Wróć do katalogu

Odkupienie

Czy jeden błąd może zniszczyć życie? Remake mojego sterego opowiadania.

Kernopublikowano 23 lipca 200814 min czytania 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Odkupienie

Samotny, strudzony wędrowiec dołożył drewna do gasnącego ogniska. Przetarł ręką oczy odpędzając zmęczenie i obrócił rożen z piekącym się bażantem. Był już zmęczony ale cierpliwie czekał aż ptak się upiecze. Rozejrzał się po swoim schronieniu szukając najwygodniejszego miejsca. Mimo że dookoła hulała śnieżyca tu, na dnie głębokiego jaru dobrze osłoniętego przez rozłożyste świerki było prawie przyjemnie choć zimno i nieco wilgotno. Wędrowiec zapatrzył się w hipnotyzujące płomienie. Wracały wspomnienia, które już dawno powinny być zapomniane.

Nagle powrócił wiele lat w przeszłość i wiele mil na zachód. Był wtedy młodym kapitanem na statku bogatego kupca. Był przystojnym, poważanym człowiekiem interesu. Wtedy liczyły się tylko pieniądze, sława i uznanie. I czas, zawsze czas. Bo jak mawiał kupiec: „Lengardzie, to jest tak, twój czas to moje pieniądze, szybciej płyniesz masz więcej czasu dla siebie … a ja więcej pieniędzy..” Pogoda tego ranka była zła. Gęste pasma mgły przysłaniające widoczność, tylko czasem, i to na krótko pozwalały ujrzeć coś bardziej odległego niz dziób statku. Do tego gesta mżawka, która potrafiła szybciej przemoczyć niż gwałtowna ulewa. Żaglowiec płynął wolno, załoga była zmęczona, a kapitan zirytowany. Myślami był już w ciepłej tawernie przy grzanym winie, faszerowanej pieczeni i młodych kobietach udających uwielbienie. Wreszcie żagle złapały wiatr, który zmienił trochę kierunek. -Grot na wiatr! Lewy foka szot wybieraj! Wybieraj było, psie! nie masz siły! - statek skoczył do przodu, w oddali zamajaczył kontur, pewnie odległa przystań. Lengard powrócił do karczmy i rozkoszował się smakiem mięsiwa i aromatem wina. Nagle przed statkiem zobaczył mały kuter: stary i zaniedbany. Żagle miał ostro zrefowane a dwie postacie niespiesznie wyciągały pułapki na homary. Lengard zamarł nie wiedząc co robić. To był pierwszy błąd tamtego poranka; niestety nie ostatni. -Statek na kursie! – usłyszał z bukszprytu -Zwrot przez sztag! Prawy foka szot wybieraj! Grot luźny! Lewy luzuj! Luzuj!! Balast na sterburtę! Hamuj grotem. Bezan opuść! Byle jak! Nie baw się z nim! …. Komendy popłynęły z ust kapitana a marynarze rzucili się do pracy z gorączkową świadomością, bezbronności tych na kutrze. Lengard wybrał jednak źle, gdyż za rufą starego brygu zobaczył mieliznę wcześniej ukrytą przez fale i mgłę. Mielizna nie zatopi wolno płynącego statku, ale unieruchomi go na długo, być może na zawsze. …co wybrać? Lengard wybrał czas - wybrał źle. -Mielizna! Trzy rumby na lewo, balast na środek. Statek odbił na lewo i próbował się zmieścić miedzy piachem a statkiem. Prawie mu się udało, prawie… Ciężki handlowiec jak taran rozbił burtę kutra. Wanty brygu pękły i jak bicze uderzyły w rybaków, zza pleców doleciał go wrzask…

Ptak wreszcie się upiekł. I choć Lengard stracił apetyt zmusił się do zjedzenia połowy zostawiając resztę na jutro. Później rozłożył koc i poszedł spać, świadomy że będzie miał koszmary. Od tamtego czasu miewał je prawie co dziennie. Wpierw radził sobie z nimi winem i piwem. Przez to wpadł w nałóg i stracił pracę, co zresztą nie zmartwiło go gdyż morze stało się niemiłe a statki budziły odrazę.

Ta noc nie była inna. Najpierw przeniósł się na towarową szkutę. Zobaczył jak obciążona bloczkiem wanta rozbija głowę starszemu mężczyźnie. Czerwony strumień zalewa statek i przelewa się burtami. Kap, kap - krew kapie do morza zmieniając je w cuchnącą posokę. Cały ocean krwi. Słodkawy odór powoduje mdłości. Starzec wstaje i mierzy go palcem: -To przez ciebie – mówi. Lengard obraca się, widzi jak luźny bom nabiera szybkości i uderza mata prosto w szyje. Lengard słyszy straszliwie głośny trzask miażdżonej tchawicy. Drzazgi poszycia wypełniają powietrze, dostają się do płuc, kłują twarz i ręce. Teraz jest na kutrze. Młody chłopak traci równowagę i przewraca się. Łapie się miecza, ale ten się łamie. Powoli chłopak zsuwa się do wody. Jest grubo ubrany, nie za dobrze umie pływać a woda jest zimna - wie że utonie. Rozpaczliwie próbuje się czegoś złapać, ale szorstki pokład tylko kaleczy mu ręce. Osuwa się nie przestając walczyć. Nogami wpada do wody. Przestaje się szamotać i patrzy na kapitana z niemym wyrzutem…woda zalewa mu twarz; koszmar się kończy.

Śnieżyca zelżała i wędrowiec zwinął obóz. Ruszył powoli przed siebie, jak to robił przez lata. Nie patrzył gdzie idzie, nie potrzebował. Dawno, dawno temu, nawet nie wiedział teraz gdzie Lengard wyszedł z pijaństwa, narkomani i wszechogarniającej depresji. Żebrał wtedy w małej mieścinie, przy rozlatującej się świątyni. Koczował na jej progu tydzień nim poczuł dziwne przyciąganie. Wszedł do środka i pomodlił się. Prosił o drugą szansę i uzyskał odpowiedź. Wstąpił do kleru, został uzdrowicielem. Leczył ludzi w zarażonych miastach, ratował uwięzionych pod lawinami, karmił głodnych, odziewał nagich i pocieszał zasmuconych. Stopniowo brzemię winy zelżało, zmieniło się w smutek i pustkę. Jednak koszmary powracały, tak jak i wspomnienia. Przez lata tajemniczy zew kierował go do najróżniejszych części kontynentu do najbardziej potrzebujących. I oto przed kilkoma dniami znowu je poczuł. Szedł szybko i zdecydowanie. Kilometry lasów, kotlinek i parowów zostawały daleko w tyle. Pogoda się poprawiła, choć dalej było zimno. Stare urazy powoli dawały o sobie znać, ale nie przejmował się tym. Szedł dalej. Dzień po dniu.

Wyszedł na polankę. Odetchnął wiedział, że to tu. Rozejrzał się. Na odległym końcu zobaczył dwie postacie. Młodsza podtrzymywała starszą. Starzec trzymał w ręku laskę. Próbowali odgonić starego wyleniałego wilka zbyt słabego by upolować szybkiego zająca lub chyżą sarnę. Podszedł. Wilk odwrócił się do niego. Mierzył go wielkimi, żółtymi ślepiami. Zamarli trwając w niemym pojedynku. Wreszcie wilki z dziwną pretensją i wyrazem doznanej niesprawiedliwości w oczach odwrócił się i odbiegł utykając na tylna łapę. Młodszy z podróżnych spojrzał na kapłana. Te oczy… …zsuwający chłopak powoli zatapia się w wodzie i patrzy takimi samymi oczami… Czyżby kres jego pokuty się zbliżał? Czy może jego koszmary znów dały o sobie znać silniej niż powinny. Z mieszaniną strachu i nadziei jeszcze raz spojrzał na chłopca. Teraz jednak jego oczy niczym się nie wyróżniały. -Panie co się stało? -Nie nic. Zajmijmy się twoim towarzyszem.- choć w głębi duszy spodziewał się czegoś podobnego, teraz był w szoku. Te oczy… Czyżby mu się tylko wydawało... Spojrzał na starca. Jego twarz pokrywały sino-czerwone chorobowe plamy. Cały drżał jakby było mu zimno jednak jego czoło było gorące niczym piec. Oczy zasnute mgłą. Usta odbarwione. Lengard już widział podobne objawy. Dawno temu…

…wóz powoli toczył się przez miasteczko. Osada wyglądała na wymarłą. Była wymarła. Prawie połowa mieszkańców padła ofiarą zarazy. Reszta…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych