Wróć do katalogu

Pamiętnik narkomanki.

Jak szybko. Jak łatwo. Jak cienka jest granica między "chcę" a "muszę".

salamandra1991, opublikowano , 29 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Happysad - "Z pamiętnika młodej zielarki"

Próbuję otworzyć oczy. Huk rozlepianych powiek wiruje mi w głowie, powietrze jakieś takie cięższe. Chłepcę je, chłepcę, powoli, na zewnątrz i do środka. Chyba już pójdę; tyłek przymarzł mi do schodka. Pierwsza myśl: "O Matko Boska"; Druga myśl: "O ja idiotka".

(...)

Już czwarta rano. Jak ten czas dziwnie leci; jeszcze się Ziemia trochę przekręci i znowu zaświeci Słońce. O jak mi niedobrze. W głowie słyszę głosy. Rozczochrane myśli, odklejone paznokcie, połamane włosy; chyba już pójdę, a wcale mi się nie chce. Burdel w mej głowie jak w damskiej torebce.

12 maja, piątek. Właściwie nie wiem, dlaczego napisałam ten tekst właśnie teraz. Może dlatego, że chyba zaczynam rozumieć, co ta dziewczyna mogłaby czuć? Znowu drży szyba w drzwiach mojego pokoju. Ojciec mógłby już nie robić tylu awantur! Znowu sąsiadka z góry zapyta mnie, co się dzieje w domu. I znowu będę musiała powtarzać ze sztucznym uśmiechem wypracowaną formułkę: - Po prostu tata jest przemęczony. Niech się pani nie przejmuje, pani Nowicka! Zaczynam mieć tego serdecznie dość... Uderzenie pięścią w stół. Płaczliwy głos mamy. Charakterystyczny dźwięk wymierzanego policzka i jej krzyk. Odgłos zatrzaskiwanych z wściekłością drzwi. Szybkie kroki ojca na schodach - doskonale już przeze mnie rozpoznawalne - z minimalnym przytupem nie do końca wyleczonej po złamaniu lewej nogi. Nie muszę ruszać się nawet o milimetr, żeby wiedzieć, że ojciec wsiada właśnie do samochodu i jedzie do tej swojej Joasi. Przecież pan dyrektor musi często odwiedzać swoją sekretareczkę... Przed blokiem rozlega się cichy warkot silnika naszego Seata Ibizy. Właściwie powinnam teraz iść do mamy... ale po co? Co niby miałabym jej powiedzieć? "Nie martw się, mamo! Twój mąż właśnie pojechał do swojej kochanki, ale przecież świat jest wspaniały! Masz syna, który do domu wpada tylko po to, żeby się przespać i coś zjeść; córkę, która wiecznie cię okłamuje i praktycznie nic o niej nie wiesz; nie wspomnę już nawet o leniwym bernardynie Łajdaku, którego miesięczne utrzymanie kosztuje tyle, co wyżywienie trzyosobowej rodziny! No po prostu rewelacja!!!" Nie, dziękuję... Już od dłuższej chwili wpatruję się w sufit. Właściwie nie widzę tam niczego rewelacyjnego - niebieska farba, odrywająca się już w jednym miejscu (tata miał zrobić remont, ale przecież teraz ma "inne wydatki" – zwłaszcza ten jeden, wrzeszczący i płaczący u Joasi) i mały pająk, zwieszający się na długiej pajęczynie. Ale taki widok jest niezłą podstawą do rozmyślań typu: po co ja żyję na tym świecie? Taki pajączek... żyje sobie, żeby zabijać owady... Taki Łajdak żyje, żeby spać, jeść i chodzić na spacerki... A JA? Po co JA jestem na tym świecie? W szkole sobie nie radzę, w domu też do niczego się nie przydaję...

15 maja, poniedziałek. I kolejna pała z fizyki! Ja się chyba załamię... Ale to wszystko dlatego, że ta wredna Larwa się na mnie uwzięła! Pyta mnie prawie na każdej lekcji! Te jedynki z kartkówek to przecież MOJA sprawa! Nic jej do tego, kiedy je poprawię! I czy W OGÓLE poprawię! Najwyżej zdam fizykę w sierpniu i też przeżyję! Ale Larwa oczywiście nie może tego zrozumieć i cały czas mnie wyrywa do tablicy! Cholera wredna... Ale ogólnie w szkole było nieźle. Michał zaprosił mnie na imprezę u niego w sobotę. Nie wiem tylko, czy mnie seniorzy puszczą... Trudno, najwyżej zwieję, tak jak na urodziny do Ewki. Rodzice tym razem mają "ciche dni". Po piątkowej kłótni nie odezwali się do siebie ani słowem. Ojciec wrócił od Aśki w sobotę rano... Ciekawe, kiedy oni się w końcu rozwiodą? Przynajmniej nie byłoby tych wiecznych awantur i wrzasków...

Tego samego dnia, wieczorem.

Musiałam przedtem schować pamiętnik, bo do pokoju weszła mama. Usiadła na łóżku z mocnym postanowieniem przeprowadzenia ze mną poważnej rozmowy. Jednak kiedy spojrzała na mnie, coś sprawiło, że zrezygnowała. Może moja obojętna mina, za którą ukryłam moje uczucia? - Za chwilę będzie kolacja - to były jedyne słowa, które powiedziała. Udawałam, że nie widzę jej zapuchniętych i zaczerwienionych od płaczu oczu ani śladu po piątkowej kłótni z ojcem na policzku. - Zaraz przyjdę - rzuciłam i spojrzałam w okno. Mama widocznie zrozumiała, że nie jest w tym pokoju mile widzianym gościem. Westchnęła cicho i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Do oczu napłynęły mi łzy. Na szczęście szybko się opanowałam i wyszłam z pokoju. Kolacja minęła w prawie absolutnej ciszy. Słychać było tylko mlaskanie Łajdaka pod kuchennym stołem i monotonny głos prezenterki "Wiadomości", dobiegający z salonu, gdzie siedział ojciec. Marka oczywiście nie było. Ja z mamą jadłyśmy w kuchni. Chociaż mama właściwie nie jadła... Stała tylko przy oknie i patrzyła gdzieś, co chwilę podnosząc zmiętą już w dłoniach chusteczkę higieniczną go oczu. Nie wiedziałam, czy mam do niej podejść, czy zostawić ją samą... Na pewno poczułaby się lepiej, gdybym wstała i położyła jej dłoń na ramieniu, może nawet przytuliła... Ale jakoś nie miałam odwagi. Wzięłam więc kanapkę z sałatą do jednej ręki, a kubek herbaty do drugiej, i wyszłam z kuchni. Było mi strasznie ciężko, kiedy zostawiałam ją samą... Jestem po prostu tchórzem, który boi się pokazać swoje uczucia nawet własnej matce... Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. To mój jedyny azyl. Tylko tutaj mogę być tym, kim naprawdę jestem, i nie bać się, że ktoś wyśmieje moje łzy, strach czy ból... Postawiłam kubek z herbatą na biurku. Miałam zamiar usiąść w fotelu i zacząć pisać, ale usłyszałam nagle charakterystyczne drapanie w drzwi. Otworzyłam je i wpuściłam Łajdaka do pokoju. Dałam mu moją kanapkę (ten pies jest naprawdę wszystkożerny!) i wtuliłam się w jego długą, miłą sierść. Usłyszałam bicie jego wiernego psiego serca - jedynego, które tak naprawdę i bezinteresownie mnie kochało... Po chwili zmierzwione kołtuny zaczęły wilgotnieć od moich łez... Wzięłam go na spacer. Kiedy wychodziłam z domu, ojca już nie było, a mama zmywała naczynia. Myślała chyba, że nie dostrzegam mokrych smug na jej policzkach... To była taka niepisana umowa. Umowa, którą właściwie zawarłam ja, a mama musiała się tylko dostosować. Ona nie pyta mnie o nic, ja nic nie zauważam. I wszyscy są zadowoleni, prawda? A przynajmniej powinni być. Powinniśmy być zadowoleni!!! Łaziłam po mieście, myśląc o mamie, ojcu, Aśce i tym jej bachorze. Nienawidziłam go, od kiedy tylko dowiedziałam się o jego istnieniu! A kiedy jeszcze ojciec kazał mi go obejrzeć... miałam ochotę udusić tego dzieciaka poduszką!!! Chociaż to nie jego wina, że tak się to wszystko ułożyło... Nagle ujrzałam Michała, idącego dokładnie w moją stronę. Serce zaczęło mi się tłuc jak oszalałe. Chciałam gdzieś skręcić, ale było już za późno. - Cześć! - powiedział, podchodząc do mnie, i uśmiechnął się tym swoim zniewalającym uśmiechem. - Hej - rzuciłam niby to obojętnie. Chłopak podszedł do Łajdaka i zaczął tarmosić psa za uszy. Widocznie nie wyglądałam zbyt rewelacyjnie, bo Michał spojrzał na mnie z troską i zapytał: - Coś się stało? - Nie, wszystko w porządku. - Nie chciałam go okłamywać! Ale nie mogłam mu przecież powiedzieć, jaka jest prawda... Chyba mi nie uwierzył, ale nie wnikał więcej. - Gdzie idziesz? - zapytał, przyłączając się do mnie. Zrobiło mi się gorąco, ale starałam się zachowywać normalnie. - Tak się z psem snuję... - A mogę posnuć się z wami? Byłam tak zszokowana, że ledwo udało mi się wydukać w miarę sensowne: "Jasne". Spacerowaliśmy po ulicach, gadając o wszystkim i o niczym. Chociaż właściwie to Michał prowadził monolog... Nagle chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Słuchaj! Widzę, że coś cię gryzie! Powiesz mi, co się stało? - Wolę nie... - odparłam cicho, patrząc na czubki swoich butów. Łajdak usiadł obok mojej nogi. - Dobra, jak chcesz - usłyszałam głos Michała. - Ale mam coś dla ciebie... Mówię ci, pomaga na wszystko... Kiedy wyciągnął mały plastikowy woreczek z brązowozielonym proszkiem w środku, nie byłam pewna, czy go brać... Łajdak warknął ostrzegawczo, ale trzepnęłam go lekko smyczą w łeb i zamilkł. Nie chciałam wyjść przed Michałem na tchórza, więc szybko wzięłam woreczek do ręki i wsunęłam go do kieszeni. Michał uśmiechnął się do mnie i zaczął opowiadać o swoich treningach... A teraz siedzę w pokoju i potrząsam lekko woreczkiem z marihuaną... W głowie mam ogromny mętlik. Zastanawiam się, czy brać, czy nie. Trochę się boję, bo w końcu tyle się mówi o uzależnieniach... ale z drugiej strony podobno pomaga w nauce... Zresztą nie wiem, nie znam się na tym kompletnie... może nie jest aż tak źle? Za drzwiami znowu słychać krzyk ojca. O co się pokłócili tym razem? Nie zastanawiam się dłużej. Nieco drżącymi palcami otwieram woreczek i wysypuję część proszku na blat biurka...

16 maja, wtorek. Nie poszłam do szkoły. Całą noc wymiotowałam. Nie wiem, czy to przez tę marychę, czy przez coś innego. Ale wczoraj całkiem odleciałam... Całkiem fajne uczucie. Wzięłam i... wszystko przestało być ważne. To, że ojciec jeździ do kochanki i ma z nią dziecko, że mama płacze, że Marka nigdy nie ma w domu, że już jestem zagrożona z trzech przedmiotów... Wszystkie problemy straciły ważność! Liczyło się tylko TU i TERAZ. Tylko, że TERAZ nie czuję się najlepiej. Ale może się przyzwyczaję... Bo to naprawdę pomaga w nauce! Wszystko zrozumiałam! Muszę poprosić Michała, żeby skołował mi jeszcze trochę przed następną fizyką. I geografią... i chemią... Może dzięki temu jakoś się wyciągnę... Nie mam siły pisać. Strasznie boli mnie głowa. Ciekawe, czy zawsze tak jest...

Tego samego dnia, wieczorem.

Michał był u mnie! Powiedział, że martwił się, dlaczego nie przyszłam do szkoły. Opowiedziałam mu o swoich dolegliwościach, ale uspokoił mnie, że on też za pierwszym razem tak to przeżywał. Ale za drugim i każdym kolejnym już było w porządku. Powiedział też, że tylko dzięki dragom tak dobrze sobie radzi w szkole. Skoro tak, to to chyba naprawdę działa... Kiedy zapytałam go o jakąś dostawę, uśmiechnął się tylko i wyciągnął z plecaka foliowy woreczek. - A... to chyba kosztuje? - zapytałam niepewnie, chowając marychę pod materac. - Niby tak... ale nazwij to prezentem z życzeniami powrotu do zdrowia! Dzisiaj też wezmę. W końcu jutro jest chemia, a ja mam zamiar już iść do szkoły...

18 maja, czwartek. Nie miałam czasu wcześniej pisać. W domu znowu kłótnia. Ale dzięki Michałowi i prezentom od niego już mnie to nie obchodzi. Ważne, że wyciągam się ze wszystkich pał. A poza tym mam nową metodę na wyluzowanie... Odkryłam dzisiaj, że cięcie się rozluźnia. Widok krwi, spływającej powoli po moim nadgarstku i dłoni, działa na mnie uspokajająco. Ciemnoczerwone krople zostawiające ciemną strużkę na środkowym i wskazującym palcu, a potem spadające na podłogę pomagają zapomnieć o problemach. Czuję się tak, jakby razem z krwią i bólem odpływały wszystkie kłopoty... Na kartkę pamiętnika właśnie upadła jedna kropla. Powoli wsiąka w zakratkowany papier, znacząc małe, trochę nieregularne kółeczko koloru ciemnej czerwieni... Mogłabym się tak długo bawić i rozmyślać, ale muszę zatamować krew, zanim mama wróci z pracy. Na pewno zrobiłaby mi kazanie, że to niezdrowe i bez sensu, że zostaną mi blizny... Ale ona nie rozumie, jak to rozluźnia! Ona nie zna tego uczucia, kiedy śledzi się wzrokiem krople krwi i ma się wszystko gdzieś! A poza tym po co mam ją dodatkowo martwić, a przy okazji narażać się na jakąś kolejną "poważną rozmowę"?

Już zabandażowałam rękę. Wprawdzie opatrunek trochę przesiąkł krwią, ale założę bluzę z długim rękawem i może nikt nie zauważy... Muszę jeszcze odrobić lekcje. Jutro fizyka... Dobrze, że zostało mi jeszcze trochę marychy. To znaczy "gum do żucia". Michał mówi, że musimy zacząć uważać, bo nigdy nie wiadomo, kto może nas usłyszeć, więc teraz marychę nazywamy właśnie tak. Trochę ciężko mi się do tego przyzwyczaić, ale nie chcę, żeby Michał miał przeze mnie jakieś problemy...

Czuję się świetnie!!! Do tej pory nic nie rozumiałam z tej durnej fizyki, a teraz wszystko wiem i umiem! Jak dobrze pójdzie, to może wyciągnę się jeszcze i nie będę musiała zdawać na wakacjach! Wszystko dzięki Michałowi i "gumom"! A tak w ogóle nie rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo boją się narkotyków! Przecież to wszystko o uzależnieniach to jedna wielka głupota! Mam ochotę - biorę! Nie mam ochoty - nie biorę! I co, może ja też jestem uzależniona? Niby od czego?! Biorę, bo mi to pomaga w nauce! Jak się wyciągnę z tych wszystkich pał, to z tym skończę! Nie jestem przecież jakąś narkomanką w obdartych dżinsach, wstrzykującą sobie jakieś świństwa w żyłę! Bez przesady...

21 maja, niedziela. Imprezy nie było. Rodzice Michała jednak nie wyjechali w delegację i wszystko trzeba było odwołać... Nie jest dobrze. "Guma" się skończyła. Michał mówi, że jego dostawca się zbuntował i teraz musi już płacić za każdą działkę normalną stawkę. Pięć dych... Powiedział, że to i tak promocja, bo u innych kosztuje po stówie albo i drożej... Na razie sprzedałam MP3 i komórkę. Mamie powiedziałam, że mnie okradli. Trochę się zmartwiła, ale pocieszyłam ją, że świat nie kończy się na pieniądzach. Wiem, że w domu nie ma kasy (ojciec prawie wszystko zawozi Joasi i Mateuszkowi!), więc sprzedaję, co mam, żeby jakoś zaliczyć tę klasę...

25 maja, czwartek. W szkole wszystko w porządku - nawet Larwa mnie pochwaliła, że tak świetnie sobie poradziłam ze wszystkimi zaległościami! Cała klasa biła mi brawo, tylko Michał tajemniczo się uśmiechał. Tylko on i ja wiemy, czemu zawdzięczam tę poprawę... Na przerwie poszliśmy do składziku. Michał wyciągnął z kieszeni "gumę" i powiedział, że cena znowu wzrosła... Jestem załamana. Wprawdzie na dzisiejszą działkę miałam jeszcze forsę, którą wyciągnęłam od rodziców na książki do angielskiego (po stówie od matki i ojca - aż dziwne, że on też mi dał), ale nie wiem, co będzie dalej. Już i tak oszczędzam na wszystkim... Czasem zastanawiam się, czy tego nie przerwać, ale to nie jest takie proste... Ciężko mi zrezygnować z tej błogości, która ogarnia mnie zawsze, kiedy wezmę...

26 maja, piątek. Dzisiaj krótko. Sprzedałam moje ukochane spodnie... Ewka chciała je kupić, więc wytargowałam parę złotych. Resztę pieniędzy wyciągnęłam z torebki mamy, kiedy ona robiła coś w kuchni. Coraz trudniej mi wytrzymać bez "gum". A jeszcze Michał cały czas mówi o podwyżkach cen... Jest coraz gorzej, ale jeszcze jakoś sobie radzę. A co najważniejsze, seniorzy jeszcze się nie zorientowali...

Tego samego dnia, wieczorem.

Bez przesady! Byłam dzisiaj z Majką na spacerze.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych