Opowieść Wigilijna
To było tak... gdzieś tak na początku grudnia zasmuciło mnie to, że po tym jakże beznadziejnym roku tak wiele osób z mojego grona odpuszcza sobie Święta jako okazję do przemyśleń, do powiedzenia sobie różnych ważnych rzeczy... I wkurzyła mnie ta oste
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zimne warszawskie blokowiska komponowały się z ciemnym niebem. Świąteczne dekoracje błyskały setkami lampek, gdzieniegdzie przechodził się lekko sfatygowany święty Mikołaj, mijając tych, którzy w pośpiechu wracali do domów na wieczerzę lub ostentacyjnie demonstrowali swoją oboętność wobec święta narodzin chrześcijańskiego zbawiciela. Jakieś dziecko kwiliło cicho w wózku - chyba z braku śniegu, a może okropnego chłodu. Powoli zbliżała się dziewiętnasta - godzina, w której wiele osób zasiądzie razem do stołu. Ale czy na pewno razem? I duchem czy ciałem? Te przemyślenia były obce dla Wioli i Janka. On pchał sklepowy wózek wypełniony mnóstwem dokładnie zawiązanych plastikowych toreb, ona szła ciężko dźwigając torbę i swój ciężarny brzuch, jęcząc cicho. Janek nic nie mówił i o niczym nie myślał. Szli tak razem od godziny; dwa ośrodki pomocy były już przepełnione, do trzeciego nie chcieli iść. Nie było sensu przeszkadzać dalej ludziom. Teraz tylko szukali jakiegoś miejsca. Nie mieli dokładnie sprecyzowanego jego obrazu - tam gdzie jest dach. Ciepło. Cisza. Janek wiedział, że takiego miejsca chyba nie znajdą, ale nie dopuszczał tej myśli do siebie. Bo i po co, jakby to miało coś zmienić. W końcu skręcili w jedną z mniejszych uliczek, pełną zaparkowanych samochodów, ale pustą od ludzi. Wózek zgrzytał, torebki cicho szeleściły. Janek zauważył zaułek. Nie chciał w niego skręcać, ale kółka same to zrobiły. Nogi go bolały, kostki piekły omdlewajacym bólem, a była przecież jeszcze Wiola ze swoim ciężarem. Weszli do zaułka. Wiola postawiła torbę i oparła się ciężko o ścianę kamienicy, gdy Jan szukał zebranych gazet, by zrobić byle jakie posłanie. Wiola usiadła na stosie rozłożonych gazet, Janek przyklęknął obok niej. - Jak się czujesz> - odezwał się do niej po raz pierwszy od dwóch godzin. Wiola nie odpowiadała przez chwilę, w końcu sapnęła: - Jaś, to będzie dzisiaj. Ja to wiem. Janek zaklął. Wyszedł z zaułka i patrzył na kolorowe witryny sklepowe, na zapalone światła w oknach, na migające lampki. Poczuł w gębie niesamowitą gorycz, ochydę do tych wszystkich jasnych mieszkań i ludzi znajdujących się w nich. - A żeby was wszsytkich chuj święty strzelił! - wydarł się ochryple. Wiola jęknęła przeciągle, płączliwie. - Jasiu, proszę cię, nie bluźnij... - i zaczęła się modlić. Jan poczuł jednocześnie nienawiść do wszytskich, jak i obrzydzenie do samego siebie. Stał i patrzył dalej na okna. - Aaaach... - Janek cały się zjeżył i pędem pobiegł do Wioli. Ta leżała z zamkniętymi oczyma, trzymając się za brzuch. Znowu jęknęła, tym razem ciszej. Jankowi serce podskoczyło, a następnie zamarło. - Wiolka, Wiolka, oddychaj! Cisza. Chwycił
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gajin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…