Opowieści Trzeciej Ery 2. Dziecko Czasu
Drugie opowiadanie o Elyi... zapraszam.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 2
Malutka Aina stała na moście i przyglądała się śmieciom pływającym po rzece. Nieliczne ryby pluskały się w wodzie, rzeka śmierdziała. Upał sprawił, że zapach potu można było poczuć wszędzie. - Aina! Idziemy! Dziewczynka posłusznie pobiegła za mamą, która stała niedaleko i machała do niej ręką. - Uważaj na powozy! Aina ostrożnie przeszła skrajem drogi i wzięła mamę za rękę. - Zaraz zacznie się parada, pośpieszmy się. Dziewczynka kiwnęła głową i ruszyła razem z mamą. Po chwili znalazły się na zatłoczonym jarmarku, gdzie aż kłębiło się od ludzi i zbiegowiska. Zaczęto już zbierać niektóre stragany, by zrobić miejsce dla królewskiej karety, która miała się wkrótce pokazać. Aina i jej mama wykorzystały chwilę czasu, by obejrzeć różne błyskotki i ozdoby sprzedawane przez kupców z Wyrykitu. Nie minęło pięć minut, a z końca placu dobiegły dźwięki trąb. Tłum rozstąpił się na boki, dając miejsce wielkiej, bogato zdobionej karecie, na której siedziała królowa. Powóz ruszył powoli, witany wiwatami i okrzykami tłumu. Wielka pani, odwzajemniając uśmiech, machała w sposób dystyngowany rozwrzeszczanym podwładnym. - Zobacz, córeczko, to królowa Suijana! – mama Ainy, starając się przekrzyczeć zgiełk, machała energicznie w stronę królowej. Aina przyjrzała się karecie i zauważyła, że obok władczyni siedzi dziewczynka, również pięknie ubrana. Miała niesamowite, prawie białe oczy i włosy tego samego koloru, długie aż do pasa. Jej spojrzenie było smutne. Nie uśmiechała się, zdawała się patrzeć w przestrzeń, obojętna. - Mamusiu, co to za dziewczynka? - To przybrana córka królowej, księżniczka Elya. Nie wiedziałaś, że ta parada jest zorganizowana dla niej? Dziewczynka pokręciła przecząco głową, a mama schyliła się. - Co rok urządzana jest ta uroczystość, w której świętujemy dzień przybycia królewny Elyi do Kaerii. A ponieważ dostała się tutaj przez to okienko... – mama wskazała palcem stary budynek z zakratowanym, małym okienkiem tuż przy ziemi. - ... co roku kładzie się w tym miejscu kwiatki, aby uczcić ten dzień. Podniosła się i zamachała ręką, wiwatując. Po chwili westchnęła: - Ach, to już dwa lata, odkąd królewna Elya przybyła do nas... to niezwykłe, że czas tak szybko mija... zupełnie tak, jakby wróciła Elayne. - Ale mamo, jak królewna się tu dostała? Jak to przez okienko? Przecież to nie jest możliwe! – złościła się dziewczynka, myśląc, że mama sobie z niej żartuje. Ta jednak tylko zaśmiała się serdecznie. - Nie wiem, jak to się stało. To wie tylko księżniczka. - A czy księżniczka lubi to miejsce? - Oczywiście, że tak, kochanie. Przecież Kaeria to najpiękniejszy kraj, jaki kiedykolwiek istniał. Kiedy powóz królowej mijał miejsce, w którym stały, Aina zauważyła łzę na policzku królewny. Nie potrafiła tego zrozumieć: dlaczego ktoś, kto mieszka w pięknym zamku najwspanialszego kraju, ma tylu poddanych, tyle pieniędzy, jest nieszczęśliwy? - Mamo, królewna Elya płacze! - Coś ci się przewidziało, córeczko. - Ale mamo... - Zobacz, jaką piękną suknię ma królowa Suijana. Aina naburmuszyła się trochę, ale zrezygnowała z dalszego uporu. Kareta dojechała do końca placu, skręciła w boczną ulicę. Niektórzy podążali za królową, inni zostali, by z powrotem rozłożyć stragany. - Mamo... chodźmy już do domu. - Dobrze, kochanie.
*
Trzymała ręce wyciągnięte przed siebie, mocno zaciskając powieki. Przed jej palcami zaczęło wytwarzać się białe, słabe światło. Szeptana formułka zdawała się niknąć w podmuchach niespokojnego wiatru. - Dobrze! Już niewiele ci brakuje! Jeszcze tylko trochę... Dziewczyna westchnęła, białe światło jakby rozmyło się w powietrzu. Zaczęła powoli osuwać się na ziemię. Podbiegł do niej młody mężczyzna i pomógł jej utrzymać równowagę. - Dzięki... panie Feryl... to nie jest jednak... takie łatwe... - Bo to zaawansowana magia i nie dziwię się, że jeszcze tego nie opanowałaś. Ale nie martw się, jeszcze mamy na to czas. I tak świetnie ci idzie jak na pierwszą próbę. – powiedział Feryl i pomógł usiąść dziewczynie. Ta westchnęła jeszcze raz i otarła ręką spocone czoło. Miała długie do pasa, prawie białe włosy, w odcieniu lekko niebieskawe. Była szczupła, o jasno błękitnych, wielkich oczach. Jej uszy były lekko szpiczaste. Oparła się o kamień, rozglądając się po leśnej polanie. Obok niej przysiadł Feryl, mężczyzna z lekkim zarostem, o miodowej czuprynie i ciemno niebieskich oczach. Miał na sobie granatową szatę, mieniącą się w słońcu. Wyglądał na 25 lat, lecz jego oczy zdradzały co innego. Wpatrywał się w niebo, pogrążony w myślach. - No, koniec przerwy. Pokaż, co potrafisz, Elya. – powiedział mężczyzna po dłuższej chwili i wstał, szczerząc zęby w uśmiechu. Dziewczyna wstała z ociąganiem, jej twarz była bardzo poważna, skupiona. Ułożyła ręce w skomplikowanym geście i wyszeptała formułkę, celując w wielki kamień, przy którym jeszcze przed chwilą siedziała. Wytężyła wolę, wbiła wzrok w głaz, koncentrując energię. Z dłoni zaczęła mozolnie wypływać niebieska mgiełka, która okrążała kamień. Już niewiele brakuje, jeszcze tylko trochę, a uda mi się... Świat rozmył się jej przed oczami. Zewsząd zadudniły w głowie głosy, jakby zamknięte, nie mogące się uwolnić. Słyszała krzyki, płacz, czuła zapach krwi, słony zapach, czuła strach, paraliżujący strach... czuła śmierć. I widziała kobietę. Młodą kobietę, wyglądającą prawie jak ona, tyle że trochę starszą. Widziała, jak kobieta stoi w szarej, ciemnej izbie, pokrytej kurzem, pełnej różnych dziwnych przedmiotów. Elya widziała, jak stoi przy zakapturzonej staruszce, jak szepcze coś w zdenerwowaniu. Jak wiedźma rechocze. Jak mówi coś, czego Elya nie potrafi pojąć umysłem. Jak szara mgła wychodzi z ciała kobiety. Jak ona krzyczy. I jak szara mgła kumuluje się, wybija okno i... odlatuje w dal. Jak stara wiedźma, śmiejąc się, wykrzywia ohydne, popękane wargi, mówiąc: - Urodzi się w dniu twojej śmierci... a stanie się dzieckiem wybranym przez Czas! Nagle pomieszczenie rozmyło się, krzyki i płacze ustały. Zapanowała niezmącona cisza.
*
- Elya! Elya! Elya otworzyła oczy, jakby powracając do realnego świata. Przed oczami miała twarz pana Feryla, przestraszoną. Wyczuła impuls. Podniosła się gwałtownie i spojrzała pełnymi strachu oczami na swojego nauczyciela. - Co to... było? Feryl był blady. - Jak się czujesz? - miał opanowany głos, ale bladość cery zdradzała, że był bardzo przestraszony. - Wszystko jest w porządku... co to było? - Nie wiem... nagle upadłaś na ziemię i zaczęłaś... wymachiwać rękami i szamotać się... – Feryl przełknął głośno ślinę – i krzyczeć. Co widziałaś? Elya wytężyła pamięć, starając się przypomnieć sobie wizję. Niewyraźnie widziała, jakby przez mgłę, izdebkę, staruszkę i kobietę, bardzo przypominającą wyglądem ją samą. I białą mgłę... kiedy opowiadała o tym Ferylowi, ten słuchał jej bardzo uważnie. Kiedy skończyła opowiadać, powiedział: - To musiał być jakiś koszmar. Może jesteś przemęczona treningiem, a on po prostu spowodował twoje majaki? Dobry sen dobrze ci zrobi, Elya. Na dziś kończymy zajęcia. - Nie! Panie Feryl! – Elya stanęła przed swoim nauczycielem, nadal upiornie bladym na twarzy. – Niech mi wreszcie ktoś to wyjaśni! Kim jest ta cała Elayne, do której rzekomo jestem tak podobna?! Dlaczego nikt nie chciał mi tego powiedzieć, od kiedy tu przybyłam? Dlaczego siedzę bez przerwy w zamku jak na smyczy, dlaczego nie mogę podróżować, chociażby zwiedzać moje miasto? Dlaczego nie mogę z nikim rozmawiać? I dlaczego... dlaczego nie mogę wrócić do mojego świata? - Elya – odezwał się Feryl słabym głosem, po dłuższej chwili milczenia – tego... nie mogę ci powiedzieć. Mogę ci tylko odpowiedzieć na jedno pytanie. Na to ostatnie. Elya kiwnęła głową. Czuła, że w oczach kręcą jej się łzy złości, a świat nadal lekko kręci przed oczami. - Ty nie jesteś z tamtego świata. Jesteś Kaerianką, która w niewyjaśniony sposób znalazła się w innym wymiarze. Nie jesteś człowiekiem. Teraz jesteś księżniczką Elyą, przybraną córką królowej Kaerii. Tamten świat nie jest twój. A wrócić nie możesz, bo... po prostu nie da się. Nie istnieje osoba, która potrafiłaby otworzyć portal. Przecież tyle razy już o tym ci mówiono. Proszę, wybacz mi, ale nie mogę nic więcej powiedzieć. Taki mam rozkaz. Elya patrzyła na Feryla przez łzy nienawistnym spojrzeniem. Znowu poczuła impuls, ciepły i gorący, przeszywający jak strzała, który dobiegał od mężczyzny. Odwróciła się na pięcie i wbiegła do lasu, nie zwracając uwagi na wołający za nią głos Feryla.
*
W kominku trzaskał wesoło ogień. Kobieta w podeszłym wieku siedziała w niskim fotelu, sącząc wolno kawę. Miała srebrne włosy zaplecione w drobne warkocze i spięte w gustowny kok. Nosiła na sobie bogato zdobioną różowo-złotą suknię, na szyi naszyjnik z drogocennymi kamieniami. Na palcach mnóstwo pierścieni. W fotelu obok siedziała druga kobieta, młoda i niezwykle urodziwa. Jej uszy były szpiczaste, a cera blado błękitna. Miała wściekle czerwone włosy sięgające ramion, w które zapleciono złote niteczki. Nosiła granatową suknię z głębokim dekoltem, szyję ozdabiała czarna aksamitka. Obie panie rozmawiały ze sobą formalnymi głosami, wolno pijąc napoje. Nagle rozległo się pukanie. Kiedy paź usłyszał pozwolenie, wszedł do pomieszczenia. - Królowo Suijano, proszę o wybaczenie, że przeszkadzam w rozmowie, ale nadworny mag Feryl prosi o chwilę na rozmowę z panią. Srebrnowłosa kobieta spojrzała wyniośle na służącego. - Czy to sprawa nie cierpiąca zwłoki? - Tak. - W takim razie wybacz, Gertysso, to zajmie tylko chwilę. Nefer! Przynieś pani coś do poczytania z mojego prywatnego zbioru. Tylko coś ciekawego. Sługa ukłonił się grzecznie i wycofał z pomieszczenia. Królowa Suijana wyszła z pokoju i stanęła naprzeciw Feryla. - Pani, wybacz, że przeszkadzam... - Zostaw formułki grzecznościowe w spokoju, bo nie mam w tej chwili czasu. O co chodzi, Feryl? - Pani.... księżniczka Elya dzisiaj zemdlała na zajęciach. I miała wizję. Królowa pobladła nieznacznie. - Jaką? - Jestem prawie pewien, że wizja dotyczyła Elayne. I tego, jak narodziny Elyi zostały przepowiedziane. - Przepowiedziane? Co konkretnie masz na myśli, Feryl? Mów jaśniej! - Tak, pani. Mówię o tym, że Elayne została przeklęta, mianowana na Naznaczoną. Z pewnością słyszała pani o legendach o Dziecku Czasu. - Słyszałam. - Tak więc... Dziecko Czasu zostało pierwszy raz powołane do życia w 100 r. I Ery, a była nim... oczywiście, że wiesz kto, Clea, adeptka zwykłej szkoły magii w Mouru. Dziewczynka na pozór zwyczajna, a później, jak się okazało, uratowała świat. - Rozumiem, że Elya ma... uratować świat? – spytała królowa ironicznym tonem, biała jak papier. - Teoretycznie mówiąc... tak. - Nie rozumiem. Wytłumacz mi, proszę. - Legenda mówi, że Dziecko ma za zadanie posplatać dziury w czasie. Że wraz z upływem lat zaczyna się psuć. Występuje coraz więcej dziwnych wydarzeń, w naszym świecie pojawiają się nagle osoby z zupełnie innych wymiarów, coraz częściej ludzie doświadczają deja vu. Czas popełnia coraz więcej błędów. Niektórzy żyją dalej, nawet tego nie zauważając, innych to nie dotyka. Ale jeśli trwa to zbyt długo, Czas zaczyna wywierać dziwny wpływ na nasz świat. Morza robią się niespokojne, w lecie pada śnieg, deszcz, grady i na odwrót, w zimę zaczyna nagle robić się niesamowicie gorąco. Było kilka zapisków, które o tym mówiły. Dziecko Czasu powołuje się do życia co tysiąc lat. Bo wtedy właśnie, zazwyczaj, zaczynają pojawiać się pomyłki Czasu. Zauważyłaś, królowo, jak wielkie ostatnio są sztormy na morzu Centaurów? Królowa milczała. - Dziecko Czasu ma podobno moc, która może powstrzymać katastrofę. Niektórzy uważają, że jest to bajka, ale ja osobiście myślę, że... - Feryl – głos królowej na pozór miły, sprawił, że mag poczuł dreszcz na karku. – To jakaś wyssana z palca bajka. Bajka opowiadana przez bajarzy po miejskich karczmach, żerujących na ludzkich pieniądzach. Zmyślona, fałszywa, kolejna baśń szukająca rozgłosu. Myślisz, że ktokolwiek wierzy jeszcze w te bzdury? Co z tego, że są burze? Że huragany? Nic mnie to nie obchodzi. Mało to było zmian pogodowych na świecie? I wiesz co? Żadna mądra matka nie posłałaby swojego dziecka w świat, tylko dlatego, że jakiś mag powiedział, że ma niezwykłe zdolności. Uzdolniona? Owszem. A to, że Elya miała wizję? Kłamstwo. To na pewno dlatego, że ostatnio dużo się uczy i pracuje, ćwiczy, by być dobrą następczynią tronu, to pewnie ze zmęczenia ma majaki. Nie przerywaj mi. Uda mi się jakoś obejść prawo, żeby Elya dostała w spadku koronę. Zostanie już tutaj, bo nie ma szansy na powrót do tamtego świata. Pewnie myślisz, że nie zauważyłam, jak ciężko moja córka przeszła przystosowanie się do tego miejsca? Widziałam jej cierpienie i rezygnację na każdym kroku, ale teraz już wszystko jest w porządku, Elya znalazła tu swoje miejsce. Przestań się tak drwiąco uśmiechać. Nie jestem głupia, wiem, że jest piekielnie podobna do Elayne. To dlatego tak bardzo się nią... opiekujesz. Ale nie myśl sobie, że dam rękę mojej córki pierwszemu lepszemu czarodziejowi. Jest dużo chętnych książąt. A to, że trafiła do innego świata mógł być równie dobrze tylko przypadek. Może ma tak wielkie zdolności magiczne, że będąc małym dzieckiem przedostała się cudem do tamtego wymiaru, potem szczęśliwie wróciła. Wszystko jest możliwe, ale na pewno nie twoje bajki. A teraz wybacz mi Feryl, ale mam ważniejsze sprawy na głowie niż wysłuchiwanie jakichś bzdur. I nawet nie waż się mówić o tym Elyi. Jeśli to zrobisz, pójdziesz na szafot. - A to, że Elya urodziła się w dniu śmierci Elayne także uważasz za... - Przypadek. Dokładnie tak, Feryl. Złośliwy przypadek. A poza tym nie jest powiedziane, że urodziła się tego samego dnia. Rok ma dwanaście miesięcy, prawda? Czarodziej słuchał królowej z drwiącym uśmiechem na ustach. - Elya i tak nie ucieknie przed swoim przeznaczeniem. - Zobaczymy.
*
- Czyżby jakieś problemy, Suijano? - Och, ależ nie, moja droga. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Rozmawiałam właśnie z Ferylem o problemach z koncentracją na lekcjach mojej córki. – głos pani był zimny jak lód. - Córki? Ach, mówisz o tej dziewczynie, która trzy lata temu została znaleziona przez wieśniaków? Nie rozumiem, czemu jej nie sprzedałaś jako niewolnika. Całkiem sporo byś za nią dostała, słyszałam, że jest bardzo ładna. – mówił słodkim głosem gość, bawiąc się przy tym niesfornym kosmykiem miedziano-rudych włosów. - O czym ty mówisz? – królowa Suijana spojrzała ostro na Gertyssę – Jak mogłabym dopuścić się do sprzedaży małego dziecka? - W moim państwie tak właśnie się robi. Ale powiedz mi, kochana, dlaczego ją trzymasz przy sobie? Królowa milczała. - Dobrze, skoro nie chcesz mówić, to nie mów. Ja coś ci powiem. To będzie taka mała, przyjacielska rada, ze względu na naszą wieloletnią znajomość... Paer jest krainą rzek i jezior. Brak nam kruszcu. A od was nie dostajemy zbyt dużo. Jesteście bardzo samolubni... Voll'Nigr także czuje się zaniedbywany... - Od Voll'Nigru dzielą nas dwa pasma górskie, Gertysso. – powiedziała królowa Suijana, nie dbając o to, że jej głos przesiąknięty był sarkazmem. - Być może. Co nie zmienia faktu, że w razie, gdyby... gdyby coś się działo, Voll Nigr jest gotowy do pomocy. A ty, Suijano, wiesz, kto otrzymałby tę pomoc. I nie musiałby wcale przechodzić przez pasma górskie i krainę „Wolnych Magów”, to przecież oczywiste, że zginęliby, zanim by tutaj dotarli. Jest inna droga. D’amaen Una Graa. Nie, nie przerywaj mi, Suijano. Teraz ja mówię. Jesteście pyszni. Zbyt pyszni jak na mój gust. Zbyt egoistyczni. Zupełnie jak ludzie, których nadal zresztą macie we krwi. Wasza krew jest... brudna i skalana... - Dość. Na zbyt wiele sobie pozwalasz. Chyba zapominasz, że jesteś tu gościem. Królowa Paeru zamilkła. Na jej policzki wstąpiły czerwone plamy, usta zacisnęły się w linijkę. - Żegnaj, Gertysso. Nefer, odprowadź panią do drzwi. Służący, wcześniej stojący w rogu pokoju, teraz podszedł i otworzył wprawnym ruchem drzwi przed królową Gertyssą. Ta wstała z fotela, zamaszyście odrzuciła suknię i ruszyła w kierunku wyjścia z podniesioną dumnie głową. Władczyni Kaerii z trudem powstrzymała prychnięcie. Po chwili została sama w pokoju. Teraz, kiedy nareszcie była w swojej małej samotni, pozwoliła sobie na wyjątkowo dosadne przekleństwo.
*
Służąca zapukała do drzwi. - Proszę. Służąca weszła. - Księżniczko, czas na wieczorną toaletkę... - Tak, wiem, pospiesz się, bo jestem śpiąca. – powiedziała podenerwowanym głosem Elya. Służka podeszła do Elyi siedzącej na brzegu wielkiego, bogato zdobionego łoża. Wzięła do ręki grzebień z szafeczki z drobiazgami dziewczyny i zaczęła powoli rozczesywać wilgotne po kąpieli włosy księżniczki. Miała piękne, długie, prawie białe włosy, pięknie mieniące się w świetle księżyca. Służąca westchnęła z podziwu. Przez jakiś czas czesała ją w milczeniu. - Vavigo... mogę ciebie o coś zapytać? - Ależ oczywiście, księżniczko. - Wie pani... tak się zastanawiałam, dlaczego tak niewiele wiem o Elayne? Tak często mi o niej się opowiada, ale tylko o takich podstawowych rzeczach... że była, tą najwspanialszą.. - Najwspanialszą wojowniczką, jaką widział świat? Tak... no cóż, powinnaś wiedzieć, księżniczko, że nie jest łatwo ludziom mówić o jej śmierci, skoro była tak przez nich uwielbiana. Była najlepszą wojowniczką, w intrygach i zleceniach niezawodna, ale jednocześnie sprawiedliwa i uczciwa... no, bądź co bądź, miała w sobie królewską krew, była ukochaną córką królowej Suijany, oczkiem w jej głowie... Mówiono pani o tym, oczywiście? - Oczywiście, że tak – Elya udała oburzenie. Siedziała chwilę w milczeniu ze służącą, która teraz smarowała jej włosy jakimś balsamem. W pewnej chwili wybuchnęła płaczem i przytuliła się do zdezorientowanej kobiety. Vaviga zmieszała się, zdziwiona popatrzyła na dziewczynę, która zawsze wydawała jej się być niezbyt wylewną. - Dziecko... co się stało... Elya trzęsła się gwałtownie w ramionach służącej, która teraz gładziła ją po włosach, starając się uspokoić. - Bo ja... czuję się taka samotna... nawet nie wiem, kim są moi prawdziwi rodzice... - Ależ kochana, nie płacz... - Czy naprawdę nie wiadomo o nich nic... przecież to tak niewiele... Służąca zawahała się. - No... słyszałam o jakichś plotkach, ale nie wiem, czy powinnam z tobą rozmawiać na ten temat... poza tym to tylko plotki... Elya załkała
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Suenna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…