Wróć do katalogu

Pamiętnik znaleziony na strychu

Wspomnienia człowieka, który po tragicznych wydarzeniach znalazł się na skraju szaleństwa.

szponix, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powiada się, że istnieją na tym świecie zjawiska, które nie nawiedziły wyobraźni nawet największych myślicieli. Doświadczenia moje i wydarzenia, w których uczestniczyłem przeszło czternaście lat temu, uświadomiły mi, że najbardziej niepojęta i przerażająca jest otaczająca nas rzeczywistość. Natomiast mary nasze, senne z pozoru, kryją w sobie tajemnice obrzydliwie okrutne, których istota ludzka nigdy tykać swym pojmowaniem nie powinna. Wydarzenia, które zamierzam w mym pamiętniku spisać, sprawiły iż od ludzi wszelkich izolując się, zamieniłem mieszkanie moje w więzienie elektrycznymi przewodami opasane, których zadaniem jest ochrona życia mego. Od ponad dekady, co noc przez klatkę, w której przyszło mi spędzić dni moje ostatnie, prądy o natężeniu ogromnym przepuszczam, nadzieję mając, że za ich pomocą uda mi się nieuchronny koniec mój straszliwy opóźnić. Za dnia opuszczam dom swój tylko o porze, w której Słońce najwyżej nad globem świeci. Jak zbity pies, w pośpiechu dokonuje niezbędnych sprawunków i zapasy żywnościowe robię, by czym prędzej do schronu mego powrócić. Nadzieję ciągłą żywię, że oszczędzony zostanie mi los, jaki druha mego spotkał. Wiem jednak podświadomie, że tak samo, jak jemu, mi skończyć pisane, bowiem tak, jak mojemu przyjacielowi drogiemu, tak i mi dane było poznać prawdy bluźniercze, które samego Lucyfera w obłęd by sprowadziły. Przyjaciel mój zaś życie swe zakończył rozczłonkowany, w sposób logice wszelkiej przeczący, będąc pacjentem szpitala dla osób obłąkanych przeznaczonego.

Cała historia, jak już wspominałem, rozegrała się przed czternastu laty. Zaznaczyć w tym miejscu wypada, że przyjaciel mój od zawsze lubował się zajmować sprawami nie dającymi się wyjaśnić w sposób racjonalny. Oboje odbyliśmy odpowiednie kształcenia i po zdobyciu stopni naukowych zajmowaliśmy godne stanowiska w instytutach mam odpowiadających. O ile jednak namiętnością moją były zawsze liczby i prawa fizyczne niezłomne w swej stałości, o tyle kolegę mego interesowały sprawy z ciałem i umysłem naszym związane. Iż filozofia również nie była mu obca, każdy to widział. Spotkaliśmy się przeto często wieczorami, w gry wymagające umysłowego wysiłku grając i o tajemnicach świata rozprawiając.

Tego dnia właśnie druh mój wszedł w posiadanie księgi starożytnej, której tytułu zapamiętać nie było mi dane. Zapytany przeze mnie do czego foliał ów, w skórę oprawiony, potrzebny jemu, stwierdził iż nie posiada on żadnej wartości, która mogłaby mnie zainteresować. Księga owa roztaczająca wokół siebie aurę groźby niemal namacalnej, miała być spisana przez Araba szalonego. Gdyż z relacji przyjaciela mego wynikało, że informacje w niej zawarte nie mają się nijak do prawd przez naukę głoszonych, uznałem że bajania jakieś zawiera i czasu mego warta nie jest.

Druh mój zaś spędzał na lekturze tekstów w księdze owej zawartych każdą chwilę wolna. Jak mi później tłumaczył, odkrył przy jej pomocy tajemnicę źródła wiedzy odwiecznej, ostatecznej i nieskończonej. Wiedza ta zawarta ma być w otaczającym nas Chaosie. Twierdził on, jakożby wszystko, co było, jest i będzie, spisane było w nieładzie, w którym zarówno my, jak i wszystko, co nas otacza, skąpani jesteśmy.

„Najprościej owe zjawisko wytłumaczyć na przykładzie cząsteczek powietrza – rozpoczął swój wywód – Jakoż sam lepiej ode mnie się w tych sprawach orientujesz, wiesz przeto, że drobiny, z których mieszanina powietrzna się składa, w ciągłym ruchu się znajdują. W tym zaś samym pokoju, w którym obecnie się znajdujemy, tyle ich jest, że w dowolnej chwili moglibyśmy znaleźć taką ich grupę, która ułożona została, z pozoru przypadkowo, w kształt litery, cyfry tudzież symbolu jakiegoś. Nauka tłumaczy to poprzez prawdopodobieństwo, ja zaś Ci powiadam, że Chaos tym wszystkim steruje i to, co przypadkowe się wydaje, ściśle określony zamiar reprezentuje. Przyznasz mi więc rację, że skoro drobiny potrafią się w litery i wzory układać, zdarzyć się może również, iż słowa z nich powstaną, ze słów zdania, które z kolei są w stanie utworzyć księgi wiedzy i poznania pełne. Oczywiście tylko w niewyobrażalnie małej części informacje te są prawdziwe i posiadają sens jakikolwiek. Nie zmienia to jednak faktu, że poprzez wszystkie eony istnienia Ziemi, cząsteczki te, Chaosem kierowane, zapewne zapisały już nie raz w swoim ułożeniu rozmowę, którą teraz prowadzimy. To jest właśnie źródło wiedzy niepojętej, bowiem drobiny te, z uporem godnym Syzyfa, nie zatrzymują się ani na chwilę, ciągle nowe informacje tworząc. Zostało więc za ich pomocą spisane to, co już wiemy, począwszy od kołysanek dzieciom śpiewanych, na tajemnicach wszechświata skończywszy. Mało tego, mój drogi, spisano dawno również wiedzę, której ludzkość nigdy poznania nie dostąpi. W Chaosie, o którym mówię, powstaje ciągle poezja najpiękniejsza i historie przeokrutne. Problem w tym, że nie ma sposobu, by dzieła owe, ulotne, w jakikolwiek sposób dostrzec, a tym bardziej zachować.

Za pomocą księgi tej dane mi było jednak poznać jedną z wielu tajemnic naszego istnienia – kontynuował uparcie – i wiem teraz, że ludzkość nie bez powodu, jako jedna ze wszystkich stworzeń, posiada umiejętność wiedzy zdobywania. Najprościej będzie zobrazować to, opisując Tobie mózg nasz jako cewkę organiczną. Tak się składa, że „indukują” się w niej niektóre, najprostsze informacje w bezładzie niepojętym zawarte. Stąd wiedzę zdobywamy, z Chaosu, z nieładu, z niepojętej skarbnicy, która dna jest pozbawiona.

Ufam mój drogi, iż znalazłem sposób na to, by umiejętności poznawcze mózgu mego wzmocnić i wyczulić go na Chaosu podszepty delikatne. Przeto przepisy w księdze owej znalazłem – wymawiając słowa te uniósł foliał skórą i metalem obity – które pozwolą mi odpowiednie napary roślinne i substancje chemiczne sporządzić. Za ich pomocą cel swój zrealizuje.”

Zanotowanym być powinno, że do realizacji postanowienia owego bezzwłocznie przystąpił. Sporządzać zaczął substancje dziwne, ze składników ze źródeł nie zawsze legalnych pochodzących. Mi za to oznajmił jedynie, iż w samotności do eksperymentu swego przygotowywać się musi, w związku z czym przez dni kilka nie życzy sobie odwiedzin moich. Posłać miał po mnie, gdy gotowe wszystko będzie. Tak też się stało i dokładnie po tygodniu od naszej rozmowy, chłopiec na posyłki do drzwi domu mego zapukał.

Ponieważ w wieczór owy noc przesilenia zimowego wypadała, którą najkrótszy dzień w roku poprzedza, płaszcz gruby na siebie zarzuciłem i niezwłocznie na pokryte śniegiem ulice wyszedłem. Miasto było puste, a powietrze dziwnie nieruchome, jakby wszystko kloszem nakryte zostało, przez który podmuchy nawet najmniejsze z zewnątrz dostać się nie mogą. Szedłem więc pustymi ulicami, mijając kamienice, których okna kagankami rozświetlane były. Ślady moje pozostawały na śniegu odciśnięte, drogę do domu przyjaciela mego znacząc. Po kilkunastominutowym marszu na obrzeża miasta się dostałem, gdzie stary dworek się znajdował, który celem mej wędrówki był.

Ominąwszy skrzydła starej, pordzewiałej bramy metalowej, która wejścia na posesję kiedyś strzegła, a teraz rozwarta i poskręcana była, wprost do drzwi kroki me skierowałem. Ponieważ stukanie kołatką natarczywe i mocne, efektów żadnych nie dawało, czystą troską kierowany za klamkę złapałem, gotów drzwi wyrywać w razie potrzeby. Ku zdziwieniu memu, zamek pod naciskiem dłoni mej puścił i swobodnie do środka wejść mogłem. Przyjaciel mój nie zamknął drzwi… Atmosfera, którą we wnętrzu wiekowego domu napotkałem, poiła mnie strachem i ciekawością po równo. Podobnie, jak w mieście całym, tutaj też powietrze martwe było, ale przesycała je dodatkowo woń oczekiwania, napięcia i tajemnicy ogromnej. Dość powiedzieć, że oświetlenie elektryczne było wyłączone, a w jego miejsce światło dawały świece rozmiarów różnych, na pułkach i podłodze ustawione. W taki sposób je ulokowano, by jedynie drogę do sali głównej wskazywały. Tam też bez większego namysłu się udałem, oczekując spotkania z gospodarzem. Nie będę próbował opisywać zaskoczenia, jakie mnie z chwilą wejścia do salonu ogarnęło. Zamiast tego postaram się jak najwierniej opisać, co oczy me ujrzały.

Po środku wysokiego na ponad pięć metrów pomieszczenia stało łoże – z sypialni zapewne zniesione. W jego rogach czterech ustawiono, ogromne przypominające grzyby, cewki tesli. Te zaś zasilane były pękami przewodów, które z całego domostwa do nich właśnie doprowadzono. Zapewne mijałem również niektóre z kabli owych, korytarzem idąc, ale ponieważ poza światłem świec się znajdowały, oczy moje dostrzec ich nie mogły. Pośród tego wszystkiego przyjaciel mój się znajdował. Widząc go, wnet się domyśliłem, iż kąpieli oraz snu dawno nie zaznał. Chuda jego sylwetka, zgarbiona nieco była, a włosy zmierzwione i tłuste na czoło opadały. Z jego bledszą, niż zwykle skórą, zaczerwienione oczy wielce kontrastowały.

Jakoż przywitał mnie od razu z uśmiechem serdecznym, obawy wszelakie na bok odłożyłem i rozmowę rozpoczęliśmy. Wytłumaczył mi więc, po co to wszystko jest przygotowane. Księga, o której wspomniałem wcześniej, wskazówki zawierać miała, w jaki sposób istota ludzka, za pomocą technik medytacyjnych i napojów alchemicznych, w stan do hipnozy podobny wprowadzić się może. Będąc w nim człowiek miałby jakoby zdolności mózgu swego do granic możliwości wykorzystać i wprost z Chaosu czytać. W księdze owej zawarte miało być również ostrzeżenie, jakoby w stanie owym, człowiek nie tylko zdolny był Chaos pojmować, ale i na jego działanie miał zostać wystawiony. W Nieładzie miały się zaś znajdować byty stworzeniu wszelkiemu przeczące, które, z powodów niepojętych, wyładowań elektrycznych, podczas burz występujących, miały się obawiać. Stąd też owe cewki się wzięły. Przyjaciel mój bowiem uznał, że w razie niebezpieczeństwa właściwości ich niespotykane, życie mu uratują.

Przebieg eksperymentu następująco był zaplanowany: przyjaciel mój, na łożu spocząwszy, odurzyć się miał miksturami wcześniej sporządzonymi i za sprawą technik, które doskonalił przez dni kilka ostatnich, w trans miał się wprowadzić. Moim zaś zadaniem było baczne go obserwowanie i notowanie zjawisk niecodziennych wszelakich. Gdybym jakiekolwiek wątpliwości co do jego bezpieczeństwa posiadał, miałem czym prędzej z przełącznika skorzystać i cewki prądem zasilić. Wszystko to wydawało mi się wtedy bezcelowe i z góry skazane na niepowodzenie. Tak mi podpowiadał zdrowy rozsądek. Gdybym wówczas wiedział, jakie następstwa przedsięwzięcia owego będą, wszystko bym uczynił, by do niego nie doszło. Stało się bowiem, że wydarzenia, które za chwilę opiszę, zachwiały cała moją wiarą dotychczasową w naukę i logikę.

Ułożył się druh mój na łożu, uprzednio biorąc spory łyk zawiesiny jakowejś z kubka metalowego. Spoczywając już, prawy rękaw podwinął i wprost w naczynie krwionośne kilka mililitrów substancji innej sobie zaaplikował. Zrobił następnie kilka głębszych oddechów i, jak mi się wydawało, po prostu zasnął. Siedziałem zatem przy posłaniu jego czuwając, a czas mijał, jak to ma w swoim zwyczaju. Nie jestem pewien, czy minęło pół godziny, godzina, a może nawet dwie. Dopiero po czasie owym, bliżej niesprecyzowanym, wszystko się rozpoczęło.

Na sam początek dojrzałem, jak usta jego delikatnie poczynają się ruszać, zamykając i otwierając na zmianę. Z czasem uzmysłowiłem sobie, że słowa jakieś próbuje wypowiadać, jednak bezgłośnie. Mijały kolejne minuty, a ruchy jego ust stały się pełniejsze i w czasie owym wyglądało to, jakbym oglądał osobę normalnie mówiąca, samemu zmysłu słuchu pozbawionym będąc. Nagle doszły mnie dźwięki – przyjaciel mój rozpoczął słowa wypowiadać. Z początku nie wszystko usłyszeć mi było dane, postaram się zatem spisać,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych