opowieści cz 1
pierwszy rozdział kultowych już opowieści z krainy odmętu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Grzegorz Pietrzak
Opowieści z krainy odmętu
Księga pierwsza: Ciemność mroku
Rozdział I Diabli urząd
Miasteczko w środku lata nie kipiało od turystów. Większość mieszkańców albo się stąd wyniosła, albo pracuje zatrudniona w budownictwie. Miejscowy urząd skarg i wniosków. Taka wywieszka wisiała przy urzędzie do którego wchodził pan Twardawy w drzwiach minął się z nieźle narąbanym gościem. Ciężkim krokiem wszedł do urzędu. Otworzył pierwsze z brzegu drzwi i wszedł. Nie było na nich żadnej tabliczki. Zobaczył pewnego gościa grzebiącego w papierach. Gościu ubrany był w stary postrzępiony garnitur oraz białą muszkę. Włosy miał niedbale zaczesane do tyłu. Postanowił zwrócić mu uwagę. -Hrrrrmmm.-chrząknął. Mężczyzna obrócił się w kierunku petenta. Popatrzał się na niego krzywo ,odsunął krzesło a następnie siadł po czym przybliżył stołek do biurka. Założył nogę na nogę. -Co się kurw…. dzieje.-obraźliwym tonem zwrócił się do petenta. -Szukam pokoju gdzie mogę załatwić nurtujące mnie problemy. -Ja tu tylko sprzątam pedale.-drwił. -Nie gadaj bo widzę gościu ze jesteś tu kierownikiem placówki. -Cholera, denerwujesz mnie kuźwa. Wy-pierd….. bo zaraz mam konsultacje ze studentka,pisze ważną prace licencjacka. Kierownik pokazał mu środkowego palucha. Klient pospiesznie wyszedł. Znalazł się na korytarzu. -Przepraszam pani. Przez korytarz szła starsza pani z zaparzoną herbata. Mogę się dowiedzieć gdzie tu w budynku jest pośrednictwo skarg i petycji. -Pokój numer 6 I piętro- odpowiedziała grubiańsko acz zdecydowanie kobieta. Wszedł po starych dziwnie wyglądających schodach. W poczekalni spotkał czekającego klienta,który co chwila kręcił się na krześle i ciężko oddycha. -Mogę się przysiąść. -A siadaj pan-rozgoryczony klient o nazwisku Patałach podał mu stołek. -Długo pan czeka. Czy można już wejść. -Wejść,wejść,wejść…-zwerbalizował swoje myśli Patałach. Urząd ten w okolicy miał złą reputację. Ale tylko tu dało się załatwić to co niemożliwe. Puk, puk. Puk, puk. -Pokój nr 18 w miejscowym urzędzie był rzadko odwiedzany przez ludność. Na drzwiach były wywieszki . Pierwsza dużych rozmiarów przedstawiała następującą wiadomość: Urząd potrzebuje nowego pracownika do pomocy dla urzędnika!praca od zaraz!!!- tak brzmiało ogłoszenie zachęcające do podjęcia pracy przez zainteresowane osoby. Druga kartka ledwo trzymająca się drzwi opadła na ziemię .Nie patrzał już na nią i wszedł. -Cofamy się - krzyknął Forkarus.-Jeszcze dwie minuty do otwarcia. Proszę czekać. Nie umiesz czytać. Na zewnątrz jest wywieszka !!- Wrzeszczał i kwikał wywijając cyrografem i jakąś kociubą. -Jaka wywieszka…chyba świstek walającego się po podłodze papieru? -To jest tablica ogłoszeń i przetargów mojej skromnej osoby- szydził i drwił z samego siebie- Pokuć cię widłami. - Rozzłościł się nie na żarty. -Ty jesteś diaabełeem? - zaczął dygotać klient. Czort wyjmował coś z zanadrza. Na głowie miał beret i ubrany był w kolorowy frak a pod spodem miał rozpietą koszulę ukazujacą obfite owłosienie.Wyglad miał raczej nieprzyjemny. -Wynocha dziad.- Klient wywrócił się o stertę kartek i staroci rozwalonych po podłodze. -Pójdziesz do diabła zafajdany petenci – diabeł gadał jak najęty. -A zrobisz mi krzywdę nadęty śmierdzielu? -odważył się klient -Bo cię dźgnę paździorem.. W trakcie gdy rozmawiali wchodził drugi petent.. lekko, cicho na paluszkach. -Co u licha? -Chciałbym załatwić podanie o cyrograf…- Odpowiedział. -Musisz zepchnąć tego wypierdka inaczej ni hu, hu z tego co chcesz załatwić. A proszę bardzo, zjeżdżaj zafajdańcu.-krzknął drugi petent na pierwszego. Chwycił konsumenta za nogi i wyciągnął na zewnątrz. Klientus się opierał i wydzierał. Po namyśle chwycił go za kołnierz i wepchał do kibla dla personelu, a następnie zamknął drzwi ,które zabarykadował starą szafą. Zbliżył się do drzwi od pokoju urzędnika i zaczął nimi szarpać. Były zamknięte. Na jego palcach pojawił się tylko czarny osad. Otrzepał ręce i krzyknął... -Co u diabła. Zamknięte? spróbuję jeszcze raz. No nic zobaczymy co będzie jutro.- Gdy odchodził od drzwi w zamku do pokoju urzędnika słychać było zgrzyt. Nagle coś wyszło z drzwi. -A panus gdzie? Proszę proszę wejść, jeszcze otwarte. -Przecież… -Zatkaj się i wchodź… Czort podrapał się po brodzie i spytał: -Więc chce petent podanie . Zaraz poszukamy - Zaczął szperać w stercie zgrzybiałych dokumentów porozwalanych na licznych szafkach. -Ale u pana jest porządek… -No staram się jak mogę.. -Pomóc Panu? -Przestańmy z tymi panami, panusami i petentami, jestem Forkarus.. Piekielny wysłannik. -Kto u diabła? -Diabeł,może być Ale przejdźmy do rzeczy mam podanie o cyrograf ja daje duszyczkę ty zdolności przenoszenia się w czasie i przestrzeni -Ale ty do czego chciał to, bo mam podanie do notariusza, jakiś testament oraz zaświadczenie o niekaralności. -zaczął opowiadać swoją gadkę diabeł. Pokój zaczął się tlić, na głowie urzędnika wyrastały różki, rogi stawały się coraz większe… -Ja chciał cyrograf z Notariuszem. -To cza przynieś zaświadczenie o poczytalności. -Oj… nie będę miał. -Oooo… to niedobrze, ale mam inny. Chcesz podpisać. Ty jak ci tam miernoto czy inna chabeto. -Muszę się zastanowić, a będę mógł później podpisać ten mój. -Jak jeden to nie drugi. Podpisujesz ostańcu skalny? -Dobrze…. -Tak więc masz tu to o to papierzysko i podpisujesz… -No nie wiem….mmm.. - Podrapał się po głowie. -Kim ty w ogóle jesteś?-ze strachem w oczach rozglądając się po gabinecie zapytał Jarusz ,zwany przez piekielnego urzędnika ostańcem. Tymczasem czort począł się zbliżać do biurka i począł śpiewać chrapliwym acz wesołym głosem -Czort mi na imię, Forkarus się nazywam. Przepraszam i dziękuje ja tych nazw nie używam. Po chwili zręcznym manewrem wydostał z szafki widełki choć były niewielkie ale za to bardzo ostre. Jestem diabłem z piekła rodem.-śpiewał dalej zbliżając się do Jarmusza. -Popatrz żeż moje widły. Jestem super urzędnikiem.....Dobra będziesz podpisywał bo cię dźgnę. -Mógłbym wyjść do ubikacji? -A po co? -Załatwić potrzebę. -Ja cię zaraz załatwię…- zaczerwienił się piekielny odźwierny i począł piszczeć. Pod klientusem zaczęły się uginać nogi,ręce odmówiły mu posłuszeństwa,nie mógł wydobyć głosu z gardła. Tymczasem z kibla jakimś cudem wydostał się poturbowany klient. -Ja się z nimi rozprawię, zrobię zadymę. Przecież nie na wyrost nazywam się Twardawy. -dobitnie krzyknął klient wepchnięty do kibla. Nagle z wrzaskiem huknęły drzwi.. Po chwili ,,ostaniec'' uczepił się płaszcza Twardawego. -Ratuj błagam cię, ratuj mnie przed nim.- głos Jarmusza zmienił się nie do poznania, olbrzymim wysiłkiem wypowiedział te słowa. Tymczasem belzebub podbiegł do Twardawego. -Trzeba było tu przyłazić. Zaczął go dźgać widłami tak jakby trenował fechtunek, przy tym wrzeszcząc: a masz!, a masz! Dało się również słyszeć piski ostańca. Po chwili Twardawy osunął się na kolana Ostańca. Jarmusz zbladł Teraz na ciebie pora - krzyknął diabeł. -Ja chciałbym jednak podpisać. -To podpisuj cudoku i przygotuj się do dźgania. -Ty masz ogon jak u kozy!!! -Jesteś dowcipny. Może chciałbyś zobaczyć konsystencje włosia -A mógłbym? -Nie krępuj się. Po chwili ogon siedział na łapie Ostańca. Nagle ogon zaczął się owijać wokół jego łapy zatykając dopływ krwi. Po czym w mgnieniu oka zaczął opatulać ciało klienta coraz mocniej, aż wreszcie chłopina się zaczął dusić. Wtórował mu przy tym głośnym śmiechem Forkarus. Te chwile przyjemności zakłóciło pukanie do drzwi. -Kto tam znowu.- Diabeł wnerwił się nie na żarty. Drzwi się otworzyły i stanęła w nim nędzna i żałosna kreatura. Był to książę z bajki o wzroście karzełka z jedną nogą dłuższą od drugiej oraz szkaradnej twarzy, W ręce dzierżył berło z papieru a na głowie czapkę zimową. Ubrany był w biały fartuch,który przy jego wzroście wyglądał jak płaszcz królewski. -W pizdu- krzyknął urzędas-jazda mi stąd nie widać że jestem zajęty. Księciuniu nie zważając na to zaczął mówić swoje. - Ja w sprawie ogłoszenia o pracę. -Siadaj na dupie !!!-darł się diabeł - I nie denerwuj mnie -Mogę na krześle-skromnie zapytał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gregorz Pietrzak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…