Pamiętaj mnie
Historia pewnej niezbyt szczęśliwej miłostki, która doprowadziła do zbrodni.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Pamiętaj mnie… Jego ostatnie, pamiętne słowa brzmiały wciąż w uszach Mary, choć od chwili gdy je wypowiedział minęło już wiele tygodni. Jego osoba, oraz ta tak prosta prośba gościły w jej umyśle każdego dnia od chwili jego wyjazdu. W jej sercu zaś gościł nikły cień nadziei, z ledwością powstrzymujący napór niepojętej pustki, samotności, oraz smutku. Ostatnimi czasy uzmysłowiła sobie, jak bardzo może się zmienić czyiś los, w przeciągu zaledwie paru dni. Tyle tylko bowiem trwały zdarzenia, które całkowicie odmieniły jej dotychczasowe życie. Siedząc samotnie w niewielkim pomieszczeniu na piętrze domu swoich rodziców, nad pustym pergaminem, oraz z piórem w dłoni, nie mogąc dłużej powstrzymać naporu wspomnień, wróciła myślami do tego ciepłego, letniego dnia, przeszło miesiąc temu.
W naszym życiu popełniamy wiele błędów, których nie jesteśmy nawet świadomi. Błędów, które poprzez swoją błahość często nie zasługują naszym zdaniem na uwagę. Jednakże nierzadko błędy te w przyszłości okazują się fatalnymi pomyłkami. I choć często dalibyśmy wszystko, by je zmienić, by cofnąć się choć o dzień, choć o chwilę, czas nie zatrzyma się dla nas. Będzie zawsze trwać w swym szaleńczym biegu, pchając nas dalej w odmęty nieznanej przyszłości. Nigdy bowiem nie można w pełni naprawić popełnionego już błędu. Mary Oswald niedługo miała dopiero odkryć błędy ze swojej przeszłości, oraz odczuć jak dotkliwe bywają ich konsekwencje. Zbliżało się południe. Słońce rozlewało swój parny blask na Enador, dość sporych rozmiarów miasto, znajdujące się na granicy rozległego Imperium. Było zarówno swoistą stolicą okolicznych ziem, jak i ośrodkiem handlu z leżącymi za granicą państwami. Liczący sobie przeszło sto tysięcy mieszkańców Enador był domem dla wszelkiej maści mieszkańców państwa, począwszy od zwykłych obywateli wiodących pospolity żywot, kupców, kapłanów, żołnierzy, poprzez imigrantów i emigrantów, wyrzutków społeczeństwa, dyplomatów, a na namiestnikach mniejszych wiosek i miast skończywszy. Był to ośrodek kultury i nauki, jak i również potężna twierdza o dużym znaczeniu militarnym. Mieszkańcy miasta zwykli nazywać go „bastionem wschodu „. Ze względu na swoje położenie, oraz znacznie, miasto tętniło bardzo dynamicznym życiem. Wszyscy jego mieszkańcy znali bezsenność czasu, toteż żyli w ciągłym pośpiechu, każdy dbał o swoje sprawy i pilnował swoich obowiązków. Nikt nie mógł sobie pozwolić na utratę cennych chwil, każda cząstka tego wielkiego społeczeństwa dbała o to, by sumiennie wykonać swoją w nim rolę, a to wymagało pośpiechu. Mary obecnie wiodła beztroskie życie osiemnastoletniej dziewczyny. Czas upływał jej błogo na spotkaniach z przyjaciółmi, zabawach, festynach, oraz rzadkich podróżach po okolicznych miastach i ziemiach. Choć nie obce były jej także trudy dorosłego życia, jednakże obecnie z całych sił korzystała z uroków młodości. Wyróżniała się także spośród swych rówieśniczek niezwykłą urodą, przyciągając tym samym uwagę mężczyzn, zarówno młodszych, jak i starszych. Wielu z nich zadurzało się w niej, jednak z nikim nie związywała się na zbyt długo. Tym bardziej iż swego czasu zakochała się bez pamięci w pewnym młodzieńcze, który to złamał jej serce, z powodu czego wielce cierpiała. Zrażona po tym zdarzeniu do większości mężczyzn obawiała się jakiegokolwiek związku. Na razie zresztą przelotne znajomości w zupełności jej wystarczały. Brak zobowiązań odpowiadał zarówno jej, jak i jej tymczasowym towarzyszom. Tak hulaszczy tryb życia sprawiał zresztą, iż skutecznie odcinała się od większości trudów i problemów dotyczących codziennemu życiu w dużym mieście. A jako że zbliżał się kolejny festyn, toteż Mary miała znakomity humor, pokrzepiany obietnicą nieodległej zabawy. Podążając jedną z głównych ulic, kierując się w stronę pobliskiego sklepu z żywnością, snuła już plany odnośnie festynu. Jej myśli były przez to tak zajęte, iż nie zauważyła podążającego z naprzeciwka strojnie odzianego mężczyzny, oraz idących po jego bokach pomagierów, zapewne ochrony. Z samych rysów jego twarzy można było wyczytać, iż pochodzi zapewne z arystokratycznej rodziny, bądź należy nawet do jednego z pomniejszych książęcych rodów. Efektu dopełniało jego odzienie, z delikatnego, lecz niezwykle miękkiego materiału, misternie przyozdobione złotymi i srebrnymi nićmi, układającymi się w herb pobliskiego księstwa. Przechodnie, jak nakazywał im rozsądek, usuwali się pośpiesznie z drogi. Jednak zamyślona dziewczyna nie wiedząc nawet o zbliżającym się arystokracie, parła naprzód nie zmieniwszy kursu. Mężczyzna, zapewne zbyt przyzwyczajony do tego, iż wszyscy ustępują mu drogę, bądź też równie jak ona zamyślony, także nie spostrzegł idącej na niego Mary. Nim ochroniarze, bacznie rozglądający się wokół, choć trochę zaspali, spostrzegli niechybność zderzenia, dziewczyna wpadła na mężczyznę z cichym westchnieniem strachu. Ten również stęknął cicho, zatrzymując się gwałtownie, oraz spoglądając gniewnie na stojącą tuż przed nim Mary. -Patrz jak lezie… Zaczął już, tonem pełnym wściekłości, jednakże dostrzegłszy jej przestraszoną, lecz jakże piękną twarz, wnet urwał w pół zdania. Stojący już po obu stronach dziewczyny ochroniarze, spoglądali gniewnie to na nią, to na swego pana, niepewni co mają robić. -Ja…przepraszam najmocniej, panie. Nie zauważyłam…Zamyśliłam się i… Mężczyzna przerwał jej podniesieniem dłoni, a na jego twarz wpełzł prędko sztuczny, wyćwiczony uśmiech, mający zakryć cień pożądania od chwili na niej widniejący. -Nie przepraszaj, nic się nie stało. To moja wina, powinienem jednak uważać jak idę. Niektórzy przechodnie przystawali, bądź zwalniali kroku, by przyjrzeć się niecodziennemu zjawisku. Wyrazy twarzy ochroniarzy także wnet przybrały wyraz rozbawienia. Wymienili porozumiewawcze spojrzenie, świetnie bowiem wiedzieli, co zaraz nastąpi. Ich pan, jak każdy inny rozpuszczony książe lubował się w uwodzeniu pięknych dziewczyn, jedynie po to, by się z nimi zabawić. Toteż zanim Mary zdołała cokolwiek z siebie wykrztusić, mężczyzna kontynuował. -Proszę, w ramach rekompensaty pragnąłbym, byś towarzyszyła mi na jutrzejszym festynie. Zapewniam Cię, iż nie będziesz się nudzić. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, zaś w oczach pojawiły się małe iskry, na myśl o możliwym rozwoju wydarzeń jutrzejszego wieczoru. Ona zaś stała wciąż w bezruchu, z wyrazem niepewności na twarzy . -Ja naprawdę nie wiem. Nie powinnam, a poza tym…. Jego uśmiech zrzedł nieco, gdy przerwał jej w pół słowa. -Ja zaś naprawdę nalegam. Prędko zreflektował się, przywdziewając na usta najbardziej czarujący uśmiech na jaki go było stać. Jednakże Mary już wcześniej podjęła decyzję iż z nim pójdzie. W końcu był to arystokrata, a w dodatku dość przystojny. Coś takiego nieczęsto przydarza się dziewczynom w jej wieku, a w dodatku już wyobrażała sobie wyrazy twarzy swoich przyjaciółek, gdy im o tym powie. -Dobrze zatem, jeśli tego chcesz panie, potowarzyszę Ci. Rzekła z uśmiechem, dygnąwszy lekko. Mężczyzna, jak i jego ochroniarze odpowiedzieli na to szerokim uśmiechem. Prędko przekazał jej gdzie oraz o jakiej porze się spotkają, po czym skinąwszy lekko głową, ruszył prędko dalej, a wraz z nim jego towarzysze. Większość przechodni dawno straciła zainteresowanie całym zdarzeniem, nie mając czasu na oglądanie jakiegoś próżnego arystokraty, ci zaś co wyczekali do końca rozmowy, ciekawi decyzji dziewczyny, także ruszyli dalej do swoich zajęć, kręcąc lekko z politowaniem głowami. Oni także bowiem przewidzieli zamiary mężczyzny. Mary zaś, nawet jeżeli takowe podejrzewała, nie przejęła się tym zbytnio. Teraz nie miała czasu na zmartwienia. W końcu nie byle kto zaprosił ją na jutrzejszy festyn. Ponowiła przerwaną wędrówkę i już po paru minutach dotarła do sklepu. Był to niewielki kram, jednakże sprzedawana w nim żywność była dość świeża i dobrej jakości, toteż wiele osób chętniej kupowało tutaj, niźli gdzieś indziej. Dlatego też w kolejce do lady stało już parę osób. Dziewczyna stanęła na końcu, rozglądając się za towarami które musiała kupić. W tym czasie do sklepu weszła następna osoba, młodzieniec, niewiele starszy od Mary. Z powodu roztargnienia w pierwszej chwili jej nie dostrzegł, jednakże stanąwszy za nią, jedno krótkie spojrzenie wystarczyło, by jego brwi zmarszczyły się w zdziwieniu. Zaraz po tym, rozchmurzył się, a na jego twarz wnet wstąpił uśmiech, który zawsze pojawiał się tam na widok Mary. -Kogo ja tu widzę… Rzekł z rozbawieniem, tuż nad uchem dziewczyny. Ta odwróciła się, równie zdziwiona, spodziewając się ujrzeć jakiegoś kolejnego amanta od siedmiu boleści, jednakże rozpoznając młodzieńca także się uśmiechnęła. -Josh…co ty tu robisz? -Zakupy jak widać. Uniósł dłoń, by pokazać trzymany w niej koszyk w którym zazwyczaj przenoszono zakupioną żywność. Podobny widniał w ręku dziewczyny. -Nie wiedziałam że tu kupujesz. Często tu przychodzę a dotąd Cię tu nie zauważyłam. -Bo nie tu zazwyczaj kupuję, dzisiaj tylko wyjątkowo tu jestem, bo w sklepie w którym najczęściej robię zakupy zabrakło chleba, a słyszałem że w tym skepie jest całkiem niezły. -No to dobrze słyszałeś… Odparła, uśmiechając się ponownie. Młodzieniec odpowiedział na to jeszcze szerszym i radośniejszym uśmiechem. Mary i Josh poznali się wiele miesięcy temu na jednym z festynów i spotykali się od czasu do czasu. Jednakże nie łączyło ich nigdy nic więcej jak tylko przyjaźń, choć z początku oboje chcieli czegoś więcej, jednakże żadne z nich nie zdobyło się na odwagę by coś w tym kierunku uczynić. Mary po jakimś czasie przestała się nim interesować, jednakże Josh nie przestał interesować się nią. On również sądził, że jego uczucie do dziewczyny wygasło, jednakże od niedawna wiedział, że tak nie jest. Przez ten czas związał się z jedną, czy dwoma dziewczynami, jednak nie trwało to długo. Działo się tak ponieważ nie żywił do tych dziewczyn mocnego uczucia, z niewiadomego dla siebie powodu. Nie był w stanie, ciągle czując w sercu dziwną pustkę, jakby coś uniemożliwiało mu odczuwanie czegokolwiek więcej. Nie rozumiał tego i martwiło go to, jednakże jakiś czas temu, spotkawszy znów Mary zrozumiał, że działo się tak, gdyż wciąż kochał ją, dlatego nie był w stanie zakochać się w innej dziewczynie. Z początku nieco go to martwiło, nie wiedział bowiem co czynić. Wiedząc także o cierpieniach jakich doznała dziewczyna z powodu nieszczęśliwej miłości którą przeszła, oraz jej zrażeniu do mężczyzn, obawiał się wciąż wyznać co czuje. Jednakże wciąż o niej myśląc, nie mogąc o niej zapomnieć, także nieco cierpiał. Obawiając się jednak że ją zrani, choć w najmniejszym stopniu nigdy tego nie chciał, postanowił więc nadal nie czynić nic, choć wiedział, że w żaden sposób mu to nie pomoże. Za każdym razem gdy ją spotykał w jego głowie wnet pojawiała się pustka, często plątały mu się słowa, a czasem nie mógł ich nawet z siebie wykrztusić. Niekiedy bywało więc tak, iż spotykając się z nią prawie w ogóle się nie odzywał, co też niewiarygodnie go irytowało. Nie miał trudności z rozmawianiem z innymi dziewczynami, jednak będąc przy niej głupiał. Jednakże wraz z upływem czasu z coraz większym trudem przychodziło mu powstrzymywanie myśli o tym by wreszcie zacząć działać. Wciąż wzbraniał się przed wyznaniem Mary co do niej czuje jednak z każdym dniem było to coraz trudniejsze. W końcu, niedawno, zaledwie tydzień temu postanowił w końcu przestać się ukrywać. I tym razem jak zawsze poczuł znajomą pustkę w głowie. Przed chwilą zaledwie miał gotowe dziesiątki tematów rozmów, teraz dziwnym trafem nie pamiętał ani jednego. Mógłby tak stać i spoglądać na nią. Nie spoglądać-poprawił się-spoglądać na nią bowiem to za mało. W nią należałoby się wpatrywać, by uwadze nie umknął żaden szczegół. Miała wspaniały, zaraźliwy wręcz uśmiech, który zdawał się rozsiewać wokół radość. Będąc przy niej czasem łapał się na tym, iż mówi jej rzeczy, których nie mówił dotąd nikomu, przy niej wszystko nabierało nowych barw, wydawało się piękniejsze. W jej oczach widniały często iskry, wabiąc spojrzenie swym blaskiem, wodząc je w głąb błękitnej toni jej źrenic. Jej usta delikatnie rozciągnięte w wesołym uśmiechu kusiły wciąż, zbijając wszystkie myśli na inne tory. Cała jej osoba zdawała się go hipnotyzować, usypiać rozsądek, niekiedy wręcz pozbawiać zmysłów. Z najwyższym trudem powstrzymywał się od chwycenia jej w ramiona i wyznania wszystkiego. Otrząsnął się prędko z zamyślenia. -Może się gdzieś przejdziemy? Mary oznajmiła że bardzo chętnie, jako że poza zakupami nie miała dziś praktycznie nic do roboty. Toteż prędko oboje kupili to co chcieli, po czym udali się powolnym krokiem w stronę mniej ruchliwych i cichszych ulic. Już po chwili rozmowy, gdy przechodzili niedaleko miejsca w którym miało miejsce niedawno przedziwne spotkanie, Mary przypomniała sobie o arystokracie, oraz jego zaproszeniu, o czym nie omieszkała wnet opowiedzieć Joshowi. Młodzieniec słuchał jej uważnie, i choć gorzał w nim gniew gdy usłyszał o zaproszeniu, uśmiech nie zniknął z jego twarzy. Nauczył się już kontrolować uzewnętrznianie swoich emocji przebywając z nią. Często opowiadała mu o różnych mężczyznach, jej przelotnych znajomościach. I choć zawsze zżerała go zazdrość i gniew, nigdy tego po sobie nie pokazywał. Nie chcąc bardziej się denerwować, zmienił temat, wracając do jutrzejszego festynu, na który Josh także się wybierał. Przechadzali się jeszcze przez jakiś czas rozprawiając o czekających na zabawie atrakcjach, jednak Mary musiała wrócić na obiad do domu. I tak musiała odnieść zakupy. -No to Cię choć odprowadzę… -Nie musisz. -Ale chcę. A poza tym i tak przecież już nie daleko… Dziewczyna wzruszyła ramionami, uśmiechając się. Zaledwie po chwili byli pod jej domem. Stojąc już w progu, odwróciła się, uśmiechając na pożegnanie. -No to do zobaczenia…Może jutro w czasie festynu jakoś się spotkamy. -Może…Miłej zabawy. Do zobaczenia. Gdy drzwi już się za nią zamknęły, Josh odwrócił się i ruszył prędko przed siebie. Znów naszły go ponure myśli, że nie powinien nic wyjawiać, bo i tak nic z tego pewnie nie wyjdzie, które tylko nasiliły się gdy przypomniał sobie o tym arystokracie o którym wspominała. Z głębokim westchnieniem rozgoryczenia przyspieszył kroku, kierując się w stronę domu. Reszta dnia upłynęła mu dość szybko, wieczorem szwendał się jeszcze po paru uliczkach, oddając się ponurym rozmyśleniom. Łudził się też że sen przyniesie mu choć lekką ulgę. Jednakże gdy ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem, sen nie nadszedł. Znów myśli i paląca pustka zaczajona w głębi serca odganiały zmęczenie i senność, choć jednoczenie je wzmacniały. Spędził ostatnimi czasy wiele bezsennych nocy na bezcelowych i bezowocnych rozmyśleniach, jednak ukojenie nigdy nie nadchodziło. Wciąż o niej myślał. Wciąż pamiętał.
Poranek zastał go w stanie pół-snu, gdy leżał z otwartymi oczyma, utkwionymi w suficie, gdy jego świadomość znajdowała się daleko poza ścianami jego pokoju. Wstając godzinę później nie czuł się ani trochę wypoczęty. Do popołudnia na
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jaroo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…