Wróć do katalogu

Ówcześni romantycy

Zatytułowano nieco z braku laku, choć pomysłów bez liku, przedstawiam Wam historię ówczesnych romantyków.

Sałata, opublikowano , 6 min czytania, 4,1 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zima zdawała się nie mieć końca. Był późny, styczniowy ranek. Miasto, jak okiem sięgnąć, spowijała gęsta mgła, przez którą sporadycznie przewijała się drużyna wojskowych. Oprócz odgłosu kroków i rzadkich pojękiwań panowała idealna cisza. Czasem aż nazbyt idealna. - Jak myślisz, po co nam to wszystko? - wyszeptał jeden z dwójki wystawionych na wartę żołnierzy. - Słuchaj, stary, szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. Nie pytaj mnie o to więcej, jestem tutaj dla zarobku, mam rodzinę na utrzymaniu. Doskonale rozumiem jak ciężko jest ci to znosić, ale nie mamy wyboru. Podbój jest podbojem, jak mawiał generał... - Nie pleć bzdur! Na pewno nieraz zastanawiałeś się nad celem tego wszystkiego. Są ludzie żądni krwi, to fakt – tyrani pragnący władzy, handlarze psychotropami, gangsterzy czy choćby chorzy na głowę. Ale komu normalnemu, do diaska, brakuje wojny? - Zamknij się! Nie próbuj mnie już wciągać w te bezsensowne gadki! - przechodzący nieopodal czterej kadeci gwałtownie spojrzeli na dyskutantów. Gdyby drugi z pary rozmawiających nie przekraczał powoli cienkiej granicy pomiędzy trzeźwością umysłu, a załamaniem nerwowym, z pewnością odpowiedziałby dużo ciszej. Tymczasem za ich plecami zaczęły kłębić się wyblakłe, zabarwione granatem chmury. Dużo większe i bardziej okazałe od pozostałych. Co chwilę mieli wrażenie, że słyszą złowrogie, przeciągłe grzmoty. Nie były jednak dostatecznie głośne, aby mogli obiektywnie ocenić sytuację, w której mogą się niebawem znaleźć. Emocje pobudzonego rozmową wojskowego zaczęły powoli tracić na sile i po dłuższej chwili ciszy odezwał się, już nieco przymilnym tonem. Nie miał wszak ochoty rozpętać burzy przez nic nie znaczącą rozmowę i częściowo podjął temat. - Przepraszam - po krótkim wstępie przeszedł do konkretnej rozmowy. - Z pewnego punktu widzenia miałeś wiele racji. Nie ma tu nic do ukrycia, świat jest piękny. A w zasadzie był... Jak jeden mąż spojrzeli przed siebie, na rozciągające się, ledwie widoczne we mgle szczątki wielkiej aglomeracji. Połowicznie zburzone wieżowce ledwo trzymały się w pionie, dokoła roztaczał się mech gruzów, dziesiątki różnorakich pojazdów, od czasu do czasu zdawało się zauważyć jakieś zwłoki. Widok nie był przyjemny. Nawet dla najtwardszych i najlepiej wyszkolonych „maszyn do zabijania”. Zwłaszcza dla tych obecnych tutaj. Gdyby określenie „maszyny do zabijania” było terminem elektronicznym, z pewnością przypisano by im miano zawirusowanych. - Właśnie. Słyszałem, że cały ten Nowy York był całkiem miły dla oka. W gruncie rzeczy sam w to nie wierzę, choć... może kilkanaście lat temu? - Myślę, że niewiele mógł różnić się od wszystkich tych skupisk. Wiesz, ciasnota, głupota, chciwość,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych