Wróć do katalogu

Ogień zemsty cz.1

Początek historii o Księżniczce, dążącej do odzyskania swojego tronu. Znów dosyć długie.

AnnDie, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Cienka warstewka szronu pokryła grubą pierzynę ze śniegu, dzięki czemu śnieżny puch pięknie się skrzył w świetle wyglądającego zza chmur księżyca. Korony drzew migotały na tle nieba niczym złośliwe ręce istot z Pradawnych Wieków. W położonej niedaleko głównej drogi karczmie „Pod Turem” unosiły się gorące opary jadła i typowy dla takich miejsc smród męskiego potu i przeterminowanego piwa. Było także bardzo głośno. Na chwilę drzwi się otworzyły i do izby próbował wedrzeć się mróz. Zamknęły się z cichym trzaskiem i do baru podeszła osoba w długim jasnym płaszczu, z kapturem obitym szarym futrem. Karczmarz przecierał właśnie kufle, gdy uniósł głowę i spojrzał na twarz, skrytą w półmroku kaptura. O mało nie wypuścił kufla z rąk. Dumne spojrzenie zielonych oczu w kształcie migdałów i malinowe usta utkwiły mu w pamięci do końca życia. Kobieta złożyła zamówienie i zniknęła w tłumie poszukując wolnego miejsca. Karczmarz westchnął jak po boleśnie pięknym śnie. Tymczasem ona zdążyła już odnaleźć stolik, przy którym siedział karzeł z patrzącymi złowrogo wąskimi oczkami. Usiadła na ławie naprzeciwko niego i zrzuciła z głowy kaptur. Lśniące, czarne loki podskoczyły jak sprężynki, okalając drobną twarz. Niedbałym, ale pełnym gracji ruchem kobieta poprawiła włosy. Potem rozejrzała się wokół, a gdy już nie mogła dalej unikać rozmowy z karłem, popatrzyła głęboko w zgniło-brązowe oczy. Z gardła karła wydobył się syk. - I cóż wyprawiasz, nieszczęsna? - Zwracaj się do mnie z należnym tytułem. We wzroku stworzenia błysnęło zadowolenie. - Zachowujesz przynajmniej resztkę dumy. To dobrze, Księżniczko. Spojrzała na niego wyniośle. - W tym królestwie nie ma osoby bardziej godnej i dumnej ode mnie. - I tak być powinno, jeśli... – reszta zdania utonęła w powstałym nagle zgiełku. Księżniczka odwróciła się i ujrzała rosłych żołnierzy królewskich, usiłujących zaaresztować kilku z przejezdnych drabów. Powstała bójka szybko przeniosła się na całą karczmę. Karzeł zeskoczył z ławy i udał się w kierunku drzwi. Kobieta zarzuciła kaptur na swoje lśniące, czarne sploty i podążyła za nim. Żaden z żołnierzy nie zauważył jej zjawiskowej urody. Na zewnątrz czekały na nich dwa konie: masywny, brązowy kuc i lekki, smukły kasztanek o mądrych oczach. Dosiedli ich, a zwierzęta bez cienia sprzeciwu, choć odpoczynek był zbyt krótki, pognały wzdłuż gościńca. Nocne powietrze porywało poły płaszcza Księżniczki, siedzącej po męsku. Kaptur zsunął się z czoła i uwolnił ciemne kosmyki. Widząc to, karzeł zaczął się niespokojnie rozglądać wzdłuż drogi. - Proponuję skręcić w najbliższą mniej uczęszczaną drogę. – zaskrzeczał. Księżniczka pokręciła głową. - Nie szukaj go, Pani, bo i tak nic dobrego z tego nie przyjdzie. Oboje jesteście zbyt dumni. - Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Piss. Chcę wybadać nastrój w mieście. Lekki kasztanek znacznie wyprzedził kuca, nim Księżniczka pozwoliła mu zwolnić. Karzeł nie poganiał swojego wierzchowca. Ponurym wzrokiem wpatrzył się w plecy Księżniczki. - Nie bój się, Piss... Nic nie rozwieje mi wizji tronu. - NIC może nie, ale czy NIKT? – mruknął karzeł do siebie. Noc była piękna i mroźna. Księżyc świecił wysoko na niebie, gdy tak jechali pustym gościńcem. Delikatny wiatr poruszył nagimi gałęziami. Piss zdecydował się jednak pogonić kuca i dogonił Księżniczkę. - Pani, gdyby ktoś chciał nas zaatakować, to jesteśmy widoczni jak na dłoni. - Nikt się nie odważy zaatakować mnie. – odpowiedziała ze wzrokiem utkwionym daleko przed siebie - Królowa powinna być nie tylko dumna, ale także rozważna... - A królewski doradca powinien być rosłym mężem o dostojnym imieniu. – parsknęła śmiechem. Piss wyprostował się godnie, jakby chciał okazać, że jest dumny ze swego imienia. Jadąc dalej Księżniczka wciąż miała na ustach szyderczy uśmiech. Gwiazdy powoli blakły, na wschodzie zaczęło się rozjaśniać, lecz mróz wcale nie zmalał. Księżniczka z powrotem nakryła głowę kapturem, spod którego ulatywały teraz gęste chmury jej oddechu. Końskie nozdrza także rozszerzały się z trudem, boki parowały. Piss szczelniej otulił się swoim płaszczem z lisiego futra. - Trzeba się będzie zatrzymać, dać koniom odpocząć. – mruknął po długiej ciszy. - Milady jeszcze trochę ujedzie, Szubek też da sobie radę. Przez mróz szczęka Księżniczki skostniała i wypowiedziała to bardzo niewyraźnie. Ale Pissowi nawet przez myśl nie przeszło, by nakazać jej przerwę i rozgrzanie się przy ognisku. Daleko przed sobą ujrzeli powóz. Piss poruszył się niespokojnie. Spojrzał na Księżniczkę. - Uważam, że teraz powinniśmy skręcić. Powozy nigdy nie wróżą nic dobrego. - Nie, jedziemy prosto. – w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk. Gdy powóz się zbliżył, firanka zasłaniająca okno lekko się rozsunęła, Ukazała się w niej rozpustna, męska twarz o ostrych rysach. Księżniczka spojrzała mu prosto w oczy. - Kimże jesteś, prześliczna? – zapytał, a w jego spojrzeniu błysnęło pożądanie. - Jestem, kim jestem, o me imię nikt nie pyta. – uśmiechnęła się drapieżnie. - A ja jestem bardzo bogatym, znudzonym rozpustnikiem. – roześmiał się. – Gotowa jesteś przejechać się trochę w stronę przeciwną od tej, w którą właśnie zmierzasz? - Nasze konie są zmęczone, potrzebują odpoczynku. Rozpustnik zmierzył ją wzrokiem i, postanowiwszy coś, powiedział: - Zboczymy trochę z drogi, niedaleko jest tu wioska, a w niej karczma. Pani pozwoli do powozu. Przesiadła się do obitego różowym perkalem powozu, natomiast Piss usiadł koło stangreta. Konie uwiązano, by szły za powozem. Księżniczka rozejrzała się po wnętrzu. „Ohydne” stwierdziła. - Jak mam się do Ciebie zwracać, mój aniele? – zapytał rozpustnik. - Księżniczko. – odpowiedziała bez wahania. Roześmiał się. „Jest bardzo pewna siebie” pomyślał. - Więc dobrze, możesz być dzisiaj moją księżniczką. Delikatnie zaczął okręcać jeden z jej loków wokół palca. - Poczekaj, aż przyjedziemy na miejsce... Każę przygotować najpiękniejszą komnatę, przygotować łoże z jedwabnymi poduszkami... - Dla mnie nie ma różnicy czy na sianie, czy w drogim pokoju. Nie zgodziłam się dlatego, że wyglądasz na bogatego, lecz dlatego, że wydajesz mi się dość rozpustny, bym mogła się z tobą dobrze bawić. – przerwała mu. W powozie było bardzo gorąco, do tego śmierdziało potem i drogimi perfumami. Księżniczka zsunęła płaszcz z ramion, świadomie ukazując rozpustnikowi, że oprócz pięknej twarzy, ma także cudne ciało, rysujące się pod skąpym ubraniem. - Od kiedy kobietom wolno nosić spodnie, moja księżniczko? Pierwszy raz spotykam się z takim zwyczajem. - Zdecydowanie za dużo gadasz, wiesz? Nie należę do dziewczynek, które łapie się na słodkie słówka. Przyzwyczajona jestem, że to ja rozdaję karty. Powiedziawszy to, Księżniczka przysunęła się do rozpustnika, kładąc szczupłą dłoń na rosnącym wzgórku między jego udami. Bez sprzeciwu obserwował jej dokonania, swoje zadowolenie wyrażając tylko jednym, dosyć uciśniętym teraz ruchem. Księżniczka sama pozbyła się ubrań z nich dwojga. W przypadku rozpustnika trwało to trochę dłużej, nim pozdejmowała wszystkie podkoszulki i kołnierze, ale i z tym sobie poradziła. Wyglądał na zachwyconego jej giętkim, delikatnym ciałem, przesłoniętym pelerynką spływających z głowy loków. Usiadła okrakiem na jego kolanach, masując go zdecydowanym ruchem. Przywarł ustami do pagórków rozkoszy, zasysając i podgryzając. Powóz zapełnił się ciężkim oddechem i pojękiwaniem. Jak rozpustnik obiecywał, Księżniczka dostała jeden z najbardziej luksusowych pokoi w gospodzie. Karczmarzowi trochę było szkoda tej pięknej dziewczyny, wyglądającej niczym wykradziona z pałacu arystokratka, dla rozczochranego, w pośpiechu pozapinanego rozpustnika. Lecz nim zdążył z nią porozmawiać, była już na piętrze, w swoim pokoju. Jedynymi osobami, którym pozwoliła tam wejść, były córka karczmarza, która przyniosła jej kolację i ohydny karzeł, z którym przyjechała. Piss siedział na okrytym atłasowym płótnem łóżku, wyglądając jak groteskowa, paskudna lalka. Robił przy tym grymasy, które dodatkowo wykrzywiały jego i tak już szeroką i niezbyt urodziwą twarz. - To się źle skończy. Ten paskud wygląda mi na takiego, który jest za blisko dworu zdrajcy. – mruczał z niezadowoleniem do Księżniczki. W odpowiedzi tylko uśmiechnęła się dumnie. Stała przed małym lustrem, upinając swoje piękne włosy. Teraz, ubrana w długą, szmaragdową suknię z głębokim dekoltem i rozszerzającymi się wzdłuż ramion rękawami wyglądała jeszcze cudniej niż wcześniej. - Nie uważasz, że to jedna z najlepszych dróg na odzyskanie tronu? – zapytała. - Nie, to jedna z najlepszych dróg na złapanie jakiegoś świństwa, po którym nie będziesz mogła przestać drapać się między nogami. - Przestań. Piss, nie widzisz, że zyskuję władzę nad tymi wszystkimi mężczyznami? W ostatecznym rozrachunku z lordem Lorthosem staną po mojej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych