Odmieniec cz.II Przebłysk jutra
Dwaj odmieńcy udają się do Kalifii by uwolnić się od Feerna.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Sługi Feerna nas już tu nie doścignął. Są uzależnieni od śnieżnych krain. – rzekł Ekshäanifir. - Ale mogą się mścić na Amirze. – odrzekł Nömi. - Amir sobie poradzi. Do tego jego siły zasilił Ksansifir. Łucznik miał długie ciemne włosy, jego skóra była ciemniejsza od skóry chłopaka, oczy miał mocno niebieskie a źrenice jasnofioletowe. Nie chodził już w płaszczu, tylko w kolczudze, na jego plecach zawieszony był łuk, złoty sejmitar i kołczan, przy pasie miał miecz prosty i dwa rozkładane sztylety. Twarz jego była poważna. Nömi zaś był młody, jego włosy były żółte i krótko ścięte, miał lekki zarost, ubrany był w połataną pelerynę z kapturem, który teraz powiewał za jego głową. Oczy jego były złote a źrenice jak u kota. Ubrany był w koszulę pod którą nosił kolczugę, spodnie i budy wysokie, na jednym kolanie i ramieniu nosił naramiennik i nagolennik. Czubki jego butów były metalowe. Pamiętał jeszcze Amira nim stał się królem Kwair. Wysoki, muskularny wojownik o szarych włosach i krótkiej brodzie. Jego spojrzenie było władcze, twarz też poważna. Jednakże to była tylko przeszłość. Znajdowali się w Kalifii. Krainie o zielonych, pięknych lasach, majestatycznych widokach i zwierzu jakich mało na świecie. Mieszkali tam też potomkowie krasnoludów, Khardamowie. Władał nimi król potężny, nikt nie znał jego oblicza, od tysiącleci siedzi za wielką bramą Pałacu i rozmyśla. Khardamowie nie prowadzą wojny z nikim, goszczą wiele ras i nie zważają na odmienność. Strzegą granic swego państwa bacznie, wrogów zasypują lawiną toporków. Ich armia jest wszakże wielka a ich stolica jest tak wielka, że widać ją z odległości stu mil. Tam gdzie siedzieli obaj odmieńcy też było ją widać. Siedem strzelistych wież otoczonych podwójnym murem. To była górna część znajdująca się na Wzgórzach Młota i Kowadła. Niższa część miasta zamieszkiwali zwykli obywatele i znajdowała się przed wzgórzami. W prawdzie też setki tysięcy domostw ciągnęło się tunelami wewnątrz ogromnych wzgórz i można było nimi dojść aż do Orlich Szczytów, czyli najwyższych gór w Kalifii. To miasto budowano przez dziesięć tysiącleci, gdy elfy jeszcze żyły za najdalszymi morzami a ludzie budowali tylko z drewna. Budowę zakończył obecny król Khardamów, kiedy jego poprzednik Tatrhan Wielki umarł. Nömi i Ekshäanifir szli wolno delektując się spokojem i ciszą. - Musisz nauczyć się władać magią, na szczęście Kalifiia jest państwem, które znam dobrze. Musimy dotrzeć do stolicy, nigdzie indziej nie znajdziemy magów, a tam jest klan Vingard. Prastary klan, tam nauczyłem się podstaw, rozwijałem się w Malgardii a potem spotkałem Amira i ciebie. - Jak wejdziemy do klanu? - To już moja sprawa. Na pewno znajdziemy jakiś sposób. Wsiedli na koń i zaczęli jechać. Wolno jechali wyżynami, spotykali Khardamskich kupców jadących najprawdopodobniej do sąsiadującej z Kalifią, Avasaidy oraz Khardamskich wojowników odzianych w grube pancerze i uzbrojeni w topory obusieczne. Widzieli pasące się Khary, wielkie stwory przypominające skrzyżowanie byka z psem. Jechali wolno. Krajobrazy Kalifii były piękne. Tak mijał im czas.
* * * Natomiast w Kwair panował niedosyt. Trakt został zablokowany przez stwory niczym piekielne wodę zablokowały statki barbarzyńców. Amir siedział w ciemnej komnacie. Jednakże nie tylko w Kwair panowała taka sytuacja, wiele krain Snowfeair było okupowane przez monstra. Wojna z Feernem była nieunikniona. Kiedy jedyna nadzieja, odmieniec odszedł do Kalifii Feern wściekł się i przysłał resztkami sił barbarzyńców i całe zastępy potworów aby wyszukały dlań kawałki jego skóry i pozostałe dwa Okruchy Lodu. Na szczęście Nömiego i Ekshäanifira to nie dotykało.
Szli sobie spokojnie gościńcem, do stolicy jeszcze parędziesiąt mil, konie napoili przy małym strumyku. Okruch Lodu w sercu Nömiego nie doskwierał mu, chociaż jak wyjeżdżali ze Snowfeair paliła go gorączka a w sercu miał tak zimno, że nie można było przyłożyć doń ręki. To już minęło i chłopak obawiał się czy ze sługami Feerna nie będzie tak samo, a szczerze mówiąc walka z całą zgrają władających magią istot nie byłaby dobrą perspektywą na przyszłość. Musieli uciekać, przynajmniej póki Feern nie umrze. A jak mówił jeden z Khardamian, Feern jest ciężko ranny i tylko Okruchy Lodu, które pochodzą z jego serca mogą przywrócić mu zdrowie i siłę. A wtedy wojna będzie nieunikniona. Nömi trapił się tym co dnia. Jechali dalej, teraz przez mały lasek. Łucznik podśpiewywał pod nosem, Nömi rozmyślał. Nikt nie spojrzał na czarną sylwetkę człowieka kryjącą się gdzieś między drzewami. Dopiero gdy ptaki wzbiły się chórem w powietrze obaj mężczyźni poczęli się rozglądać. Nagle ktoś zeskoczył z drzewa. Ekshäanifir wyciągnął w mgnieniu oka sztylet rozkładany, stanął na koniu i zrobił salto do tyłu rozcinając napastnikowi brzuch. Kiedy ten padł na ziemię martwy łucznik podszedł doń i odwrócił na plecy. Był to ukryty zabójca inaczej zwany asasynem. Na jego szyi wisiał medalion w kształcie smoczej łapy. Był to znak, że Feern miał swe sługi nawet w tak przyjaznym miejscu jak Kalifia i, że jak któregoś z asasynów nie zabiją doniesie Feernowi i niezwłocznie pojawi się cały batalion sługusów smoka. Zmusili konie do galopu, tak przejechali w noc całą około piętnaście mil. Stolica była jeszcze daleko.
* * *
Zmęczeni okropnie dojechali do stolicy. - Musimy tu odpocząć. Jest środek nocy, nie wpuszczą nas. - Trzy dni jazdy, nie dość, że zjadłbym konia z kopytami to jeszcze zasnąłbym na żywym ogniu. Tymi słowy Nömi spadł z konia na ziemię i zasnął. Ekshäanifir pokiwał z niedowierzaniem głową, rozwiną na ziemi koc i położył się nań.
Jutrzenką Nömi jeszcze chrapał a łucznik upolował Aggaha, najrzadszego królika na północy. Kiedy chłopak wstał i zjadł to co przygotował jego towarzysz wsiedli na koń i popędzili do stolicy.
Brama tego niezwykłego miasta była tak wielka jak siedemdziesięciu rosłych chłopów ustawionych na sobie i szeroka jak stu. Po murach kamiennych chodzili opancerzeni strażnicy uzbrojeni w topory obusieczne i kusze. Koło bramy stało z dwadzieścia tuzinów strażników. Do miasta wjeżdżało wiele wozów, wiele też wyjeżdżało. Między innymi kupcy, rycerze z daleka, łowcy wampirów, wielmożni, szlachta, tyle tu było ludzi, że nie dało się tego ogarnąć. Kiedy wjechali znaleźli się w labiryncie uliczek. Gwar był tu wielki. Nawołujący kupcy, gęsi, psy i inne zwierzęta łaziły po ulicach, dzieci bawiły się przy swoich domostwach, chłopi rozmawiali, strażnicy wałęsali się tu i ówdzie pilnując spokoju. Były tu elfy, ludzie i dałoby się znaleźć pojedynczych krasnoludów, którzy byli obdarzani w Kalifii powszechnym szacunkiem, a za zabicie krasnoluda skazywano na dożywotnie tortury. - Trzymaj się mnie. – rzekł łucznik. – nie trudno zgubić się w takim miejscu. Ekshäanifir skręcił kilka razy i kazał chłopakowi zejść. Weszli do obszernej karczmy. Nie tracąc czasu zamówili piwo i pieczyste i siedli przy jednym z drewnianych stołów. - Musimy porozumieć się z najemnikami. – rzekł łucznik. - Po co? - Oni przeprowadzą nas kanałami do klanu Vingrad. - Kanałami? - A znasz dyskretniejszą drogę. Zrobimy to o północy, tymczasem trzeba zarobić. Mimo wszystko najemnicy są drodzy. - Ile im potrzeba? - Dwustu monet. - Zabrałem to temu asasynowi, którego zabiłeś. Nömi położył na stole wypchaną po brzegi sakiewkę. - Widać Feern ma w swojej jaskini nie zły skarbiec. Wystarczy na trzykrotne opłacenie najemników. Ekshäanifir zaśmiał się. - Trzeba jeszcze być bardzo, bardzo dyskretnym. - Czemu? - Ponieważ żaden normalny człowiek nie chodzi o północy po mieście, chyba, że jest strażnikiem. - Nie będziemy zabijać strażników by się przebrać w ich zbroje? - Nie, chyba, że nas zauważą. Wtedy będzie trzeba. - Aha… - Słuchaj, przemkniemy się między ulicami obok karczmy, musimy iść cały czas prosto, później skręcimy przy slumsach i zejdziemy do Obrębu.
* * *
Wyszli w czarnych płaszczach o północy. Podążali prosto. Nagle z jednej z uliczek wyszedł strażnik. Ekshäanifir przebił go sejmitarem i schował w ciemnym zaułku. Kilkadziesiąt metrów dalej skręcili przy zejściu do slumsów i schodami zeszli do Obrębu. Stało tam dwudziestu najemników. - Witajcie. – rzekł łucznik - Witajcie. – odrzekł najemnik. – dokąd mamy was eskortować? - Do klanu Vingrad. - Dwieście. Tymi słowy Ekshäanifir wręczył najemnikowi sakiewkę z monetami. Najemnik podrzucił ją kilka razy na ręce i rzekł. - Za mną. Nömi szedł za wszystkimi a Ekshäanifir szedł pewnie tuż za gromadą najemników. Szli wewnętrznym Obrębem, aż doszli do małych drzwi, a za nimi było ich około z piętnaście. - Tędy, najpierw prosto potem kręconymi schodami na samą górę – mój brat was ugości. Nagle w wewnętrznym Obrębie pojawili się ludzie w czarnych strojach z medalionami na szyjach i twarzami zasłoniętymi chustami, w których wycięte były otwory na oczy. W rękach trzymali miecze. Najemnicy wyciągnęli zza pasa swój oręż i rzucili się na czarnych ludzi. Największy z najemników dzierżący miecz dwuręczny
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SLIPKNOT
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…