PAMIĘTNIKI WIELU LUDZI
Różne takie dni i myśli z życia
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Prawdopodobnie w życiu każdego człowieka nadchodzi ten moment,w którym ma ochotę zerwać z dotychczasowym życiem i tak jak wąż pozbywa się skóry pozostawić wszystko za sobą w tyle. Musi tylko spotkać tą właściwą osobę, która stanie się przyczyną – impulsem sprawczym. Wówczas nowe cele przesłonią stare, a nowe życie stanie się bardzo przyjemną rzeczywistością. Pojawią się wtedy głębokie spojrzenia w oczy i chęć bycia blisko. Pragnienie czucia i dotykania. Upojne spędzanie wspólnego czasu na niekończących się dyskusjach o doświadczonych przeżyciach. W piersi głośno kołacze serce i prosi o likier miłosnej euforii. Wszyscy powinniśmy to poczuć. Mieć chwilę, w której przenika nas dreszcz nieuchronnego szczęścia, a wszystko za sprawą jednej małej osóbki. Delikatnej kobiety o cudownie całuśnych ustach i delikatnej skórze utkanej z nici pięknego pająka, który przestraszony wzniosłością swojego dzieła czmychnął w nieistniejący kąt. Jej zapach to niepowtarzalna mieszanka polnych kwiatów i ogrodowych róż. Tak, taka osoba istnieje i przywraca mi wiarę w dobro. Mijam ją, a ona podąża za mną wzrokiem, słodko się uśmiecha i mówi: - Nie martw się wszystko będzie w porządku – po czym gładzi me ramię. - Jej niesamowitość przenika każdy centymetr mojego ciała – myślał Jan. Ciężko jest być szczerym wobec samego siebie. Lecz kiedy odzywają się długo skrywane pragnienia przez szparę w drzwiach zaczyna prześwitywać słoneczny blask. Powoli wdziera się do ciemnej krypty i przybiera bardzo wyraźną postać konkretnej osoby lub raczej osóbki. To wszystko czuł Jan. On stawał się zupełnie nowym człowiekiem. Silnym w miłości i uzupełnionym o brakujący atom jego cząsteczki. Wracał mu świadomość tego co chce i może dać. Pragnął uwolnić z siebie całe dobro i podarować je Julii. Wyciągnąć dłoń i jednym bardzo czułym dotykiem porazi ją swoim ciepłem. Dać niebo na ziemi, raj wypełniony wieloma egzotycznymi owocami, których miąższ powoli spływałby po jej alabastrowej brodzie. Najpiękniejsze było to, że czuł, iż ona tego potrzebuje. Była do tej pory niepotrzebnie raniona przez pragnących odebrać ogień jej duszy. Teraz musi nastąpić powolne oswajanie z czułością, delikatnością i wszystkim czego tak naprawdę pragnie, a o czym boi się mówić i myśleć. - Otwórz się, otwórz się na samą siebie Julio – wołał w swym sercu Jan.
2. Będąc mały chłopcem czytałem opowiadanie o jętkach – to takie jakby małe komary, których całe życie trwa jeden dzień. Pamiętam, że wtedy zbytnio się tym nie przejąłem ale patrząc na to z perspektywy czasu to bardzo dziwne. Gdyby natura w swojej wspaniałomyślności posunęła się do obdarzenie nas ludzi podobnym losem powstałoby niezłe zamieszanie. W gruzach legły by nasze głęboko przemyślane plany i kariery. Każdy pewnie starałby się spróbować wszystkiego w te 24 godziny. No tak; najeść się i napić do syta, przeczytać kilka ciekawych książek, obejrzeć kilka ciekawych filmów, pokłócić się i pogodzić, poznać najlepszego przyjaciela lub przyjaciółkę, nauczyć się jeździć rowerem, spaść z roweru, pójść na grzyby, nazbierać malin, nałapać motyli, zobaczyć krowę lub konia, pogłaskać kota, wyjść z psem na spacer, pospacerować w deszczu, poskakać po kałużach, złamać rękę lub nogę, podrzeć sobie spodnie, przyszyć guzik, nakarmić wróbla, zjechać na sankach z górki, uderzyć się palcem u nogi o kant łóżka lub szafki, puścić parę kaczek po wodzie, zjeść loda, ugotować zupę, zrobić mizerię, dostać w gębę od jakiegoś draba, powąchać różę, policzyć kropki na biedronce, namalować obraz, zakochać się, przytulić, pocałować jego lub ją, szeptać sobie słodkie słowa do ucha, zakochać się znowu po raz drugi, trzeci ... i w końcu założyć rodzinę lub nie, pójść na ryby, przejść na czerwonym świetle przez ulicę, kopnąć pustą puszkę, potknąć się o wystającą płytkę chodnikową, kupić sandały na rzepy, doprowadzić kogoś do szału, polizać znaczek, zapuścić brodę, zobaczyć jeża, zestarzeć się, postać w kolejce, poleżeć na miękkiej kanapie . . . Powyższą lista zostaje otwarta na wpisy osób chcących dopisać własne pragnienia. Ja sam przerwałem przestraszony tym, że samo myślenie o tym co chciałbym zrobić zajęło by mi jeden dzień. Jeden dzień, to znaczy cały dzień ,w tym przypadku jednodniowego życia. Zasnąłem pełen strach, że coś takiego może mnie spotkać. Życie trwające 24 godziny było by jak gul wygazowanej Pepsi, drożdżówka z wyjedzonym dżemem, lewy i na dodatek dziurawy trampek bez pary, chińska zupka beż makaronu, włosy na głowie bez głowy, żarówka bez światła, stół bez blatu, niebo bez chmur, drzewo bez kory, Żwirek bez Muchomorka, kluska śląska bez dziurki na sos, gwiaździste niebo bez gwiazd, toaleta bez spłuczki, płatny parking bez opłat, rosół bez tłustych oczek, czarne mleko, kwadratowy wąż ogrodowy, żywa ryba bez głowy, nos bez dziurek w nosie . . . Chyba będę już kończył po powoli zaczynam tracić kontrolę nad tym co piszę,a może to co piszę zaczyna przejmować kontrolę nade mną. I ważnej jest tu to, że nie ma żadnego morału, bo szkoda na to czasu. Słowami można się po prostu nieźle bawić.
3. Przystępując do napisania tych kilkunastu zdań początkowo myślałem, że nie będą one miały głębszego sensu. Frywolnie i swobodnie rozmyślałem o tym ile wrażeń i emocji może pomieścić w swoim wnętrzu człowiek. Przecież rodzimy się sprawiając ogromny ból osobie, która zdecydowała się na nasze poczęcie. Świadoma czekającego ją cierpienia decyduje się oddać cząstkę siebie światu. Mała poczęta kruszyną rodzi się z płaczem wyrażającym niezadowolenie z powodu opuszczenia ciepłego i bezpiecznego miejsca. Rodząc się doznajemy szoku porażeni milionem nowych bodźców. Lecz zabezpieczeni w nieświadomość stajemy się małym, początkowo bezpiecznym człowiekiem. Zaczynamy podążać ścieżkami wyznaczonymi nam przez los naszych rodziców. Gdy pierwszy raz upadamy porażeni niezgrabnością naszego ciałka mamy pretensje do chodnika, że nie jest właściwie miękki by zamortyzować nasze próby stania się osobą płynnie poruszającą się na dwóch kończynach. Jednak to wszystko to tylko ból w postaci cielesnej. Z czasem pojawia się jego drugi zdradziecki kompan – ból psychiczny. I tutaj dla otrząśnięcia się z niego nie wystarczy uśmiech mamy, czy kilka czułych gestów taty. Stajemy twarzą w twarz z nieznanym. Błądzimy i kluczymy by znaleźć antidotum ukryte przez skrzata na końcu tęczy. Oczywiście jest całe mnóstwo pozytywnych doświadczeń – radość, zadowolenie z pierwszego samodzielnie postawionego kroku. Rozpierająca nas duma, która towarzyszy pierwszej pochwale ze strony rodziców. I wiele, wiele innych radościouczuć tak łatwych do zatarcia. Nagle mija kilka ulotnych chwil i stajemy się dorośli. Coś co nie było ważne staje się bardzo ważne ,a niekontrolowany czas odbiera nam z życia cenne minuty na pracę, dbanie o dom i ciągle za plecami słyszymy tykanie zegara, który drwi informując nas o kolejnej upływającej godzinie: - Tyk, Tak, Ha, Ha, Ha, Tyk, Tak, Ha, Ha, Ha. To ja zegar i zawsze już tu będę.
4. Wracałem sobie kiedyś z nikąd okrężną drogą, bo mi się wcale do domu nie śpieszyło. Miałem dużo czasu na dokładne studiowanie mijanych elementów okolicznego krajobrazu. Szedłem obok tartaku, który nie wydawał z siebie żadnego dźwięku, ani odrobiny piłowania czy cięcia, żadnych stukań młotka Tylko cisza i bezruch powietrza. Miejsce pozbawione swojego sensu. Pusta pustka przyprawiająca o skręt kiszek, która w przeciwieństwie do maślanego masła nie była strawialna. Potem zabrałem się za liczenie chodnikowych płytek. Ci sześciokątni towarzysze naszych stóp codziennie są deptani, opluwani i co gorsza bez protestu muszą znosić niesforne psy, które załatwiają na nich swoje potrzeby. Raz na jaki czas należy się im wymian to znaczy z miejsc bardzo publicznego trafiają na jakieś marne zadupie i tam tkwią do ostatniego pęknięcia. Gdzieś w połowie drogi moją rozbieganą uwagę przyciągnął staruszek siedzący na ławce i wygrzewający się w popołudniowym słońcu. Błogo marnotrawił czas na dogrzewaniu swoich starych kości. Miał przymknięte powieki tak aby ostre promienie słoneczne nie drażniły jego siatkówki, rogówki i tęczówki. Mając tyle lat człowiek pewnie ma o czym myśleć. Wypadało by go zapytać - co czuje? czy jest szczęśliwy? czy kogoś kocha? - ale po co zakłócać harmonię jego wypoczynku. Niech trwa i rozkoszuje się tym co nie jest dane wielu innym – spokojem ducha. Nagle zaczął wiać bardzo silny wiatr i zmusił mnie do gwałtownego przyśpieszenia kroku. Zbierało się chyba na deszcz. Otoczenia migało kolorowym światłem, tylko stop klatki wyrywały się z tego pędu i zapadały w pamięć: -pijaczyna o zsiniałej twarzy klnący na pustą butelkę, -mężczyzna skrzętnie sprawdzający zamknięcie na garażowej kłódce chroniącej dostępu do jego samochodowego skarbu, -przechodzień pytający innych o drogę, -chłopiec szybko trzepiący dywan, -poeta piszący wiersz, Wszystko niby normalne, zwykłe ale mogłem tego nie widzieć, pójść inną drogą, przez miasto pełne ludzi, którzy rzadko mają coś ciekawego do powiedzenia. Zakokonieni w swoich doskonałych i indywidualnych życiorysach. Pędzą, mijają się, przemykają, podążają do nikąd. Ale to już zupełnie inna historia. Powinniśmy być świadomi tych ulotnych chwil, czy też wrażeń, które czynią nasze człowieczeństwo pełniejszym. Nie omijajmy nieprzyjemnie wyglądającej okolicy ona bardzo się ucieszy z naszych nieczęstych odwiedzin. Tam też często gości wróżka rozdająca serdeczne prezenty.
5. Już dawno miałem ochotę napisać w swym pamiętniku coś, co pomogło by innym zrozumieć życie. Lepiej i godniej przez nie przejść. Niestety ciągle nie wiem jak to zrobić. Może kiedyś mi się to uda. Może.
6. Ciekawe co by się stały gdyby nagle ktoś wpadł na pomysł wydzielania ludzkich uczuć na kartki. Prawdopodobnie na początku każdego miesiąca wszyscy członkowie rodziny udawali by się do olbrzymiego i szarego gmaszyska. W nim to na 123 piętrze, w pokoju 22 bezduszny urzędnik wcinający kanapkę z salcesonem wręczał by otłuszczony kartonik papieru wielkości tabliczki czekolady. Na tym kartoniku znajdowałoby się jakieś dwanaście pól. Równo po trzy na miłość, nienawiść, radość i smutek. Każdy z dwunastu uczuciowych bloczków starczałby na trzy godziny. Podczas powrotu do domu trwałby nieprzerwane kłótnie na temat tego: ile?, kto? co?, komu? Już wyobrażam sobie te dyskusje: - Chłopie, w tamtym miesiącu przesadziłeś z miłością. Teraz twoje kartki dostanie siostra – mówi ojciec do syna. Albo: - Zosiu skończyły się już wakacje, więc w tym miesiącu twój bloczek z radością wędruje do Krysi – mówi stanowczym głosem matka próbująca dobrze wychować dzieci w tym uczuciowym obłędzie. Lub: - Mamo, mamo, a Marysia cały…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil loko60
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…