Wróć do katalogu

Pamiętnik

Opowiadanie 5 z cyklu "Kiedy miłość odchodzi."

cavelady, opublikowano , 1 godz. 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

24 maja – środa Kochany pamiętniczku jestem dzisiaj szalenie podekscytowana. Usłyszałam dziś rozmowę rodziców, nie żebym specjalnie podsłuchiwała, ale tak zupełnie przypadkiem. Mówili, że znaleźli dla mnie narzeczonego. Mam już szesnaście lat i najwyższa pora wyjść za mąż, przynajmniej tak twierdzi papa. Wszystkie moje siostry w tym wieku miały już narzeczonych albo nawet mężów. No męża to miała tylko Lidia, ale to i tak się liczy. Nie mogę się już doczekać, kiedy dowiem się kim jest mój wybranek. Szkoda tylko, że to ja sama nie mogę go wybrać. Ale to już jest przywilej rodziców, jak twierdzi panna Alicja. Mam nadzieję, że będzie to ktoś odpowiedni i najlepiej w moim wieku. Ostatecznie może być trochę starszy, ale nie więcej niż dziesięć lat. Tak na pewno musi być trochę starszy i musi mieć jakiś majątek, rodzice nigdy nie wydaliby mnie za kogoś biednego. Jak dla mnie to ten majątek nie musi być wcale taki duży. Ale mieszkanie powinno być duże, jakieś pięć pokoi i kuchnia ze spiżarką. Meble powinny być piękne, najlepiej ciemne i dywany takie grube i miękkie. Ze służby na pewno powinna być kucharka i pokojówka, przydałby się też lokaj, ale o tym to będzie już decydował mój przyszły małżonek. Dobrze byłoby też mieć domek na wsi, by w upalne lato udać się tam na wypoczynek. Ach jak to wspaniale będzie być wreszcie panią Anną Jakąśtam, a nie tylko panną Anną. Będę wtedy poważana i szanowana, inni będą się liczyć z moim zdaniem. Będę mogła sama wybierać kroje sukien, kolory zasłon i deser do obiadu. Bo u nas to ciągle ten kompot i kompot. Niby codziennie z innych owoców, ale to wciąż kompot. Ja bym dysponowała lody, ciasta, puddingi. A suknie to bym miała takie piękne i kolory miałyby żywe. Bo mama to mnie ciągle ubiera w brązy, granaty i zielenie. Czarną suknię to nosiłam tylko raz, po śmierci babci. Mama uważa, że czarny nie jest kolorem dla młodych panienek. A na bale to zawsze zakładam suknie w kolorze białym, różowym albo błękitnym. Ładnie mi w tych kolorach, tak twierdzi mama, i ja też tak uważam. Pasują do moich jasnych włosów i niebieskich oczu. Ale choć razach chciałabym założyć czerwoną suknię. W swoim życiu tylko raz miałam coś czerwonego. Była to chusta od ciotki Marty, którą dostałam na swoje dwunaste urodziny. Teraz chusta leży na dnie komody, ale myślę, że jako kobieta zamężna będę mogła ją nosić i to publicznie. A nie jak do tej pory, tylko w swoim pokoju. Ach co to będzie za dzień kiedy wyjdę za mąż. A ślub. Musi być przepiękny, musi. Każda panna młoda o tym marzy. Oho, ale chyba rodzice mnie wołają. Ciekawe, czy mi teraz o tym powiedzą.

Powiedzieli. To znaczy mówił głównie tata. Mama milczała i chyba była jakaś smutna. Mojego przyszłego męża mam poznać na balu w przyszły piątek. Podobno jest to ktoś wysoko postawiony i majętny, będzie dla mnie dobrym mężem, tak przynajmniej twierdzi tata. Jutro mam iść z mamą do krawcowej, bo na tę specjalną okazję potrzebuję nowej sukni. Cieszę się niezmiernie, bo ja bardzo lubię nowe rzeczy. A teraz muszę siadać do francuskiego, bo panna Alicja znowu będzie ze mnie niezadowolona. Ciekawe dlaczego ona nie wyszła za mąż. Muszę ją o to jutro zapytać.

25 maja – czwartek Jest już prawie dziewiąta wieczorem, a ja dopiero siadam do pisania. Rano lekcje, a po obiedzie wizyta u krawcowej. Po drodze wstąpiłyśmy też do szewca, by się dowiedzieć jak długo należy czekać na buciki. Co najmniej tydzień, odparł pan Edward, ale jak dla szanownej pani, czyli mamusi, nie dłużej niż pięć dni. Wobec czego jutro znów tam zajedziemy i wybierzemy odpowiedni fason. Pan Edward powiedział, że musi wziąć miarę, noga już mi chyba nie rośnie, ale należy się upewnić, żeby potem nie były za ciasne. U krawcowej też miara była brana, okazało się, że troszkę się zaokrągliłam, ale gorset wyrówna moje kształty. Po długich naradach wreszcie wybrałyśmy fason sukni, gorzej było z kolorem. Mama uparła się na przybrudzoną bieli, ja natomiast upatrzyłam sobie kolor lila. Ale na to mama przystać nie chciała. Krawcowa chciała nas pogodzić i zaproponowała lekki róż, za co dostało się jej od mamy. Oświadczyła ona bowiem, że ta młoda dama, czyli ja, jest poważną kandydatką na żonę bardzo szanowanego obywatela naszego miasta, a nie podlotkiem. Krawcowa się zarumieniła i nic więcej nie powiedziała na ten temat. Umówiła nas na sobotę na dwunastą w południe na wstępną przymiarkę i mogłyśmy jechać do domu. A ja tak bardzo nie mogę doczekać się tego balu. Będzie to przecież najważniejszy bal w moim życiu. Na lekcji spytałam się panny Alicji, dlaczego nie wyszła za mąż. Ale ona odpowiedziała mi , po francusku, że nie powinnam interesować się sprawami innych osób, szczególnie osobistymi, bo to nie przystoi osobie z dobrego domu. Zawstydziła mnie tą odpowiedzią, ale mnie się po prostu wydaje, że nikt nie chciał panny Alicji za żonę, bo ona ciągle jest niezadowolona i wszystko krytykuje.

26 maja – piątek Pantofle zamówione, noga mi nie urosła. U szewca terminuje nowy uczeń. Jest mniej więcej w moim wieku. Wysoki, przystojny i czarnowłosy. Bardzo mi przypadł do gustu. Ma takie delikatne i szczupłe ręce. Trochę czułam się nie swojo kiedy dowiedziałam się, że to on ma pobrać miarę. Zawsze robił to pan Edward. Ale nie potrzebnie się obawiałam. Pomiar przebiegł szybko i co dziwne wcale nie czułam się zażenowana. Mama cały czas stała z boku i nas obserwowała. Bała się chyba, żeby chłopak mnie nie zbałamucił, tak zawsze mówi nasza kucharka, ale on nawet na mnie nie spojrzał i nie odezwał się do mnie słowem. Patrzył tylko i mówił do mamy. Zdenerwowałam się trochę, że nikt nie traktuje mnie poważnie. Nawet taki szewczyk. W końcu jestem już dorosła i mam prawo do własnego zdania, a tym czasem o wszystkim decyduje mama. Ciekawe czy w przypadku sióstr było tak samo. Muszę z nimi o tym porozmawiać, jak przyjadą na urodziny papy.

28 maja – niedziela Wczoraj pół dnia przepłakałam. Oczy miałam spuchnięte jak królik i wieczorem musiałam robić sobie okłady z rumianku. Suknia jest okropna. Miała być lekka i zwiewna. A tym czasem jest sztywna i źle się układa. Mama stwierdziła, że jestem przewrażliwiona i że nie mam już czternastu lat, by sukienka była jak firanka. Pora, abym zaczęła nosić prawdziwe suknie, bardziej stosowne do mojej przyszłego stanu i pozycji. Musiałam się zgodzić z mamą, ale nadal nie jestem zadowolona. Jak ja będę w takiej sukni tańczyć. I do tego buty na obcasiku. Jestem z nich bardzo dumna, ale nie wiem, czy będę potrafiła w nich zgrabnie się poruszać. Z resztą i tak prawie wcale nie będzie widać ich spod sukni. Na piątek mamy już zamówionego fryzjera, który uczesze mnie i mamę na bal. Ma też czesać Izabellę, która przyjedzie do nas przed balem. Podobno Izabella i jej mąż przechodzą jakieś kłopoty finansowe i muszą oszczędzać. Nie będzie też miała nowej sukni, tylko służąca przerobi jej starą, by wyglądała jak nowa. Mam nadzieję, że ja nigdy z moim mężem nie będę musiała oszczędzać.

1 czerwiec – czwartek Jutro bal!!! Jestem tym tak bardzo podekscytowana, że chyba dziś nie zasnę. Suknia już wisi w garderobie i tylko czeka aż ją założę. Buciki są już gotowe. Przyniósł je dziś po obiedzie pomocnik pana Edwarda. Podobno ma na imię Szymon. Tak powiedziała mi Zuzka, nasza pokojówka. Akurat wychodziłam z jadalni, kiedy Zuzia otworzyła drzwi. I wszedł wysoki mężczyzna w przeciwdeszczowym płaszczu. Pogoda jest dziś okropna, cały dzień pada rzęsisty deszcz i zrobiło się zimno. Aż się boję, co będzie jutro. Przecież taka pogoda może popsuć cały bal. Ale wracając do Szymona. Poznałam go, kiedy zdjął kaptur. Twarz miał całą zroszoną deszczem i Zuzia wytarła mu ją swoją białą chusteczką. Ale chyba mu się to nie spodobało, bo nawet się nie uśmiechnął. Wyjął tylko zza płaszcza pudło z moimi butami i podał Zuzi. Ona położyła je na stoliku. Potem Szymon podał Zuzi jakąś kartkę, którą ona długo trzymała w dłoni , a on chyba czekał jak mu ją odda. Zuzia coś mówiła do Szymona, ale mówiła cicho i nic nie słyszałam. Chyba stali by tam całą wieczność, a ja razem z nimi, gdyby do jadalni nie weszła kucharka zabrać ostatnie naczynia. „ A co panienka tak się czai” – zawołała gromkim głosem, tak że na pewno Szymon i Zuzka to usłyszeli. Speszyłam się bardzo i nie mogłam już dłużej ukrywać się w jadalni. Przechodząc przez korytarz skinęłam Szymonowi głową, a on mi się skłonił. Nie wiem, co było dalej, ale po kilku minutach Zuzka przyniosła mi do pokoju buty. Zagadnęłam ją o Szymona i wtedy dowiedziałam się jak ma na imię. Zuzka mówiła o nim dużo i ciągle się nim zachwycała. Chyba się w nim zakochała. Ciekawe, czy on też ją kocha.

2 czerwiec – piątek. Bal, bal, bal. To już dziś. Za godzinę przychodzi fryzjer. Najpierw uczesze mamę, potem Izabellę, a na końcu mnie. Iza właśnie przyszła i zamknęła się z ojcem w jego gabinecie. Ciekawe, czy Tomasz pojawi się na balu? Bardzo się denerwuję tym, iż dziś poznam mojego przyszłego męża. Obawiam się tego spotkania. Nie wiem dlaczego wszyscy robią tajemnicę z tego, kim jest ten człowiek. Mama mówi, że długo zastanawiała się z ojcem nad wyborem mojego przyszłego męża, więc wybór ten z pewnością jest właściwy. I prosiła, bym pamiętała o tym, że jestem dorosła i emocje muszę trzymać na uwięzi, a górę powinien wziąć rozum. Nie wiem, co mama chciała przez to powiedzieć, przecież ja zawsze zachowuję się w odpowiedni sposób.

I już po balu. Jestem bardzo zawiedziona. Okazało się, że nie przyszedł. Podobno zachorował na grypę i musiał zostać w łóżku. Może to lepiej, bo mógłby mnie przecież zarazić. Ale bal udał się. Od wczoraj się wypogodziło, więc można było wyjść na taras dla ochłody. Panie miały wytworne kreacje, panowie eleganckie stroje. A moja suknia ogromnie się spodobała. Starsze panie chwaliły ją za skromność, a dziewczęta zazdrościły mi kroju i materiału. Miałam też wielu adoratorów, więc mój karnecik od razu wypełnił się wpisami i żadnego tańca nie przesiedziałam. Żałuję tylko, że jeden z tych wspaniałych młodzieńców nie okazał się moim narzeczonym. W drodze powrotnej mama pocieszała mnie, że choroba szybko minie i niebawem poznam go.

3 czerwiec – sobota. Nie mogę w to uwierzyć, przysłał mi kwiaty. Ogromny bukiet róż, o bladoróżowym kolorze. Ślicznie pachną. Dołączył też bilecik z przeprosinami i podpisał się twój Makary. Dziś cały dzień będę sobie wyobrażała, jak wygląda i czym się zajmuje. W nocy śnił mi się bal. Cały czas tańczyłam z jednym mężczyzną i czułam, że jest to mój przyszły mąż. Prowadził mnie lekko, zgrabnie wymijaliśmy inne pary. Długo nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Zobaczyłam ją dopiero, gdy odprowadzał mnie na miejsce. I był to Szymon. Nie wiem czemu akurat on. Może dlatego, że Zuzka tyle o nim mówiła?

4 czerwiec – niedziela. Dziś mamy mieć gościa na obiedzie. I chyba musi być to ktoś ważny, bo mama każe mi się wystroić, a i menu zostało zmienione na bardziej wykwintne. Izabella po balu została u nas i też będzie na tym obiedzie. Kiedy rozczesywałam włosy w moim pokoju przyszła do mnie i powiedziała, że dziś jest mój wielki dzień, który zapamiętam na całe życie. Nie chciała powiedzieć, dlaczego tak sądzi, ale podobno przekonam się o tym już niedługo.

6 czerwiec – wtorek. Całe życie straciło dla mnie sens. Kogo oni wybrali mi na męża. Tę górę sadła. Nie wybaczę im tego nigdy. Kiedy w niedzielę weszłam do salonu już tam siedział ze szklaneczką alkoholu w dłoni. I wtedy mama powiedziała „ To jest właśnie nasza Aneczka. A to Aniu twój przyszły mąż pan Makary Wojciechowski”. Zamurowało mnie zupełnie, aż mama musiał mi dać lekkiego kuksańca. Wtedy dygnęłam przed nim i podałam dłoń, którą on ucałował swoimi obleśnymi ustami. To znaczy chciał ucałować, ale tak naprawdę to ją uślinił. Było to bardzo nie przyjemne, musiałam wytrzeć rękę w sukienkę. W czasie obiadu siedziałam naprzeciwko niego. I był to dla mnie naprawdę nieprzyjemny widok, aż straciłam apetyt. Makary jadł dużo i szybko i jeszcze więcej mówił. A na dodatek cały czas patrzył na mnie. Czułam się naprawdę nieswojo. Nie wiedziałam, gdzie mam podziać oczy. Pod koniec obiadu Makary był cały czerwony na twarzy i oblany potem. To chyba dlatego, że wypił strasznie dużo wina. Z rozmowy, która toczyła się przy stole, oczywiście bez mojego udziału, dowiedziałam się że Makary pracuje w banku i jest okropnie bogaty. Chyba jest jego właścicielem, a na taką żonę jak ja czekał całe swoje życie, czyli czterdzieści trzy lata. Makary nie tylko jest gruby, ale na dodatek łysawy. Ma małe, szare oczka, które giną w fałdach tłuszczu, gdy się śmieje, albo kicha, a kicha donośnie. Po deserze rodzice z Makarym przeszli do salonu, a ja miałam iść do siebie. Poszłam tam, a raczej pobiegłam, chętnie. I zaraz polała się rzeka łez. Nie tak go sobie wyobrażałam. To że był brzydki mogłam jeszcze znieść. Ale jego zachowanie było równie fatalne, jak wygląd. I ja miałam z nim spędzić całe życie. Wolałabym już nie żyć. Powiedziałam nawet o tym Izabelli, ale on tylko mnie ofuknęła i powiedziała, żebym nie gadała głupot. Łatwo jej mówić, jej Tomasz jest zabójczo przystojny i do tego ma nienaganne maniery. Ale jak się okazało to też nie dobrze, bo jak twierdzi kucharka, takiemu to się żadna nie oprze i skandal gotowy. I podobno Tomasz to mazardzista. Nie wiem, co to znaczy, ale chyba wiąże się z pieniędzmi, bo ciągle im ich brakuje. Wieczorem przyszła do mnie mama i powiedziała, że nie powinnam mieć takiej nadąsanej mini, bo zawsze mogłam trafić gorzej. Pan Makary to bardzo porządny człowiek, a do tego religijny, więc na pewno mnie nie skrzywdzi, a do wyglądu się przyzwyczaję. Za tydzień odbędą się nasze zaręczyny, przyjedzie Lidia, Emilka i Judyta z mężami i dziećmi. Po zaręczynach będziemy z Makarym spotykać się dwa razy w tygodniu. W niedzielę w domu, a środy poza nim. Oczywiście nie sam na sam, bo tak nie przystoi, zawsze będzie nam ktoś towarzyszył. Na zaręczyny będę miała nową suknię i obstaluje mi się nowe buciki. Mama też zamierza sobie uszyć nową suknie, bo będzie to dzień wyjątkowy, jej najmłodsza córka zaręczy się i już niedługo wyfrunie z domu. W oczach mamy zakręciły się łzy, więc kazała mi iść spać i szybko wyszła z pokoju. A ja spać nie mogę i dlatego piszę do ciebie mój drogi pamiętniczku.

7 czerwiec – środa. Znów rozpoczęła się wędrówka do krawcowej i do szewca. Tym razem pojechałyśmy tam rano, bo do niedzieli nie zostało już wiele czasu. Najpierw wizyta u krawcowej. Wybieranie kroju sukni, materiałów. Tym razem obyło się bez mierzenia. Mama wybrała suknie w kolorze ciemnej zieleni, ja miałam mieć niebieską. Tym razem suknia podobała mi się i nie marudziłam. Ale gdy tylko mi się przypomniało z jakiej okazji założę tę suknię, to chciało mi się płakać. Ale wytrwałam dzielnie. W drodze do szewca odczuwałam dziwne napięcia. Obawiałam się tej wizyty, a przecież nie pierwszy raz jechałam do szewca. W małym pomieszczeniu przeznaczonym dla klientów było ciasno. Więc pan Edward zaprowadził nas na zaplecze i przekazał w ręce Szymona, jak się wyraził młodego, zdolnego człowieka. Zaczęłyśmy wybierać fason i kolor bucików, ale mama dostała nagle ataku kaszlu i musiała wyjść na zewnątrz, gdzie z pewnością zażyła lek, bo gdy wróciła wyglądała o wiele lepiej. Kiedy wyszła zostałam sama z Szymonem, nie miałam odwagi na niego spojrzeć i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jedyne, co mi przychodziło do głowy to, że śnił mi się którejś nocy. Ale tego powiedzieć przecież nie mogłam. On odezwał się pierwszy. Spytał, czy buciki, które ostatnio dla mnie zrobił są wygodne i czy nie poobcierały mi stópek. Odparłam, że nic a nic nie upijają i że przetańczyłam w nich cały bal i mogłabym nawet dłużej, ale muzycy już nie chcieli grać. Szymon uśmiechnął się ukontentowany i stwierdził, że fason, który teraz wybrałam bardzo mu się podoba. A przywieziony on został aż z Paryża i jest obecnie bardzo modny. Stałam tak przed Szymonem i patrzyłam w jego ciemne oczy. Czułam się nimi zachwycona. Jakże różniły się od niebieskich oczu moich, moich rodziców i moich sióstr. Był w nich niesamowity blask i ogromny urok. I pewnie stałabym w nieskończoność, gdyby nie powrót mamy. Mój wybór został przez nią zaakceptowany, umówiłyśmy się, że buty będą gotowe w sobotę przed południem i poszłyśmy. W czasie obiadu byłam nieprzytomna, co zauważył tata zadając mi dwukrotnie to samo pytanie i nie doczekawszy się odpowiedzi. Mama zrzuciła to na karb zaczynających się zmian w moim życiu, to znaczy zamążpójścia. Ale ja wcale nie myślałam o moim przyszłym mężu, tylko młodym chłopcu, który zauroczył mnie swoim spojrzeniem.

10 czerwiec – sobota. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nie mogę spać, nie mam apetytu i popłakuję po kątach. Zuzka powiedziała mi, że chyba się zakochałam. Ona miała tak samo, gdy tylko była zakochana. A była już nie raz. Nie bardzo chcę wierzyć w to, co ona mówi. Jest przecież tylko zwykłą służącą. I niby w kim miałabym się zakochać, przecież nie w Grubasie-Maurycym. Dziś mają dostarczyć suknie i buciki. Ciekawe czy tak jak poprzednio przyniesie je Szymon. Jeśli tak, to znowu Zuzka będzie się do niego przymilać. Za kwadrans będzie południe więc niedługo wszystko nam dostarczą.

I dostarczyli. Przynieśli niemal równocześnie suknie i buciki. Mama z Zuzką zajęły się sukniami, a ja zostałam wytypowana do odbioru butów. Tak jak przypuszczałam przyniósł je Szymon. Miał na sobie szary garnitur. Kiedy podawał mi pudełko nasze ręce spotkały się na chwilę. Jego dłoń była przyjemnie gładka i ciepła. Gdybym tylko mogła dotykałabym jej dłużej. On też najwyraźniej miał na to ochotę, bo kiedy oddałam mu podpisany dowód odbioru, ujął mnie za rękę i przybliżył do niej swoje usta. Jego pocałunek był jak dotknięcie płatków róży. Cały czas czuję go na swojej dłoni i chyba nie będę jej w ogóle myła, aby nie usunąć śladu tego pocałunku.

11 czerwiec – niedziela. Źle spałam. Teraz mam podkrążone oczy i szeroko ziewam. Cały czas czuję ślad pocałunku Szymona na mej dłoni. Ale już niedługo. Zapewne Makary także będzie chciał ucałować moją dłoń i swymi wydatnymi wargami zetrze umiłowany ślad. Nie wiem, co mam robić, jak prosić rodziców, aby nie wydawali mnie za Makarego. Nie chcą słuchać ani próśb ani gróźb. Próbowałam nawet dostać ataku spazmów, ale kiedy mama z Zuzką pobiegły po sole trzeźwiące przestałam grać i to mnie zgubiło. Mama uznała, że teraz nie należy zostawiać mnie samej i zaleciła Zuzi odszukanie soli, a sama zaraz wróciła do pokoju. I zastała mnie siedzącą na łóżku ze spokojną twarzą. Nie potrafię kłamać i powiedziałam mamie, że udawałam. Mama nawet nie nakrzyczała na mnie i obiecała, że nic nie powie ojcu. Ale jutro (niestety to już dziś) muszę zachowywać się odpowiednio, jak przystało na panienkę z dobrego domu. Zuzkę z solami odprawiła i sama położył mnie do łóżka. Zjechała się już cała rodzina. Pojawiła się także ciotka Marta, chyba jedyna przychylna mi osoba. Sama nigdy nie wyszła za mąż i była przeciwna związkom bez miłości. Ciotka jest już co prawda stara, ale wciąż piękna i elegancka. A do tego bogata. Jest przyrodnią siostra ojca ( pierwsza żona dziadka zmarła tuż po urodzeniu córeczki, czyli ciotki Marty, i zostawiła jej cały majątek). Też bym chciała odziedziczyć dużo pieniędzy i decydować sama o swoim losie. Muszę już skończyć swoje żale i zacząć przygotowywać się do obiadu.

13 czerwiec – wtorek Wczoraj nie mogłam nic napisać. Panna Alicja zadała mi tyle do nauki, że usnęłam nad książkami. To już ostatni miesiąc mojej nauki. Po wakacjach zaczną się przygotowania do ślubu, a jako mężatka będę miała inne, ważniejsze zajęcia. Zaręczyny. Nie rozumiem o co tyle krzyku. Wszystko działo się bez mojego udziału. Dostałam kwiaty i piękny pierścionek. Ale nikt się mnie o nic nie pytał. A obiad nie był udany. Potrawy były pyszne, ale wszyscy mieli markotne miny. Ciotka Marta pokłóciła się z ojcem i wyszła zaraz po zupie. Lidia znów spodziewa się dziecka i poszła położyć się na górę, a Janusz jej wierny mąż zaraz podreptał za nią. Nasza kucharka mówi, że Lidia owinęła go sobie wokół palca i że on się jej boi. Nic nie zrobi bez jej zgody lub konsultacji z nią. Emilka siedziała cicho i tylko od czasu do czasu przesyłała mi pełne współczucia spojrzenia. Gdy patrzyłam na jej męża wiedziałam, że mnie rozumie. Był on chyba jeszcze grubszy od Makarego i w ogóle nie zwracał uwagi na Emilię. Mąż Judyty był zupełnym przeciwieństwem Romualda. Chudy, kościsty, o bladej cerze pan Hrabia, mówił wyniośle nosowym głosem i miał nienaganne maniery. Podobno zaczytywał się w literaturze i uwielbiał muzykę, sam trochę grywał na fortepianie. Podobno czytywał książki zakazane i chodził na tajne spotkania, ale nikt o tym otwarcie nie mówił. Makary z Romualdem szybko znaleźli wspólny język i po obiedzie poszli na cygaro i szklaneczkę „czegoś mocniejszego”. Hrabia został z nami i zaczął opowiadać o ostatnio przeczytanym dziele, podobno fascynującym. Zawsze lubiłam słuchać opowieści Hrabiego, ale dziś nie mogłam się na niej skupić. Pierścionek cisnął mnie w palec, więc kręciłam nim na wszystkie strony, aż mama mnie upomniała. Byłam tak zmyślona, że nawet nie zauważyłam kiedy Makary i Romuald wrócili. Byli mocno rozbawieni i czuć było od nich alkohol. Makary stanął za mną, aż zrobiło mi się nie przyjemnie. Kiedy się żegnał pocałował mnie w rękę i nazwał narzeczoną. Jak ja go strasznie nie lubię, moje serce w jego obecności zmienia się w lód. A jutro mam się znowu z nim spotkać, w palmiarni.

15 czerwiec – czwartek Panna Alicja przesadza z zadawaniem nauki, myśli, że ja nic innego nie mam na głowie. A chciałbym trochę spokojnie pomyśleć. Panna Alicja mówi, że bycie żoną nie zwolni mnie od bycia mądrą i wykształconą kobietą, mąż bardziej ceni taką żonę i liczy się z jej zdaniem. Ale tu panna Alicja się myli, Emilka jest tak samo wykształcona jak inne moje siostry, a jej mąż wcale jej nie ceni. Oczywiście nie powiedziałam tego pannie Alicji, bo ciężko się z nią dyskutuje. Spotkanie w palmiarni było okropnie nudne. Chodziliśmy tylko i chodziliśmy, mało rozmawialiśmy. Makary się o coś pytał, a ja mu odpowiadałam. Zuzka szła dwa kroki za nami i chyba się podśmiewałam, bo ilekroć się na nią spojrzałam, to robiła minę niewiniątka. Jedno muszę przyznać Makaremu, nie szczędzi pieniędzy. Na spotkanie znów przyniósł kwiaty i pięknie wydany tomik poezji. Zaprosił mnie też na najsmaczniejsze lody jakie w życiu jadłam. Podobno z koniakiem. Teraz czekam na niedzielny obiad.

18 czerwiec - niedziela Makary znów przyniósł kwiaty dla mnie i dla mamy. Dziś więcej z nim rozmawiałam. Żaliłam mu się na pannę Alicję, że tak mnie gnębi. On nazwał mnie wątłym kwiatuszkiem i powiedział, że cieszy się, że jego żona będzie taka uczona. On uczyć się za bardzo nie lubił, ojciec go zmuszał i na dobre mu to wyszło. Teraz jego interesy idą świetnie, a mnie nigdy niczego nie zabraknie. Ucieszyły mnie jego słowa, bo zobaczyłam siebie w pięknych sukniach i kapeluszach z malutkim pieskiem na rękach jak oprowadzam moje siostry po apartamentach. Ale zaraz też zmarkotniałam, bo zobaczyłam przy sobie jego zwalistą postać o czerwonej twarzy.

21 czerwiec – środa Panna Alicja ciśnie mnie niesłychanie. Jutro chce przepytać mnie z historii i to całej. Kiedy ja się do tego przygotuję, kiedy dziś mam wyjście z Makarym. Spytałam się o to panny Alicji, ale ona stara panna, odpowiedziała mi z uśmiechem żmii, że miałam na to całe lata i że w jedno popołudnie się tego nie nauczę. Popsuła mi tym humor, ale na szczęście Makary zdołał go poprawić. Spacerowaliśmy po parku, jedliśmy słodkie cukierki i Makary powiedział, że chciałby utrwalić nasze zaręczyny na fotografii. Ale muszą na to się zgodzić rodzice i on z nimi porozmawia w niedzielę. Powiedział też, żebym się nie martwiła panną Alicją, bo on coś wymyśli. Jestem tylko bardzo ciekawa co. Nie chciał mi powiedzieć. Ale już się tak nie boję jutrzejszych lekcji, nawet nie przeglądam podręczników.

22 czerwiec- czwartek Panna Alicja dostała przepiękne pióro w złotej obsadce ze szlachetnymi kamieniami (zapomniałam jak się nazywają). Przyniósł je współpracownik Makarego z banku. Był tam też załączony liścik napisany przez Makarego, w którym dziękował pannie Alicji za włożony trud i serce w kształcenie jego narzeczonej. Panna Alicja bardzo się wzruszyła i chyba po raz pierwszy nie wiedziała, co powiedzieć. Pióro jest naprawdę piękne. Oczywiście nie odpytała mnie, tylko sama zaczęła opowiadać o historii pióra. Nawet za bardzo nie słuchałam tego, co mówi, tylko myślałam jakiego mam zaradnego narzeczonego.

23 czerwiec – piątek. Dziś dzień ojca. Podarowałam tacie chustkę do nosa własnoręcznie wyhaftowaną. Tata ma już całą szufladę takich chustek, gdyż ja i moje siostry bardzo często dajemy mu je na prezent. Dziś też podobno ostatni dzień nauki. Panna Alicja przygotowała dla mnie świadectwo. Opisała w nim moje postępy, czego się nauczyłam, a na koniec wystawiła mi ocenę bardzo dobrą. Ja nawet lubię pannę Alicję i zastanawiam się, co teraz z nią będzie, jak już w naszym domu nie ma nikogo do uczenia. Może po ślubie zabiorę ją do domu Makarego jako moją damę do towarzystwa?

25 czerwiec- niedziela. Podziękowałam Makaremu za prezent dla panny Alicji, powiedziałam, że bardzo jej się spodobał. Makary powiedział, że to dla niego drobnostka i może kupić jeszcze dziesięć takich piór, aby mnie uszczęśliwić. W czasie obiadu Makary powiedział o swoich planach związanych ze zdjęciem z zaręczyn. Ojciec bardzo się zainteresował tym pomysłem, a mama przestraszyła się tym, że znów trzeba będzie zamawiać fryzjera do czesania. Ostatecznie stanęło na tym, że fotograf przyjdzie do nas w środę. Założymy te stroje, które miałyśmy w czasie zaręczyn, a uczesze nas Zuźka.

26 czerwiec – poniedziałek Dziś miałam dużo wolnego czasu. Nie było lekcji i po śniadaniu nie miałam, co ze sobą zrobić. Kiedy mama tylko zauważyła, że się nudzę posłała mnie do kuchni, bym przypilnowała obiadu. Nie bardzo wiedziałam jak tego obiadu mam pilnować, przecież robiła to doskonale nasza kucharka. Usiadłam więc sobie cichutko na krześle i patrzyłam jak kroi mięso i warzywa, dorzuca węgla do pieca. Choć nasza kucharka jest gruba, to bardzo zgrabnie porusza się w kuchni. Nic jej nie spada, nie wylewa się, wszystko robi tak szybciutko, że ja to bym sobie palce pozacinała. Kiedy tak sobie cichutko siedziałam i słuchałam jak kucharka pokrzykuje na swoją córkę – pomoc w kuchni, to zdarzyła się następująca rzecz. Kuchenne drzwi się otworzyły i stanął w nich Szymon. Nie wiem, czemu, chyba się przestraszyłam tego nagłego wejścia, ale serce strasznie mi zabiło i jeszcze długo nie chciało się uspokoić. Szymon chciał porozmawiać z Zuzką. Kucharka powiedziała, że jest na pokojach i jej wołać nie będzie. Szymon chyba się tym zasmucił, bo spuścił głowę i przez chwilę patrzył na czapkę, którą trzymał w ręku. Potem poprosił, by jej przekazać, że był i jeszcze tu przyjdzie pod wieczór. Ale kucharka naskoczyła na niego, że lepiej niech się tu nie pokazuje, bo tylko niepotrzebnie zawraca głowę biednej dziewczynie. Szymon znów opuścił głowę i powiedział coś, czego niedosłyszałam. Kiedy wyszedł zrobiło mi się go żal, chciałam mu pomóc. Przecież to nic złego, że chciał się spotkać z Zuzką. Jeżeli ją kocha, a ona kocha jego (o czym jestem przekonana), to nie wolno im zabraniać spotkań. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale coś mnie popchnęło i wybiegłam za Szymonem na zewnątrz. Nie odszedł jeszcze daleko więc go z łatwością dogoniłam. Był bardzo zaskoczony tym, że chcę mu pomóc. Nie chciał jednak, abym zorganizowała mu spotkanie z Zuzką. Powiedział, że chce zamienić z nią tylko parę zdań i że sam sobie poradzi. Czapkę cały czas trzymał zwiniętą w dłoni. Wiedziałam, że coś go gnębi. Bardzo chciałam, aby powiedział mi co, ale spytać nie śmiałam. Szymon skłonił mi się i już chciał odejść, kiedy chwyciłam go za ramię i powiedziałam, że ja też mam narzeczonego i rozumiem go, czyli Szymona doskonale. Nikt ani nic nie może stanąć na drodze miłości między dwojgiem ludzi. I że jeżeli trzeba to ja osobiście będę organizowała im, Szymonowi i Zuzi, spotkania, aby mogli być razem. I, że przekonam rodziców by zgodzili się na ich ślub. Mówiłam szybko, a serce wciąż mocno mi biło. Szymon patrzył się na mnie i chyba nic nie rozumiał. Potem uśmiechnął się i powiedział, że on nie potrzebuje takiej pomocy, jaką chcę mu zaoferować. Ale bardzo mi dziękuje za moje chęci. Potem zdjął delikatnie moją dłoń ze swojego ramienia, skłonił się powtórnie i odszedł. Czułam się bardzo głupio. Wróciłam do kuchni, gdzie kucharka powiedziała, że niepotrzebnie wybiegłam za tym bezecnikiem, bo Zuzce i tak nic nie pomoże. Nie dowiedziałam się w czym nie pomoże, bo zawołała mnie mama. Dostałam od niej ogromną burę. Widziała, jak rozmawiałam z Szymonem, a przede wszystkim to, że trzymałam go za ramię i nie pozwalałam odejść. Co będzie, jeżeli ktoś doniesie o tym Makaremu i w ogóle co ludzie o mnie pomyślą, nie tak mnie przecież z ojcem wychowała. Za karę obiad musiałam zjeść u siebie w pokoju. Obiad przyniosła mi Zuzka. Powiedziałam jej o wizycie Szymona. A ona wtedy się rozpłakała i wybiegała z pokoju. Już sama nie wiem, jak to jest między nimi. Chciałabym się tego dowiedzieć, ale nikt pewnie mi tego nie powie. Długo o tym wszystkim myślałam, aż obiad całkiem my wystygł i musiałam zjeść zimny.

27 czerwiec – wtorek Dziś znów spotkałam Szymona. Szłam do kwiaciarni zamówić kwiaty na jutrzejszy dzień. Jutro ma być powtórka z naszych zaręczyn. To znaczy nie zupełnie. Nikogo nie prosimy, tylko znów ubieramy się bardzo elegancko i pozujemy do zdjęcia. Jestem bardzo ciekawa tego zdjęcia. Musiałam iść sama, bo Zuzka się rozchorowała, była strasznie blada i wymiotowała. Mama obawiała się trochę posłać mnie samą, ale ona iść nie mogła, musiała dopilnować pieczenia ciast. Sama bardzo rzadko bywałam na ulicy, ale znam miasto, więc nie bałam się, że się zgubię. Kiedy już zamówiłam kwiaty i wracałam do domu, zobaczyłam Szymona. Stał blisko ulicy, gdzie jest nasz dom. Chyba miał ochotę znów do nas przyjść i zobaczyć się z Zuzką. Drgnął na dźwięk mojego głosu, ale w jego oczach nie było śladu lęku. Powiedziałam mu, że Zuzka na pewno się dziś z nim nie zobaczy, bo jest chora. „Jak to chora.” – zdziwił się. „ Wymiotuje i jest bardzo słaba. Może się czymś zatruła” – powiedziałam. Wtedy on zbladła i powiedział „A więc to prawda”. Nie wiedziałam, co jest tą prawdą i się dopytywałam. „Nie wie Pani?” – zapytał. Naprawdę nie wiedziałam i nalegałam, aby mi powiedział. „Chyba Zuzia będzie miała dziecko” – powiedział wolno patrząc mi w oczy. Nie mogłam wytrzymać tego spojrzenia, a poza tym poczułam się bardzo niezręcznie. Dopiero w tym momencie dotarło do mnie, że nie wypada mi rozmawiać z obcym mężczyzną na takie tematy. Nie bardzo tylko rozumiem jak Zuzka może mieć dziecko, nie ma przecież nawet męża, i narzeczonego oficjalnie też nie. Miałam ochotę uciec do domu, nie mogłam znieść wzroku Szymona. Ale przemogłam się i zachowałam naprawdę jak dorosła osoba. Spojrzałam na Szymona i powiedziałam „Nic mi o tym nie wiadomo”, a następnie odeszłam. Gdy tylko znikłam za rogiem ulicy zaczęłam biec tak szybko, jak pozwalała mi moja sukienka. Gdy tylko otworzyłam drzwi do domu wpadłam na wychodzącego właśnie ojca. „Czy ktoś cię gonił moje dziecko?” spytał pełen troski. Odparłam, że się bardzo śpieszę, by pomóc mamie i poszłam na górę do siebie. Cały czas zastanawiam się nad Zuzką i jej przyszłym dzieckiem. Jeżeli naprawdę Zuzia jest przy nadziei, to dlaczego nie ma dużego brzucha? I skąd Szymon wie o tym. Wiem, że aby było dziecko musi być kobieta i mężczyzna, więc może dziecko Zuzi będzie też dzieckiem Szymona? To wszystko nie mieści mi się w głowie.

28 czerwiec – środa. Nie wiedziałam, że robienie sobie zdjęcia, to taka ciężka praca. Przyszedł pan z ogromnym pudłem, które rozstawił na śmiesznie cienkich nogach, a samo pudło zakrył ciemnym suknem. Ustawiliśmy się: Ja, Makary i rodzice do zdjęcia. Fotograf jednak nie był z tego zadowolony. Ustawiał nas i wyginał na wszystkie strony. Zaczynał ode mnie, a kończył na Makarym. Kiedy ustawił Makarego i wydawałoby się, że wszyscy stoimy jak należy, to okazywało się, że ja zdążyłam już nieco zmienić swoje ustawienie i wszystko zaczynało się od początku. Trwało to ponad pół godziny, aż tata się zniecierpliwił i kazał fotografowi zrobić zdjęcia w takich pozach jakie sami przybierzemy. Fotograf nie był tym zachwycony, ale nie miał innego wyjścia i musiał posłuchać taty. Kolejne pół godziny manipulował przy swoim pudle, aż usłyszeliśmy trzask, zobaczyliśmy błysk i było po wszystkim. Tylko w pokoju czuć było taki zapach, jakby coś się przypaliło. Zdjęcia mają być dopiero za tydzień, a szkoda, bo jestem bardzo ciekawa jak będę wyglądać na fotografii. Potem był obiad i Makary znowu jadł jak za trzech. Po obiedzie szybko się pożegnał, wymawiając zaległą pracą. A szkoda, bo myślałam, że może z nim uda mi się porozmawiać na temat Zuzi i dziecka. Z nim chyba mogę o tym rozmawiać, jest przecież moim narzeczonym.

1 lipiec - sobota. Jak każdego roku o tej porze wybieramy się do naszego domku nad jeziorem. Już od czwartku trwa pakowanie. Mamy jeszcze godzinę do odjazdu na stację, więc siadam i piszę. Jadę ja z mamą, tata jedzie też, ale tylko na dwa tygodnie. Potem mają do nas dojechać jeszcze Emilka, Judyta i Izabella ze swoimi pociechami. Zabraknie tylko Lidii, ale ona po porodzie jest podobno bardzo słaba i nie zniosłaby podróży. Bardzo żałuję, że nie będzie Lidii, zawsze to z nią najlepiej mi się rozmawiało. Izabella jest wyniosła i mam wrażenie, że się ze mnie naśmiewa. Emilka, mimo tego, że jest moją siostrą i bardzo ją kocham, jest strasznym głuptaskiem i wie jeszcze mniej niż ja. A Judyta żyje w swoim świecie, pisze wiersze i maluje obrazy. A poza tym ona nie ma dzieci. Wobec tego bardzo będzie mi brakowało Lidii, bo tylko ją mogłabym zapytać o rodzenie dzieci. Z Makarym wstydzę się o tym rozmawiać, ale wolę już o to spytać jego niż mamy, bo ona i tak mi nic nie powie, a do tego usłyszę od niej wywody na temat zainteresowań dziewcząt z dobrego domu. Muszę kończyć bo rozpoczęło się ładowanie bagaży do powozu.

25 sierpień – piątek. Nareszcie w domu. Lubię wakacje na jeziorem, ale w domu kocham być jeszcze bardziej. Z tego całego zamieszania przed wyjazdem zapomniałam zabrać pamiętnika. Najpierw postanowiłam spisywać wszystko na kartkach, ale gdy zginęła mi karta z pierwszego dnia, zaprzestałam pisać. Więc muszę nadrobić wszystko teraz i opisać to, co było najważniejsze. Makary odwiedzał nas, co niedzielę. W środy przyjeżdżać nie mógł. Chodziliśmy sami po lesie, zbieraliśmy jagody i poziomki. Makary nawet grzyby. Chodziliśmy sami, gdyż mama nie lubiła leśnych spacerów. Czasami towarzyszyła mi któraś z sióstr z dziećmi, ale wtedy gdy spytałam się go o dzieci byliśmy sami. Teraz żałuję, że się go o to spytałam. Nie wiem, o co Makaremu chodziło Ale złapał mnie i przyciągnął do siebie. „nie wiedziałem, że już o tym myślisz” – wyszeptał mi w ucho, a jego oddech był ciężki i przesiąknięty tytoniem. Chciałam się uwolnić z jego objęć, ale był zbyt silny. „ Jeśli chcesz to mogę ci już pokazać” – powiedział i wbił się w ustami w moją szyję. Bałam się, że chce mnie ugryźć tak jak wampir, ale chyba nie miał takiego zamiaru. Potem chciał pocałować mnie w usta, ale szybko odchyliłam głowę. „nie chcesz” spytał, coraz bardziej zbliżając się do moich ust. „Nie” kręciłam głową na wszystkie strony, by tylko jego usta nie spotkały się z moimi. Wtedy jedna ręką zaczął gładzić mnie po plecach, gładził tak i gładził, a jego ręką wędrowała coraz niżej, aż zaczęła dotykać moich pośladków. Tego już miałam dosyć, zaczęłam się wyrywać i powiedziałam, że jeżeli nie przestanie, to będę krzyczeć. Wtedy on mnie puścił i powiedział, że przecież sama chciałam się dowiedzieć, skąd u kobiet w brzuchu bierze się dziecko. A on jako mój przyszły mąż chciał mi to tylko uświadomić. Byłam zła na niego za jego zachowanie, a na siebie za brak rozwagi i rozsądku. Oczywiście nikomu nie powiedziałam o tym, co było w lesie, bo się wstydziłam. Ale o tego czasu Makary coraz częściej mnie dotykał, niby to przypadkiem, a na jego twarzy pojawiał się obrzydliwy uśmiech. W czasie posiłków siadał zawsze blisko mnie i swoją nogą dotykał mojej, trzymał mnie za rękę pod stołem, a raz nawet gładził moją nogę, aż musiałam mu tę rękę zepchnąć. Próbowałam powiedzieć o tym mamie, ale ona zawsze mnie zbywała. Miałam wrażenie, że nikt nie widzi tego, co się dzieje, więc zaczęłam unikać Makarego. Ale to też zdało się na nic, bo mama kazała mi nie być taka wyniosła i bardziej dbać o mojego przyszłego męża. I znów musiałam spędzać z Makarym więcej czasu. Pewnego dnia znów zostaliśmy sami, bo towarzysząca nam Emilka musiała wrócić ze swoim synkiem do domu. Wtedy Makary znów zaczął robić swoje dziwne podchody. Tym razem stanął za mną i objął mnie od tyłu. Powiedział, że już nie może doczekać się kiedy zaczniemy starać się o dzieci. Mówił, że może nie jest on już najmłodszy, ale wiele jeszcze może i że nie pożałuję nocy z nim spędzonych. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam o czym on mówi. Powiedział też, co już było ponad wszystko okrutne, że nie może się doczekać kiedy ujrzy mnie bez okrycia i że jego ciało też będzie nagie i wtedy spleciemy się w miłosnym uścisku. Jego nagie ciało musiało być jeszcze bardziej nieznośne dla oczu, niż on w ubraniu. Przeraziłam się tego tak bardzo, aż zrobiło

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych