Wróć do katalogu

PANNA OLA

Marek jedzie na wieś ....

adammopublikowano 12 sierpnia 200916 min czytania 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wypad za miasto? - Czemu nie! Marek był za! Trzeba odkurzyć płuca, trochę się przejść, być przez parę chwil ze zbożem malowanym, z pługami orzącymi wcześnie łany ogromne ugory, nasłuchać się tych wiatrów wiosenno-letnich, a może nawet pomoczyć się w jakimś bajorku. Od poniedziałku do piątku praca przy kompie – a w łykend – jechać w krajobraz. To oczywiste, że jeśli ma się samochód – nie liczy się z kilometrami. Tu trzeba wyjaśnić, że dla jednych wypad za miasto to był Świder, dla innych plaże niedaleko Dęblina, dla jeszcze innych Bugo-Narew. Marek wybierał te miejsca, gdzie nie było zbyt dużo ludzi, gdzie nie dymiły kominy, gdzie dają smacznie jeść. Dzięki takiemu podejściu do tematu odwiedził takie wsie jak Stasi Las, Mała Przygoda, Nalewka, Pędzi Koza. Nie Majorka, nie wyspy Bahama – a właśnie sioła o takich dość oryginalnych nazwach Marek polubił. Jak zdobywał adresy? Ot, na przykład miesiąc temu – kumpel opowiadał o takim gospodarstwie, niby rolnym, a tak naprawdę już trochę agroturystycznym. Po prostu – gospodarze harowali przez cały tydzień w obejściu i na polu, a w łykendy wynajmowali mieszczuchom fragment mieszkania. Trzeba tylko zadzwonić, uprzedzić, żeby pózniej nie było niedomówień, niejasności. I tak Marek zrobił. Zadzwonił z uprzejmym pytaniem, czy ewentualnie można wpaść w ostatni dzień kwietnia, kiedy to zaczyna się ten patriotyczny koniec tygodnia, najpierw wspomnienie wejścia do Unii Europejskiej, drugiego święto flagi państwowej, a trzeciego Konstytucja Tuż Przed Zaborami, przy czym Marek chce zostać cały tydzień, do następnego piątku. Gospodarz zgodził się. On sam również wyjeżdża, na gospodarstwie będzie jego córka, oblatana dziewucha w pracach na wsi, jakaś Asia, Ptasia – Marek nie dosłyszał. No, fajno – Marek to lubił – samotna panienka na włościach. Marek w ogóle lubił panienki. Kasia, Marysia, Zosia – ostatnio zaś Basia, ale to już dwa tygodnie temu, a zresztą miała opadającą dolną wargę, no, prostu znudziła się Markowi. A jakie jest lekarstwo, żeby zapomnieć jedną panienkę – trza poderwać następną. Może ta Asia, Ptasia? Kto wie? I tu trzeba dodać bardzo ważną rzecz – Basia była miastowa, a Marek lubił raz miastowe, raz ze wsi, ot taki kaprys, Marek nie bardzo umiał ten kaprys wytłumaczyć, po prostu tak już miał, sam pochodził z mieszczańskiej rodziny, i chciał od czasu do czasu posmakować wiejskiego chleba?

Marek przyglądał się drodze: jest krzyżówka, kościół, park – wszystko się zgadza – tak jak powiedział kumpel. Teraz ma być dość duży budynek – gminna biblioteka – no, Maruś – wysiadka! Panna panną – ale trzeba czytać! Przy stole siedziała dość wydekoltowana kobitka, po korytarzu kręciły się jeszcze dwie laski. Marek przywitał się, powiedział co i jak, że jest przejazdem, ale na tydzień, że szuka jakieś dobrej ksiązki – można przecież opalać się czytając i na odwrót – pani bibliotekarka uśmiechnęła się, poprosiła o dane personalne, wskazała półki, Marek podał dane, podziękował i zanurzył się w kniżkach. Wynurzył się z trzema, dawno szukanymi w stolicy, gdzie można tylko zapiszać się w kolejce, a tu proszę – w gminnej bibliotece bez żadnego problemu i bez zbędnych pytań wypożyczy, hłe, hłe, hłe. Kiedy wychodził jedna z panienek na korytarzu powiedziała: - Wież co? Moja szeflanda se popsuła – naprawisz mnie to? -Tak, kotek, naprawię – brzmiała odpowiedz. Odpowiedzi Marek nie usłyszał, uśmiechnął się na tą dziwną, pospolitą składnię, przez chwilę zastanawiał się co to jest ta szeflanda, to chyba jakiś slang tutejszy? No, nic – trzeba jechać dalej, do tej panienki. Marek uśmiechnął się – to już nie jechał na wieś, tylko do panienki? Tak czy siak – do Wody Pod Lasem zostały dwa kilometry.

-Dzień dobry, nazywam się Tomaszewski, Marek Tomaszewski … -A, to pan … Pan na łykend … Ja nazywam się Ola … Aleksandra Wnuk. - Miło mi. Panna ubrana była w miniowę, granatowa spódnica miała naszyte białe guziki; bluzka była biała z jakąś nieokreśloną naszywką. - Tatuś pedział, że pan przyjedzie … Ot, to nasze gospodarstwo … - dziewczyna zakreśliła coś na kształt koła. Gospodarstwo jak gospodarstwo - dom, podwórko, drzewa owocowe, jakieś zagony – ot, wszystko. Najokazalej wyglądał dom – podmurowany, z pewnością z piwnicą, piętrowy, z płaskim dachem. Marek zauważył antenę satelitarną. Tymczasem panna wyjaśniała: -Bendzie pan mieł osobne drzwi, osobne łazienkę i ubikację. Żeby nie przeszkodzać nawzajem. -A dlaczego mielibyśmy sobie przeszkadzać? – zapytał Marek, ale Ola go nie słyszała, mówiła dalej: -Chodzmy do pana drzwi, do pana domostwa. Po chwili byli w zacienionym dzięki zasłonom pokoju. Dziewczyna mówiła jak zakręcona: -O, tu masz pan, szeflande, no – komodę, szafę, stół no i – posłanie, nawlekłam panu nową pościel, po tych poprzednich turystach było dużo prania. Marek podziękował za tyle trudu i obiecał, że będzie spokojnym turystą. Dziewczyna wyjaśniła: -Tamto państwo byli ze z dziećmi … - i od razu zmieniła temat: -Obiad podam za godzinę, żeby pan odpęczał po podróży. Wyszła. Marek zauważył na poduszce białą kopertę. Zaproszenie, ciekawe, bardzo ciekawe, Marek wyjął z koperty formularz- Zapraszamy pana na powitalny obiad, stroje długie, ale wiosenne. Czas obiadu poda Gospodyni. Mile widziany uśmiech, żart.

O, rany- panna Ola była ubrana w kremową sukienkę, mini, przed kolano, z ramiączkami, i z dość dużym dekoltem. Co prawda Marek miał na sobie garnitur, ale przecież nie spodziewał się tego co zobaczył. Ta sukienka nadawała się na wieczór, na jakiś koktajl, na jakieś wieczorowe przyjęcie - dziewczyna miała jednak obojętną miną, tak jakby nic się nie stało, pokazała najpierw stół, potem krzesło. Na stole stała waza, na krześle leżał papierowa chusta. -No, prosiemy, prosiemy …

Panna Ola mówiła: - Kolację podam o ośmej, pra? Ja njie jodam kolacji zwyczajnie, a pan? Michał odpowiedział: -Ja jadam, i będzie mi miło jak potowarzyszy mi pani. -Tak? - filuteryjnie skręciła głową ku ramieniowi. -Bardzo mi się tu podoba – Marek przystąpił do ofensywy. – i to zaproszenie na poduszce … Panna zachichotała. - … i te kwiaty w wazonie, i ten widok – patrzył prosto jej oczy, dopiero po chwili skierował głowę ku oknu – za oknem – po kilku sekundach wrócił do jej oczu – i nie tylko … Panna opuściła głowę: - Ach, pra? -Wszystko mi się tu podoba, panno Olu – naprawdę. - Jeszcze pan nie widziołeś wsi – przypomniała. Aha – chce się mnie pozbyć – pomyślał Marek, głośno powiedział: -A kto pozmywa? -Jo! – Ola nie miała wątpliwości. – tylko trza się przebrać …. Coś sobie przypomniał – na zaproszeniu było napisane – mile widziany uśmiech, żart: - Trzeba iść na słońce – iść po wsi końce … Panna drgnęła jakby poczuła coś ciepłego na skórze: -O, pan poeta. Marek wstał z krzesła, podszedł do dziewczyny – pocałował w rękę – a niech wie! – niech zna we mnie dżentelmena!! Dziewczyna cicho powiedziała: - Miły pan jesteś.

Spacer był mu rzeczywiście potrzebny. Żeby zastanowić się nad panną Olą. Po pierwsze – ładna z niej bestyjka, nie ma co! Nogi ma zgrabne, ładnie wyglądała w tej miniówie; piersi duże, w bluzce nie było tak widać, ale w sukience już tak, bardzo ładnie się odznaczały, że Marek miał oczopląs. Sukienka? bez pomyślunku żadnego, może i chciała dobrze, uszanować gościa, ale bez przesady, dobrze? Po drugie – rodzina. Zostawili ją na gospodarstwie, widocznie mieli taki układ, ale cóś wspomniała o bracie, że to zaproszenie – to jego sprawka; tylko gdzie on jest? Jeżeli to rzeczywiście on zrobił te zaproszenie, to powinien być gdzieś niedaleko? Po trzecie – jak ją zdobyć? Na wiedzę – eeee, chyba nie podatna … te jej wyrażenia, zwroty

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych