Wróć do katalogu

nostalgia anioła- ścieżka przeznacznia

ciąg dalszy historii o upadłym aniele stróżu i jego ukochanej Madeline...

buffy119, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Samuel uchylił przed nią drzwi. Madeline nagrodziła go wdzięcznym uśmiechem. Jej oczy błyszczały z radości. On także uśmiechnął się, zarażony jej dobrym humorem. -Nie wierzę, że ten koszmar się skończył, to takie nierealne...- mamrotała pod nosem. -Uwierz- odparł- to cud- uśmiechnął się łobuzersko- nie zbadane są ścieżki Pana, mówiłem ci- starał się brzmieć wiarygodnie, ale blizny po odciętych skrzydłach boleśnie go piekły. -Dla ciebie Maddy- pomyślał. To dodawało mu sił. Poprowadził ją przez korytarz. Po drodze mijali schorowanych ludzi, ale teraz wydawali się oni tylko tylko tłem. Sam zaczynał rozumieć ludzkie powiedzenie „szczęście uskrzydla”. Teraz, jego stare skrzydła wydawały się jedynie zbędnym balastem. Wyprzedził Madeline przy przeszklonych drzwiach wyjściowych i otworzył je na oścież. To była ich brama, brama do wolności. Maddy przyjrzała się niepewnie drzwiom, jakby one jedynie iluzją. Uśmiechnął się dopingująco. Dziewczyna przybrała pozycję napastnika na boisku. Nachyliła się, a potem rzuciła się przez drzwi, jakby te miały zaraz zniknąć. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko nie jest jedynie snem, że nie obudzi się znów zalana łzami, podłączona do obrzydliwej kroplówki. Jej rak po prostu zniknął. W kilku susach pokonała schody i znalazła się na parkingu. Wolność była upojna, uderzała do głowy niczym alkohol. Po chwili dołączył do niej. Chwycił ją w pasie i podniósł do góry niczym bohaterkę. Madeline wydała z siebie radosny okrzyk zwycięstwa. Sam zamknął jej usta pocałunkiem. Wczepił jej dłoń we włosy ( nie obchodziło go to, że są sztuczne) i przyciągnął ją porywczo do siebie. Zapłacił wysoką cenę, ale nie żałował. Zrobiłby to samo i po tysiąckroć. Zwycięstwo był słodkie. Nie chciał wypuścić jej z objęć choćby i na sekundę. Jej najwyraźniej to odpowiadało i nie pozostawała mu dłużna. Jej rozgrzane, nabrzmiałe od pocałunków usta wykonały na jego wargach dziki pląs. Oddychała spazmatycznie. -Oh, Madeline- szepnął roznamiętnionym tonem. Uciszyła go. -Daj mi usta- bąknęła władczym tonem. Natychmiast spełnił jej prośbę. O niczym innym teraz nie marzył. Włożył w to całe swoje serce. Zalała go fala czystej, niczym nie skrępowanej miłości. Czuł, że zagląda w głąb jej duszy. Chciał dotrzeć do jej najskrytszych myśli i marzeń. Najbardziej pragnął ujrzeć tam ją, odbitą przez pryzmat światła w swych własnych oczach. Obdarzył ją głębokim pocałunkiem pełnym namiętności i pasji. Maska starego chevroleta wydawała się tak kusząca...teraz żałował utraty skrzydeł, ich powierzchnia zapewniłaby obojgu trochę prywatności. Madeline była jak zakazany owoc, chciał się w niej zatracić bez reszty. Chciał by ten ogień się rozprzestrzeniał. Nie pamiętał, kiedy ostatnio serce biło mu w ten sposób. To był chyba pierwszy raz. Dziewczyna jeszcze raz delikatnie musnęła jego wargi, po czym lekko acz stanowczo odsunęła go od siebie. Spojrzał na nią zdezorientowany. -Nie teraz, nie tutaj- szepnęła. -Kocham cię- odparł. Maddy posłała mu najpiękniejszy z uśmiechów. -Ja ciebie tęż- powiedziała, i uścisnęła mocno jego dłoń. Sam uśmiechnął się rozbrajająco- dla ciebie wszystko najdroższa... Madeline roześmiała się a on jej zawtórował. Stali tak, śmiejąc się, sami nie wiedząc właściwie z czego. Na szpitalny parking podjechała żółta taksówka. -Gotowa?- spytał zadziornie. - Jeszcze jak- odparowała. -Pójdę po twoje rzeczy- zaproponował. Dziewczyna skinęła głową. -Poczekaj tu na mnie- upomniał ją- nigdzie się beze mnie nie ruszaj, dobrze? Zaraz będę z powrotem... odbiorę tylko torbę... -Nawet mi się nie śniło, żeby iść gdziekolwiek bez ciebie, nigdzie si nie wybieram... -To dobrze- uciął. Był śmiertelnie poważny. Madeline patrzyła prosto w jego ciemnozielone tęczówki i wiedziała, że nie żartuje. Kryła się w nich troska i niezaspokojona,tęskna potrzeba bliskości. Zaczesał jej włosy za ucho i przesunął dłonią po policzku. Przytrzymała tę dłoń i wtuliła w nią twarz, napawając się jej ciepłem. Sam patrzył na nią czule. Nie chciał, by ta chwila kiedykolwiek się kończyła. Sekundy ciągnęły się jak godziny. Nachylił się nad nią i musnął ustami jej czoło. Maddy czuła jak jej twarz rozgrzewa się pod kurtyną jego włosów. -Zaraz wrócę- szepnął jej na ucho. Odsunął się i wolnym krokiem pomaszerował w stronę szpitala. Odprowadzała go wzrokiem, kiedy zniknął między autami przy wejściu. Zniecierpliwiony kierowca taksówki, który ciągle spoglądał na zegarek, wcisnął gniewnie klakson. Dziewczyna spojrzała na niego przepraszająco. Miała nadzieję że kierowca tak po prostu ich nie zostawi i nie odjedzie.

Samuel wszedł przez przeszklone drzwi, przepuszczając w nich parę staruszków. Po całej placówce kręciły się pielęgniarki w białych uniformach. Oddział onkologiczny, drugie piętro. Mozolnie przeciskał się przez masy ludzi, najpewniej pacjentów i ich krewnych. No tak, to pora odwiedzin. Wspinał się po schodach, usiłując nikogo nie potrącić. Drugie piętro w porównaniu do pierwszego i parteru wydawało się wyludłe. Pacjenci jak zwykle snuli się, zmęczeni szarą rzeczywistością. Gdzieniegdzie krzątały się poszczególne osoby. Po ich twarzach było widać, że starają się ukryć zakłopotanie i poczucie beznadziei. Dla nich, ci wszyscy ludzie byli już skreśleni. Nikt by się raczej nie przejął, gdyby to piętro przerobiono na hospicjum. Tu każdy się z tym liczył. Westchnął. Kiedy patrzy na tych ludzi, żyjących na kredyt, którzy na domiar złego w pełni zdawali sobie z tego sprawę, boleśnie ukuło go sumienie. Dobrze wiedział, jak to jest żyć z wyrokiem. Madeline dostała swoją szansę, która im nie była dana. Piekło wcale nie kryło potwornych tajemnic, jakby się niektórym mogło zdawać. Piekło kryło się tu na ziemi. W tym małym, zapomnianym szpitaliku, który ludzie spoza marginesu usuwali ze swego otoczenia. Zapomniany, usunięty, niechciany element tego paskudnego świata. A jednak zdecydował się tu zostać. Brak nadziei, brak wiary w cud. Nawet krzyże n ścianach milczały ponuro, zawstydzone swą bezużytecznością. I gdzie w tym wszystkim był Bóg? Owszem, oni wszyscy trafią kiedyś w zaświaty, do raju bądź w nicość. A on sam, jak wszyscy jego pobratymcy obarczony funkcją rajskiego Charona, z góry skazany na śmierć. Bez nadziei na wynagrodzenie z wierną służbę. Był niepomiernie szczęśliwy, że zrzekł się powołania. Może i ojciec go kiedyś potępi, ale nie żałował ani teraz, ani nie zamierzał kiedykolwiek. Nawet niewyobrażalne cierpienie było lepsze niż bez emocjonalna egzystencja. Zwłaszcza, jeśli można je ofiarować komuś, kto znaczy dla ciebie więcej niż życie, komuś, kogo się kocha. Miłość Boga dawała jedynie ciepło, osobliwie nikłe w swojej prostocie. Nie zamienił by swojego, i tak już przypieczętowanego losu na żaden inny. Odnalazł drzwi do właściwej sali. Wszystko stało tak jak je zostawili, na swoim miejscu. Jedyną różnicą było puste łóżko pod ścianą. Jedyny dowód na to, że cuda jednak się zdarzają. Podszedł bliżej. Jedynie ta wstrętna tabliczka „ Madeline Jenkins” przypominała o dawnym koszmarze. Zerwał ją z odrazą. A jednak, dopiął swego. Wyciągnął spod polowego łóżka granatową walizkę i rozłożył ją na zniszczonym materacu. Nie było zbyt wiele do zapakowania. Jedyne ubranie jakie przywiozła, miała teraz na sobie. Wyciągnął z szafeczki rozklekotanego walkmana i sosik płyt w popękanych, plastikowych opakowaniach. Zaciekawiony, zaczął oglądać okładki. AC/DC, Bon Jovi, Kansas, Guns 'n Roses, Queensryche, Led Zeppelin... uśmiechnął się pod nosem. Dinozaury rocka. Dobrze wiedział, że Madeline najchętniej cofnęłaby się do lat 90'tych. Podniósł poduszkę i wyciągnął spod niej oprawiony w skórę pamiętnik. Przez chwilę go kusiło, ale się powstrzymał. Nie miał prawa go czytać, lub choćby nawet zaglądać do środka. Zapakował wraz z fioletowym długopisem. Następne w walizce wylądowały książki Madeline. Zmierzch, Drakula, kroniki wampirów i kolekcja tanich Szekspirsów z gazety. -Niezły horrorek- skwitował. Jeszcze pluszowy łosiek, kupił go jej na walentynki. Uśmiechnął się do swoich wspomnień. Wata cukrowa była przepyszna... Maddy była taka szczęśliwa, kiedy wyrwali się razem do lunaparku. Suwak zgrzytnął, kiedy zamykał walizkę z powrotem. Podniósł ją, i jeszcze raz obrzucił salę szpitalną spojrzeniem. Wiązało się z nią tyle pięknych i przykrych wspomnień. Nagle zdał sobie sprawę, że dziwnie będzie żyć u boku Madeline, bez tego szpitala, kroplówki i zapachu leków... bez ciągłej, wzajemnej obawy o życie. Teraz sobie to uświadomił. To tu się poznali... okoliczności były potworne, ale właśnie to zbliżyło ich tak bardzo do siebie... to wtedy po raz pierwszy poczuł co to strach... to wtedy te wszystkie uczucia o których istnieniu nie miał dotychczas pojęcia, zwaliły mu się na głowę... Wtedy myślał, że to Bóg stwórca pokarał go za niesubordynację, za współczucie, za to, że coś najzwyczajniej w świecie wtedy nim pękło... może i tak w istocie było, ale teraz... nie uważał już tego za karę, ale za…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych