Pamięc ulicy
Opowieść o młodym grafficiarzu. Lekka inspiracja murem służewieckim oraz pewne łamanie stereotypu "złego chłopca-hip-hopowca".
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Miasto zaczynało usypiać. Na pustoszejących ulicach tylko z rzadka można było usłyszeć naciskane przez zdenerwowanych kierowców klaksony. W autobusach i tramwajach znajdowało się coraz mniej pasażerów. Był to jeden z pierwszych, ciepłych wieczorów tej wiosny. Większość mieszkańców opuściła domy na weekend, by rozpocząć grillowy sezon na działkach, młodzi mężczyźni wyszli do barów, żeby obejrzeć w gronie kibiców sobotni mecz na szczycie Premier League, pijąc przy tym kilka kufli zimnego piwa, a ich kobiety w domach urządzały sobie babskie spotkania przy winie. Chodnikami oświetlonymi żółtym blaskiem lamp przemieszczało się już niewielu przechodniów. Znalazła się wśród nich para młodych ludzi, którzy nie wiedzieć czemu spacerowali jedną z ulic w centrum miasta. Po swojej prawej stronie mieli widok na kilka aut, które zatrzymały się na czerwonym świetle, a po lewej mieli ogromny, pomazany mur, którym ogrodzony był lokalny zakład firmy. Chłopak obejmował dziewczynę w talii i prowadził ją wzdłuż ulicy. Nie rozmawiali zbyt dużo, oczywiście nie dlatego, że było to ich pierwsze spotkanie i byli zestresowani swoją obecnością. Znali się już dość długo, dawno przeszli etap romantycznych randek, kolacji przy świecach i pierwszego obiadu z rodzicami. Dziś zmierzali prosto do wyznaczonego sobie wcześniej celu, jakim była ławka postawiona kilkanaście metrów przed skrzyżowaniem. Zanim dotarli do swojego miejsca minęła ich grupa ludzi. Wszyscy z nich mieli na głowie kaptury oraz charakterystyczne czapki z daszkiem. Nie można było dostrzec ich twarzy, jedynie słysząc ich głosy można było stwierdzić, że są kilka lat młodsi od niemalże niezauważonej przez nich pary. Jeden z nich, jadący obok nich na deskorolce wpadł przypadkowo na dziewczynę. Jej partner obrzucił go morderczym wzrokiem i syknął: - Uważaj trochę, gnoju, co? Deskorolkarz nawet nie usłyszał tej groźby, uniósł tylko dłoń w przepraszającym geście i poprawił słuchawkę, która wypadła mu z ucha. - Pieprzony gówniarz, myśli, że jak założy sobie kaptur na łeb i włoży słuchawki w uszy, to wszystko mu wolno. Sukinsyn, pewnie rodzice są z ciebie dumni – krzyknął w stronę oddalającego się chłopaka. - Daj spokój, Michał, przecież nic się nie stało – odpowiedziała łagodnym głosem dziewczyna, po czym usiadła na ławce, do której zdążyli już dojść - To tutaj - powiedziała, wtulając się w ramię chłopaka. - Teraz mi o nim opowiesz? - zapytał, patrząc na znikającą za rogiem grupę ludzi. - Naprawdę chcesz tego słuchać, Michał? - Tak, przecież był twoim bratem. Zresztą widzę, jak się z tym męczysz. Lena, musisz się komuś wyżalić. Lena wzięła głęboki oddech i uciekając od oczu Michała zaczęła cicho mówić. - Daniel był jednym z nich. - Z nich? Też wałęsał się w czarnych bluzach i nosił za szerokie spodnie? To już chyba wiem, jak ta historia się skończy. - Przestań, nic nie rozumiesz. Daj mi skończyć. - Dobrze, już dobrze – powiedział uspokajającą i ironicznym tonem dodał: – zamieniam się w słuch. Lena prychnęła gniewnie, zdecydowała się jednak na kontynuowanie historii - Na początku śmiałam się z niego. Wyglądał dziwnie, ta cała otoczka nie pasowała do niego. Wiesz, to był taki typowy grzeczny chłopiec, a teraz zaczął zakładać inne ubrania. Zbuntował się jak każdy nastolatek, co chce pokazać swoją inność, niezależność. Kiedy czasem sprzątałam u niego w pokoju, widziałam masę kartek, na których malował różne słowa, jakieś obrazki, naprawdę różne rzeczy się tam znajdowały. Szybko robił postępy, chwalił mi się czasami, że jego prace podobają się innym. Ciągle mówił mi o graffiti, opowiadał o swoich idolach, pokazywał ulubione prace. Wydaje mi się, że byłam jedyną osobą, która traktowała jego pasję poważnie – Lena na moment przerwała opowiadanie, żeby zebrać myśli i ułożyć kilka kolejnych zdań, potem zaczęła mówić dalej: - Wiesz, rodzice ciągle się z niego śmieli, ojciec złościł się widząc, jak się ubiera. Mówił mu, że wygląda jak ćpun. Wtedy Daniel przestał z nimi gadać. Ja doceniłam go,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mateos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…