Wróć do katalogu

Pajączek

Świat, gdzie życie nie ma dla nikogo znaczenia.

mikrob, opublikowano , 26 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pajączek

Był to piętnasty dzień sierpnia. Środowy wieczór. Mały pajączek przemierzał nieskończone korytarze szpitala, które były pełne pustki, a z każdego kąta krzyczała niczym niezmącona cisza. Zawieszona pod sufitem jarzeniówka zalewała korytarz zimnym, szarym światłem. Pokryte zgniłozieloną farbą ściany emanowały przejmującym chłodem. Z podłogi unosił się zapach śmierci. Mimo, że sprzątaczka starannie wytarła podłogę, pajączek wyczuł śmierć. Niewidzialny kat pełzający po korytarzach szpitala. Egzekutor snujący się po salach pełnych czekających na niego pacjentów. Nic nie przyciąga śmierci tak, jak chęć do życia. To z chęci przetrwania czerpie ona energię i rozkosz. Mały pajączek dobrze znał to uczucie. Wiedział, że jego ofiary, na przykład taka mucha, przez swą chęć do życia giną. Kiedy mucha wpada w jego misternie utkaną sieć, za wszelką cenę próbuje wydostać się z pułapki, zaplątując się przy tym coraz bardziej. Kiedy ofiara zupełnie wyczerpana walką o życie, daje za wygraną, pajączek wykonuje egzekucję. Mały pająk dobrze rozumiał śmierć. Ośmionogi stwór wdarł się przez szczelinę pod drzwiami do sali, w której stało tylko jedno łóżko. Na łóżku leżał człowiek w bandażach, podłączony do różnych urządzeń za pomocą rurek i kabli. Przy łóżku siedziały dwie kobiety w białych strojach. Były to pielęgniarki. Pająk wyczuł, że coś czai się u stóp leżącego. Była to jego znajoma - śmierć.

Jedna z pielęgniarek, czarnowłosa, poprawiła poduszkę pod głową pacjenta. Jej twarz oświetlała bladożółtym światłem stołowa lampka. Druga pielęgniarka, blondynka, siedziała wyprostowana na krześle i bawiła się kluczami ze srebrnym brelokiem. -Co chciałaś mi pokazać? - spytała blondynka. -Ale jesteś niecierpliwa, Lauro. Zaraz wszystko ci pokażę, tylko z nim skończę. Chwilę poprawiała elektrody przyklejone do klatki piersiowej i skroni pacjenta. Przestawiła kroplówkę i usiadła obok Laury. Spojrzała na człowieka w bandażach. -Doktor Morgan powiedział, że najprawdopodobniej nie przeżyje dzisiejszej nocy. Szkoda. Chciałam z nim porozmawiać. -I tak jutro zamykają szpital. Nie miałby kto go ratować. -Fakt. -O co chodzi, Tereso? Mówiłaś, że to mnie zainteresuje. Teresa wyjęła z kieszeni fartucha zeszyt w czarnej okładce. Był mocno pognieciony i cały w zakrzepłej krwi. -Co to? - spytała Laura. -Hm... Pamiętnik tego biedaka. Przeczytałam kilka stron. Bardzo ciekawa lektura. Musisz to usłyszeć, Lauro. Ten facet to wariat albo... -Albo co? -Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Popatrz na pierwszą stronę. -Pisane krwią. Czytaj, Tereso. Od początku, wszystko. -Dobrze. Usiądź wygodnie i słuchaj.

*

Opisałem tu kilka dni swojego życia. Opisałem każdy szczegół, jaki zapamiętałem. Każdą myśl i każde słowo. Nie żyję w swoim świecie. Wydaje mi się, że to sen. Ludzie tylko wyglądają jak ludzie. To nie są ludzie. Zabiją mnie. Zabiją mnie z zimną krwią, bo życie nie ma dla nich żadnego znaczenia. Uciekam stąd. Już świta.

12.08.2003r. niedziela, rano

Nazywam się Alex Tracy. Tradycyjne sobotnie popijawy w barze „U Księcia” to jedyne chwile w życiu, kiedy czuję się naprawdę szczęśliwy. Jest nas pięciu. Bob alias Tonic, Ed, Tim, Viktor. Moi najlepsi kumple. No, nie licząc Viktora. Mamy po siedemnaście lat i chodzimy do jednej klasy. „Najgorsze śmiecie w szkole”, jak mówi nasza kochana pani dyrektor. W każdą sobotę spotykamy się w barze i pijemy do upadłego. Viktor jeździ z nami tylko dlatego, że ma swój samochód i pieniądze. Przygarnęliśmy go tylko i wyłącznie dla własnego zysku. Stawia piwo i papierosy, chcąc w ten sposób kupić sobie naszą przyjaźń. Frajer. Frajer, ale bardzo pożyteczny frajer.

-Rzygać mi się chce - powiedział Tim odstawiając pusty kieliszek. Jak powiedział, tak uczynił. -Ty frajerze! - wybełkotał oburzony Ed. - Narzygałeś mi do kaptura! Ja i Tonic ze śmiechu popuszczaliśmy w majtki. Tylko Viktor się nie śmiał, popijając sok pomarańczowy przez zakręconą jak świński ogon słomkę. Tim i Ed z pewnością by się pobili, gdyby nie zbyt niskie stężenie krwi w alkoholu. Tak więc ograniczyli się do najwymyślniejszych wyzwisk. Często jeden z nich pragnął wyrazić swą nienawiść do drugiego drogą niewerbalną. Kiedy Ed zaczął z trudem rozpinać rozporek, uznałem, że najwyższy czas ich uspokoić. Nie przebierając w środkach, uciszyłem niesfornych braci. Wyciągnąłem paczkę papierosów i podsunąłem ją pod nos Boba. -Nie, dzięki. Najwyższy czas rzucić to cholerstwo. Płuca mnie od tego napieprzają - powiedział, wskazując na swą klatkę piersiową. -Jak chcesz - powiedziałem z papierosem w ustach. -Ja tam nie narzekam. Viktor! Nie napiłbyś się jeszcze soku? - postanowiłem zatroszczyć się o kolegę. -Bo my z chęcią! - zaśmiał się Bob i klepnął Viktora w plecy tak, że ten był bliski wyplucia płuc. Jeden kieliszek. Dwa, trzy, cztery. Robiło się coraz ciekawiej. Dawno już zabrakło nam pomysłów na toasty. Zdawało mi się, że Tim próbuje coś powiedzieć, prawdopodobnie, że chce pić, ale moja skarpetka w jego ustach skutecznie tłumiła jego prośby. Niewiele pamiętam z tego, co wydarzyło się później, a szkoda. Pamiętam, jak wstałem od lady, kompletnie pijany. Półprzytomny Bob spytał, dokąd idę, a ja mu nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem. Potem były drzwi i krew z nosa. Bardzo krzywy chodnik i wredne krawężniki, rzucające się pod nogi. Potem ziemia stwardniała. Przyłożyłem język do twardej ziemi. Był to asfalt. Szedłem drogą, wydając z siebie dźwięki samochodu. Zapiszczały hamulce. To pora na obiad. Po wyrzyganiu obiadu, pognałem przed siebie. W oddali zobaczyłem dwa robaczki świętojańskie, które leciały w moją stronę. Im bliżej były robaczki, tym głośniej się robiło. Przyspieszyłem, by czym prędzej zapoznać się ze świetlikami. Ale to nie były świetliki. To była ciężarówka. Dźwięki zderzenia mojego ciała z ciężarówką, łamanych kości i pękającej czaszki utuliły mnie do snu. Obudziłem się na ladzie w barze. Za ladą stał Książę, obserwując scenę rozgrywającą się za moimi plecami. Odwróciłem się. Stał tam Tim, trzymając w rękach gaśnicę i Viktor, z butelką whisky w dłoni. Między nimi stał Bob. -Tim! Uspokój się - krzyczał pijany Tonic. - Nie zabijaj Viktora. Kto nas zawiezie do domu? Tim zrobił poważną minę. -Racja - powiedział upuszczając gaśnicę na podłogę. Viktor zaśmiał się i pociągnął z butelki. Patrzyłem na to trochę zamroczony, nie do końca wiedząc, co się dzieje. Podszedł do mnie Bob. -Co jest, Alex? Wyglądasz, jakby pierdolnęła cię ciężarówka! Spojrzałem przestraszony w lustro, które tworzył blat. Wyglądałem całkiem normalnie. Po prostu pijany, ale normalny. Odetchnąłem z ulgą. -Co się stało? - spytał Bob, siadając obok mnie. - Księciuniu, polej! -Ale miałem sen. Wpadłem pod ciężarówkę. -No to co? Wzruszyłem ramionami. -Nic. Kiedy jedziemy? -Jak tylko Viktor wytrzeźwieje na tyle, by móc wsiąść, z niewielką pomocą, do samochodu. W tym momencie Viktor stanął przy ladzie i nalał sobie szklankę Ginu. Nalał jeszcze jedną i wręczył ją Bobowi. -Tonic, wypij ze mną! Przecież Gin pije się z tonikiem - powiedział Viktor. -Ty pijesz? - spytałem wstrząśnięty. Viktor przechylił szklankę i w kilka sekund uporał się z jej zawartością. -Już nie - powiedział odstawiając szklankę. -Co tu się, kurwa, dzieje? - wrzasnąłem. - Ganiacie się z gaśnicami, Viktor pije gorzałę, Ed próbuje poderżnąć sobie gardło, Bob... Kurwa! Ed! Podbiegłem do Eda, z trudem utrzymując równowagę i odebrałem mu piłę do drewna, którą przyłożył sobie do gardła i ruszał nią w lewo i w prawo. Na szczęście Ed był tak pijany, że przyłożył sobie piłę do gardła stroną bez ostrych zębów. -Wszystkim wam odbiło - stwierdziłem. - Koniec zabawy! -Jedziemy do domu! - krzyknął wesoło Viktor. - Brum, brum! Kiedy ciało Viktora powoli osuwało się na podłogę, Bob zauważył mężczyznę w czerni siedzącego pod ścianą. Mężczyzna popijał drinka w towarzystwie dwóch panienek, które chichotały jak wiewiórki po przedawkowaniu orzeszków. Facet nosił na palcach złote sygnety, a na szyi złoty łańcuszek. -Nadziany koleś - powiedział Bob, szczerząc kły. - Nienawidzę takich. Zatłukę - to mówiąc, wyciągnął z kieszeni nóż. -Zostaw tego buraka - powiedział Tim, łapiąc Boba za ramię. - Trzeba jechać. -Ok. Jeszcze cię dopadnę, sukinsynu! - krzyknął Tonic, odchodząc w kierunku drzwi. -Ale ci się we łbie poprzewracało, Tonic - zauważyłem. Bob złapał mnie i przyparł do ściany. Przed moimi oczami zalśniło ostrze noża. -Jeszcze jedno słowo - wycedził Bob przez zaciśnięte zęby. - Jeszcze jedno słowo i ten nóź wsadzę ci do gardła. -Dobra, dobra. Jak chcesz - powiedziałem pojednawczo. Nagle zachciało mi się srać. Chyba ze strachu, bo Viktor właśnie siadał za kierownicą swojego czarnego BMW, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Pozostało mi wsiąść do środka i modlić się do św. Krzysztofa. Ostatni drzwi zamknął Viktor. Przez chwilę trzaskał nimi z całej siły, ale nie chciały się zamknąć. Dopiero po kilku minutach siedzący z przodu Bob, zauważył, że Viktor nie wsiadł cały do samochodu. Na zewnątrz pozostała jego lewa noga. Kiedy Viktor położył lewą stopę na sprzęgle i zamknął drzwi, ruszyliśmy. Pospiesznie zapiąłem pasy, kiedy o kilka centymetrów minęliśmy znak drogowy. Ed i Tim spojrzeli na mnie wielkimi oczami i zaczęli się śmiać, uderzając głowami o zagłówki. -Co? - spytałem. -Tonic! Tonic! - krzyczał Ed. - Popatrz na tego pajaca! Bob odwrócił się i wybuchnął śmiechem. -Dobry jesteś - powiedział Tonic. - Może jeszcze chcesz kask? -I ochraniacze na kolana! - dodał Tim, śmiejąc się jak bohater kreskówki Disneya. -O co wam chodzi, idioci? - powiedziałem zdenerwowany. -Zapinasz pasy? Po co? -Żeby nie wylecieć przez przednią szybę, kiedy uderzymy w drzewo. Zapomnieliście, że nasz kierowca jest kompletnie pijany? Bob popatrzył na mnie z pobłażaniem. -Dziwny jesteś. Chyba naprawdę będę musiał cię zabić - powiedział ciepło. - Zamknij mordę i podziwiaj widoki - skończył, nie zmieniając tonu. Po kilku minutach znaleźliśmy się w pobliżu mojego domu. -No, Alex - powiedział Viktor. - Wysiadaj. -Może byś się najpierw zatrzymał - zaproponowałem. -Nie da rady. Nie mogę trafić nogą w hamulec. Wyskakuj, jadę powoli. -Bob! Zrób coś - powiedziałem. Bob odwrócił się, a w jego oczach wyczytałem, że jeśli nie wyskoczę, on wyciągnie nóż i będzie mnie wyrzucał przez okno w kawałkach. Co miałem robić? Wyskoczyłem. Nie było tak źle. Trochę się poobijałem, ale nic nie złamałem. Wszedłem do domu i padłem ubrany na łóżko. -To był ciekawy wieczór - wyszeptałem i zasnąłem.

12.08.2003r. niedziela, wieczór

Kiedy dzisiaj rano skończyłem opisywać wczorajszy wieczór, postanowiłem jeszcze trochę pospać. Ledwo usnąłem, a do pokoju wpadł ojciec i uderzył mnie pięścią w twarz. -Wstawaj, ty pieprzony śpiochu! Zrób mi śniadanie! -Zaraz, tato. Uspokój się. -Zaraz? Już! Biegiem do kuchni. Głodny jestem! -Już lecę, tato. Może być jajecznica? Pięść ojca ponownie wylądowała na mojej twarzy. -Nie lubię jajecznicy. Zrób coś na mleku. -Mama nie może zrobić śniadania? - spytałem. -Matka, wyobraź sobie, zaczęła rodzić, akurat wtedy, gdy miała zrobić mi śniadanie. Bezczelna suka. Spałeś, gdy zabrało ją pogotowie. Kiedy podałem ojcu fantastycznie przyrządzone kluski z mlekiem, spytałem, kiedy jedziemy do szpitala. -Chyba nie pojedziemy - powiedział ojciec. - Jakoś mi się nie chce. Spojrzałem na niego niezmiernie zaskoczony. -Co się tak gapisz? - Warknął ojciec. - Ach, jak ja cię nienawidzę. Już dawno bym cię zabił, ale matka cię lubi. Ok. Pojedziemy do szpitala, jak skończę z tymi cholernymi kluskami. Po śniadaniu pojechaliśmy do szpitala, gdzie ojciec od razu zaznaczył swoją obecność pobiciem staruszka, który zagrodził mu drogę. Dowiedzieliśmy się od recepcjonistki, gdzie leży mama i ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Kiedy weszliśmy do sali, ujrzałem matkę, leżącą na łóżku. Na rękach trzymała dziecko. -Cześć, mamo! Chłopak czy dziewczynka? -Cześć, Alex. Dziewczynka. Rob, chcesz zobaczyć? Ojciec podszedł do łóżka i spojrzał na moją siostrę. Chwilę stał, przyglądając się jej, po czym wziął ją na ręce. Zauważyłem wspinającego się po ścianie pająka. Pająk wspinał się coraz wyżej, aż w końcu znalazł się na suficie. Szedł prosto, nie zbaczając z kursu. W końcu się zatrzymał. Dokładnie nad głową ojca. Tata spojrzał noworodkowi w wielkie niebieskie oczy. -Obrzydliwe - powiedział chłodno. Złapał swoją córeczkę za drobne nóżki i zaczął uderzać nią o ścianę. Widziałem, jak malutka główka mojej siostrzyczki traci kształt i zmienia się w krwawą miazgę. -To sen, prawda mamo? - spytałem, patrząc na ścianę pochlapaną krwią. Mama zabrała się za rozwiązywanie krzyżówki. -Widocznie nie, Alex - wyszeptała. - W śnie, Robert zostawiłby dziecko przy życiu. To…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych