Wróć do katalogu

Papieros tuż po

Takie też jest życie.

Kern, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Deszcz niemiłosiernie zacinał, zmieniając ulicę w potok. Pobliskie latarnie, wyglądające teraz jak niewyraźne żółte plamy światła, słabo oświetlały mroczne wnętrza samochodów. Kiepska aura dawała się we znaki kierowcom spowalniając i tak zakorkowane ulice. Tym razem jednak się z tego cieszył, inaczej na pewno by już wyjechała w siną dal. Biegł między dwoma szeregami aut oślepiany reflektorami i chłostny strugami deszczu. Lekki garnitur i eleganckie półbuty, zupełnie nieodpowiednie na taką pogodę, były już totalnie przemoczone. Nie zważał na to, chętnie przywitałby jeszcze zamieć śnieżną czy burzę piaskową. Wreszcie zauważył jej auto. Stała kilkanaście metrów przed nim. I wtedy właśnie zamigotało czerwone światło. Rzucił się do dramatycznego biegu. Pokonał kilka metrów, gdy zielona lampka dała znak strudzonym kierowcom, że mogą jechać. Serce w nim struchlało jednak nie przestał biec. Jej auto blokowane przez poprzednie jeszcze nie ruszyło. Był już dwa metry od celu, gdy stojący przed nią samochód ruszył. Sekundę później jej czerwone punto również wystartowało zalewając chodnik brudną fontanną. Stanął zdruzgotany. Świat się skończył. Nagle samochód zatrzymał się. Drzwi się otworzyły i wyszła ona. Rzuciła się w jego stronę. Pobiegł jej na spotkanie. Spotkali się w przeraźliwym odgłosie klaksonów. Wściekli kierowcy zareagowali trąbieniem, gdy światło powróciło w swej czerwonej postaci. Nie zważali na nic. Deszcz, hałas, zimno dla nich nie istniały. -Kocham cię – wypowiedział wreszcie słowa, na które od miesięcy wszyscy czekali. Bezimienny obserwator zazwyczaj odszedłby teraz z uśmiechem na ustach i ciepłem w sercu, a litery końcowe zamazałyby przyszłość dwojga szczęśliwie zakochanych. Lecz nie tym razem. Tym razem bezimienny obserwator poczeka aż minie romantyczny szał i powróci po kilku dniach. Nie chcąc przeszkadzać w tej podniosłej chwili obserwator odejdzie trochę, może do baru, w każdym razie z dala od deszczu i przybliży Wam naszych bohaterów. Otóż on to wzięty prawnik, lekarz, redaktor czy coś w tym rodzaju. Na pewno nie był to ogrodnik, kierowca czy choćby pracownik poczty. Jak wyglądał? Obserwator nie zauważył, ale oni zawsze są tacy sami. Wysoki, szczupły brunet. Przystojny, zadbany, koło trzydziestki. Typ metroseksualny z dwudniowym zarostem. Jak zawsze szlachetny, miły, obowiązkowy i nieszczęśliwie zaręczony z córką znajomego jego szefa. Ona zaś to typ energiczny, żywiołowy, wygadany, samodzielny, ale nie feministyczny. Kroczy przez życie biorąc z niego to, co najlepsze. Również ładna, szczupła, wysoka. Z twarzą delikatną i symetryczną. Nie wiadomo, co robi w życiu, bo przez całą historię widzimy ją głównie czekająca na randkę, na randce lub rozpamiętującą randkę. Przeważnie z koleżanką, niekiedy w SPA lub na ogromnych milionkalorycznych lodach, które zawsze idą w cycki w miseczce C. Wiadomo tylko tyle, że nie zniżyłaby się do bycia listonoszką, ekspedientką czy przedszkolanką. Jak zwykle została skrzywdzona przez męża, który ją rzucił dla młodszej, ładniejszej; nie, ładniejszej nie. Dla młodszej, która musiała być pewnie nieletnia, bo ona też nie jest przecież leciwa. O! Przygoda w deszczu skończyła się zapaleniem oskrzeli. Miodowy tydzień spędzą, więc w łóżku, do tego z dopłatą ZUS. Nie wypada im teraz przeszkadzać, bo potrójne dawki paracetamolu działają cuda. Żeby was czymś zająć obserwator streści krótko dotychczasową historię, która każdy z Was pewnie i tak zna. Spotkali się przypadkiem w mało romantycznych okolicznościach, pogrzeb czy wypadek samochodowy, jakoś tak to było. Zwykli śmiertelnicy nie myśleliby o amorach, ale nasi zakochani zakochali się w sobie po uszy właśnie wtedy. Oczywiście tego nie zauważyli i początkowo byli sobie wilkiem. Bla, bla, itd., itp., etc. Raz było dobrze a raz źle, w końcu on został postawiony w sytuacji zdawałoby się bez wyjścia. Albo narzeczona, praca i rodzina, albo ona. Wahał się, więc ona wybiegła, a on po krótkiej wymianie zdań za nią. Gdyby wystartował od razu złapałby ją mało romantycznie w windzie, ale jako że był szlachetny musiał powiedzieć do narzeczonej: -Nic z tego. Kocham ją, nie ciebie. – Do szefa zaś: -Wychodzę gonić moją miłość, nawet jak miałbyś mnie wywalić na bruk. – Do matki czy ojca: -To nic, że jej nie akceptujecie, ja ją kocham. – I żeby pozwolić jej wsiąść do samochodu dodał. -I jeszcze jedno. Mam gdzieś, co ludzie powiedzą. – Potem wyjrzał przez okno i dając jej fory walnął jednego czy drugiego w twarz, zaliczył drink na twarz i wreszcie pognał na parking; nie to byłoby zbyt mało dramatyczne;…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych