Wróć do katalogu

Obraz Niepozytywny

Spojrzenie na mizerny i smutny świat Marka. Bezdomnego człowieka który miał wszystko a teraz nie ma już nic...

Pukacz, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Grube krople ciepłego deszczu wolno spadały z szarego nieba. To cholerne miasto często płakało. Zbyt często. Mark porównywał je w młodości do Nibylandii ze sztuki Jamesa Matthew Barriego. Mnóstwo ciemnych zaułków, uliczek i drzew stwarzało doskonałe warunki do zabawy. Do ulubionej należało udawanie postaci z Piotrusia Pana. W rolę kapitana Haka niemal zawsze wcielał się właśnie Mark. Koledzy uważali, że nadaje się do niej idealnie, bo źle mu z oczu patrzy. Fakt, był złym człowiekiem. Po raz kolejny o tym rozmyślał. Ostatnim czasy niemal stale wspominał swoje podłe życie. Tego wieczoru stojąc w mokrym zaułku obserwował swoje odbicie w brązowej kałuży. Splunął w jej stronę z pogardą a po tafli natychmiast pobiegły delikatne kręgi. Odbicie zafalowało. Po raz pierwszy złamał prawo mając trzynaście lat. Nie z przypadku jak to często bywa, lecz z pełną świadomością i premedytacją. Harvey Stern, sukinsyn prowadzący na St.Ave sklep z warzywami doniósł matce Marka, że widział go w towarzystwie kolegów w trakcie godzin lekcyjnych. Naturalnie poza budynkiem szkoły. Dostał wtedy niezłe lanie i na jakiś czas pożegnał się z kieszonkowym.Jakiś czas później, gdy o sprawie nie pamiętał już nikt stary Harvey stracił wszystkie szyby w sklepie. Nieznany sprawca obrzucił należącego do niego starego Cadillaca pomidorami. Jego własnymi pomidorami. Policja przypisała winę miejscowej grupce chuliganów. Tylko Mark znał prawdę i to jego ręce plamiły pomidory. Cztery lata później wylądował w areszcie pod zarzutem ciężkiego pobicia. Był tak pijany, że funkcjonariusze mieli duży problem z wprowadzeniem go do celi. Dwa miesiące aresztu i przymusowy udział w rehabilitacji w trakcie spotkań z psychologiem uzależnień skutecznie wybiło mu alkohol z głowy. Na krótko jednak. Gdy przekroczył magiczną barierę osiemnastu lat nie miał kompletnie żadnego planu na przyszłość. Z braku lepszych perspektyw zgłosił się na ochotnika do armii. Spodobało mu się, odsłużył, więc prawie dwa lata dłużej niż statystyczny poborowy. Armia nauczyła go wielu przydatnych rzeczy. Nauczyła go zabijać i dbać o siebie. Nie nauczyła jednak odpowiedzialności. Jego wielka przygoda z wojskiem skończyła się wkrótce w atmosferze skandalu. Chciano postawić go w stan oskarżenia przed sądem wojskowym po tym jak pijany, ubrany w służbowy mundur z pistoletem przy boku paradował po mieście wykrzykując niepoprawne politycznie hasła. Cóż, zawsze miał słabość do whisky. Był pewien, że alkohol kiedyś go zabije. Marskość wątroby czy inna choroba, której przesadzanie z procentami było skutkiem z wiekiem nabierała większego realizmu. Kostucha nie spieszyła się jednak po niego spędzał, więc kolejne lata na wykorzystywaniu pieniędzy z wojskowej renty. Nie brakowało mu w tym czasie kobiet, seksu i alkoholu. Nie brakowało też kaca. Nauczył się z nim żyć. Wraz ze zbliżaniem się do trzydziestki w jego życiu nastąpił przełom. Na jednej z potańcówek poznał kobietę. Była nauczycielką biologii w szkole podstawowej na Greek Street i na boga miała najlepsze ciało, jakie miał w życiu okazję oglądać. Nie bez trudu, jednak przestał na pewien czas pić. Odstawił też fajki, których również sobie nie szczędził. Nikotynowa abstynencja wepchnęła go w troskliwe ramiona kulturystyki. Nie był wszak tak stary, mógł jeszcze nieco popracować na swoim ciałem. Czuł się głupio oglądając się każdego ranka w lustrze z brzuszkiem wylewającym się ze spodni. W krótkim czasie pobrali się a Melisa, bo takie imię nosiła nauczycielka urodziła mu piękną córeczkę. Joan wyrastała pod skrzydłami tatusia na jego oczko w głowie. Gdyby mógł podsunąłby dla niej niebo pod samą ziemię. Sam dziwił się niejednokrotnie, że taki hulaka, za jakiego się uważał zdolny jest do tych wyższych uczuć. Zarezerwowanych jego zdaniem dla ludzi, którzy przerażeni niesamodzielnością nie potrafiąc wytrzymać ze sobą samemu na siłę znajdują szczęście w rodzinie. A jednak. Rozdział z kochaną żoną i córeczką był najcudowniejszym w całym dotychczasowym życiu Marka. Do czasu owego feralnego wypadku, który odebrał mu wszystko. W jednej chwili zawalił się cały jego uporządkowany na nowo świat i znaleziony w końcu spokój. Pewnego pięknego wiosennego poranka wybierali się całą rodzinką w odwiedziny do teściowej mieszkającej za miastem. Doszli do wniosku, że Joan dobrze zrobi świeże powietrze i przestrzeń. Wyruszyli przed ósmą drogą dwadzieścia jeden na północ. Nigdy nie dotarli na miejsce. Ptaki radośnie baraszkowały w koronach drzew a delikatny wiaterek pieścił liście w koronach. Dzień był cudowny i nic nie zapowiadało mającej nadejść tragedii. Joan z noskiem przyklejonym do szyby obserwowała z zaciekawieniem obrazy przesuwające się za oknem. Melisa słodko drzemała na fotelu obok a słońce pięknie grało w jej długich kasztanowych włosach. Jechali jednym z dłuższych prostych odcinków autostrady mijani przez nieliczne samochody. Droga tylko gdzieniegdzie delikatnie skręcała, aby zaraz wrócić do prostego biegu. Mark docisnął pedał gazu i stary zdezelowany Ford pomknął nieco szybciej. Całkiem nieźle się zbierał jak na swoje lata. Mark zastanawiał się kiedyś czy nie zostać kierowcą rajdowym. Teraz był już na to za stary jednak kiedyś miał szansę, której jak zwykle zresztą nie wykorzystał. Wskazówka prędkościomierza wędrowała szybko w prawą stronę. Miałby licencje i może nawet ktoś by go sponsorował. Pędzić aerodynamicznym pojazdem to musiało być to. Ta wolność i poczucie prędkości. Wskazówka przekroczyła ostrzegawczą cienką czerwoną linię. Można nieźle zarobić na wyścigach i zdobyć popularność. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dochodzący do uszu i dziecięcy krzyk. Oprzytomniał na tyle by dosłownie w ostatniej sekundzie odbić kierownicą w prawo unikając czołowego zderzenia z hipisowskim garbusem jadącym przeciwnym pasem. Samochód wpadł w poślizg targnięto gwałtownym skrętem i zatańczył niczym baletnica na scenie. Swoiste „dance macabre” przerwał dopiero wybuchający w uszach hałas przy akompaniamencie rozsypujących się wszędzie dokoła odłamków szkła. W metalowej balustradzie oddzielającej drogę od pobocza…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych