Opowieści z Lawendowej Doliny - Dom Cieni
Historyjka napisana pod wpływem ponurych, ciemnych i mrocznych jesiennych wieczorów;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Listopadowe zmierzchy zapadały zwykle niespodziewanie, pogrążając całe Makowice w ciemnościach dających kamuflaż zjawom, potworom, straszydłom i wszystkim innym przerażającym stworzeniom, które swój początek istnienia zawdzięczały wykształceniu się w ludziach uczucia strachu. Oliwia, pomimo próśb Malwiny, by starała się ukrywać swe emocje podczas powrotu do domu po zmierzchu, nigdy nie potrafiła zapanować nad siłą swojej wyobraźni. Dziewczyna dobrze wiedziała, że jest bezpieczna póki trzyma się głównej szosy, lecz świadomość niebezpieczeństwa czającego się w mrocznych czeluściach lasu, rosnącego wzdłuż drogi, przyprawiała ją o mocniejsze bicie serca i dreszcze. Nigdy nie czuła się pewnie podczas powrotów do domu i nie miało tu znaczenia, czy trasa ta została pokonana pieszo, czy samochodem, w towarzystwie znajomych, czy samotnie. Zawsze tliło się w niej uczucie dyskomfortu, szepczące wciąż do ucha, by pamiętała o przyczajonym złu czekającym na chwilę jej nieuwagi. Właśnie podczas jednego z takich wieczorów, gdy Oliwia wracała z miasteczka ze spotkania z przyjaciółmi, rozpętała się potężna burza, która jedynie powiększyła strach i niepokój dziewczyny. Jadąc autobusem, wpatrywała się w oświetlane raz po raz błyskami mroczne oblicze lasu. W jasnych przebłyskach dostrzegała z przerażeniem zagadkowe kształty, przemykające między pniami i czające się w odmętach nocy. Czasami w takich momentach żałowała swoich magicznych korzeni, przez które nie mogła tłumaczyć sobie tych zjawisk jako wytworów jej wybujałej wyobraźni. Dobrze wiedziała, że te wszystkie istoty ze strasznych opowieści żyją naprawdę i fakt ten wcale nie polepszał jej nastroju. Autobus zatrzymał się obok wjazdu na drogę prowadzącą do Lawendowej Doliny. Oliwia wysiadła i od razu poczuła silny zryw wiatru, który wyjąc groźnie i przewlekle starał się ją zepchnąć z drogi. Dziewczyna stawiając mu opór, szczelniej okryła się połami płaszcza, otworzyła parasol i ruszyła szybkim krokiem żwirową szosą w stronę posiadłości. Korony drzew uginały się przed potęgą wietrznego władcy, oświetlane co chwilę ostrymi błyskami, a uderzenia grzmotów niosły się po okolicy, mieszając ze świstem wirujących liści. Oliwia odniosła wrażenie, że ktoś za nią idzie, jednak nie miała odwagi odwrócić się. Ciarki przechodziły jej po grzbiecie na myśl o leśnych cieniach i diabelskich ślepiach, mogących obserwować każdy stawiany przez nią krok. Na horyzoncie majaczyła już secesyjna brama Lawendowej Doliny, która w dzień była dla Oliwii prawdziwym dziełem sztuki, a teraz wydawała się wrotami do piekielnej krainy. Wiedziała jednak, że to właśnie za nią poczuje się w pełni bezpieczna. Tam za skrzydłami z brązu nie mogło stać się jej już nic złego i ta myśl dodawała otuchy. Kiedy dziewczyna przekroczyła magiczną granicę, strach jakby momentalnie ją opuścił, zostając po drugiej stronie muru, w mrocznych odmętach nieprzyjaznej nocy. Za bramą wciąż przemykały złowieszcze kształty i cienie, szepczące złowrogie wróżby, które jednak nie mogły już dopaść Oliwii. Nie tracąc więcej czasu, ruszyła w stronę domu, w którym od frontu wszystkie światła były pogaszone, oprócz tych w bibliotece. Rzucały one słaby, żółtopomarańczowy blask, oświetlając podjazd i trawnik, po którym wędrowały, unoszone podmuchami wiatru, ostatnie jesienne liście. Oliwia podeszła pod drzwi i zastukała w nie kołatką w kształcie klonowego liścia. Z wnętrza domu dobiegł ją szczek Barnaby oraz uspokajający go głos Malwiny, która po chwili stanęła na progu, spoglądając na siostrzenicę z niepokojem, ale również ulgą. - Jak to dobrze, że już jesteś – powiedziała wpuszczając dziewczynę do środka i zamykając za nią drzwi na zamek. – Kiedy rozpętała się burza, zaczęłyśmy się o ciebie martwić. - Dziś jest wyjątkowo przerażająco – odparła witając się z Barnabą, owczarkiem podhalańskim i zdejmując z siebie płaszcz. – Wracając do domu miałam wrażenie, że piekło wypuściło na zewnątrz wszystkie swoje przerażające stwory. - Prawie się nie pomyliłaś moja droga – dobiegł ją głos, stojącej w drzwiach biblioteki starszej pani. - Babcia Amelia – krzyknęła z radością, rzucając się jej na powitanie. – Co babcia tu robi? Sześćdziesięciosześcioletnia pani Amelia Sądecka, była osobą, od której biło niezwykłe ciepło. W koku brązowych włosów, przeplatanym jedynie gdzieniegdzie srebrnymi nitkami i lnianym komplecie, nie wyglądała na swoje lata. Zresztą kobiety w rodzinie Sądeckich zawsze wyglądały na młodsze, niż w rzeczywistości były. Za przykład mogła tu posłużyć osoba Malwiny, która pomimo swoich dwudziestu ośmiu lat, wciąż wyglądała na studentkę drugiego roku. - Postanowiłam przyjechać z wizytą do mojej najmłodszej córki i ukochanych wnuczek – odparła z promiennym uśmiechem i zaraz dodała: – Jak ty wglądasz moja droga? Cała przemarzłaś. Wejdź i ogrzej się przy kominku, a ty Malwinko zaparz nam imbryk dobrej angielskiej herbaty i przynieś korzenne ciasteczka. Pani Amelia wprowadziła Oliwię do biblioteki, w której na kominku wesoło trzaskał ogień, rzucając ciepłe światło na ściany ozdobione od góry do dołu półkami książek. Pod jednym z wykuszowych okien siedziała młodsza siostra Oliwii, Iweta. Ubrana w jasne dżinsy i golf w norweskie wzory, ze związanymi w kucyk ciemnoblond włosami, oparta o poduszki zaczytywała się w kolejnej powieści Agathy Christie. Jednak gdy tylko zobaczyła wchodzącą do pokoju siostrę, odłożyła książkę, by się z nią przywitać. - Widzę, że jednak przeżyłaś – odparła ze śmiechem, podnosząc się z siedziska i kierują w stronę skórzanej kanapy, ustawionej naprzeciw kominka i idealnie dopasowanej do angielskiego stylu biblioteki. - Nie byłoby ci tak wesoło, gdybyś to ty była na moim miejscu – odparła, biorąc na ręce Amber, rudą kotkę perską i siadając obok siostry na kanapie. – Miałam wrażenie, że każdy mój ruch był dokładnie śledzony. Czułam się obserwowana praktycznie od momentu, gdy autobus minął bramę wjazdową do Domu Cieni. - Masz na myśli kochanie starą posiadłość rodziny Czelewskich? – zapytała babcia Amelia, siadając na fotelu obok kanapy. - Tak, to przerażające miejsce. Nie mam pojęcia co tam się naprawdę stało, ale jestem pewna, że dom jest przeklęty. Mało kto ma odwagę tam się zapuszczać. - Zawsze kiedy przechodzę koło tej posiadłości mam wrażenie, że ogarnia mnie chłód – wtrąciła się Iweta. – Wśród szumu rosnących tam drzew słychać jakby szepty, których nie można zrozumieć. Ludzie w miasteczku uważają, iż ten dom mówi. Podobno stara się wyjawić swoją tajemnicę, albo przed czymś nas przestrzec. - Czy wiesz coś na ten temat babciu? – zapytała Oliwia. - Tak, znam dobrze historię posiadłości Czelewskich – powiedziała, zapatrzona w wesołe ogniki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lizzy88
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…