Wróć do katalogu

Odmieniec cz.I Okruch Lodu

Amir, wojownik podróżuje z tytułowym odmieńcem i łucznikami do Kwair, jednakże w czasie ich podróży odkrywają się nowe tajemnice

SLIPKNOT, opublikowano , 27 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Amir, wojownik podróżuje z odmieńcem- Panie, Gwiazda Północy zgasła! – wykrzyknął Nömi. - Nadciągają. – rzekł Amir. – Łucznicy namoczcie swe strzały w oleju . Pięciu łuczników okrytych w sięgające ziemi czarne płaszcze, w kapturach i przepasani pasami ze złotą klamrą wykonali polecenie. Potem chłopak zapalił pochodnię i podpalił groty strzał. Łucznicy naciągnęli cięciwy. Nie trzeba było długo czekać by zobaczyć czarne sylwetki między sosnami, modrzewiami, jodłami i świerkami. Łucznicy wypuścili strzały. Dało się słyszeć w oddali pięć krzyków. Amir i Nömi wyciągnęli z pochew miecze. Konie zmarznięte parskały i wierzgały – wyczuwały nieprzyjaciół. Nagle zza drzew wyleciała strzała czarna i wbiła się w śnieg. Swą drogę naznaczyła czarną cieczą. Później dało się słyszeć cichy syk. Jeden z łuczników wypuścił strzałę. Padł jeden z napastników. Później łucznik wziął wiadro wody i zalał czarną ciecz. Był to olej czarny, łatwopalny przez to. Amir uważnie się rozglądał, jednakże Nömi nie zauważył strzały, która wbiła się w jego pierś. Chłopak kaszlnął ciężko, wypuścił miecz z dłoni. Kaszlnął ponownie. Krew popłynęła z jego ust. Po chwili umarł. Jego ciało krwawiąc leżało na śniegu ze strzałą w sercu. Łucznicy wystrzelili ponownie. Ich czujnym oczom nic nie mogło umknąć. Trafiliby w liść poruszony wiatrem. Trafienie człowieka nie było dlań żadnym wyzwaniem. Amir dalej patrzył. W końcu stało się. Napastnicy wyszli zza drzew. Wysokie postacie o białych twarzach, których nie zakryje żaden kaptur stały dookoła nich. Łucznicy napięte mięli cięciwy po kryjomu maczane w oleju przeciwko ludziom nocy-wiatru. Nömi zakaszlał. Jeszcze żył. Ludzie nocy-wiatru żywili się takimi jak oni. Łucznicy byli uważni. Amir wyciągnął z worka dużego okrągłą tarczę polaną trzema olejami. Istoty odeszły trzy kroki w tył. Bały się. Po chwili jednak jedna z istot podniosła rękę białą jak mleko i chudą jak u trupa, w której środku było oko czerwone jak krew i z niej wypuścił strzałę płonącą niebieskim płomieniem. Owa strzała wbiła się w tarczę Amira prawie przebijając ją na wylot. Jeden z łuczników puścił wtedy w stronę istoty strzałę Ta przebiła jej nieczułe serce i wyszła plecami. Istota krzyknęła z bólu, podniosła ręce do góry i padła na ziemię. Jej czarna krew płynęła po ziemi grubym strumieniem. Nömi przyglądał się temu wszystkiemu z przymglonymi oczami. Nie mógł podnieść głowy. Czuł się tak jakby ktoś trzymał na jego sercu dłoń tak zimną, że zamrażałby od środka całe jego ciało a tylko z ust jego płynęłyby cienkimi strumyczkami ciepłe kropelki. - Panie, Gwiazda Północy rozbłyśnie. – rzekł ranny wskazując z trudem palcem niebo. Amir spojrzał w górę. Na niebie rozbłyskała czarna gwiazda, na początku mała a potem stała się duża. „Uratowani”. Pomyślał Amir. Istoty wrzasnęły przeraźliwie i uciekły w popłochu do lasu. Później Amir wziął biednego Nömiego i wyciągnął mu strzałę z piersi. Nömi jęknął i wysyczał tylko „Okruch Lodu”, później zemdlał. Amir orzekł, że żyje i że mogą ruszać dalej. Amir był dobrym przywódcą a łucznicy, którzy mu towarzyszyli pochodzili z Cienistych Lasów daleko od Falgardu dokąd zmierzali. Byli to wyśmienici strzelcy, których nie pokonał jeszcze żaden łucznik bądź woj. Nie wciągali się w bezsensowne wojny. Byli podróżnikami a łuków używali tylko do obrony. Byli jak dla Amira nazbyt spokojni. Szli zawsze za wozem nawet jeśli pędzili galopem, zawsze go doganiali i to bez najmniejszego wysiłku. Twarze ich wiecznie zakryte były kapturami. Czasem Amirowi wydawało się, że są to elfy bo często posługiwali się mową Fillis, czyli mową elfów a elfy były mordowane przez to, że byli „odmieńcami”. Łucznicy nie byli rozmowni. Czasem zamienili kilka słów z Nömim.

* * * - Widzę jakąś wioskę w oddali. – powiedział Nömi. - Dobrze, pewno tam znajdziemy jakiegoś medyka, który cię postawi na nogi. – rzekł Amir. - Widział pan to kiedyś? – zapytał Ayesaifer, jeden z łuczników. Wręczył Amirowi okruch czegoś przypominającego lód jednakże bardzo świecącego. - Trzymałem to w ukryciu od czasu jak spotkaliśmy się z Atraniktokusem. - Nigdy żem czegoś takiego nie widział, ale zapewne trzyma to w sobie ogromną moc. - Racja, może to być odłamek z skóry Feerna – olbrzymiego smoka, który kiedyś stworzył śnieżne krainy i lodowce jakich mało. Podobno kiedy Feern wzbija się w niebo wygląda to tak jakby gwiazda, która kiedyś upadła na ziemię znów wznosiła się w niebiosa. Wtedy z jego skrzydeł odpadają takie świecące cząstki. Znalazłem kiedyś taki odłamek i noszę go na szyi w moim naszyjniku. Podobno odstrasza demony śnieżne i niejakie zjawy senne, które tylko w śnieżnych krainach się objawiają. – powiedział Eskhäanifir, drugi z łuczników. -Możliwe. –rzekł Amir. Dojechali do wioski. Bramy jej strzegło dwóch tęgich strażników z włóczniami sięgającymi im ponad głowy. Wioska nie była duża od zachodu kilkanaście chat, od północy dwór drewniany, od wschodu kilka sklepów i mały szpital a na samym środku arena walk. Niejeden chłop został tam okaleczony. Od północnego-wschodu tuż koło areny wznosiło się dziwacznie wyglądające wzgórze, na którego płaskim wierzchołku stała garstka ludzi przyglądająca się walkom. Grupa Amira weszła do wioski nie zwracając uwagi ludzi. Skierowali się do szpitala.

- Około tydzień poleży chłopak i rana całkowicie się zagoi. – rzekł medyk. - Ksansifirze, możecie tak długo czekać? – zapytał Amir. - Nam w kolejną podróż nie spieszno. Trzeba nam nowych strzał i olei. Medyku, znajdziemy tu łuczarza jakowego i jakiego alchemika? – odrzekł Ksansifir. - Pewno. Jest o łuczarz i alchemik. - To dobrze.

* * * Walczył Nömi na arenie z wielkim osiłkiem co władał młotem. On zaś uzbrojony był w tarczę z żelaza i miecz krótki ze srebra. Osiłek zamachnął się i w piruecie Nömi przeciął mu pierś, potem zrobił dwa kroki do przodu i przeciął mężczyźnie nogę. Gdy ten padł na kolana nie poddawał się, Nömi skrzyżował swój miecz z młotem, zrobił krok w bok i odciął mężczyźnie dłoń. Potem przystawił mu swoje ostrze do szyi i rzekł. - Poddaj się, nie chcę cię zabić. - Dzięki ci panie.- rzekł osiłek i utykając odszedł. - Jak to, nie dobić, to skandal!! Skandal powtarzam, skandal!! – krzyczał jeden z osiłków z toporem i hełmem zakrywającym pół twarzy, z baranimi rogami. Rzucił się on na Nömiego. On jednak stał tyłem i dopiero gdy napastnik chciał zaatakować odwrócił się i ciął po skosie. Przeciwnik padł na ziemię w kałuży krwi. - Ciebie dobiję psie. Bo tylko mądry mnie powali i tylko mądry ucieknie spod mego miecza. A tylko głupiec da się w złości zabić mniejszemu jednym ciosem. Wszystko to widział ze wzgórza człowiek w płaszczu do ziemi i z twarzą schowaną w kapturze. W myślach uśmiechnął się. Wyciągnął bezszelestnie zza pasa sztylet rozkładany i równie cicho rzucił nim w Nömiego. Sztylet tylko drasnął kostkę chłopaka, lecz on i tak padł na ziemię. Później człek zeskoczył ze wzgórza wprost przed chłopca. Podniósł sztylet i pomógł człowiekowi wstać. - Nie przechwalaj się, tych tu nie trudno zdenerwować a takich psów jak ten tu powalony jest masa. Nömi nawet nie widział jak duży mężczyzna z mieczem podbiega do zakapturzonego człowieka i nabija się na jego broń. Tak jakby miał oczy z tyłu głowy. W brzuchu osiłka tkwił miecz długi, którego ostrze przeszło na wylot. Zakapturzony mężczyzna wyciągną miecz i schował do pochwy. Później odszedł wraz z Nömim.

- W tej karczmie podają dobre piwo. – rzekł zakapturzony. - Eskhäanifirze, czemu interweniowałeś, wtedy na arenie? – zapytał Nömi. - Nie chciałem cię narażać. Amir powiedział, żebym cię chronił. No to chronię. Widziałem wiele takich wioch. Kilka z nich wraz z braćmi spaliliśmy. A jedyne co mi pozostało z takich wizyt to nie miłe wspomnienia. Nie szukaj niepotrzebnie kłopotów – tak zawsze powtarzał mi ojciec. Chcesz jeszcze piwa? - Czemu by nie? Wypili jeszcze jeden kufel i czas im było w drogę. Wyruszyli niezwłocznie. Ich celem było dotarcie do Kwair – krainy gdzie Amir miał spotkać się z kimś ważnym oraz musieli rozwiązać sprawę tego jak kawałek skóry Feerna zadziałał na Nömiego, ponieważ to przez niego chłopak wytrzymał tak długo, Eskhäanifir był przy nim czas długi i w ten czas jego kawałek świecił bardzo, prawie przyciągając śnieżne wilki bądź Arachnocoów – ludzi z głowami pająków, którzy żyli tylko w krainach śnieżnych. Jechali długo przez biały las. Nömi siedział na koniu rozglądając się uważnie. Nikogo jednak nie widział. Jednak po około kilometrze zobaczył na drodze postać do złudzenia przypominającą jednego z pięciu towarzyszących im łuczników. Pas ze złotą klamrą, łuk, kołczan, płaszcz do ziemi i kaptur zasłaniający twarz. Amir wyciągnął z wora tarczę okrągłą i z pochwy swój miecz. Nömi wziął swój oręż i wraz z dwoma łucznikami poszli w stronę człowieka. Podeszli blisko. Mężczyzna zobaczył kawałek skóry Feerna na szyi Ekshäanifira i jego oczy błysnęły. Nie był to człowiek, lecz istota jakowa. Amir ciął szybko jednakże istota z nadludzką szybkością odsunęła się i swymi jak się okazało długimi, czarnymi pazurami przecięła Amira. Dowódca padła ziemię dławiąc się. Kiedy Ekshäanifir wypuścił strzałę praktycznie niezauważalnie istota złapała ją w locie. Później odepchnęła Nömiego tak, że walnął o drzewo i zemdlał. Ekshäanifir cofnął się o kilka kroków a jego brat Ayesaifer walczył sztyletami z istotą. Jednakże i on poległ. Trzy czarne pazury bestii przekuły go na wylot. Krztuszący się własną krwią, która ściekała mu po twarzy Ayesaifer padł na śnieg w kałuży bordowej krwi. Ekshäanifir strzelał coraz szybciej nie bacząc na precyzję, jednakże żadna strzała nie trafiła istoty. Później ta walnęła w niego jakąś nieznaną dla niego siłą… magią. Kiedy Ekshäanifir leżał na ziemi nieprzytomny istota zerwała z jego naszyjnika kawałek skóry Feerna i zarzuciła na ramię Nömiego. Jednak nie zauważyła tarczy, która leciała w jej kierunku i wbiła się w jej nogę. Bestia zakwiczała, jedną ręką wyciągnęła sobie tarczę z kończyny i rzuciła w stronę Amira. Pewna już, że nikt jej nie przeszkodzi w ucieczce odleciała z Nömim na ramieniu. Trzech pozostałych przy życiu łuczników podbiegło do braci. Ekshäanifira dało się jeszcze obudzić, jednakże Ayesaifer oddał swe życie. Jego ciało było martwe. Bracia pochylili swe głowy w dół i nie widzieli jak Amir wstaje i kulejąc odchodzi. Łucznicy pochowali swego brata na niedalekich pustkowiach w kopcu z kamieni srebrnych jakich w tej krainie nie było mało. Na szczycie kopca leżał jego łuk, kołczan, miecz i sztylety. Później bracia wsiedli na koń i odjechali.

* * * Nömi ocknął się w jakiejś jaskini. Nie do końca pamiętał co się stało. Obok niego stała ta istota. Na jej twarzy widniały trzy szramy najprawdopodobniej po pazurach, na głowie rosły jej długie czarne włosy. Oczy miała czerwone, skórę nieco bielszą nisz ludzie. Jej ręka była czarna a długie pazury wystawały poza długi rękaw płaszcza. Dopiero wtedy Nömi zauważył na plecach mężczyzny miecz z zakrzywioną rączką. Nömi oddychał ciężko. Bał się istoty. - Ocknąłeś się, to dobrze. Myślałem, że za mocno cię walnąłem. – rzekł człowiek. - Kim ty… w ogóle jesteś? – zapytał Nömi. - Jestem Ahasaifer, sługa Wielkiego Smoka Feerna. Mój pan leży ciężko ranny. Wysłał swe sługi po kawałki jego skóry by mógł odrodzić się z Nową Potęgą. - Jaką znowu Nową Potęgą? - Mój Pan odrodzi się w Światłości a jego potęga będzie zdolna niszczyć i odradzać. - Po co tobie ja? - Jesteś Gwaniss. Nosisz w swoim sercu Okruch Lodu, który dał ci mój Pan. - … - Nie umierasz od śmiertelnej rany, nie chorujesz na zakaźne choroby, nie powala cię żaden normalny człek. Wszystko to zasługa mego Pana. Okruch Lodu chroni cię przed śmiercią i gdy ci go odbierzemy mój Pan znów będzie żył i wzrastał w Nowej Potędze. - Czyli, że chcecie mi wyciąć z serca jakiś lód?! - Nie, chcemy dać twoje serce naszemu Panu, byś mógł doznać Światłości Feerna. Teraz odpoczywaj, niedługo wyruszamy. - Dokąd? - Do Iglic Lodowych.

* * * Amir ciężko dysząc szedł. Rana doskwierała mu coraz bardziej. Nawet jego krew Maufar mu nie pomagała. Miał zamglone oczy. Nie miał konia, żadnej wioski nie było widać. Był zdany tylko i wyłącznie na siebie. Łucznicy go zostawili. Nömi był gdzieś z tą bezwzględną istotą, chłopaczek, który z nim podróżował najprawdopodobniej umarł przy spotkaniu z ludźmi nocy-wiatru. Jedyne co miał to pół bochenka chleba, przednią wódkę, trochę bandaży i pochodnię. Tarza wisiała na jego plecach natomiast miecz cały czas trzymał w ręku. Widział dokąd istota zabiera Nömiego, lecz nie mógł tam dążyć ranny. W jego stanie walka z tą bestią byłaby niemożliwa i zginąłby przy pierwszej próbie zaatakowania jej. Wiedział, że Nömi i ta istota są odmieńcami tak jak Ekshäanifir. On był tylko potomkiem rodu o krwi Maufar, czyli krwi potęgi, która przyspieszała regenerację ciała i nie ciekła tak mocno jak zwykła ludzka czy zwierzęca krew. Jednak został raniony przez magię. Rana była głęboka a jego krew mogła zregenerować tylko powierzchnię, do co było w środku nie mogła zagoić. Szybko musiał znaleźć jakowego medyka, który by mu pomógł. Szedł wolno, jego szanse na przetrwanie malały z każdą sekundą. Nagle jednak do jego uszu dobiegł stukot końskich kopyt. To rycerze pędzili najprawdopodobniej do Maalgradu, skąd nadchodzili elfowie. Widząc…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych