Wróć do katalogu

'Ostatnia karta', r.1 'Rozdanie karowe', ustęp7

Prawie tak samo elektryzujące i zabarwione emocjami wejście w sferę wyjaśnień, jak w pierwszym ustępie. Tu jednak mamy już kolejne elementy układanki, która już jest prawie zarysowana. Wystarczy tylko połączyć...

Tygrys44, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stał przed nim wpatrując się rosnącymi w tęczówkach płomieniami. Pulsowały niczym dwa, rozpalone obok siebie, ogniska. Czuł ich żar na swojej twarzy. Na ramionach stojącej przed nim postaci opierał się sokół. Po głębszym przyjrzeniu dostrzegł jednak bliższe podobieństwo do gryfa. Jego rozpostarte skrzydła zaczęły lekko falować, jakby miały zaraz unieść swojego pana. Czuł na twarzy podmuchy ciepłego powietrza, przez nie wywołane. Po chwili naturalny do tej pory strój stojącej przed nim postaci zaczął twardnieć, formując się w swego rodzaju egzozbroję. Przypominała kształtem i wyglądem skorupę. Pokrywała jednak całe jego ciało, poza twarzą. Dziób gryfa, zwinięty w hak, rozchylił się wydając przeraźliwy skrzek. Oczy obojga, zwierzęcia i jego pana, były jak cztery pestki. Płonęły jednak rubinowym ogniem. Niczym dwie pary spojrzeń Saurona. Czuł się całkowicie przytłoczony tą siłą. Miał wrażenie jakby wiały w jego kierunku powiewy ciepła. Zupełnie nieświadomie zaczął się pocić. Uczucie niczym z sauny nie potrafiło zgasić w nim strachu. W tym momencie gryf machnął za siebie lewym skrzydłem i przesunął je na wysokość ręki swojego pana. Leżał na nim topór. Postać chwyciła broń. Ustawiła się w lekkim rozkroku, bokiem do niego. Szpony stwora wtopiły się w jego egzozbroję. Teraz nagle wydali mu się całością. Łapy gryfa zniknęły w ramionach jego pana. Lekko przytłoczony sytuacją przyłożył dłoń do boku twarzy. Poczuł, że ma na oczach opaskę. Jakby zszokowany pochylił się do przodu. Wtedy zobaczył, że ma w obu dłoniach sztylety. Rafaello. Wreszcie nabrał dostatecznie dużo odwagi by spojrzeć przeciwnikowi w twarz. Znał ją. Natychmiast powróciło w jego pamięci to wyblaknięte zdjęcie. Stał przed nim chłopak obejmujący jego dziewczynę. Tą samą, z którą spędził najważniejsze chwile swojego życia: wszystkie ważne egzaminy, pierwsze razy, głębokie odczucia, wyznania z głębi jego duszy, podjęte decyzje, plany i marzenia. Wyrósł przed nim uzbrojony w topór i mitycznego stwora, który praktycznie stanowił teraz część niego. ('...tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska...') Pamiętał jednak, że to zdjęcie nie było widziane przez kufel piwa. Wiedział to. Spróbował przecież obu. Nagle przyjrzał się bardziej. Skupił całą uwagę swojej pamięci. Obraz chłopaka całującego się z Justyną nie był złoty. Miał teraz odcień seledynowy. On nie widział go przez swój kufel, jak do tej pory zakładał. Dostrzegł ich dwoje przez czyjś. Gryf po raz kolejny wydał przeraźliwy skrzek, komunikujący mu, żeby skupił się na jego panu. On jednak nie mógł powstrzymać dociekań. Co za napój ma taki odcień? Jego przeciwnik wydał okrzyk bojowy i ruszył do natarcia. Zadał cios toporem na głowę Rafała, rozcinając powietrze, które rozstąpiło się jak pęknięta skorupa orzecha. On skrzyżował oba sztylety, blokując uderzenie. Siłował się przez kilka sekund. Jednak zaczął odczuwać ból w lewej ręce. Miał ją przecież słabszą. Na myśl przywołało to twarz 'zdrajcy', jego byłego przyjaciela, z którym siłował się na jednej z przerw. Padały ciosy. Słowa żalu nie zaspokajały jego poczucia niesprawiedliwości. Nagle trzymając tamtego chłopaka za nadgarstek wbił się ramieniem w jego klatkę piersiową. Wpadli na ścianę. Był tak ogarnięty złością, że zapomniał go puścić. Upadli na jego rękę. Poczuł jak trzymany nadgarstek staje się dziwnie luźny. Podejrzewał, że tamten chłopak musiał czuć to samo co on teraz. - Gdzie ona jest?! Rozległ się krzyk pełen strachu i niepokoju. Jednak dotarł do niego jakby w obcym języku. Ten wyraz twarzy znów przywrócił obraz całującej się pary. Seledynowy napój w kuflu. Fanta o smaku limonki. Nagle poczuł przypływ energii. Podniósł nogę i odkopnął przeciwnika. Tylko ktoś, kto nie pił alkoholu mógł zamówić napój tego typu. Osoba, która z pewnością prowadziła auto. (Dycha zmienił w końcu ten samochód?) Pomyślał, że to nie Decia podsunęła mu tę informację. Wtedy jego przeciwnik podniósł topór pionowo do góry, ostrzami na boki. Gryf położył swój zaostrzony dziób na jego czubku. Zawinięte w hak zakończenie wbiło się w drewno. Mógł zobaczyć jak żar z oczu stwora stapia broń ze sobą. Ostrza topora zaczęły się wydłużać w coraz większe łuki. Od dołu wbiły się w rękojeść. Z góry wtopiły się w dziób gryfa. Jego pan pociagnął broń do przodu wyrywając otwór gębowy swojego zwierzęcia. Rafał zrobił krok do tyłu. Uderzony został bowiem falą przeraźliwego ryku bólu połączonego z agonalną furią. Gryf natychmiast skrzyżował swoje skrzydła pod lekkim kątem. Wystrzeliła z nich w jego kierunku kanonada ostrych piór. Były niczym setki noży. Spadły Rafałowi pod nogi. Utworzyły swego rodzaju granicę. Połączyły się po chwili metalowymi gałęziami, rozkwitając na wysokość kolan. Spojrzał z przerażeniem w górę. Zobaczył, że dziób na szczycie topora rozkwitł teraz w kwiat, którego płatki zakończone były ostrzami błyskającymi i oślepiającymi go. W jego pozostałości na głowie gryfa pojawiły się szpony, które kilka chwil temu zniknęły w ramionach jego pana. Rafał zrobił kolejny krok do tyłu. Spojrzał w bok. Zobaczył pionową taflę wody. Była niewzruszona i przejrzysta. W jej odbiciu, zamiast siebie, spostrzegł postać, którą już widział. Stał tam ubrany na zielono elf, który odkrył mu prawdziwe oblicze króla pikowego. Daster. As Pik. 'Jesteś mną?' spytał swoje odbicie. Jego przeciwnik znów ruszył do przodu. Z wolna zbliżał się wymachując toporem. Gryf zaciskał szpony, umieszczone teraz na jego głowie. Przypomniało to teraz dwie pary szczęk. - Ou elle est?! Rafał jednak nie zwracał w ogóle uwagi na zbliżającą się postać. Nadal patrzył w taflę wody. Był coraz bardziej zaciekawiony. Czuł się także lekko zabezpieczony niskim żywopłotem z nożo-piór. 'Musisz zaufać pikom. To twój atut' odpowiedziała postać z odbicia. 'Ale przecież sam mi pokazałeś, że Radek nie jest prawdziwym królem?' spytał Rafał zdziwiony. 'Tak. Tirias jest. A to jest Sebastian. Król trefl' odbicie wskazało na jego przeciwnika. 'Jak to?' 'Nie pytaj więcej. Broń się, Asie! Walcz!' Zerknął jeszcze raz na elfa. Zobaczył, że ma przypięty do pasa miecz. Chwycił swój bok. Poczuł rękojeść. Wyciągnął go szybko. ('Mocy przybywaj!') Srebrny płot zaczął wyciągać swoje gałęzie w jego kierunku. Starał się je ciąć, ale wywoływało to tylko brzdęki. Cofał się więc jeszcze bardziej. Zaczął oddychać coraz głębiej i szybciej. Wzbierało w nim zrezygnowanie. Jedna z metalowych lian oplotła mu nadgarstek. Już chciał upuścić miecz i ratować się ucieczką, kiedy usłyszał z boku głos. 'Zabrał ci ją. Chcesz się tak po prostu poddać?' Znów przed oczami pojawiło mu się zdjęcie obejmującej się pary. Tym razem już prawidłowo seledynowe. Wycofał spojrzenie z głębi

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych