Ogród, rozdział drugi, cz.1
Spotkanie w ogrodzie osób uwikłanych w intrygę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pajonk wypił kolejną wódkę, przerzucił marynarkę przez ramię i podszedł do stojącego przy barze Filipa. - Musimy porozmawiać, kochasiu – oświadczył. Filip napełnił szklankę, wziął flaszkę pod pachę i poszli do ciemnego domu.- Zastanawiam się czy kiedykolwiek wsiądziesz na swojego byka – rzekł Pajonk, rzucił marynarkę na wieszak i znalazł się przy oknie, przez które widać było bawiących się gości. Filip stanął za jego plecami i popił wódkę. - W tym roku na pewno nie, ale myślę o dalszych podróżach – odpowiedział. - Za rok na wiosnę będziemy tam razem... - dodał. Pajonk odwrócił się i spojrzał na niego, a w Filipie coś ugięło się po ciężarem tego spojrzenia. - Znalazłem dla ciebie odpowiedniego byka, a ty uciekłeś. Potem mówiłeś, że to byk ciebie kopnął, ale to przecież byłem ja – przypomniał mu Pajonk. - Jednak nikomu nic nie powiedziałem, żeby zostało tak, jak ty to powiedziałeś. Moim zdaniem powinieneś był pojechać tego lata do Pamplony i pobiec z tymi cholernymi bykami, żeby prawdzie stało się za dość. - Nie miałem czasu. Nie jestem do tego stopnia konsekwentny – odpowiedział Filip i popił wódkę. - Nie wiedziałem, że to ma dla ciebie tak ogromne znaczenie. - Dla ciebie ma, dla mnie nie – wyjaśnił. - Ja nie chcę już w tym uczestniczyć. Przez chwilę milczeli i nie patrzyli na siebie. - Jeśli cokolwiek jest w stanie ciebie zainteresować, to pieniądze – powiedział Filip i nalał Pajonkowi wódki. - Pojedź ze mną do Hiszpanii, albo gdziekolwiek. Podejrzewam, że masz kogo zabrać z sobą – podjął Filip i uśmiechnął się ukryty za plecami – Nie zamierzam powtarzać swojej oferty, więc byłbym ci wdzięczny za szybką decyzję. Ja już sprzedałem mieszkanie po dziadku i mam trochę grosza. Marzy mi się Hiszpania, ale jeszcze nie wszystko zależy ode mnie. - Myślę, że jesteś zwykłym mięczakiem, Filip – odpowiedział na to Pajonk. - Ale to nie znaczy, że nie jesteś nic wart. Teraz jesteś bezdomny, jak ja, z tą różnicą, że ja nie jestem nikomu do niczego potrzebny. Tylko to w tobie szanuję, a reszta nie jest warta tej rozmowy. Nie rozumiem więc po co miałbym z tobą dokądkolwiek pojechać. Filip odszedł kilka kroków i usiadł na krześle. - Pojedź ze mną, żebym nie zwariował – poprosił. Pajonk zabrał mu butelkę i nalał sobie. Filip patrzył na niego wyczekującym wzrokiem – Pojedź i będziesz mógł wrócić stamtąd kiedy tylko zechcesz. - Z kimś mnie pomyliłeś – odpowiedział Pajonk. - Dlaczego jesteś taki? - jęknął Filip. - Oferuję ci darmowe wakacje w Hiszpanii, a ty odmawiasz. Czy to dlatego, że nie chciałem jeździć z tobą na tych głupich bykach? Przecież nie masz tu niczego, co byłoby warte więcej pieniędzy, niż mogę ci teraz zapłacić. Weź z sobą jakąś kobietę i pojedź ze mną. - Bardzo chętnie wypiję twoje zdrowie, jak już się dowiem, że jesteś cały i bezpieczny i biegniesz razem z bykami i rozbijasz sobie głowę – powiedział Pajonk. - To będzie największy dzień w twoim życiu. Pamiętasz, że zawołałem ciebie, a ty jak tchórz już stałeś na barierce z koszulą zawiązaną na głowie. Wyglądałeś jak skończona ciota. Zawołałem, że to jest ten cholerny byk, odwróciłem się do niego, bo on akurat stanął i, jakby zrozumiał, podbiegł do mnie i zaczął walić mnie pyskiem, a nie rogami. Ty już tego nie widziałeś, że szybko wskoczyłem pod niego i przelazłem pod jego kopytami i złapałem za rogi z drugiej strony. Zawołałem jeszcze raz, ale ty byłeś już po drugiej stronie barierki, a ten byk odwrócił swój łeb i zaczął pchać mnie przed sobą, bo cały czas nie puszczałem jego rogów. Chciał mnie wgnieść w chodnik i zmiażdżyć, ale przestał być pewny siebie, bo jacyś ludzie zaczęli ciągnąć go za ogon. Wskoczyłem na barierkę i pobiegłem za tobą, jak za jakimś cholernym psem, a ty, skoro mnie zobaczyłeś, zacząłeś uciekać; wreszcie dopadłem cię i skopałem ci mordę. Przez trzy godziny biegałem i rozglądałem się za odpowiednim bykiem dla ciebie, bo sam nie umiałeś złapać żadnego, a w Polsce powiedziałeś, że byk cię kopnął w twarz. Oto historia. A teraz jesteś skłonny uwierzyć w to, że ja będę chciał tam z tobą wrócić. Nie chodzi tu o byki. Jesteś zwykłym kłamcą i tchórzem. Filip opuścił głowę i myślał intensywnie, obracając szklankę w dłoniach. - Więc weź z sobą Kasię, jest gorąca – zaoferował. - Bardzo chętnie zgodzi się na Hiszpanię. Mogę z nią porozmawiać. - Poproś, żeby pojechała z tobą – odparł Pajonk. - Przy niej na pewno nie zwariujesz – dodał i szyderczo zaśmiał się z tych słów. - Surowo cię osądzam, lecz nie z tym do ciebie przyszedłem. Tak czy inaczej na pewno nie będę mógł z tobą pojechać. To powinieneś wiedzieć. Muszę odłożyć trochę kasy – wyjaśnił i nalał sobie i jemu. - Nie zrozum mnie źle, jesteś dobrym kolegą, ale ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam ambicji trwonienia pieniędzy na takie rzeczy. Filip zerwał się z krzesła, szybko połknął wódkę, stanął naprzeciw Pajonka i zaczął się weń wpatrywać. Po chwili zdał sobie z czegoś sprawę i uśmiechnął się serdecznie. - Bardzo chętnie wyślę ci pocztówkę z Malagi – oświadczył, unosząc szklankę w górę. - Tam zamierzam pojechać. Pajonk uniósł swoją i wychylili do dna. - Co zamierzasz tam robić? Chcesz coś ukraść u Picassa? - Mam gdzieś Picassa. Zamierzam pić i grać w karty – oznajmił, a Pajonk obrzucił go nieufnym spojrzeniem. - W dzień będę się opalał i umawiał z karciarzami, a wieczorem ogrywał tych sukinsynów. - Chesz przegrać wszystko, jak ostatnio? - spytał Pajonk. - Zresztą to twoja sprawa. Nie będzie cię stać na butelkę najtańszego wina. Myślę, że żadna dziewczyna nie da ci na kredyt. Poznały się na tobie tym razem. Filip spoważniał i z powrotem usiadł na krześle. Podwinął rękawy koszuli i zgarbiony patrzył w podłogę. Zbyt poważne myśli zajmowały jego wyobraźnię. Poczuł się ciężki i spracowany. - Tutaj nie będę mógł zostać – oświadczył. - Jeszcze nic nie zrobiłem, ale zamierzam coś złego. Po wszystkim będę musiał pryskać za granicę. Wówczas chciałbym mieć ciebie przy sobie – wyznał, lecz Pajonk nie był wzruszony szczerością swojego przyjaciela.- Nie zachowuj się, jakbyś był głuchy! Jedź ze mną i nie dorabiaj do tego żadnych teorii. Skorzystamy na tym wszyscy – zapewnił. Pajonk podszedł do niego powoli i zawisł nad nim się, jak śmierć. - Będziesz mieć mnie pod skórą do końca swojego psiego życia, piękniaku – powiedział wreszcie. - Jeśli tak bardzo nie chcesz mnie opuścić, bo myślisz, że zwariujesz beze mnie, to musisz być pedałem albo nieudacznikiem. Zrób, co masz do zrobienia, weź pieniądze, znajdź sobie przyjaciela lub kobietę i idźcie napić się drogiego koniaku – wycedził. - To było gwoli przypomnienia słów twojego dziadka. I nie myśl więcej o mnie, a ja będę z wami tak czy siak, bo ty masz mnie w sobie w brzuchu, w kościach i pod skórą; a jeśli któregoś dnia będzie ci się wydawało, że nie masz – to będzie znaczyło, że się skończyłem. Nie chcę więcej słyszeć twojego ględzenia – stwierdził i nalał wódki do szklanek, po czym bezszelestnie odszedł i stanął odwrócony plecami do okna. - Potrzebuję kluczyki od jachtu Sebastiana. Będę musiał go sobie pożyczyć na kilka dni. - Jacht jest niedaleko Brestu – odpowiedział Filip. - Jak chcesz tam dotrzeć? - Nie zaprzątaj sobie tym głowy – rzekł Pajonk. - Potrzebuję klucze. - Niestety ja naprawdę już nie mogę... Seba by mnie zabił. Pajonk błysnął oczami w ciemności, zbliżył się do okna i w skupieniu zaczął obserwować ogień rozpalony w ogrodzie. Filip podszedł do niego i stanęli ramię przy ramieniu. - Mógłbym dorobić zapasowe klucze – zaproponował po chwili. - Będą gotowe jutro w południe. Jeżeli Seba kiedyś zorientuje się, że ktoś używał jego łodzi, pomyśli, że to Patrycja. Mogę to z nią załatwić. Pajonk uśmiechnął się usatysfakcjonowany. - Wiedziałem, że będę mógł na ciebie liczyć – powiedział i nalał więcej wódki Filipowi. - Zachowaj to wszystko w tajemnicy i nie przejmuj się. Jeśli dobrze pójdzie, popłynę tym jachtem do Malagi i tam się spotkamy – dodał i stuknęli się szklankami. - Jutro przyjdę do ciebie po te cholerne klucze – oświadczył, zabrał swoją marynarkę i szybko wyszedł na świeże powietrze. Poczuł wilgotny zapach ogrodu, zapalił papierosa i ostrożnie usiadł na schodach. Zuza kucnęłą obok niego i podła mu popielniczkę. - Jak się trzymasz? - zapytała. - Marnie dziś wyglądasz, człowieku. - Potraktuje to jak komplement. Wbrew pozorom jakoś się układa – odparł i podał jej swojego papierosa. - Spalmy go we dwoje – zaproponował. - Czy to jeden z nawyków biednych ludzi? - spytała. - Owszem. Mamy też inne nawyki. - Sypianie z każdym, kto ma pełną lodówkę to też wasz nawyk – rzekła wypuszczając dym. - Wydaje mi się, że gdyby nie to, że jedzenie jest tu za darmo, nie miałabyś okazji dzisiaj ze mną porozmawiać. - Gdyby jedzenie nie było za darmo, nie przyszłabym wcale – oświadczyła i założyła nogę na nogę. - A ja myślałem, że przyszłaś tu dla Orzecha. - Schlebianie sobie na wzajem to kolejny z waszych nawyków – powiedziała Zuza i oddała papierosa. - Ja tutaj przyszłam, żeby zobaczyć jakieś dobre przedstawienie. - Dotychczas grali tylko „Tańczącą z wilkami” - odpowiedział Pajonk i napełnił płuca dymem. - Oskar dla tancerki! - zawołała Zuza i wyrwała mu papierosa. - A wilki były całkiem kiepskie... - Jeden wył wyłącznie dla ciebie – wtrącił Pajonk. - Ja jednak będę palił sam... – stwierdził i sięgnął do kieszeni po paczkę. - Ostatni. Zuza dopaliła swojego do połowy i zgniotła go w popielniczce. - Zostaw sobie na jutro – powiedziała i ogarnęła wzrokiem ludzi bawiących się na drewnianym trapie. - Nie umiesz tańczyć, cieniasie. Znasz wszystkie podłe sztuczki, ale nie masz za grosz poczucia rytmu – rzekła i włożyła do ust gumę do żucia. Pajonk odpalił następnego papierosa i ułożył się na ciepłych schodach. - Pewna moja koleżanka powiedziała mi, że przespałeś się z kimś, żeby rano zjeść parówki z wody. - To był Orzech, nie ja – odparł i wypuścił dym. - Chociaż ja też bym mógł to zrobić. Zuza wstała i wypluła gumę na jego spodnie. Pajonk spojrzał na nią uważnie i spokojnie otrzepał popiół z papierosa. - Kotku, guma do żucia to nie jest jedzenie. Nie podniosę jej i nie zjem, jeśli na to liczysz – powiedział, podnosząc na nią wzrok. - Nie wiem jak Orzech, ale ja na pewno nie prześpię się z tobą za wyżutą gumę. Pomyliłaś się. - To niska cena za noc z kobietą – zauważyła. - Masz rację – przyznał. - Noc z kobietą to nic wielkiego. Przywykłem płacić za gorsze rzeczy. Zuza odrzuciła do tyłu swoje blond loki, zeszła po schodach. Po chwili wróciła z drinkiem i gniewnie spojrzała na Pajonka dopalającego swojego ostatniego papierosa. Przez chwilę stała u podnóża schodów i ważyła pewne ponure myśli, wreszcie wychyliła drinka jednym łykiem i szybko pobiegła w kierunku ciemnego ogrodu. Pajonk wstał, zgasił peta w popielniczce, powoli ubrał marynarkę i wszedł pomiędzy ludzi, rozglądając się za znajomymi twarzami. Orzech podał mu szklankę wódki i szybko zniknął w pomarańczowym świetle. Nie zwalniając kroku wychylił ją do dna i poszedł nalać sobie następną. - Masz ognia? - zapytała jakaś ładnie umalowana brunetka. Pajonk podpalił jej skręta i skierował się do baru, a ona poszła za nim – Mam na imię Patrycja – powiedziała. - Zamierzasz napić się ze mną? - spytał nie odwracając się do niej. - Czy po prostu idziesz w tym samym kierunku? - Po co chcesz wiedzieć aż tyle? Nie podjęłam jeszcze decyzji. - To lepiej ją podejmij, ponieważ nie mam wiele czasu. Muszę się pośpieszyć, jeśli mamy znaleźć się razem w łóżku – stwierdził i zatrzymał się przy stole zastawionym butelkami. - Co piją takie ślicznotki, jak ty? - Wódkę z sokiem cytrynowym – odpowiedziała – Jeśli mamy się ze sobą przespać, powinieneś starać się być dla mnie bardziej uprzejmy – stwierdziła. Pajonk spojrzał na nią uważnie, podał drinka i wyjął skręta z jej umalowanych ust. - Cena nie będzie wysoka – odparł i zapalił jointa. - Na pewno nie zapłacisz więcej, niż ja byłbym zapłacił, gdybym był tobą, a ty mną - rzekł i wypuśił dym. - Uczepiłaś się nie tego gościa, co trzeba. Lubisz być taka. Zresztą wydaje mi się, że musiałem ciebie z kimś pomylić – powiedział, jakby coś sobie przypomniał, a potem zmierzył ją obleśnym spojrzeniem; oddał jej skręta i nalał sobie wódki. Wówczas podeszła do niego bliżej, jej ciemne oczy zwęziły się, a usta wypuściły dym, który zawisł między nimi i po chwili się rozproszył. Pajonk popił wódkę i błysnął do niej złymi oczami. - Nie wahaj się – powiedziała stając w rozkroku. - Wolisz młodsze? - spytała i włożyła mu skręta do ust. - Czułam zapach twojego ciała na kocu, pod którym przespałeś się z moją sublokatorką – wyznała, po czym zbliżyła skupioną twarz do jego ciemnej twarzy. - Wiedziałam, że to nie będzie łatwe, ale ty nie zamierzasz robić mi trudności, prawda? - Więc jednak z nikim ciebie nie pomyliłem – powiedział, wyrzucając jointa. - To ty mnie z kimś pomyliłaś – dodał i ramieniem odsunął ją od siebie; już nie patrząc w jej kierunku, wychylił wódkę do końca i nalał sobie następną. - Nic nie wiem o twojej sublokatorce. Nie jestem tym, o kim myślałaś – oświadczył, zabrał swoją szklankę i poszedł przed siebie. - Nie idź za mną – zawołał, poprawił marynarkę i ulotnił się. Przez chwilę przedzierał się pomiędzy ludźmi, depcząc po stopach i rozlewając szampana; wreszcie wyszedł z tłumu i dostrzegł siedzącego w samej koszuli Orzecha. - Tu siedzisz! – powiedział do mnie. - Na szczęście nie widzę żadnych kobiet i można spokojnie się napić – rzekł, podszedł bliżej i przyjrzał mi się uważnie. - Gdzie jest twoja marynarka? Czyżbyś był ją sprzedał? - Myślę, że mi ją ukradłeś – odpowiedziałem. - Gdzie się podziewałeś? Załatwiłeś jakieś obiady na jutro? Pajonk westchnął i usiadł na trawie. Przez krótki czas oglądaliśmy tańczących przed nami ludzi. Podał mi szklankę, a ja wypiłem do dna i wyrzuciłem ją byle gdzie. - Parę chwil temu rozmawiała ze mną bardzo dziwna kobieta – wyznał. - Była całkiem do rzeczy i myślę, że jutro mógłbym zjeść u niej dobry obiad. Ale okazała się zwykłą prostytutką. - Jak miała na imię? – zapytałem. - Patrycja – odpowiedział patrząc w gwiazdy. - Zresztą chyba mnie z kimś pomyliła. - Z całą pewnością – potwierdziłem. - Ta ostatnia jednak się pomyliła – powtórzył. - Tak mi się wydaje. Mówiła mi o rzeczach, z którymi nie miałem nic wspólnego. - One robią mnóstwo różnych rzeczy przez cały czas i mówią, że to my im to robimy. A tacy, jak ja i ty mówią, że to jednak one to robią. - Co to znaczy? - zapytał. - To znaczy, że nic więcej się dla nich nie liczy – odpowiedziałem. - Tylko to, co my możemy dla nich zrobić. - Myślisz, że powinniśmy dostarczać kobietom upadku? - zapytał Pajonk. - Kobieta sama znajduje upadek – odpowiedziałem. - Jeśli dobrze poszukasz, znajdziesz taką, która niezwłocznie chce upaść. Są ich tysiące. Tu. - To doskonała myśl – zauważył Pajonk i podniósł się z trawy. - Naprawdę doskonale to rozumiem – zapewnił i bezzwłocznie dokądś poszedł. Popatrzyłem za nim, jak jego postać szybko znika w pomarańczowym świetle sączącym się z lampionów. - Dokąd on tak poleciał? - spytał facet, który wyrósł za moimi plecami; od razu podał mi szklankę i postawił swoje krzesło obok mojego. - Wydaje mi się, że gdzieś go już widziałem. Jest może jakimś znanym biegaczem? - On zawsze tak biega – odpowiedziałem i wstałem. - Z kim mam przyjemność? - Paweł Trzeciak, mąż Pauliny Trzeciak – rzekł i bardzo mocno uścisnął moją dłoń. - A ty jesteś Orzech, prawda? Pseudonim od nazwiska, tak? - Niezupełnie – odparłem. - To dlatego, że jestem taki twardy – wyjaśniłem i zaśmiałem się krótko i chyba nerwowo. - Właściwie sam nie wiem skąd wziął się ten pseudonim. Mniejsza o to. Paweł Trzeciak zmierzył mnie nieprzyjemnym wzrokiem. - Proszę usiąść – zaproponował, więc usiedliśmy i stuknęliśmy się szkłem. - Za zdrowie wszystkich biegaczy – powiedział. - Rety, skąd ja pamiętam tego gościa... Większości tych ludzi nigdy nie widziałem. Ogólnie bardzo ładny ogród – pochwalił i rozejrzał się dokoła. – Ja mieszkam w nowym budownictwie i obecnie marzę o własnym domu z ogrodem. Co o tym myślisz? - spytał. - Warto jest mieć marzenia – odpowiedziałem i popiłem alkoholu. - Z ambicją jest inaczej. - Dokładnie. Znasz moją żonę? - zapytał. - Nie bardzo – odpowiedziałem. Paweł przestał na mnie patrzeć, uśmiechnął się i wypił swoją wódkę do końca. - Na tym przyjęciu nikt nikogo nie zna – oznajmił i sięgnął szklanką do ust. - Zastanawiam się o czym ci ludzie w ogóle rozmawiają. - Z obcymi ludźmi nieraz rozmawia się łatwiej – rzekłem. - Łatwiej jest im kłamać. I tak nic nie poczują i wkrótce zapomną. - A jak się czujesz? - zapytał Paweł. - Ja mam trzydzieści trzy lata i wszędzie czuję się jak niedorozwinięty, ale tutaj jest mi wyjątkowo dobrze w tej roli – oznajmił poważnie. - Byłem już pod wieloma szerokościami i długościami i kiedyś, słowo daję, kochałem się z kobietami, które wyglądały jak skrzyżowanie osła z pingwinem i też czułem się dobrze. - Więc na czym to polega? - zapytałem, wypiłem swoją wódkę i wyjąłem z kieszeni stary szkic. - Ten człowiek został zamordowany – powiedziałem i wręczyłem Pawłowi skrawek papieru. - To moje. Paweł spojrzał na rysunek z obrzydzeniem, jak na jakąś brudną sprawę, o której wolałby nie wiedzieć. - Po co to narysowałeś? - spytał i spojrzał uważniej. - Czy ten facet naprawdę dokładnie tak wyglądał? - Jest bardzo podobny – odpowiedziałem, a Paweł uniósł skrawek papieru w wyciągniętej ręce i spojrzał na szkic, przeniósł wzrok na ludzi stojących w tle, znów spojrzał na szkic i ponownie na ludzi. - Mogę to zatrzymać? - zapytał. - Jasne. - Dziękuję – warknął. - Rzeczywiście widzę w tym człowieku jakiś brak winy i względną obojętność. Spojrzałem na niego z obawą, zastanawiając się co mógł mieć na myśli. - Więc jak było z tymi podróżami, o których wspominałeś? - zapytałem, a Paweł machnął ręką i dokończył kolejną szklankę jednym łykiem. - To takie moje własne pierdoły – odparł, jakby nie chciał o tym mówić. - To nieważne. - Sprzedaj mi coś ciekawego, człowieku – powiedziałem. Spojrzał na mnie spod byka i jakby zebrał się w sobie. Potem poklepał kieszeń marynarki i wysiorbał resztę wódki spomiędzy kostek lodu. - W porządku – zgodził się i poczułem, że moje zainteresowanie mu schlebia. - Twój rysunek mnie zastanawia, ale facet jako facet jest całkiem porządny, rozumiesz? - Nie bardzo – odpowiedziałem. - Jak on pasował do tych ludzi w tle? - Był całkiem jak inni. Po trzydziestu trzech latach wiem coś o byciu poza tym wielkim myślącym ciałem – oznajmił. - Wiem też coś o byciu wewnątrz ciała. A to wbrew pozorom dwie zupełnie różne rzeczy i trudno jest je pogodzić. Nie można być jednocześnie w środku i poza – zapewnił mnie. - To tak samo, jak byś widział swoją kobietę w tłumie i pomyślał, że chcesz być z nią, więc wszedłbyś w ten tłum. A potem zobaczyłbyś, że ona jest poza tłumem, a ty stałbyś w tłumie i wówczas ty musiałbyś wyjść z tłumu, aby z nią być. Spojrzał na mnie jakby chciał upewnić się, że zrozumiałem. - A co się stanie, jeśli tłum jest w tobie? - spytałem. Paweł zakręcił niewidzialną korbką na wysokości swojego czoła. - Więc chyba zrozumiałem – odparłem, a on jeszcze raz wydobył szkic i zaczął się jemu przyglądać z tym samym, co wcześniej wyrazem niechęci. - Nie patrz na to – zawołałem. - Nie powiedziałem ci kto to jest. - Nie znam gościa, ale myślę, że jest porządny – przyznał i włożył rysunek z powrotem do kieszeni. - Jest porządny, jak oni wszyscy – dodał wskazując ruchem ręki na poruszających się w tańcu ludzi. - Ten człowiek na szkicu to ten sam, który ulotnił się zanim tu przyszedłeś – wyjaśniłem i podniosłem się z krzesła; Paweł utkwił wzrok we mnie. - Nic się nie stało – powiedział. - Wiesz, on mi już na początku jakoś nie przypasował do tego tłumu, ale zatrzymam jego portret, jeśli nadal mogę. To nawet lepiej, że ten człowiek tu jest i będę mieć jego wizerunek. Dziękuję za rozmowę – rzekł. - Będę w pobliżu. Odszedł zaledwie kilka kroków, ale wnet zatrzymał się i raptownie wrócił do mnie, jakby przypomniał sobie, że miał mi powiedzieć o czymś ważnym. - Ja posiadam bardzo dobry słuch – oświadczył. - Za to nie jestem biegły w innych rzeczach. Lubię wiedzieć co oni robią i mówią i, jeżeli usłyszę coś nowego, często się nad tym zastanawiam. Mam nadzieję, że nie będziesz mieć mi tego za złe, ale, zanim przyszedłem, słuchałem ciebie bardzo uważnie – mówiąc przysiadł na krześle. - Ja chciałbym, żebyś przypomniał sobie to, co powiedziałeś swojemu koledze – wyznał nieśmiało. - Jaki właściwie mogłoby to mieć sens dla mnie... - Chyba żaden – odparłem. - A jeśli ja nie kocham? - zapytał i zerknął na mnie spode łba. - Jeśli nie kochasz, to oszalejesz – uznałem. - Myślisz, że ona nie dostrzega swojego upadku? - spytał od rzeczy. - Nie widziałem nigdy kobiety, która wstydziłaby się obnażyć to, co jest poza... poza. Z niejedną dzieliłem moment jej poniżenia, chcociaż zasadniczo zawsze stałem poza tym. Jasno dostrzegałem to, co działo się w obrębie sytuacji. Umiałbym odtworzyć najdrobniejszy szczegół każdego życia, gdybym mógł zobaczyć u niej brak czystości i kształt śmierdzącej plamy potu na plecach, którego przecież nie widzi, a który ja czuję na milę i mogę zobaczyć, jeśli stanę za nią. Wyobrażałem sobie lub nawet niejednokrotnie obserwowałem dodatkową scenerię: kilka wątków wstecz i kilka chwil do przodu, widziałem poprzedniego kochanka brudnego jak ona i jego zwisający członek, jej zniszczoną cerę, pokaleczone dłonie i nierówne paznokcie. Widziałem kobietę, która spała pod za krótkim kocem i ja miałem to przed oczami za każdym razem. Miałem te brudne stopy, ale jej nie umiałem. Spojrzałem na niego nieufnie i zacząłem myśleć o Paulinie, jego żonie, i wyobrażać sobie śpiącą pod krótkim kocem i jej chude stopy wystające poza ten koc. - Obraz narodził się w momencie, gdy na arenę dziejów wkroczyła śmierć – zacytowałem może niedokładnie. - Wreszcie osiągnie to, do czego dąży. A ty tego nie zatrzymasz. - Nieraz patrzy na mnie jak na brudne zwierze i wiem, że jestem jej przykry - oświadczył. - Nigdy nie odmówiłem jej, kiedy chciała na mnie patrzeć w ten sposób, ponieważ nie rozumiałem jej języka. To dało się wyczuć już dawno temu, ale powoli zaczynam docierać do tego, że mam pod skórą coś, co jej jest wstrętne. Ja nie odkrywam tego z jej pomocą, lecz sam. Ona mi... działa na nerwy. - Ja również jestem wstrętny – powiedziałem. - Nie ma nic złego w odczuwaniu wstrętu do samego siebie. Nikt nie potrafi zmusić mnie do pokochania siebie, kiedy odczuwam swój wstręt. Myślę, że ona na pewno nie chce końca tego upokorzenia. Przez sekundę Paweł wyglądał na usatysfakcjonowanego. Potem zaprzeczył stanowczym ruchem głowy. - Nie, to nie jest tak – powiedział. - Ona już osiągnęła coś. Teraz szuka wyjścia z tego. W upadku trwała dostatecznie długo, aby zwariować. Teraz przezwycięża siłę swojego upadku, aby sięgnąć po coś więcej. Ona już dotarła do końca i oszalała. Nie potrafi chcieć tego świata. To jej nie pociąga. Jego twarz chwilowo stężała. Zawahał się. - Instynkt zawiódł ją na manowce – zawyrokował i splunął. - Zabrnęła w tym bardzo daleko, a teraz chce być może popełnić coś ostatecznego. - Co mianowicie? - zapytałem. Paweł wstał i zrzucił z siebie marynarkę, odszedł kilka kroków w głąb ogrodu, stanął i patrzył w ciemność i to, co było dalej i poza zasięgiem jego wzroku. Potem wrócił do mnie z oczami podchodzącymi krwią. - Nie boję się tej przeklętej kobiety – powiedział i podwinął rękawy koszuli. - Mógłbym ją udusić gołymi rękoma i czasami jestem gotów to zrobić – wyznał, ale wnet się opanował. - Chciałbym jedynie dowiedzieć się kto jej w tym pomoże i ile ja na tym stracę pieniędzy. Nigdy nie byłem tak tępy, żeby nie zauważyć tego i owego. Jestem przekonany o tym, że miała kochanka. - Więc co zamierzasz zrobić? - spytałem. - Paulina może nie chcieć ciebie ponownie. - Już dawno pogrzebałem ją żywcem. Niczego od niej nie chcę i nie mogę mieć. Nienawidzę jej obecności w moim życiu i nie chcę o niej pamiętać, kiedy to całe piekło się wreszcie rowiąże, rozumiesz. Chcę z nią skończyć jak najszybciej! - warknął. - Dlaczego się z nią nie rozwiedziesz? - zapytałem. - Jest już za późno – odpowiedział. - To jest nieważne. To nic nie da. Teraz chcę być świadkiem końca jej dennego życia. Muszę zobaczyć ją pobitą i zhańbioną tak, jak rzeczywiście powinna wyglądać. Opuściłem głowę i nie powiedziałem ani słowa. - Dlaczego nie? - zapytał wściekle. - Dlaczego nie miałbym patrzeć na jej upadek? Jej hańba prowadzi ją do tego, czego pragnie. Ja wobec tego jestem zmuszony do bycia nikim – wyznał, zamilkł na chwilę i spojrzał badawczo w moją twarz. - Skrzywdziła cię kiedyś? - zapytał. - Dotychczas mnie nie skrzywdziła – odpowiedziałem szczerze. Paweł również opuścił opuścił głowę, podniósł marynarkę z trawnika i podreptał w kierunku najciemniejszej części ogrodu. Widziałem jego ogromną postać w białej sztywnej koszuli i czarną, jak gęsty las, czeluść, przed którą się zatrzymał. Ponad nim wisiało czyste zimne niebo, z którego dyskretnie świeciły konstelacje odległych gwiazd. Chciałem zapamiętać ten obraz i w swojej pamięci związać go z jakąś znaczącą treścią, lecz uzmysłowiłem sobie, że jednak nie warto – że to jest szaleństwo i hańba. - Teraz jestem tam, gdzie znajduje się tło, na którym odbywa się całe jej poniżenie – zawołał do mnie. - Zresztą znalazłem się również w gorszym miejscu: teraz stanowię element tego, co odbywa się poza – dodał i, ciągnąc za sobą marynarkę, wskoczył w ciemność, z której był przyszedł na początku. Patrzyłem za nim dopóki biała koszula nie przestała majaczyć w ostrym świetle Księżyca. Podniosłem szklanki porzucone przy krzesłach i usiadłem. Próbowałem przypomnieć sobie Paulinę z tych nocy, kiedy w naszym salonie przesiadywała naga przed telewizorem i czekała aż do rana na przyjście Pajonka. Budziłem się, gdy wchodził do mieszkania; po chwili słyszałem ich zduszone szybkie szepty i twarde kroki. Potem przechodzili pod drzwiami mojego pokoju; wówczas miałem czas, w którym mogłem wyjść do łazienki, tam ubierałem spodnie i t-shirt, następnie wymykałem się do kuchni, wypijałem czarną kawę i wychodziłem z mieszkania. Wracałem koło południa i spotykałem Pajonka, który krążył po pokoju i w pośpiechu dopalał papierosa. - Dokąd idziesz? - pytałem. - Mam następną – odpowiadał podniecony, poprawiał koszulę i wychodził. Któregoś dnia wypiłem poranną kawę, wszedłem do salonu i zobaczyłem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil superslawek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…