Wróć do katalogu

Odnależć Siebie cz I

"Odnaleźć siebie", bo taki tytuł nosi to opowiadanie, to wycinek z życia głównego bohatera Herna Jaza, życia pełnego przygód, walk, potworów, magów, pełnego tajemnic i zagadek gdzie cały czas ściera się dobro ze złem. Życia którym rządzi odwieczne p

pOx, opublikowano , 19 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stanął przed olbrzymią kamienną bramą, zarośnięta dzikim bluszczem. Wydawało się, że wspomina lata swojej świetności, oraz warownego zamku, do którego była głównym wejściem. Po drewnianych wrotach pozostały tylko strzępy desek wiszących na stalowych zawiasach kutych na kształt ptasich szponów. Hern zawahał się, sprawdził zawartość pasa z eliksirami, poprawił mocowanie sztyletu przy prawej kostce, strzyknął karkiem poruszając szybko swoją łysą głową od ramienia do ramienia, Nadsłuchiwał, właśnie wstawał świt i las zaczynał budzić się do życia. To był najlepszy moment, aby wejść do ruin zamku, strzegące go trzy stwory zwane przez tutejszych szeklami powinny już powrócić do swoich dziennych kryjówek, zmęczone nocnym czuwaniem. Spojrzał za siebie jakby oczekiwał, że ktoś go zawróci, nikogo nie było tylko promienie słońca nieśmiało przedzierały się poprzez wielkie konary starych dębów, W powietrzu czuć było wilgoć rosy. Jak to miał w zwyczaju szepnął do siebie, - No Hern stary, czas na ciebie. Wypił szybko zawartość małego flakonu i wyrzucił go, do obu rąk wziął Swoje krótkie miecze, jedyne w swoim rodzaju niespotykane lekko wygięte płasko zakończone, walkę nimi miał opanowaną do perfekcji. Smak mikstury wstrząsnął nim delikatnie. Ruszył przed siebie, łokciem odgarnął wiszący przednim bluszcz, pochylony bezszelestnie przekroczył bramę warowni, posuwał się dalej między powalonymi zabudowaniami podzamcza, kamienna posadzka zarośnięta była trawą i mchem, dziki bluszcz przedostawał się wszędzie, oplatał pajęczyną każdy kawałek zrujnowanych murów. Wskoczył na schody prowadzące do głównego zamku, poruszał cię szybko, ale po cichu, był w połowie drogi, gdy nagle usłyszał odgłos, który zmroził mu krew w żyłach. Zamarł bez ruchu, szekla była tuż za nim, czuł smród jej oddechu. Oboje czekali na ruch przeciwnika, Hern bał się chyba widoku, który go czekał, szekla zdziwiona, że ktoś odważył się wejść na teren ruin. Hern ruszył pierwszy, skoczył trzy stopnie do guru obracając się w locie, miecze cięły powietrze, stwór ani nie drgnął, przeglądał się tylko straceńcowi, śmiałek zobaczył wreszcie swojego przeciwnika, był to trzymetrowy człekokształtny potwór o czarnej świecącej skórze, po środku małej głowy żarzyły się czerwone ślepia, pod nimi paszcza pełna ostrych kłów, z której kapało coś na kształt śliny, wielkie ramiona zakończone były łapami z sierpowatymi pazurami. Monstrum ryknęło ponownie rozkładając szeroko ramiona i przesuwając tors do przodu, Optycznie powiększając swoje gabaryty, jednak nie atakował. Hern zrozumiał, że potwora nie straszy go, lecz przywołuje w ten sposób posiłki, musiał atakować, miał szanse pokonać bestie tylko walcząc z każdą osobno. Ruszył do przodu, przemknął pochylony pod prawym ramieniem szekli miecze rozpłatały bok potwora, bestia zawyła, chwytając się łapą za ranę padła na kolano drugą łapą oparła się o stopnie schodów. Drugi atak był łatwy, jedno precyzyjne cięcie pozbawiło stwora głowy. Wielkie cielsko osunęło się po stopniach. - Zbyt łatwo. Szepnął do siebie przecierając czoło - Jeszcze dwa. Wyjął z pasa kolejny flakonik, wypił miksturę, poczym szybkim krokiem ruszył schodami do góry, zastanawiał się czy szekle usłyszały wołanie towarzysza. Na końcu schodów stały dwa skrzydlate lwy ozdabiające wejście do głównego zamku, a raczej tego, co z niego zostało przeskoczył stertę kamieni przy wejściu, wszedł do środka, znalazł się w ogromnej sali otoczonej gołymi murami, które stały jeszcze tylko dzięki łączącym je belkom stropowym, Hern wiedział, że to, czego szuka jest w podziemiach zamku, musiał znaleźć wejście. Biegł w wzdłuż murów przyglądając się uważnie płytom na posadce, w tej sali wejścia nie było, wrócił na schody i rozejrzał się po podzamczu, powoli schodząc w duł zauważył wyłom w murze przy podstawie schodów. To mogło być wejście do lochów, nie pomylił się. W środku panowała ciemność, po omacku trzymając się wilgotnych ścian przesuwał się do przodu. Pod ręką poczuł uchwyt pochodni wiszący na ścianie wyjął ją i zapalił, delikatne, tańczące, żute światło rozjaśniło korytarz. Wyciągnął pochodnie przed siebie i zamarł, jeden krok przed nim smacznie sobie spała szekla, delikatnie powoli wyjął miecz, przyjął dogodną pozycje w wąskim korytarzu. Uderzenie metalu o kamień rozdarło grobową cisze podziemi, głowa potwora leżała obok ciała a Hern podążał dalej nie wierząc w swoje szczęście, dotarł do rozwidlenia korytarzy, drogi prowadziły w trzech kierunkach, czół się bardzo pewnie po pokonaniu dwóch szekli, bez namysły ruszył prosto, przeszedł może dziesięć metrów nie zauważył po drodze otworu w ścianie, potężny cios w plecy zwalił go z nóg, poleciał pięć metrów do przodu pochodnia wypadła mu z rąk, próbował się pozbierać nie zdążył szekla chwyciła go wielką łapą za szyje uniosła i przycisnęła do ściany tak, że machał nogami w Powietrzu, uścisk nie pozwalał mu oddychać, musiał działać szybko, Sięgnął do kostki po sztylet i z wszystkich sił wbił go w ramie potwora, uścisk puścił, spadając miał już dostęp do mieczy na plecach, wyciągną je błyskawicznie, lecz nie zdążył użyć wyjący potwór rzucił nim jak zabawką Poleciał znowu kilka metrów, lecz tym razem zdążył się pozbierać, ponieważ szekla zajmowała się sztyletem tkwiącym w jej ramieniu. Gdy odwróciła się do niego był już gotowy do walki, potwór ryknął wykonując znany już Hernowi ruch ramionami, wojownik spróbował ataku jak w pierwszej walce, został zablokowany silne kopnięcie znowu go odrzuciło podnosząc się zobaczył nacierającą szekle, rzucił się do przodu między jej nogi mieczami tnąc po omacku, musiał trafić, bo bestia zachwiała się zaatakował natychmiast od tyły wbijając jaden z mieczy w plecy stwora na wysokości krzyża, szekla machnięciem znów rzuciła nim o ścianę, ale już z mniejszą siłą, poczym zaczęła wyciągać miecz z pleców, to był moment na ostateczny atak Hern wyskoczył w górę i spadając trzymanym oburącz mieczem ściął głowę potwora. Bezwładne zwłoki opadły na ziemie. Został sam, mógł odetchnąć, wyjął miecz z pleców szekli podniósł pochodnie, która rozpaliła się mocniejszym płomieniem. Pozostało mu tylko odnaleźć księgi i rękopisy księcia Berdegora, ostatniego włodarza tego niegdyś wspaniałego zamku.

* Wędrowiec przestał opowiadać, popił cienkiego wina z glinianego kufla, minęła dłuższa chwila. Siedzący z rozdziawionymi minami, będący dotąd cicho słuchacze opowieści, chórem zasypali go pytaniami. - Kim był Hern? - Po co mu były księgi i rękopisy? - Słyszałem o Ruinach Szekli, ale o księciu nie. - Opowiedz, opowiadaj! - Tak słuchamy! Zamyślił się patrząc na zebranych przy jego ławie, sześcioro dzieci wpatrywało w niego zaciekawione szeroko otwarte oczy, dwie kobiety opiekunki dziatwy szeptały coś sobie na ucho. Dwaj żołnierze z obstawy gospody wreszcie ciekawie mogli spędzić czas. Najbardziej zainteresowany opowieścią był męszczyzna siedzący na przeciw starca, Skwapliwie notował każde słowo, i to jemu najbardziej zależało na kontynuowaniu opowieści. - Nie mogę dłużej opowiadać, to długa i zagmatwana historia, a ja muszę znaleźć nocleg i strawę. - Karczmarzu! Wrzasnął piszący jegomość. - Znajdzie się miejsce w zagrodzie na sianie dla włóczęgi? - A co ma się nie znaleźć. Odparł grubas ledwo mieszczący się za ladą baru. - No to podaj jeszcze wędrowcowi kolacje, dziś będzie moim gościem. A nie zapomnij o najlepszym winie. Opowiadający historie uniósł głowę i spojrzał z pod wielkiego postrzępionego kaptura na swojego dobroczyńcę, gdyby nie on spałby znów gdzieś przy jakimś śmietniku. Zapytał. - Czym zasłużyłem na taką laskę? - Chcę usłyszeć całą opowieść, i żeby była warta mych wydatków. - Tego nie mogę obiecać. - Sam to osadzę, zacznij od samego początku. Kim był Hern?

* Rzecz działa się przed wieloma laty na ziemiach zwanych Helwetica. Była to spokojna kraina którą i nikt nie rządził. Każde miasto miało swoje władze i prawo, Książęta nie wchodzili sobie w drogę. Raz do roku spotykali się w mieście Madaksa, aby wyjaśnić ewentualne spory, i radzić o przyszłości Helwetici. Nikt wtedy nawet nie przypuszczał, co może przynieść niedaleka przyszłość, za sprawą Herna Jaz. To nazwisko miało zapaść w pamięci wszystkim mieszkańcom Helwetici. Nikt nie wiedział tak naprawdę, kim był Hern Jaz, nawet on sam tego nie wiedział. Znaleźli go Bracia z Klasztoru Wud, szukając bursztynu na plażach Morza Jaz. Leżał nieprzytomny nagi, mógł mieć w tedy około szesnastu może osiemnaście lat. Było to w pobliżu Portu, Laurens, więc tam Bracia pytali o rozbite statki, i czy ktoś nie poszukuje młodego chłopaka zaginionego na morzu. Bez skutku, trudności przysparzał fakt, że ocalony nie potrafił nic o sobie powiedzieć, wyglądało, że stracił pamięć na skutek silnych przeżyć. Jedyną rzeczą, która mogła pomóc w identyfikacji rozbitka był dziwny tatuaż na jego lewej łopatce, była to bycza głowa z wielkimi rogami i wściekłymi ślepiami, zza głowy wyłaniały się dwa miecze o niespotykanym kształcie, pod rysunkiem umieszczono trzy znaki, całość wyglądała jak herb. Wudczanie postanowili zabrać go do swojego klasztoru, aby został jednym z nich. Nadali mu imię Hern, co w ich liturgicznym języku oznaczało „nie wiem”, oraz przydomek Jaz od morza,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych