Pani Lata
Krótka, zmyślona historia... Kilka osób jest prawdziwych, ale mają pseudonimy... :P
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pani Lata
Cała ta historia wzięła swój początek pewnego słonecznego dnia i, uwieżcie mi na słowo, trwała krócej, niż by się mogło wydawać. Był początek lipca, ptaszki wesoło ćwierkały, żar lał się z nieba, a ja jechałem właśnie autobusem lini B do centrum mego miasta, do centrum Szczecina. Za zadanie postwiłem sobie kupno prezentu imieninowego dla mojej siostry Julii. W autobusie panował tłok, było gorąco, a ja jak zwykle w takich sytuacjach przecisnąłem się do okna i zacząłem rozmyślać. O niczym konkretnym, po prostu myślałem, tak żeby nie wyjść z wprawy. Tępym wzrokiem gapiłem się za okno, a miejski krajobraz przesówał się niczym w kiepskim filmie. Leniwym ruchem odgarnąłem włosy z czoła i wtedy właśnie wpadł na mnie ten grubas. Obejrzałem się za siebie, spodziewając się ujrzeć kogoś niższego ode mnie (miałem metr osiemdziesiąt dziewięć wzrostu, z czego byłem dumny), lecz ku mojemu rozczarowaniu, gruba patrzył na mnie z góry. Facet miał bez mała dwa metry wzrostu, skórzaną kurtkę nabijaną ćwiekami, i wcale nie był gruby. Miał może i dużo ciała, ale to były raczej mięśnie, choś dało się dostrzec lekke wybrzuszenie na jego brzuchu. Ku mojemu zdziwieniu atleta uśmiechnął się przepraszająco, i wyburczał przeprosiny. Wracałem spojrzeniem do „mojego” okna, kiedy mój wzrok prześlizgnął się po stojacej niedaleko mnie blondynce. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, iż widząc ją tylko przez ułamek sekundy zdołałem zarejestrować masę szczegółów; Była średniego wzrostu, blondynka, o lekko opalonej cerze, jej oczy przypominały kolorem niebo, usta były wymalowane na kolor słońca o wschodzie. Jej biała suknia, była niczym sieć rybacka o mniejszych oczach, pod spodem zaś dziewczyna miała białą halkę, czy coś w tym rodzaju. Wyglądała niczy władczyni letniej pory. Postanowiłem nazwać ją Panią Lata. Krajobraz dalej migał mi przed oczami, a ja miałem już temat do rozmyślań. Każdy normalny człowiek pewnie zastanawiałby się, skąd na jego planecie takie cudo? A tymczasem mój temat do rozmyślań dotyczył mej spostrzegawczości. Lecz w niedługo potem stwierdziłem, że wcale spostrzegawczy nie jestem. Do autobusu wsiadł mój kumpel, Śledziu. Postanowiłem przepchnąć się w jego kierunku. Śledziu stał koło Pani Lata, i jakby czegoś szukał, bo oczy latały mu na boki, jakby był naćpany. Kiedy byłem tuż koło niego, sięgnął pod pazuchę swej dżinsowej kurtki i z uśmiechem na ustach oznajmił wszem i wobec: - Dzień dobry, państwu. Proszę przygotować bilety do kontroli. – I ku mojemu zdziwieniu, zaczął kontrolować ludzi. Znałem Śledzia już od jakiegoś czasu i pomyślałem, że to kolejny z jego głupich żartów, ale on nie żartował. Miał legitymację kontrolera, i był z nim kolega po fachu. Kiedy zdałem sobie w pełni sprawę z powagi, a raczej komizmu sytuacji, zacząłem się śnmiać. Kiedyś, pamiętam to dokładnie, Śledziu, tak ten sam sledziu o którym mowa wyżej, kłucił się z kanarem o to, ze bilet to nie to samo co sieciówka. Wybuch mojego niepochamowanego śmiechu skierował Śledzia w moją stronę, a mnie w jego. Wyszło na to, że on, kontrolujący pasażerów i ja, przeciskający się do „kanara”, spotkaliśmy się koło Pani Lata. - Cześć Śledziu! – Wrzasnąłem mu do ucha, i dopiero wtedy zobaczyłem, co on robi. A mianowicie wyciągnoł bloczek z mandatami, i chciał spisać Panią. - Kurwa! A, to ty. Cześć. – przełożył długopis i bloczek do lewej ręki a prawą podał mi. – Myślałem, że to Pan Mięśniak, czyli... - Wiem, Narcyz. Widzę, że dorabiasz jako kanar? - Stary, na studia trzeba jakoś zarobić, no nie? - Ta. – Przyznałem mu rację. Nie każdy ma bogatego wuja w Stanach, który przysyła co miesiąc forsę. – Jakoś trzeba, Śledziu. Śięta racja. – Nie wiem czemy, ale próbowałem go zagadać, żeby nie spisał Pani Lata. A może było to wywołane przez błagalne spojrzenie Pani, niemo proszące o pomoc? - Może masz jakiś problem? – Zapytałem go, po chwili milczenia. - Ostatnio Narcyz mi... – Ale zaraz zajarzył o co mi chodzi. – Ja nie, to pani ma problem. Bo nie ma biletu. – Po czym zwrócił się do niej. – Czy ma pani przy sobie jakiś dowód tożsamości? – Pani Lata przecząco pokręciła głową. – To, co? Płaci pani karę na miejscu, czy wysiadamy na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Regis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…