej powykrzywiane gałęzie łysych drzew, szarpane porywistym wiatrem. Poza tym pustka. Spękana, martwa ziemia. Gdzieś w murach zamczyska zawsze słyszało się echo lub drapanie. Nikt dobrze nie wiedział czym spowodowane. Większość osób obwiniało o to obrazy, na których widniały wizerunki zasłużonych, ale spoczywających zgodnie z przeznaczeniem w spokoju czarownic. Dla ich upamiętnienia wykonywało się portrety, często pośmiertne. Dlatego też każda bez wyjątku i bez względu na urodę miała w oczach niewysłowione szaleństwo. Gdy ktoś zbyt intensywnie wpatrywał się w którąś, przechodził go zimny dreszcz. Mawiało się, że w ten sposób wzywa się ich udręczone dusze. To jednak nie tłumaczyło wszystkiego. W zamku bezustannie panowała nieokiełznana aura. A przynajmniej jako aurę odczuwały to uczennice i ich nauczycielki. Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuszczał się do tego klasztoru. A jeśli nawet wbrew wszelkim ostrzeżeniom zechciał w nim nocować, już po kilku godzinach nachodziły go upiorne wizje. Niby nic. Smutne twarze, blade wizerunki dzieci w staromodnych kostiumach, wyjące zwierzęta. Było to jednak na tyle odstręczające, że z pewnością nikt nie chciałby przechodzić tego po raz drugi. Dlaczego nie dotyczyło to pensjonarek i nauczycielek? Najpewniej zwykłe przyzwyczajenie, choć ciężko było do tego uczucia przywyknąć. Jedynym miejscem, gdzie obecnie nikt nie nocował, było zachodnie skrzydło. W czasie ostatniej wojny zostało niemal doszczętnie zrujnowane, a od siedmiu lat nikt nie zabrał się za odbudowę czy renowację. Kraj dopiero odradzał się ekonomicznie i nie można było pozwolić sobie na zbyt duże wydatki. Część uczennic wysłano do innego klasztoru a w tym dokonano reorganizacji. Wojna trwała niespełna 11 lat, a jej skutki były znacznie gorsze niż przewidywano. Aby zapobiec dalszej zarazie, jaką niosły ze sobą oddziały nieprzyjaciela, należało użyć magii, która zmieniła ten świat nie do poznania. Demony i ich przekleństwo zostało powstrzymane kosztem natury i wszystkich stworzeń. Na terenie elfiego królestwa nie przetrwało ani jedno źdźbło trawy. Wojna zabrała ze sobą miliony istnień. Tysiące zostało rannych. Na psychikach wszystkich bez wyjątku odcisnęła piętno. Trudno zliczyć tych, którzy nie oparli się opętaniu. Większość trzeba było zgładzić. Nawoływano do tego, żeby naznaczonych demonią zarazą członków rodziny oddawać do miejskich ośrodków, gdzie oczywiście dokonywano bezbolesnej eutanazji. Za ukrywanie lub niedostarczenie osoby opętanej groziła równie surowa kara. Ci, których można było uratować kierowano na szkolenia magiczne do klasztorów, ale i tam szybko zabrakło miejsca i zaczęło dochodzić do tak potwornych incydentów, że wkrótce zaprzestano tych działań. To wszystko żeby chronić wytrzebione społeczeństwo. Gdyby nie odrobina szczęścia i klasztory zostałyby z niszczone. Przez długi czas stanowiły niewielkie enklawy, w których zarówno okoliczna ludność jak i same pensjonarki czuły się względnie bezpieczne. Do czasu, kiedy i zamczyska akademii zaatakowano. Apolonia pamiętała ten dzień jakby to było wczoraj.
W całym zamczysku rozbrzmiały dzwony, obwieszczające zbliżające się niebezpieczeństwo. Uczennice i elfy z pobliskiej wsi prowadzeni przez kilka wróżek staczali się w pośpiechu po wąskich kręconych schodach do lochów. We wnętrzu panował paskudny odór. Wszędzie unosiła się dusząca wilgoć, którą niemal można było ujrzeć w świetle pochodni. Zebrani ulokowali się gdzie tylko znaleźli dla siebie kawałek przestrzeni. Większość stanowiły kobiety z wtulonymi w siebie dziećmi. Pensjonarki zebrano w jednym kącie. Apolonia siedziała, opierając się o zimną ścianę. Podkuliła nogi do brzucha i pustym wzrokiem patrzyła przed siebie. Zaabsorbowały ją wstrząsy całej budowli i dochodzące z zachodniego skrzydła odgłosy walki. Wybuchy przerywane wyładowaniami elektrycznymi. Czasem słychać było oręże, ogień czy trudne do zidentyfikowania uderzenia. Niekiedy dosłyszeć można było bojowy okrzyk którejś z nauczycielek. Wtem ogromna kamienna kula wyrzucona z balisty huknęła w przeciwległą ścianę lochów. Wszyscy skulili się w sobie, wpatrując się w zionącą wyrwę. Nie dało się przez nią niczego dojrzeć. Niepokojące było natomiast zachowanie trzech czarodziejek wyznaczonych do ochrony cywilów. Zebrały się w grupce i ewidentnie w panice omawiały, co zrobić, żeby demony nie przedarły się do środka. Mistrzyni Celestyna podeszła do dziury i zaczęła na niej kreślić znak alchemiczny. Nie zdążyła. Naprzeciw niej stanął demon. Właściwie nie miał ciała. Wyglądał jak duch, jak cień… Nie miał ani ludzkiego kształtu ani nic co ludzkie. Jednie epatował emocjami. Wyrażał całym sobą nienawiść w czystej postaci. Był wcieleniem okrucieństwa, bezwzględności i zazdrości. Nim Celestyna zdążyła zareagować, pierzchnął nią o ścianę. Kobieta od razu straciła przytomność. Dwie pozostałe wróżki rzucały w niego zaklęciami, które zdawało się kompletnie na niego nie działały. Tylko rozglądał się po wnętrzu, a kiedy wypatrzył uczennice, ruszył w ich kierunku. Wiktoria i Ludwika spowolniły go czarami, lecz nie udało im się całkiem go zatrzymać. W końcu stanął twarzą w twarz z Apolonią, która bez skutku próbowała uciekać czy chociaż uchronić się przez nim. Serce biło jej jak oszalałe. Miotała się na wszystkie strony, lecz jakaś siła nie pozwalała jej panować nad własnymi kończynami. Czuła, jak ją obwąchuje, choć nie miał nosa. Jak świdruje ją wzrokiem, choć nie miał oczu. Ślizgał się wokół jej ciała, krępując ruchy, muskając skórę. Bawił się nią jak marionetką. Dziewczyna mogłaby przysiąc, że i przemówił do niej, a przecież nie miał ust… Syknął, zaciskając jej gardło- „Pamiętasz mnie?” Wtedy zaryglowane drzwi do lochów uderzyły o ziemię, miotane zaklęciami. Przez tumany kurzu, które wzbiły się w powietrze, wparowała dysząca Kaltrope. Wystarczyło jedno jej słowo. Z kosturu błysnęły światła niczym rzucane reflektorem. Znikąd pojawił się wiatr, który porwał promienie i wymierzył w demona. Ten z piskiem, jaki dało się tylko wyczuć, oskoczył od Apolonii niczym porażony. Drugie, trzecie zaklęcie rzucone w błyskawicznym tempie trafiły bezbłędnie przeciwnika. Potwór po prostu rozpłynął się w powietrzu, pozostawiają po sobie zaraźliwą kurzawę. Kaltrope całkowicie wykończona spojrzała na swoją uczennicę, która jeszcze przed chwilą ocierała się o śmierć. Oparła się przez chwilę o ścianę i wydawać się mogło, że zaszlochała gniewnie. Potem, kiedy energia znów zebrała się w jej starych kościach, podeszła do pensjonarki i zdzieliła ją kosturem przez głowę
Od tego czasu minęło 5 lat. Wojna się skończyła, a życie wróciło do normalności. Apolonia wreszcie doszła do odosobnionej komnaty swojej Mistrzyni. Często wzywała ja do siebie w godzinach nocnych, kiedy miała dla niej odrobinę czasu. Dziewczyna zapukała w mahoniowe, rzeźbione drzwi. Po chwili uzyskała pozwolenie na wejście. Wnętrze znacznie różniło się od zamkowych korytarzy. Było stylowe i przytulne, a wręcz pokój sam w sobie zapraszał do środka. Trudno powiedzieć, czy to efekt dobrego wystroju czy może jakiegoś niewinnego zaklęcia. W komnacie znajdowało się ciężkie, dębowe biurko, całkiem zasłonięte stosem pergaminów. Okna przysłonięto grubymi kotarami, na które światło rzucał stary kominek. Podłogę pokrywały prawdziwe, drewniane panele. Na środku zaś znajdowała się ogromna sofa w literę L. Naprzeciwko niej dwa staromodne krzesła. Pomiędzy nimi stoliczek do herbaty na okrągłym dywaniku. Na kanapie siedziała ta sama kobieta, która w nocy ataku obroniła Apolonię. Nie była już pierwszej młodości, ale biła od niej żywotność, jakby za nic robiła sobie posuwający się do przodu wiek. Cały strój miała nienaganny. Siwe włosy upięte szpilkami w kok, lśniące okulary na nosie, japońska sukienka ze stójką, dobrze opinająca ciało. Na twarzy niemal nie miała zmarszczek, a to dość zaskakujące, ponieważ często mrużyła oczy lub wykrzywiała wąskie usta.
- Witaj Apolonio, napijesz się herbatki?- zapytała uprzejmie skrzekliwym głosem. Rzeczywiście w komnacie roznosił się przyjemny zapach naparu. Apolonia przytaknęła i usadowiła się obok Mistrzyni wyprostowana i równie nienaganna. Odebrała od Kaltrope ręcznie malowaną filiżankę. - Przepraszam cię, że dopiero dziś i o tej porze ściągnęłam Cię do siebie. Ufam jednak że w czasie mojej nieobecności spożytkowałaś czas na coś wartościowego.- rzekła opierając się o oparcie. Wzrok skierowała na uczennicę. - Oczywiście, Kaltrope. Zaczytywałam się w bibliotece na temat alchemii. Nie mam też ci nic za złe. Dobrze wiesz, że nie musisz się o mnie martwić. Wiem, jak trudna musi być rola przywódczyni Rady Pięciu. - Jak sobie doskonale zdajesz sprawę życie wróżki to misja, której sama sobie nie wybierała. – zaczęła wywód, jakby kompletnie nie zwracała uwagi na odpowiedź uczennicy- Umiejętność panowania nad przekleństwem, które ciąży na każdej z nas to sztuka. Nie możemy zawieść zaufania społeczeństwa, ponieważ w przeciwnym wypadku inkwizycja długo by nie czekała ze zgładzeniem nas. Lata nauki okupione są trudem, żalem, zmęczeniem. Tak samo kodeks, którego musimy się trzymać, jest z jednej strony z perspektywy przeciętnego człowieka czymś okrutnym. Jednak jak już ci nie raz tłumaczyłam, jest to koniecznością i powinnyśmy to traktować jako błogosławieństwo. Po pierwsze nie wolno nam nadużywać magii, ponieważ prowadzi to do zbyt silnego oddziaływania na naszą psychikę. Nie wolno nam przekazywać dalej spaczonych genów, gdyż jest to niemal równoznaczne z cierpieniem naszego potomstwa. I musimy mieć świadomość, że w pewnym momencie zabraknie nam sił, by walczyć z opętaniem. Kiedy zaczniemy odczuwać, że słabniemy, należy udać się do samotni i tam demon sam rozprawi się z naszymi ciałami.- pociągnęła łyk herbaty - Mam nadzieję, że nie przyszłaś mi oznajmić, że udajesz się na wygnanie?- zapytała nieco przestraszona - Oczywiście, że nie- warknęła oburzona- Czy według ciebie powinnam?! Apolonia skuliła się w sobie pod naganą. - Chciałam się upewnić, że wszystko to rozumiesz i akceptujesz. Jesteś już w takim wieku, że niebawem obetniemy ci warkocz i staniesz się pełnoprawną wróżką. Oczywiście wiek to nie wszystko. Uważam, że dojrzałaś do odpowiedzialności. Nie jest też dla nikogo nowiną, że jesteś najzdolniejszą ze wszystkich pensjonarek. - Dziękuję za te słowa, Kaltrope, ale mówisz tak już od trzech lat. - Kiedy ty wreszcie wyzbędziesz się tego niewyparzonego jęzora?- warknęła Kaltrope, aż filiżanka zadrżała jej w ręce. Apolonia znowu zorientowała się, że powiedziała o słowo za dużo - Mam nadzieję, że nie obrosłaś już w piórka, ponieważ wiedza jest niczym, jeśli nie umie się jej zastosować w praktyce. – ciągnęła Kaltrope- Chcę cię zatem uprzedzić, ze niebawem zaczniesz misje na własną rękę. Mam już kilka koncepcji. Ale skoro masz być samodzielniejsza, postanowiłam, że powinnaś dowiedzieć się o kilku sprawach. Uczennica wpatrywała się w napięciu w Mistrzynię. Ta sięgnęła ręka po plik zalakowanych kopert, który leżał związany na stoliku. - To należy do ciebie i mam nadzieję, że będziesz wiedziała, co z tym zrobić. Apolonia wzięła koperty. Rozwiązała wstążkę i zaczęła przypatrywać się nadawcom. [i]Lipiec 1496, Makary, Bractwo Żywiołó, katedra geografii Sierpień 1496, Makary, Bractwo Żywiołów, katedra geografii[/i] Listy od tego samego nadawcy powtarzały się regularnie co miesiąc rok w rok. [i]Lipiec 1502, Mira, Bractwo Żywiołów, Uczelnia, szkoła ognia[/i] Od tej osoby otrzymała listy mniej więcej co kwartał. [i]Luty 1507, Urban, Bractwo Żywiołów, Dom Pod Płonącym Feniksem[/i] To imię widziała po raz pierwszy. Później nie otrzymała już żadnego listu poza tymi od Makarego, które przychodziły z czasem coraz rzadziej. Co pół roku lub raz w roku. Dopiero po pięciu latach zaczęły przychodzić następne od nadawcy, którego nie znała Kwiecień 1512, Lucjusz, Nordmar, Villard, Pod Kamiennym Tronem Wysłał około 4 listów, po czym nie otrzymała nic więcej. Myśli kołatały się w głowie dziewczyny. Patrzyła z niedowierzaniem na nadawców i na daty listów. Łzy wezbrały w jej oczach, choć starała się je opanować. Zaczęła ciężej oddychać, rękę przycisnęła do twarzy. W końcu skierowała pełen żalu wzrok na Kaltrope, która w tym czasie sprawdzała stan swoich paznokci. Apolonia siliła się z całych sił, żeby opanować burzę uczuć. Czuła, jak wzbiera w niej niewysłowiona nienawiść do Mistrzyni. Przez zaciśnięte zęby wysyczała: - Przez 20 lat otrzymywałam listy, a ty nic mi o tym nie powiedziałaś?- wypiszczała. Zawsze w emocjach jej głos przechodził w falset. Kaltrope oderwała wzrok od paznokci i z obniżoną głową spojrzała lekko niedowierzając, trochę pobłażliwie na uczennicę. - Zrobiłam to, co uznałam za stosowne. Powinnaś być mi wdzięczna, że w ogóle ci je przekazałam. - Jak mogłaś to przede mną ukryć. Całe życie myślałam, że świat o mnie zapomniał. Kaltrope straciła cierpliwość. - Najwidoczniej jednak pomyliłam się co do ciebie. Łamiesz zasady kodeksu jeden po drugim. Dobrze wiesz, że nie powinnaś ulegać emocjom ani czuć się związana z rodziną. Proszę, oddaj mi listy. Apolonia w momencie się opanowała. Przycisnęła listy do piersi. - Nie, przepraszam Cię, Kaltrope. Ja po prostu się nie spodziewałam. Ja… Proszę, pozwól mi zachować listy. Wróżka spojrzała na uczennicę, która kurczowo trzymała plik listów. Westchnęła głęboko, dopiła herbatę, po czym przemówiła. - Naucz się wreszcie panować nad swoim wyszczekanym językiem.- Po chwili dodała- Zabierz te listy i zejdź mi z oczu.
Za oknami rozpętała się burza. Wysuszone drzewa szalały koronami na wszystkie strony. Okiennice uderzały rytmicznie o framugi okien, przez które wdzierały się co jakiś czas powiewy wiatru. Ten zaś wprawiał w ruch łagodny płomień dopalającej się w niewielkiej celi świecy. Pokój przyprawiał swoją…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nache
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…