Odchodząc
Wraz z przyjaciółką rzuciłyśmy hasło: "śmierć i pogrzeb z punktu widzenia umierającego" i każda z nas napisała scenkę. Moja nieco zboczyła z tematu, chcąc uniknąć dosłowności. Będzie rhomantyczno-lirycznie, więc uwaga. Zapraszam :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ODCHODZĄC
{i}I was alone, falling free, Trying my best not to forget.{/i} Placebo, “Meds”
Tego grudniowego dnia świat nigdy nie wydawał mi się tak wyraźny jak wtedy. Być może dlatego, że miałem mnóstwo czasu, aby mu się przyjrzeć naprawdę dokładnie. Dobra, właściwie nawet nie całemu światu, a jego malutkiej cząstce, która mnie otaczała. Uważnie obserwowałem więc poskręcane, oszronione gałęzie na tle popielatego nieba. Zachwycałem się drobnymi odciskami lisich łap na śniegu, kształtem kamieni i idealną w każdym calu kałużą, która znajdowała się obok mnie. W wodzie koloru rtęci przeglądały się końce gałęzi i brudne obłoki. Jakoś nigdy wcześniej nie przywiązywałem do tego wagi – mijałem te okolice codziennie. Kamień, czy jakiś powalony pniak… Takie jakich wiele, niby czym tu się zachwycać? Jednak wtedy nie umiałem oderwać od nich oczu, sycąc się ich naturalnością. Zdarza Wam się tak czasem? Patrzycie na przedmioty znane, ale jakbyście widzieli je po raz pierwszy, wyjątkowo zdziwieni ich wyglądem. Wtedy, nie mogąc się ruszyć, byłem wręcz zmuszony do uczenia się tych drobnych rzeczy na nowo. Tak naprawdę nigdy nie lubiłem zimy. A zima w tym zakątku trwa praktycznie siedem miesięcy, więc miałem chyba powód do narzekania. Biało, biało, zimno, biało, szlag człowieka chce trawić. Pamiętam, że zawsze wtedy się śmiałaś i uspokajałaś stwierdzeniem, że przecież zostaje nam pozostałe pięć. Dla ciebie moje utyskiwanie było zabawne. Kochałaś zimę. I ja w tym jednym momencie ją kochałem. Zimno ogłuszało ból rozrywający mój bok, a mróz zmuszał moje ciało do działania na innych zasadach. Czułem, że prawa strona, od pachy do stopy zaczyna mi drętwieć. Nie chciałem nawet na to patrzeć. Po co psuć sobie widok. Leżałem. Miałem jeszcze trochę czasu. Zaczął padać śnieg, a ja ucieszyłem się, mając szansę przyjrzeć się czemuś jeszcze. Każda śnieżka jest podobno jedyna w swoim rodzaju. Na Białego Ducha, wyobrażacie sobie, jak wiele okazji zmarnowaliśmy? Tkwiłem gdzieś pośrodku lasu, pod baldachimem splecionym z gałęzi i powoli sobie umierałem. Wraz z krwią ze zmaltretowanego boku wyciekało ze mnie życie. Prawo natury, nie da się zaprzeczyć. Właściwie, nawet się nie bałem. Może co najwyżej byłem nieco oburzony. Tak nagle… Za szybko… Zawsze jest za szybko. Miałem na wiosnę nauczyć małego Taka jeździć konno. Miałem Cię poprosić o rękę. Wiesz, przyjść do Twojego domu z brzozową gałązką, jak to jest w tutejszym zwyczaju. Nie cierpiałem zimy, ale mimo to, byłem gotowy zostać. Na mojej kurtce powoli tworzyła się cienka kołdra śnieżnego puchu. Zmusiłem się, by unieść głowę i spojrzeć w stronę rany. Ba, nawet nie rany, ale resztek mojego boku. Przestaję widzieć różnicę między moją osobistą skórą i mięśniami a poszarpaną kurtką. Obserwuję, jak ciepła krew wsiąka w śnieg, nadając mu malinowy odcień. Dość malownicze, gdyby nie to, że zabójcze. Moja głowa opadła z powrotem, obserwowałem wirujące płatki. To zabrzmi banalnie, ale były najzwyczajniej w świecie ładne. Zaczynało się ściemniać. W oddali zawyły wilki, inicjując jedną ze swych dzikich pieśni. Przymknąłem oczy, czując, że czas rozpocząć modlitwę do Ducha. Moje usta poruszały się powoli, coraz słabiej, słowa zaczynały mi się mieszać. Wyraźnie słyszałem wilcze zawodzenie niosące się po lesie. I jestem pewien, że Ty także je słyszałaś. Być może uniosłaś głowę znad książki, podeszłaś do okna i postanowiłaś, że jutro odwiedzisz starego Taka, by mu zmienić opatrunek nogi. Źle się goi. Umierałem, choć byłem człowiekiem, który tak naprawdę odchodzić nie chciał. Miałem niedokończone sprawy. Trudno. Los sobie, ja sobie. Przymknąłem oczy, czując śnieg powoli opadający na moje powieki.
Śnieg padał wtedy przez całą noc i dwa następne dni. Ciężką płachtą przykrył cały nasz światek. Wiem, że z początku byłaś wściekła. Trochę na pogodę. Trochę na mnie. Nie byłaś pewna, ale miałaś złe przeczucia. Snułaś się z kąta w kąt, blada i ponura. Czekałaś. Sama nie wiedziałaś, na co. Aż śnieg przestał padać. Przyszedł do Ciebie ktoś, pewnie jeden z moich kumpli, w sumie bez potrzeby, bo wszystko zdawało się być wiadome. Przykro mi, on nie żyje. Nie, nie, mało prawdopodobne, aby przeżył taką pogodę w lesie. Nie, nie miał wiele zapasów. Jeśli coś go dopadło… sama wiesz, przecież jesteś stąd. Tak, jesteś stąd. Jesteś twardą dziewczyną, więc tylko mocno zacisnęłaś zęby, kiwnęłaś głową, a przez resztę dnia szorowałaś podłogę. To brzmi głupio, jasne, że tak. Ale tak naprawdę nigdy nie widziałem kogoś tak przestraszonego, jak Ty wtedy, tak rozpaczliwie i niezdarnie próbującego ukryć ból. To były najgorsze dni w Twoim życiu. Znowu brzmi patetycznie? Cholera, nic nie poradzę,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Czapla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…