Numb
Prosta histora.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy przyszedłem na świat (albo świat przyszedł do mnie) znakiem pierwszym mojego życia była śmierć mojej matki.
W tej dla mnie najistotniejszej chwili matka zrobiła się zimna. Przetoczyła się obok mnie jak kula zlepiona z przeźroczystych kryształków śniegu i jak pusty ogród schowała się w jakiejś przeszłej historii.
Moja matka (moja mamusia) miała czarne jak śmierć włosy. Sny o niej zawsze kończyły się, kiedy kruki i gawrony szeleszcząc sobą, zbite w dryfujący okrąg wyfruwały z otworów w ziemi i napełniały wszystko, co można dostrzec na niebie.
Otwierałem oczy głęboko wiedząc, że zebrało się w nich na tyle łez, że można by nimi napełnić cały otaczający mnie nieznany wszechświat, w którym moje nieruchome zabawki, poukładane w chorej i nielogicznej kolejności pod ścianą, obok tego wszystkiego, co znajdowało się już w koszach, na półkach, podłodze i nie należało do mnie, ale do innych takich jak ja chłopców, a może i całkiem innych, i może nawet wśród nich byłby i taki judasz, który ma swoją mamusie.
Czułem, że jasnowidzenie dziecka przenika to wszystko istotne jak zazdrość posiadania.
Abym nie napełniał się już łzami wyliczałem w pamięci nieznane mi strugi i potoki, bo gdybym oczyścił łzami wszystkie zabawki to musiałbym umyć nogi jezusowi, tak powiedział mi ten pan, którego nienawidzę, bo bóg tego pana dał mojej mamusi tą śmierć.
W tą noc, w której gramatury światła spędził ktoś w najdalszy zakątek takiego miejsca, do którego ja nie mogłem wejść, rozmyślałem o tym świecie, na który przyszedłem albo on przyszedł do mnie i kiedy dochodziłem do początku, pojawiały się znów kruki i gawrony.
Na fotografii moja mamusia uśmiecha się do kogoś, ale widać w jej oczach śmierć, która pozbawiona koloru unosi się i tam jest, bo już wiem, ale ona tego nie dostrzegła.
Z każdym rokiem coraz wyraźniej na zdjęcie szarość jej twarzy goi i zanika powoli jak blizna albo prognoza krótkiego życia.
Pan doktor mówi, że śmierć nie ma zapachu i jest nieunikniona i że jest w niej jakaś mądrość.
Moja mamusia chciała jej słuchać i bardzo chciała odpocząć w dostatku każdego szeptu i podpowiedzi i nic już nie mogło jej zatrzymać. Nawet ja.
Wszystko, co mnie otacza ma swoje ostre krawędzie, kiedy zbliżę się do tego chcąc dotknąć przecina mi ręce, kaleczy palce i zawsze jak zaczarowane zamienia się z rany w brunatną narośl, w której ciasnymi kanalikami przetacza się zarażona krew.
Nie raz, nie dwa widziałem jak w mojej krwi pływają potopieni święci, demony, muchy, zabici żołnierze i moja mamusia, której nagie ciało obija się o brzegi moich żył, dryfuje we mnie.
Pan doktor mówi, że ta tabletka nauczy moją mamusie pływać.
I potem staje nią. Mam 25 lat, kiedy zaszłam w ciążę, świadomie.
Nie byłam zainteresowana mówić komuś innemu (w domyśle jemu) o moim szczęściu.
Brzuch, w którym tworzy się inny świat, zagadka zawartości, w której kobieta jest jak roślina, w której rozrasta się owoc.
Nie zapomnę tego świtu, w którym już wiedziałam, że mężczyzna dotykając mnie i przyciągając ku sobie, naprężając swoje ciało napełnił mnie czymś sobie obcym, tak bardzo dalekim i nieznanym, że w żadnym języku znaczeń nie można tego przetłumaczyć.
Słowo stało się ciałem – O kurwa jak mi dobrze, o jak mi dobrze – rozlało się echem wewnątrz mnie zapłodnienie. Nie spotkałam go już nigdy więcej.
Nigdy nie miałam pomysłu na czas mojego życie. Nigdy nie miałam czasu na to by przeżyć swoje życie w taki sposób, aby ktoś, kto będzie żył po mnie nie musiał poprawiać mojego życia w tajemnicy przed samym sobą.
Po śmierci poszłam do raju, w który żyjąc na ziemi nigdy nie wierzyłam.
Poniedziałek. Miałem sen, że jestem kobietą o doskonałej proporcji ciała i gładkich nogach z małymi stopami. Dla takich jak ja mistrzowie odtwarzania kształtu czerpali natchnienie i w której piersi są jak dźwięk strojonego instrumentu z czasów, w których doskonałość i harmonia była we wszystkim żywym stworzonym z niebios.
Widziałem siebie kąpiącą się w czystej górskiej rzece. Nagą i doskonałą w ruchu, kiedy przez palce przebijała się zimna woda i kroplami zalewała mnie i spływała znów do rzeki. Moje pośladki pełne koloru i zamknięte w jedną całość, plecy równe i łączące delikatne barki, z których wyrastały ręce, które teraz dotykając brzuch schodziły pomiędzy uda.
Sen stawał z czasem przyczyną do podniecenia, kiedy to spojrzałem na swoją twarz.
Pomiędzy jak noc włosami i na stojaku delikatnej szyi, z lewej strony poniżej oka w okręgu policzka ktoś wyciął wielki otwór, przez który wyraźnie przebijała się zielona gałązka jemioły. Pasożyt.
Tym razem popatrzyłem na siebie jakbym odszedł dalej, na chwilę przed pocałunkiem.
Coś jednak przyciągnęło mnie do niej. Wszystko to, co dotychczas zaciekawiło mnie w niej i mogło zostać oznaczone zmysłem zostało jakby odepchnięte i pojawiła się tylko potrzebna złość.
Złość za to, że ta kobieta jest tak bardzo szpetna. Że wszystko, co mogłaby mi dać nie będzie się równać jej brzydocie.
Rzeka rozlewała się przez kamieniste dno. Pierwszy kamień, przez który przetoczyło się już wiele oczekiwanych lat mokry i ciężki uderzył ją na wysokości kolana, które odczuwając siłę zgięło się lekko do środka i przechyliło kobietę do przodu.
Bardzo szybko drugi kamień jak wyzwolony z kropli podobnych do siebie złamał jej obojczyk i zmył poprzedni ból z delikatnego ciała. Trzeci gniótł jej głowę i czwarty sączył się nią..
Miałem sen, w którym trzymając olbrzymi hak kamienia rozbijałem i dziurawiłem głowę szpetnej kobiecie.
Zmęczony obtarłem ręce o szaty i usiadłem na brzegu.
Z podróżnego worka wyjąłem chleb, podzieliłem go na pół, uczyniłem znak i przystąpiłem samotnie do wieczerzy.
Patykiem lub okruchem chleba na piasku narysowałem znak ryby.
Oni byli tacy sami. Stworzeni jakby na przekór tego, co zazwyczaj rodzi się z człowieka, gdzie fizyczność elementów staje się obrazem, w każdym spoczynku ciała i ruchu nie można było odtworzyć jakichkolwiek najdrobniejszych różnic.
Zawierali wzajemnie siebie w identycznym patrzeniu i odczuciu wszystkich sił matki lub ojca natury. Jakby rozpuszczeni w złoto - diamentowym pucharze z płynem ulatniali się poprzez jeden proces zagadki i odpowiedzi.
Gdyby jeden został królem drugi musiałby również nim być. Kręcone kosmyki włosów koloru rzemienia naciągnięte na ich głowy dawały te same światła.
Duże niebieskie oczy krzyżowały się na tych samych zielonych i soczystych kształtach zawsze delikatnej pory roku.
D
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil 69Seconds
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…