Odsiecz
Utwór o tym, jak jeździec imieniem Guthalf walczył pod Minas Tirith.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Guthlaf szarżował w pełnym galopie wprost na wielką czarną masę wojsk Mordoru. Miał świadomość, że uczestniczy w niewyobrażalnie ważnej bitwie. Bał się, tak jak bał się w Helmowym Jarze, lecz chęć walki i pomszczenia śmierci bliskich była o wiele silniejsza niż strach. Do tego serce jego wypełniała odwaga i ogromny podziw wobec króla Theodena, który galopował na czele konnej armii Rohanu, w pełnym majestacie i potędze. Młody Rohirrim jechał dosyć daleko na prawo od swego władcy, w pierwszym szeregu. Z każdą chwilą był coraz bliżej nieprzyjacielskiej linii i z każdą chwilą chciał coraz bardziej walczyć i zabijać. Jego serce, duszę i umysł powoli, lecz nieustępliwie ogarniał bitewny szał. Chęć zmiażdżenia orków, otwarta przestrzeń, wielki trwający od wielu godzin szturm na Białe Miasto, do tego potężny, donośny śpiew swoich rodaków, a także ogłuszający tętent tysięcy wierzchowców. Tak, nie mogło być lepszych warunków do wpadnięcia w bitewny szał. Guthlaf śpiewał z całej siły bitewną pieśń swoim zachrypniętym głosem, z wilczym uśmiechem na ustach i z dzikim płomieniem w oczach. Tymczasem zupełnie zaskoczeni orkowie zaczęli strzelać z łuków do wielkiej śpiewającej fali, która lada moment miała ich zmieść z powierzchni ziemi. Dla Guthlafa bitwa omal nie skończyła się przedwcześnie, gdyż orkowa strzała przeszyła powietrze zaledwie kilka centymetrów obok jego ramienia i trafiła wierzchowca tuż za nim, który z bolesnym jękiem runął na ziemią miażdżąc swego jeźdźca. Niejeden kawalerzysta zginął w ten sposób podczas szarży, lecz te straty były zaledwie kroplą w morzu rohańskiej armii. Guthlafa nie dzieliło od linii Mordoru więcej niż pięćdziesiąt metrów. Rohirrimowie opuścili włócznie, przestali śpiewać; zaczęli krzyczeć. Krzyczeć głośno, donośnie i srogo. Wreszcie uderzyli. Guthlaf poczuł najpierw mocny wstrząs, gdy jego koń uderzył z ogromną prędkością w pierwszych przeciwników swą piersią. Było łatwiej niż sobie wyobrażał. Orkowie byli tak wstrząśnięci potęgą i zaskoczeniem rohańskiej szarży, że żołnierze w ich pierwszych szeregach mających stawić czoło Rohirrimom, ledwo mogli utrzymać w swoich łapach powyginane i powykrzywiane włócznie i dzidy, nie mówiąc już o powstrzymaniu szarży. Nawet potężna wola Wielkiego Oka nakazująca im walczyć, była tłumiona przez paraliżujący strach i wizję nieuchronnej śmierci. Rohirrimowie ,po szybkim zmiażdżeniu pierwszej linii orków, galopowali z niewiele mniejszą prędkością niż przed uderzeniem na ich siły. Orkowie nie wiedzieli co robić: część rzuciła się do desperackiej ucieczki, by niedługo potem mieć rozłupany kark lub łeb od rohańskiego topora. Część po prostu stała jak wryta, oszołomiona lub pogodzona z końcem swojego plugawego żywota. Nieliczni tylko próbowali walczyć, lecz oni także szybko ginęli. Bitewny szał został w pełni uwolniony. Guthlaf, w pełni już nim zawładnięty, rąbał swym mieczem bez opamiętania wszędzie tam, gdzie widział jeszcze żyjących orków. Włócznię złamał szybko, po pierwszym uderzeniu w orków, na jakimś odrażającym opasłym żołdaku Mordoru przebijając jego klatkę piersiową. W końcu jego oddział zaatakował stanowisko okopanych katapult, rozmieszczonych zaledwie dwieście metrów od pierwszego kręgu murów Minas Tirith. Tam, ci orkowie którym udało się uciec, postanowili się bronić. Guthlaf z innymi Rohirrimami błyskawicznie wjechali na niski wał ziemi i przeskoczyli go po czym zaczęli znów wściekle rąbać i sieć nieprzyjaciela. Jednak tutaj orkowie mieli przewagę nad ludźmi. Ci bezpośrednio broniący okopu szybko ginęli, gdy ich koledzy wyskoczyli zza katapult i poczęli na nie włazić, skacząc z nich na kawalerzystów by zrzucić ich z siodeł. Teraz to Rohirrimowie byli w potrzasku; walczyli w miejscu, otoczeni przez wrogów, którzy wściekle skakali na nich, dźgali swoimi włóczniami i siekli krzywymi szablami. Guthlaf w ostatniej chwili obrócił się i zobaczył orka, który z katapulty skoczył wprost na niego. Rohirrim uniósł miecz do góry i z całej siły uderzył napastnika w jego pierś. Ork z bolesnym wrzaskiem spadł na ziemię i wyzionął ducha. W końcu Rohirrimom udało się zdobyć to stanowisko katapult, choć orkowie, kryjący się za swoimi machinami oblężniczymi byli uciążliwym i trudnym przeciwnikiem, zwłaszcza dla konnicy. Oddział Guthlafa od razu ruszył zdobyć jeszcze jedno, lecz tym razem nie atakował tylko od frontu, lecz najpierw okrążył całe stanowisko, by uniknąć przykrych niespodzianek. Dzięki temu zdobycie tej pozycji było znacznie szybsze i łatwiejsze. Kawalerzyści dosięgali swymi włóczniami orków na katapultach, a tych którzy wspięli się zbyt wysoko, Rohirrimowie zestrzeliwali z łuków. Chwilę po zdobyciu tej pozycji z pewnej odległości rozległ się dźwięk rohańskiego rogu. Był to sygnał zawrócenia w lewo, by zepchnąć wroga na południe, jak najdalej od miasta. Guthlaf ze swym oddziałem ruszyli zatem na południe. Nagle usłyszał za sobą kolejny dźwięk rogu, lecz nie był to róg Rohanu. Obejrzał się. Dźwięk dobiegał z miasta, był to róg Gondoru. Zapewne sygnał do ataku, gdyż, jak zdążył jeszcze zauważyć gondorscy piechurzy wybiegli przez bramę swej stolicy, by pomóc wypierać wrogów spod miasta swoim północnym sprzymierzeńcom. Tymczasem pościg trwał w najlepsze. Chaotycznie uciekający orkowie byli dziesiątkowani. Lecz wkrótce opór wroga zaczął tężeć za sprawą sojuszników Saurona z Khandu, Rhunu i Haradu. Byli to żołnierze nie mniej dzielni i nie gorzej uzbrojeni od rohirrimów oraz nie mniej dzicy w walce od orków. Żołnierze tych krajów utworzyli obronne kręgi, mury tarcz i włóczni i choć ponosili dotkliwe straty, nie oddawali pola i również zadawali ciężkie straty żołnierzom Rohanu. Powietrze pełne było zapachu krwi, potu i śmierci. Panował nieopisany zgiełk i wrzask dziesiątków tysięcy żołnierzy. Ziemia drżała od tupotu wielkich pustynnych bestii, olifantów, które tratowały wszystko na swej drodze, a haradrimscy łucznicy szyli celnie ze swych łuków na wieżach umieszczonych na grzbietach mumakili. Wszędzie wznosiły się tumany kurzu. W takiej oto atmosferze pola bitwy Guthlaf szarżował na rozproszony oddział haradrimów. Ściął głowę jednemu piechurowi i jechał dalej, gdy jakieś piętnaście metrów przed nim drogę zastąpił mu haradrimski żołnierz z toporem. Wyraz twarzy, pomalowanej na czerwono, czy to farbą, czy krwią lub najpewniej jednym i drugim miał zacięty i pewny siebie. Guthlaf ruszył na niego z uniesionym mieczem. Już miał go nim uderzyć, lecz w ostatniej chwili Haradrim odskoczył i uderzył konia Guthlafa prosto w szyję. Wierzchowiec runął naprzód, a jeździec wyskoczył z siodła i z łoskotem upadł na ziemię. Przez chwilę był oszołomiony i powoli się podnosił, gdy od swojej prawej strony usłyszał dziki wrzask. W jednej chwili wszystkie jego zmysły znów się wyostrzyły. Ujrzał bowiem biegnącego na niego tego samego topornika z Haradu, który przed chwilą zabił mu konia. Guthlaf nie zdążył jeszcze się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kokoner
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…