Wróć do katalogu

Ostatnia Krucjata

jutro jadę z tymi ludźmi w TO miejsce...

Briken, opublikowano , 9 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prusy. Przełom XX i XXI wieku. Gdzieś w pobliżu granicy Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej. Dworzec PKS w Makowie. Z rozklekotanego Jelcza wysiadł na oko 50.-letni mężczyzna. Okoła metra osiemdziesięciu wzrostu, długie blond włosy, niebieskie oczy. Twarz ogorzała o ostrych rysach, lecz prawie bez zmarszczki, nieco przypominała indian z obrazków w książkach Karola Maya. Ubrany był w sztruksy i wełniany sweter. Rozejrzał się. Budynek dworca, cały odrapany i zabity dechami miał za sobą, po lewej dyskutowało dwóch pijaczków, na prawo leciała droga do Większego Miasteczka i dalej do Olsztyna. Właśnie przyjechał stamtąd czarny mercedes. Powiało jakby chłodem od pojazdu... Naprzeciwko ulica prowadziła do miasta. Ulicą truchcikiem przemieszczał się kundel rasy miejscowej z wywalonym na wierzch ozorem. W tą ulicę skręcił mercedes, jak się okazało, na niemieckich numerach. Ledwo wyhamował. Piesek cudem uniknął śmierci pod kołami. Kriwe popatrzał do góry: "Piękną nam Perun zesłał pogodę" - pomyślał. Poszedł przed siebie. Tam gdzie prowadziły go znaki. Melodia z kościelnej wieży oznajmiała wszystkim południe.

***

Hermann von Thiese kończył właśnie jeść śniadanie w zajeździe pod Większym Miasteczkiem. Wczoraj zajechał na Warmię i Mazury, ale to dzisiaj zaczyna się właściwa część jego misji. - poproszę rachunek - oznajmił kelnerce. Wsiadł do swojego czarnego mercedesa i popędził w kierunku Makowa. Nie przejechał jednak trzech kilometrów, jak zwolnił. Stracił pewność siebie. Znaki, liczby, niebo - wszystko mówiło, lecz nie potrafił odczytać komunikatu. Wiało jednak nieprzyjemną, złą energią, im bliżej Makowa się znajdował, tym było chłodniej. Misję musiał jednak wykonać. To miała być ostatnia Krucjata. Od przeszło siedmiuset lat nikt nie prowadził chrystianizacji mieczem, nikt nie mordował pogan. Wszystko ułożyło się doskonale. Prawie. Gdzieś w Prusach pozostało ognisko dawnego kultu. Od czasu do czasu wprowadzało chaos w okolicy, w całym regionie. Przynosiło na region obfitsze opady śniegu, deszczu, niższe temperatury. Ludzie, nie dość, że byli pracownicy PGR-ów, stawali się coraz bardziej apatyczni. Przeklinali tu jakby więcej. Dzieciaki na wiejskich dyskotekach co sobotę częściej skakały sobie do gardeł. Tak sobie myślał Hermann jadąc polską, dziurawą drogą. Nie żartował - na siedzeniu obok piętrzyły się raporty z ośrodków meteorologicznych, kronika policyjna i wiele innych. Ognisko zła mogło się rozprzestrzenić na połowę Polski, albo nawet na cały świat. Perun nie spał. Działał. Pepież był przeciwny tej misji, ale, że był bardzo schorowany, jego podwładni zdecydowali o niej bez wiedzy następcy św. Piotra. Watykan musiał to w końcu zlikwidować. Wysłano jednego z ostatnich Krzyżaków do Prus. Po raz ostatni rycerz Zakonu Najświętszej Marii Panny miał wstąpić do tego kraju i naprawić dzieło poprzedników. Ostatnia Krucjata ludzkości. Koło południa był w Makowie. Przejechał obok dworca. Właśnie wysiadł z autobusu jakiś typ przypominający kapłanów z średniowiecznych legend. Miał coś w oczach. Hermann skręcił do miasta. W ostatniej chwili zahamował. Mało nie rozjechał kundla rasy miejscowej biegnącego truchciem z wywalonym ozorem. "Ale słońce dziś grzeje" - pomyślał Krzyżak. Jednak chyba bardziej spocił się z innego, niż lipcowe Słońce, powodu.

***

Zygmunt Wójcik, właściciel sklepu spożywczego w Koluszkach wracał do domu po dniu spędzonym w Olsztynie. Za Makowem zatrzymał go jakiś autostopowicz. Nie wzbudzał zaufania, ale wziął nieboraka, bo co będzie mókł na deszczu... W Koluszkach się pożegnali. "Ale dziwak" - pomyślał o podróżnym sprzedawca chleba i szynki - "nie dość, że podróżuje z jakąś taką dziwną laską, to jeszcze tak śmiesznie mówi... może to cudzoziemiec?" Dziwak skierował się na północ. Jeszcze trzy kilometry i granica z Rosją.

***

Towarzystwo obozowało w Kumandach już drugi dzień. Starannie ukryli się w krzakach. Rozstawili namioty. Dorośli ludzie, z różnych krajów, z dużych miast, tylko nieco szurnięci. Wszyscy uważali się za pogan i potomków dawnych Prusów. Taka forma rozrywki. Bardzo ekologiczna.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych