Oni
Czy to tylko zbieg okoliczności?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wszedł jak zwykle na swoim dyżurze do szkolnej szatni. Nie znosił unoszącego się tam w powietrzu smrodu dymu z papierosów. Lubił czuć swą wyższość, kiedy czasem łapał na gorącym uczynku swych podopiecznych. Niestety nie wiedział jednak, że oni nic sobie nie robili z jego oratorskich popisów na temat szkodliwości nałogu nikotynowego. Zresztą był za miękki, aby wyegzekwować zakaz palenia na terenie szkoły. Dyrektorem też nie straszył, gdyż uważał, że nie tu leży rozwiązanie problemu. Uważał, że ucierpiała by na tym także jego duma a metody wychowawcze stanęłyby pod znakiem zapytania. W końcu co to za nauczyciel, który nie może poradzić sobie z problemem palenia w szkolnej szatni. Tak więc i on i uczniowie wiedzieli, że nie ma się co oszukiwać i żyli niejako w symbiozie, a jeśli to za mocne określenie, to w każdym razie oni tolerowali jego słowne napomnienia, a on nie był w tym względzie zbytnio upierdliwy. Kiedy jego oczy przyzwyczaiły się już do panującego tam półmroku, zaczął wypatrywać nieostrożnych smakoszy fajek. Jednak pomieszczenie było puste i kiedy chciał już udać się na patrol szkolnego korytarza usłyszał cichy szept skierowany do jego osoby Zaskoczony tym bardziej, że nikogo wcześniej nie zauważył, odwrócił się raptownie i ujrzał opartą o szafkę ciemnowłosą dziewczynę, Anitę F. z III c. Zanim minęło osłupienie, które ogarnia nic niespodziewającego się człowieka, ona zbliżyła się do niego objęła jego głowę i zaczęła całować. Na taki rozwój wypadków nie był przygotowany, długą chwilę stał i pozwalał jej kontynuować zaczętą wcześniej czynność. Jednak nie stracił chyba zdrowego rozsądku gdyż odsunął ją zdecydowanie od siebie. Patrzył się na nią wzrokiem człowieka sparaliżowanego, do którego dolatywały tylko strzępy zdań – „...zawsze ... kochałam..., ...nie zwracał uwagi..., ...przeszkadza, że jestem uczennicą...”, w głowie szumiało mu coraz bardziej, krew w skroniach pulsowała, nie mógł wydusić z siebie słowa. Oparł się o kaloryfer i trwał jakiś czas w bezruchu. Kiedy już doszedł do siebie zauważył, że dziewczyna zniknęła, a do jego uszu dobiegł tylko oddalający się odgłos jej kroków w na schodach. *** Błękitne sufity przesuwały się w zawrotnym tempie, które przewyższały tylko wciąż zmieniające się postacie w lekarskich kitlach. Gestykulowały do siebie gorączkowo, a ich twarze wykrzywiał przerażający grymas. Wśród nich znajdowała się płacząca kobieta, która próbowała przy pomocy siekiery, spazmatycznymi ruchami odrąbać jeden z trzech korzeni potężnego drzewa. Pozostali poczęli histerycznie zbliżać się do drzewa niczym topielcy próbujący wydostać się na powierzchnię wody, a z ich martwych oczu dobiegał przerażający powiew chłodu. Jego oddech stał się bardzo szybki, na czoło wstąpiły krople zimnego potu, czuł że oni idą w jego kierunku. Próbował wdrapać się na drzewo, lecz nie mógł poruszyć nogami. W miarę jak oni się zbliżali czuł, że jego usiłowania skazane są na niepowodzenie. I kiedy sądził, że dłużej już nie wytrzyma, kiedy wydawało mu się, że oni zrobią z nim zaraz najgorsze rzeczy jakie mógł sobie kiedykolwiek wyobrazić, wtedy za rękę chwyciła go dziewczyna w białej sukience na którą opadały ciemne, kręcone włosy. Poczuł ulgę, przerażające stwory, bo to już nie byli ludzie zaczęły się oddalać. Bezpieczeństwo emanujące od jego wybawicielki pozwoliło mu się wreszcie uspokoić. Nie wiedział jednak kim ona jest, nie rozpoznawał jej twarzy choć wydawała mu się ona znajoma. Wiedział tylko, że z dziewczyną tą czuje się pewnie, i choć nie odezwała się ona do niego nawet jednym słowem czuł na swej dłoni jej ciepły, przyjazny dotyk. Długo trzymali się za ręce, jednak w miarę upływu czasu jej dotyk nie był już tak ciepły jak wcześniej. Znów zaczynał być pełen niepokoju. Kiedy zorientował się, że dłoń dziewczyny stała się zimna, usłyszał za swoimi plecami zbliżające się kroki. Wezbrało to w nim przeogromny lęk. Bał się skręcić głowę, jednak kiedy kroki i jęki stały się zbyt bliskie, nie wytrzymał i odwrócił się. Ujrzał kobietę z siekierą w dłoni, tę samą którą widział już wcześniej. W drugiej ręce trzymała korzeń wielkiego drzewa. Kiedy patrzył na nią poczuł upiorne zimno powlekające jego dłoń, spojrzał na nią, potem na dziewczynę, która stała się trupio blada. Wiedział już skąd ją zna. Z jego ust wyrwał się koszmarny ryk. Chciał odrzucić głowę do tyłu, kiedy poczuł niespodziewany opór a nad swoją twarzą zobaczył pochyloną kobietę. Urocza blondynka z niepokojem w oczach próbowała go uspokoić. - Już dobrze, to tylko sen, jesteś w domu kochanie – powiedziała i przytuliła go mocno do siebie. On zaś z ulgą przyjął to, że jest we własnym łóżku, jednak jeszcze przez chwilę skupiał myśli i starał się odreagować swój senny koszmar. Jak tylko się pozbierał, odezwał się do niej – Boże, nie wiesz jak się cieszę, że jesteś tu ze mną. To był okropny sen, taki realistyczny. Uśmiechnęła się do niego i głaskając po głowie rzekła – Po tym jak widziałam twoje miotanie się na łóżku nie wątpię, że było to realistyczne przeżycie, ale powiedz mi co ci się śniło? Nie miał ochoty wracać jeszcze raz do przed chwilą co dopiero zakończonych niemiłych przygód, więc zdawkowo opowiedział jej treść swego koszmaru. Nawet z upływem swej narracji zauważył, że wygadanie się komuś ma swoje dobroczynne znaczenie terapeutyczne, gdyż pozbył się resztek napięcia. *** Poznał ją kilka lat temu, w czasie jednego z tych pogodnych lipcowych popołudni, które wielu ludzi spędza nad wodą, w parkach, chłodnych pubach i wielu jeszcze innych miejscach, w których człowiek może się wtedy znaleźć. Nie pamiętał wszystkich rzeczy, które wtedy kupowała, w każdym razie robiła duże zakupy, które jak się miało później okazać, przeznaczone były na wieczorną imprezę. Stał za nią przy kasie delikatesów Oczko i od dłuższej chwili przypatrywał się jej nieskutecznym próbom znalezienia kilku brakujących złotych. Można by rzec, że znali się niejako z widzenia gdyż w czasie studiów kiedy chodził na zajęcia, minęli się kilkanaście razy na ulicy. Już wtedy wpadła mu w oko będąc obiektem jego nocnych wzdychań. Teraz obserwował jej nieporadną walkę z kieszeniami, w których miały być uwięzione jeszcze jakieś drobne. Cała ta szamotanina wyglądała dość komicznie i potęgowana była…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil michal
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…