Nowe życie
Historia młodego chłopca o trudnym dzieciństwie, który pewnego dnia postanawia zmienić swoje życie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG Wstałem. Więc jednak żyję? Szkoda. Pewnie większość z was zastanawia się, dlaczego nie mam ochoty żyć. Chętnie bym odpowiedział, gdybym sam wiedział. Dziś 23. sierpnia, a więc został tylko tydzień wakacji, tydzień lenistwa, błogiego odpoczynku, siedem dni wolności. - Nienawidzę szkoły! - krzyknąłem na cały dom. I tak jestem w nim sam, z czego w sumie się ciesze. Wczołgałem się z łóżka, wziąłem prysznic i nagle mną wstrząsnęło. Ostatni tydzień...Trzeba coś z tym zrobić. Od lat planowałem zmianę w swoim życiu, ale nigdy nie dotrzymałem postanowień, jakie sobie narzuciłem. Nigdy, aż do teraz. Czas skończyć z dotychczasowym życiem, zacząć nowy rozdział. Najlepiej od razu.
ROZDZIAŁ 1. - SPOTKANIE Od czegoś trzeba było zacząć. Zawsze marzyłem o prawdziwej miłości. Hmm, prawdziwej? Mam w prawdzie dopiero 16 lat, ale to chyba nie ma nic wspólnego z miłością? Wiele dziewczyn mi się podoba, ale co z tego? Do żadnej i tak nie zagadam. W przeszłości byłem tylko w jednym związku. Trwał on 3 miesiące, ale w końcu ona mnie zdradziła. Nie ma nic gorszego od zdrady.
Zgłodniałem. Pieczywa oczywiście nie ma, ojciec wszystko zjadł. Wziąłem więc cześć swoich oszczędności i poszedłem do sklepu. Jak zwykle zabrałem ze sobą słuchawki, w każdym etapie mojego życia (od jakiś 3 lat) towarzyszyła mi Taylor Swift. Nie wiem czemu, ale jej piosenki zawsze dobrze na mnie działały. Sklep znajdował się raptem kilometr od domu, więc nie czekała mnie długa droga. Drzwi otworzyłem jak zwykle zamyślony. - Dzień dobry - powiedziałem z przyzwyczajenia. - Hej - odpowiedział mi głos. Głos? Nie, to nie był zwykły głos. Z wrażenia zdjąłem słuchawki z uszu. Wtedy ją zobaczyłem. Nie wiem kto to, nigdy wcześniej jej tutaj nie widziałem. Ale w tym momencie liczyła się ona, tylko ona. Byłem pewny, że się w niej zauroczyłem. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, jakoś nigdy w to nie wierzyłem. Nie wiedziałem, co powiedzieć, zapomniałem, po co w ogóle przyszedłem do sklepu. Zapomniałem przy niej o wszystkim. Wiedziałem już wtedy, że ona była początkiem moich zmian, które rano zaplanowałem.
ROZDZIAŁ 2. - DEPRESJA Doszedłem do siebie. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Od tych pięknych, długich, ciemno-brązowych włosów. Brunetka. Musiała trafić w mój słaby punkt? Rysy jej twarzy są bardzo wyraźne, z pewnością nie była już małą dziewczyną. Powoli stawała się kobietą. Jestem pewny, że ma około 18 lat. Chciałem ją właśnie spytać o wiek, ale przypomniałem sobie o mojej wadzie. Staliśmy długo w milczeniu, aż w końcu ona przerwała niezręczną ciszę. - Co podać? - zapytała lekko zdezorientowana. Nie odpowiedziałem od razu. Moją uwagę przykuły jej śnieżnobiałe zęby. Były wprost idealne, aż trudno mi było uwierzyć, że należą do człowieka. - Chciałem coś kupić - wybąkałem w końcu. Boże, ale ze mnie idiota. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedziałem. To chyba logiczne, że do sklepu idzie się po zakupy... - A co konkretnie? - zapytała z lekkim uśmiechem. Ten uśmiech. Ile bym dał, żeby tak zatrzymać tą chwilę na dłużej. - Zapomniałem. Dopiero teraz zauważyłem, że w sklepie znajdują się inni klienci. Przyglądali nam się ze zdziwieniem. Dostrzegłem jednak, że są nieco poirytowani. Ta chwila milczenia musiała więc trwać dłużej, niż mi się wydawało. - Więc... Poproszę... Nie ważne... Odwróciłem się na pięcie i szybko wybiegłem ze sklepu. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu, uciec od wszystkich, od wszystkiego. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieję. Otworzyłem drzwi, zdjąłem buty i pobiegłem do pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi, w oknach zasunąłem rolety i położyłem się na łóżku. Nie wiem kiedy zacząłem płakać. Były to chyba zły wywołane nerwami. Dopiero teraz dotarło do mnie, co wydarzyło się w sklepie. Wyszedłem na totalnego idiotę. Było mi cholernie wstyd za samego siebie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć. Wszystko to było kolejnym powodem, dla którego chciałem umrzeć. Usnąłem. Obudziłem się po godzinie. Twarz nadal miałem morką od łez. Wydaję mi się jednak, że moje nagłe załamanie nie jest spowodowane wyłącznie wydarzeniem ze sklepu. To jest coś więcej. Czuję, jak się staczam i nie mogę temu zapobiec. Ojciec. Matka. To dwa główne powody moich problemów. Ojciec? Jak dla mnie, nie zasługuje on na to miano. Do domu przychodzi tylko wtedy, gdy jest głodny lub śpiący. Nie wiem, co robi, gdzie jest. Nie obchodzi mnie to. Płaci rachunki, więc mam przynajmniej gdzie spać. Gorzej z kasą na jedzenie, ubrania i książki. Nie raz musiałem pracować dorywczo, żeby mieć za co jeść. Ale kogo w ogóle obchodzi mój los? Chyba tylko babcie. Ona jedna zawsze mnie rozumiała i wspierała. Mimo nędznej emerytury, co miesiąc stara mi się coś dać. Wie, w jakiej jestem sytuacji. A matka? Matki nie ma. Nie żyje. Odeszła. Wszystko przez ojca, ale nie mam teraz siły tego tłumaczyć, nie w tym stanie. Od 5 lat mieszkam tylko z ojcem. Staram się dobrze uczyć, w tym roku skończyłem gimnazjum z wyróżnieniem. Dzięki dobrym wynikom z testów, dostałem się do liceum. Przede mną 3 lata ciężkiej pracy. Ciężkiej, bo chcę zdać maturę na tyle dobrze, żeby dostać się na dzienne studia. Wtedy będę mógł raz na zawsze odciąć się od ojca, od wszystkich moich dotychczasowych problemów. Może właśnie zbliżająca się matura spowodowała u mnie chęć zmian? Boję się jednak, że ta chęć szybko minie. Za każdym razem, gdy tylko widzę ojca, wszystko, co we mnie pozytywne, znika. Obiecałem sobie, że od września będę się uczył na bieżąco. Nie chcę mieć potem zaległości. Wiedziałem jednak, że mieszkając z ojcem nie dam rady dobrze przygotować się do matury. Musiałem wymyślić plan na kolejne 3 lata. W prawdzie jeden mam już od dawna. Chciałbym zamieszkać z babcią. Wiem jednak, że ojciec nigdy się na to nie zgodzi. Zawsze można jeszcze uciec z domu. Jestem pewny, że ojciec nawet by nie zauważył mojego zniknięcia. Mogłem też uciec do babci. Moje przemyślenia przerwał telefon. - Halo? - Dzień dobry. Rozmawiam z Bartkiem? - Tak, a o co chodzi? - Twój tata został przed chwilą przywieziony do szpitala. Przechodnie znaleźli go leżącego na chodniku. Jest kompletnie pijany. - Aha. - Chcesz do niego zajrzeć? - Nie, dziękuję. - W takim razie nic więcej do przekazania nie mam. Do widzenia. - Do widzenia. W głosie lekarza wyraźnie było słychać zdziwienie.W sumie, to normalne. Nigdy nie obchodził mnie los ojca, więc czemu teraz miało być inaczej? Upił się nie pierwszy raz, wytrzeźwieje, a potem znów zacznie pić. Po co mam do niego jechać? Żeby znów mnie zwyzywał? Miałem jedynie nadzieję, że jego pobyt w szpitalu będzie trwał dłużej, niż jeden dzień. Miałbym wtedy czas na poukładanie sobie wszystkich spraw. Może to właśnie jest chwila, w której należy się spakować i uciec? Mam mętlik w głowie, nie mam pojęcia, co robić. Nagle dotarło do mnie, że nadal jestem głodny. Odpuściłem sobie śniadanie, była już pora obiadowa. Przygotowałem warzywa na patelni, które zjadłem z kotletem od babci. Później pozmywałem i wiedziałem już, co zrobię. Muszę odwiedzić babcię i o wszystkim jej powiedzieć. Jestem pewien, że jak zwykle mnie zrozumie i pozwoli mi się przeprowadzić. W niej była moja ostatnia nadzieja. Ostatnia nadzieja na lepsze życie.
ROZDZIAŁ 3. - BABCIA Wyszedłem od razu. Dojście do babci zajmuje około godzinę drogi, miałem więc sporo czasu na słuchanie muzyki. Przynajmniej to dawało mi teraz radość. Wcisnąłem dzwonek i czekałem. Zawsze trzeba było chwilę poczekać, zanim babcia doszła do drzwi. - Kto tam? - usłyszałem łamiący się głos. - To ja babciu. Otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka. Uwielbiałem ją odwiedzać. Zawsze była uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia. W prawdzie ma już 82 lata, ale wygląda na znacznie mniej. Gdy tylko do niej przychodziłem, czułem się całkowicie inaczej. Nie wiem do końca czym to było spowodowane. Może tylko u niej miałem poczucie bezpieczeństwa? Babcia zaparzyła herbatę, podała ciasto i w końcu usiedliśmy razem przy stole. Zapanowała cisza, w której to rozglądnąłem się po pokoju. Nic się tutaj nie zmieniło. Te same białe ściany, ten sam żyrandol, te same meble, które widziały chyba czasy wojny. Ta sama babcia, która od lat jest wciąż taka sama. Po chwili to ona postanowiła zacząć rozmowę. - Słyszałam o ojcu. - Tak, ja też. Jakoś mu nie współczuję. - Nie możesz tak mówić, mimo wszystko to Twój ojciec. - Ojciec? Nie wydaję mi się... - Synu... - Babciu, myślałem, że mnie rozumiesz. - Rozumiem, ale nie możesz tak traktować ojca. - Zasłużył sobie na to. Babcia spojrzała na mnie srogo. Wolałem nie kontynuować już rozmowy o moim stosunku do ojca. - Babciu, mam sprawę... - O co chodzi? - spytała z wyraźnym zaciekawieniem. - Chciałbym się do ciebie wprowadzić. Powiedziałem to prosto z mostu, przy babci zawsze czułem się swobodnie. Popatrzyła mnie z troską, jednak widać było, że ma mieszane uczucia. - Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. - Babciu, dobrze wiesz, jaka jest sytuacja w domu. - Tak, ale czy to wystarczający powód? - Za 3 lata mam maturę, w domu nie mam warunków do nauki. - Jest jeszcze kwestia mojej emerytury... - Mam spore oszczędności. Pomogę Ci w opłacaniu rachunków. - Będziesz miał u mnie mało miejsca. - A co mi potrzeba? Tapczan do spania i stół do odrabiana lekcji. Nic więcej. - A co na to ojciec? Miałem nadzieję, że babcia pominie tego typu pytania. - Nie obchodzi mnie jego zdanie, wiem, czego chcę. - Nie mogę pozwolić na przeprowadzkę bez jego zgody. - Nie możesz? Wolisz więc, żebym spał sam w domu, bo jego nigdy nie ma? Żeby mnie w końcu pobił, bo zabraknie mu pieniędzy na piwo? Żebym nie miał gdzie mieszkać, bo przestanie płacić rachunki? - To nie jest takie proste... - Nic w moim życiu nigdy nie było proste! Zbierało mi się na płacz, jednak ze wszystkich sił starałem się zatrzymać łzy. Nie chciałem brać babci na litość. Zapadła cisza. Postanowiłem walczyć o swoje. - Więc jak? - zapytałem stanowczo. - Nie wiem... - Miałem nadzieję, że znajdę u Ciebie pomoc. - Bartek... - Daj mi spokój. Nie powstrzymałem już płaczu. Poczułem łzy na policzkach. Skierowałem się do wyjścia, nie chciałem, żeby babcia widziała mnie w takim stanie. - Zaczekaj! - krzyknęła za mną. - Mam dość! - Daj mi czas na przemyślenie... - Nie ma czasu. Ojciec lada chwila wróci do domu. Jeśli mam szansę się wyprowadzić, to tylko teraz. - Powiesz mu o tym? - Zostawię kartkę. - Nie sądzisz, że będzie zły? - Na pewno będzie, ale mam dość takiego życia. Muszę coś zmienić. - Rozumiem... - zabrzmiało to jakoś bez przekonania. - Babciu, proszę... - Zadzwonię do ojca. - zabrzmiało to jak wyrok. Wiedziałem, że wszystko stracone. Gdy tylko ojciec dowie się, co planuję od razu wróci do domu. Zrobi wszystko, żebym tylko z nim został. - Nie możesz tego zrobić! - łzy ponownie napłynęły mi do oczu. - Muszę, nie mam innego wyjścia... - To ja nie mam innego wyjścia! Musisz teraz zdecydować. Zgadasz się, czy nie? Cisza. Najdłuższa chwili ciszy, jaką pamiętam. Nie wiedziałem, jaka będzie decyzja babci. Byłem pewny, że odmówi ze względy na ojca. - No dobrze, ale... Nie obchodziły mnie teraz żadne 'ale'. Babcia się zgodziła! Widziałem jednak, że nie była pewna tego, co robi. Trudno. Mi wystarczył sam fakt, że z nią zamieszkam. Z radości przytuliłem ją mocno. Brakowało mi tego. - Spokojnie, bo zaraz ja będę musiała jechać do szpitala - powiedziała z trudem. - Dziękuję babciu! Jesteś kochana! Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem się szczęśliwy. Prawdziwie szczęśliwy. Moje życie powoli się zmienia. Teraz marzyłem tylko o tym, żeby przeprowadzka się udała. - Biegnę do domu po swoje rzeczy. Wrócę wieczorem! - Uważaj na siebie! - ostrzegła mnie babcia z progu. Nic nie było mnie w stanie powstrzymać. Pędziłem do domu najszybciej, jak tylko potrafiłem. Dobiegłem już do drzwi, przekręciłem klucz, ale coś było nie tak... Drzwi były otwarte. W pierwszej chwili pomyślałem, że zapomniałem ich po prostu zamknąć. Dopiero po chwili zorientowałem się, jaki był prawdziwy powód. W kuchni, przy stole siedział ojciec. Pił. Jak zwykle pił. Wszystkie moje nadzieje prysły w jednej chwili. Nie zrezygnowałem jednak z przeprowadzki. Nie mogłem tak łatwo się poddać. Rzuciłem na ojca pełne wściekłości spojrzenie i pobiegłem na górę. Wyciągnąłem z pod łóżka największą walizkę, jaką miałem i zacząłem się szybko pakować. Zabrałem wszystkie ciuchy, kosmetyki, książki, a także małego laptopa, którego kupiłem na początku wakacji. Oczywiście ze swoich oszczędności. Walizkę ledwo udało mi się zamknąć. Najgorsze było dopiero przede mną. - Uda się - powiedziałem do siebie. Wziąłem walizkę i zacząłem powoli schodzić schodzić po schodach. Dochodziłem już do drzwi, gdy usłyszałem głos ojca. - Dokąd się z tym wybierasz? - wskazał na walizkę. - Wyprowadzam się. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Nie był jeszcze kompletnie pijany, ale niewiele mu brakowało. Tak jak przypuszczałem, mój los w ogóle go nie obchodził. Może to i lepiej... - Niby gdzie? - wyczułem sarkazm. - Do babci. - Nigdzie nie idziesz! - Bo co? - Bo ja ci nie pozwalam. - No i co z tego? Kim ty jesteś, żebyś mógł za mnie decydować? - Twoim ojcem. - Nigdy nie miałem ojca! Znów miałem ochotę płakać, ale nie było teraz na to czasu. Musiałem wziąć się w garść. Wybiegłem z domu. Słychać było tylko kółka od walizki. Czyżby ojciec tak łatwo odpuścił? Spojrzałem w kierunku domu. Ojciec nadal stał w progu. Zobaczyłem z daleka wyraz jego twarzy. Wydawał się być smutnym. Może dotknęły go moje słowa? Cóż, prawda boli. Nie obchodziło mnie, co on czuje. Ważne było dla mnie to, że jestem wolny. Droga do babci minęła mi zaskakująco szybko. Nim się obejrzałem, stałem już pod moim nowym domem. - Cześć babciu! - zawołałem na progu, drzwi były otwarte. - Jesteś! Nie było problemów? - Nie - wolałem nie wspominać o spotkaniu z ojcem. - Napisałeś kartkę? - Tak, ojciec o wszystkim się dowie. Nie martw się. - Przygotowałam Ci pokój. Czułem się wspaniale. Miałem własny pokój. Kolejne 3 lata spędzę w towarzystwie mojej cudownej babci. Lepiej być nie mogło. A to dopiero początek zmian. Rozpakowałem się, a potem wziąłem gorący prysznic. Babcia przygotowała dla mnie kanapki. W natłoku tych wszystkich wydarzeń kompletnie zapomniałem o jedzeniu. Oglądałem przez chwilę telewizje, aż w końcu poszedłem spać. Kończył się pierwszy dzień mojego nowego życia. Po raz pierwszy od dłuższego czasu byłem z siebie dumny. Dokonałem dziś tego, czego bałem się dokonać od paru lat. Mogłem w końcu spać spokojnie.
ROZDZIAŁ 4. - NOWE ŻYCIE 24 sierpień. Nowy dzień. Dla mnie to również pierwszy dzień mojego nowego życia. Wyspałem się jak nigdy. Wstałem, wziąłem prysznic i poszedłem do kuchni. Na stole leżała kartka z napisem "Jestem na zakupach. Babcia.". Obok listu znajdował się talerz z kanapkami. Babcia jak zwykle zadbała o wszystko. Zjadłem szybko i zacząłem się zastanawiać, co dalej. Pogoda byłą dziś wyjątkowo brzydka. Postanowiłem włączyć komputer. 24 sierpnia... Coś mi ta data przypomina. Spotkanie klasowe. To już dzisiaj. Zalogowałem się na forum mojej nowej klasy. Chciałem sprawdzić godzinę i miejsce spotkania. Nie wiem jednak po co. Nie zamierzałem tam przecież iść. Po chwili doszedłem do wniosku, że może właśnie tego mi teraz było trzeba. W gimnazjum nie miałem za wielu znajomych. Od czasu do czasu wychodziłem tylko z nimi na miasto, większość dni spędzałem w domu. Skoro zacząłem nowy rozdział w życiu, zdecydowałem, że spotkam się z klasą. Do wyjścia miałem jeszcze kilka godzin, więc zabrałem się za sprzątanie. Gdy kończyłem, wróciła babcia. - Nie musiałeś sprzątać. - Chociaż tak mogę ci pomóc. Babcia zabrała się za robienie obiadu, a ja za czytanie książki. - Wychodzę dziś - powiedziałem w trakcie jedzenia. - Gdzie? - babcia była wyraźnie zdziwiona. - Mam spotkanie klasowe. - Tylko wróć przed północą. Kochałem w babci to, że dawała mi pełną swobodę. O nic nie pytała, nie była nadopiekuńcza, praktycznie na wszystko mi pozwalała. Zbliżała się 16. Musiałem już wychodzić, chyba, że chciałem się spóźnić. Włożyłem na siebie jeansy, jakiś T-shirt i bluzę zakładaną przez głowę. Przez ciągle padający deszcz było zimno. Zabrałem ze sobą parasolkę i wyszedłem. Umówiliśmy się pod liceum. Stamtąd mieliśmy później pójść do jakiegoś baru. Szedłem przez deszcz jak zawsze ze słuchawkami w uszach. Po chwili ujrzałem już w oddali budynek szkoły. Podszedłem bliżej i zobaczyłem grupę ludzi, która zawzięcie ze sobą rozmawiała. Zdziwił mnie jedynie fakt, że było ich tak mało. Na moje oko około 5-6 osób. W końcu znalazłem się przy nich. Wyjąłem z uszu słuchawki, a z głowy ściągnąłem kaptur. Dopiero wtedy zauważyłem, kto soi naprzeciwko mnie. Nie mogłem w to uwierzyć. To była ona. Ta sama dziewczyna, przed którą tak się skompromitowałem. Nie było jednak odwrotu. Aby nie wyjść na dziwaka, postanowiłem w końcu się odezwać. - Cześć - przywitałem się z lekko wymuszonym uśmiechem. Wprawdzie mój uśmiech powinien być skierowany do wszystkich, ale chciałem, by zwróciła na niego uwagę tylko ona, obecność innych przestała się teraz liczyć. - Hej - odpowiedział mi chłopak po mojej prawej. - Jestem Marcin. - Bartek - podaliśmy sobie ręce. Po chwili przywitałem się z resztą. Poznałem Maćka, Ankę i Magdę. Przyszedł czas na nią. - Cześć, jestem Kinga - podała mi rękę z uśmiechem na twarzy. Po raz kolejny odebrało mi przy niej mowę. Nie mogłem jednak znów wyjść na idiotę. Otrząsnąłem się jak najszybciej. - Cześć - wybąkałem. Znów cisza. Powoli stawało się to drażniące. - No, to dokąd idziemy? - zapytał Marcin. Wydawał mi się najmniej wstydliwy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Baartek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…