Wróć do katalogu

O kucharzach i szaleńcach, czyli o wizerunku motoc

Krótki felieton na temat kultury jazdy motocyklem

pszym, opublikowano , 4 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

O kucharzach i szaleńcach, czyli o wizerunku motocyklisty… Kiedy tylko temperatura za oknem osiągnie więcej niż kilka stopni powyżej zera, zamieniam komfortowy samochód na dwa koła. Zamiast podgrzewanych siedzeń i zestawu stereo wolę mój czerwony motocykl, który ma pewną zasadniczą wyższość nad samochodem. Potrafi dojechać do pracy dwa razy szybciej. Gniecie mi się biały kołnierzyk i krawat pod kombinezonem, marzną mi ręce, czasami zmoknę. Jednak przekładając to na czas i zdrowie – przede wszystkim psychiczne – i tak jestem do przodu. Jeżeli samochodem jadę godzinę, a motocyklem trzydzieści minut, to jestem bogatszy o godzinę zegarową dziennie. Przy dwudziestu pracujących dniach to jest dwadzieścia godzin. Czyli mam dodatkowy dzień na dowolny cel. To wszystko jest oczywiste i chyba wszyscy z nas doskonale znają zalety poruszania się jednośladem w zatłoczonych miastach. Jakby Włochów, Hiszpanów, czy Greków wsadzić do samochodów i zakazać im jazdy skuterami, motocyklami i innymi wynalazkami na dwóch kołach, to jestem pewien że za moment wybuchłyby zamieszki i krwawa rewolucja, która skończyłaby się spaleniem Koloseum, Camp Nou i Akropolu, zanim Unia Europejska zdążyłaby wydać kolejną „mądrą” regulację. Nie wspomniałem jeszcze, że moja jazda do pracy mogłaby trwać dwadzieścia minut zamiast trzydziestu. Mogłaby, jeżeli z premedytacją maniaka łamałbym podstawowe przepisy dotyczące prędkości, przeciskał się z impetem i z hukiem pustego tłumika przez rzędy samochodów, ogłuszając innych wkręcając się na obroty z jakimi Rossi rusza do wyścigu. Mogłaby, gdybym jechał poboczem, chodnikiem, nie zważałbym na czerwone i żółte światła. Mogłaby, jeżeli stałbym się egoistą, stawiającym sobie za cel patrzeć tylko na koniec własnego nosa, nie zważającym na innych uczestników…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych