Wróć do katalogu

Ostatni dzień

Ron wstając rano i pijąc poranną kawę nie przypuszcza nawet jakie niespodzianki czekają na niego...

rastagrand717, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zapach świeżo parzonej kawy rozszedł się po mieszkaniu. Ron przekręcił się na bok. - Jeszcze 5 minut - pomyślał, budzik nie podzielał jednak jego zdania i o 8.00 rozległ się z całą mocą, rozwiewając marzenia o dalszym śnie. Ron niechętnie wstał z łóżka i przeciągną się leniwie. Radio zalało go poranną dawką najnowszych informacji z kraju i ze świata. Machając nogami zwieszonymi z łóżka odnalazł kapcie porzucone w nieładzie poprzedniej nocy. Wolnym krokiem, niespełna władzy we własnych kończynach skierował swoje na wpół śpiące ciało wprost do kuchni gdzie czekał na niego kubek gorącej, porannej kawy. "...słonecznie lecz wieczorem mogą zdarzyć się przelotne deszcze. I to na tyle a teraz żegnam się z państwem dla Radia BBT mówił Tom Fidrel... Właśnie dostałem informacje od jednego z wozów transmisyjnych. Kilka minut temu jeden z mieszkańców znalazł przed swoim blokiem zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny..." - Kolejny narkoman - pomyślał Ron i wyłączył radio. - Nie będę psuł sobie śniadania - powiedział do siebie i skierował się w stronę lodówki. - Cholera znów zapomniałem zrobić zakupy - skrzywił się na widok przeterminowanego mleka które było jedyną rzeczą, urozmaicającą jednolite wnętrze jego lodówki. Wrócił więc do stołu, usiadł wygodnie na krześle i rozkoszował się smakiem kawy o poranku. Kiedy kubek był już pusty przeciągając się leniwie, odwrócił się w stronę stojącej niedaleko szafki i wyciągną z niej małą metalową puszkę. - Nic tak nie poprawia kiepskiego poranka jak dobry joint - zaśmiał się do siebie. Odpalił skręta, jednak jego żołądek nie dał o sobie zapomnieć i zaczął coraz mocniej dopominać się o swoje nie dając się zwieść kubkiem kawy. - Dobra, już dobra - Ron wiedział że w tej walce jest na straconej pozycji, chwycił więc za telefon i podchodząc do okna wybrał numer do zaprzyjaźnionej pizzerni.{i}Piiiiiii...{/i} wysoki nieprzyjemny dźwięk wydobył się ze słuchawki. Kolejna porcja gęstego dymu wypełniła jego płuca. THC zaczęło krążyć w jego krwi i w ciągu kilku chwil jego umysł opanowała błogość. - Chyba zapomniałem zapłacić za telefon - powiedział Ron chichocząc do siebie zaciągając się kolejny raz. Powieki zaczęły mu ciążyć, w głowie przesuwały się chaotycznie coraz to nowe obrazy. Zakaszlał głośno kiedy wypuścił dym z ostatniego macha. Na zegarze wybiła godzina 9.00 Ron spojrzał na niego z wyrzutem. - Dzisiaj wezmę sobie wolne, tak właśnie Ron, weź sobie wolne, jeden dzień w tą, jeden dzień w tamtą kogo to obchodzi - mówił do siebie z takim zaangażowaniem jakby przemawiał przed samym prezydentem. Spojrzał przez okno. Na ulicy utworzył się gigantyczny korek, ludzie wysiadali z samochodów i na piechotę kierowali się w stronę drogi wylotowej z miasta. Gdyby nie poranny skręt, może Ron zwrócił by uwagę na ich dziwne zachowanie ale w tym stanie myślał tylko o jednym - o łóżku. - Banda popaprańców - krzyknął przez zamknięte okno. Spojrzał jeszcze jak jakaś grupa wyrostków wybija szybę sklepową i wbiega do środka. Jego spojrzenie przykuła szafka wisząca nad zlewem. Coś świtało w jego wesołym umyśle. - Tam musi coś być, zaraz pancio cię nakarmi, tylko już się nie denerwuj - Ron wolnym krokiem podszedł do szafki, cały czas masując się troskliwie po brzuchu z którego dobiegały głośne burknięcia. - Taaaaddddaaaaammmm, zobacz co dla ciebie znalazłem - na jego twarzy malował się uśmiech trzyletniego dziecka które dostało czekoladę. Pośpiesznie wsypał zawartość torebki z zupką chińską do miski i cierpliwie czekał na zagotowanie się wody. Chociaż trwało to zaledwie minuty czas ten dłużył mu się w nieskończoność. Kilka chwil zajęło mu pochłonięcie jakże wykwintnego śniadania. - Teraz będę miał Cię z głowy na chwilę, mam nadzieję że jesteś zadowolony - ciche burknięcie było jakby potwierdzeniem jego słów. Najedzony jeśli można tak można powiedzieć o kimś kto zjadł zupę typu instant udał się w drogę do sypialni. Jego uwagę na chwilę przykuło to co wyprawiało się za oknem, jakiś mężczyzna (być może i kobieta, w tym stanie miał problem z rozróżnieniem która ręka jest prawa a która lewa, a co dopiero z rozpoznaniem płci ) rzucił się na kobietę która wysiadła ze swojego samochodu. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na próbę gwałtu jednak nikt o zdrowych zmysłach nie zdobyłby się na coś takiego w biały dzień na oczach setek osób. - Powariowali - pomyślał Ron resztkami sił, zasłonił okno i po kilku krokach rzucił się beztrosko na łóżko. Umysł otępiony działaniem THC zasnął jeszcze zanim jego ciało znalazło najwygodniejszą pozycję.

Głośne walenie w drzwi jego mieszkania oraz słońce wpadające przez okno wyrwały go ze świata kolorowych obrazków wesoło brykających po jego śpiącej głowie. Wstał, przeciągną się i spojrzał na zegarek była 16.38. Walenie do drzwi ustało, a może to był tylko sen ? Ron mlasną kilka razy z niesmakiem, wywołanym tak gwałtowną pobudką. Poszedł do łazienki, stanął przed lustrem i przyjrzał się sobie uważnie. Twarz podobna do wszystkich i do nikogo, dwu-trzy dniowy zarost, włosy ścięte na krótko, oczy mocno zapuchnięte. - Czas wziąć się za siebie, od jutra koniec z paleniem trawki - powiedział z niesmakiem patrząc na coraz bardziej uwydatniający się mięsień piwny. Odkręcił kran, przemył twarz zimną wodą chciał jeszcze umyć zęby lecz po chwili zamiast wody z kranu zaczęła wylewać się obrzydliwie wyglądająca breja. W łazience rozszedł się zapach sugerujący że ktoś w firmie wodociągowej pomylił przyciski i zamiast wody w rurach płynęła zawartość miejscowego szamba. Starając się nie oddychać wyszedł pośpiesznie uchylając małe okienko znajdujące się obok drzwi zamykając je jednocześnie na tyle szczelnie na ile było to możliwe. Przechodząc przez pokój podniósł z podłogi bluzę, metodą węchową sprawdził czy nadaje się do dalszego użytku, a następnie założył ją na siebie. Licząc na cud odkręcił kran w kuchni zamiast wody wydobyło się z niego kilka miarowych dudniących odgłosów. - Kurwa mać, co jest grane ?! - warknął Ron i rozejrzał się po kuchni. Tu i ówdzie walały się jakieś puste kartony i pudełka, gdzieś pod ścianą leżał zakurzony słoik po jakimś bliżej nieokreślonym przysmaku. Pośród tego całego chaosu - delikatnie rzecz ujmując - Ron znalazł butelkę z resztką niegdyś gazowanej wody. Smakowała okropnie ale była mokra, a to było teraz najważniejsze. {i}Nie tato, nie proszę, BŁAGAM, nie rób tego, aaaaaaa...{/i} Krzyki dobiegały z górnego piętra. Nie wywarły jednak na Ronie najmniejszego wrażenia, gdyż takie rzeczy zdarzały się tam nad wyraz często. Red był właścicielem mieszkania które wynajmował Ron, a jednocześnie jego sąsiadem z góry, lubującym się w mocnych trunkach. Zawsze kiedy stan upojenia alkoholowego osiągał punkt kulminacyjny, a córka mieszkająca wraz z nim, odmawiała mu dalszego dostępu do whiskey bądź czegoś podobnego dochodziło do głośnej awantury a nierzadko również i do rękoczynów. {i}Łupppp{/i} coś ciężkiego musiało zwalić się na podłogę z taką siłą że żyrandol zakołysał się niebezpiecznie. Kilka sekund później Ron usłyszał jak ktoś zbiega szybko ze schodów... {i}Buch, buch, buch, buch, buch, buch{/i} Dokładnie takie samo walenie do drzwi jak to które go obudziło. - Zaraz, idę, chwila, - Ron krzyknął a w duchu zastanawiał się, czy aby w czasie jego porano-popołudniowej drzemki, świat nie zaczął chylić się ku końcowi. Odsunął dwie ciężkie metalowe zasuwy blokujące solidne antywłamaniowe drzwi. Przesadna ostrożność mógłby ktoś pomyśleć ale nie dla Rona, od zawsze był maniakiem na punkcie ochrony swojej prywatności a ilość marihuany jaką zwykł trzymać w domu tylko potęgowała tę fobię. - Co jes... - słowa uwięzły mu w gardle kiedy zobaczył, na progu córkę Reda. Dziewczyna stała w progu, łkając. Ubrana była w brzoskwiniową sukienkę którą teraz ozdabiały wielkie, mokre krwistoczerwone plamy, we włosach miała coś co przypominało wyglądem mięso z konserw, jednak Ron już wiedział że to wcale nie był wypadek przy otwieraniu aluminiowej puszki. Na rękach widniały siniaki i zadrapania. Chwycił dziewczynę za ramię i wciągną do mieszkania, sam jednak wychylił się na klatkę schodową zobaczyć czy ktoś ich widział. Sara bo tak miała na imię jego sąsiadka usiadła przy stole w kuchni i cicho szlochała. - Może to niewłaściwy moment ale możesz mi do kurwy nędzy powiedzieć, co tu jest właściwie grane ?! - Ron zazwyczaj był bardzo spokojnym człowiekiem, jednak dzisiejszy dzień był wyjątkowo chujowy i ta właśnie atmosfera udzieliła się i jemu. Dziewczyna podniosła głowę i śmiejąc się niczym obłąkana powiedziała: - Ten skurwiel się powiesił, zostawił mnie samą a sam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych