Wróć do katalogu

Parentel tir Achara cz. 4

część 4, komentarze mile widziane

Ola R.opublikowano 5 marca 201212 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W milczeniu wyszliśmy z komnaty, gdzie od razu otoczyli mnie strażnicy, a Var skuł mi ręce ciężkimi żelaznymi kajdanami. Z fascynacją przyglądałem się portalowi. Trzech magów właśnie nuciło zaklęcia by otworzyć przejście. Irina już tam była jak również żołnierze, którzy nas pojmali. Mieli wyczyszczone mundury i wypolerowaną broń. Ten lękliwy, co chwila przecierał twarz dłonią, pewnie pocił się ze strachu. Nagle poczułem dziwne zawirowanie i po drugiej stronie portalu ujrzałem schodki podobne do tych, na których staliśmy, jakąś drogę i wysokie mury w spiekocie ostrego słońca. Var wziął Irinę pod rękę i przeszli jako pierwsi, potem otoczyli mnie żołnierze i niewiele już widziałem. Marszowym krokiem ruszyliśmy do przodu. Jedyne, co poczułem przy przechodzeniu to nagłe uderzenie gorąca z drugiej strony. Nie widziałem Vara ani Iriny. Żołnierze zaczęli się rozstępować przepuszczając spalonego słońcem niewysokiego człowieka. Połowę włosów miał zgoloną, a drugą połowę, długą i przetłuszczoną, rozpuszczoną. Głowę zdobił mu czepek pełen barwnych piór. Miał na sobie tylko przepaskę biodrową i wielkie złote bransolety owinięte jak węże na nadgarstkach i kostkach. Idące za nim trzy kobiety były nie mniej egzotyczne. Wszystkie niewysokie, smagłe, o pełnych piersiach i krągłych biodrach. Włos miały zebrane na czubku głowy i związane. Odziane były podobnie jak mężczyzna – jedynie w przepaski biodrowe i złote łańcuszki zwieszające się pomiędzy przebitymi sutkami i pępkiem. Wzbudziły moje zainteresowanie. Mężczyzna przyglądał mi się bacznie ze wszystkich stron szczekliwymi dźwiękami porozumiewając się z kobietami, które dotykały mnie roześmiane. Wszystkie trzy miały równe białe zęby i przyjemny dla ucha śmiech. Chwyciły mnie za ręce i delikatnie poprowadziły za sobą do niewielkiego namiotu usytuowanego z boku. Rozebrały mnie i namaściły jakimiś olejkami. Miały delikatne dłonie, a ich skóra pachniała daktylami. Zrobiły mi przepaskę z działu białego lnu i ubierały w moje ubrania. Były teraz pocięte i poszarpane. Nogawki spodni, rękawy koszuli, kaftan porozcinany na szwach. Potem do namiotu wszedł tamten mężczyzna, klasnął w dłonie i kobiety wyszły rzucając mi ostatnie spojrzenia.

- Pochód gotowy – oznajmił mężczyzna twardo akcentując słowa we wspólnym – Będą straże, ale niektórzy będą chcieli zabrać ci ubrania. Po to je raniliśmy żeby było im łatwiej. Do Cesarza pewnie dojdziesz tylko w pasie.

Kiwnąłem głową, że rozumiem.

- Najlepiej nie reaguj. Będziesz miał kajdany a Muko weźmie cię na hlakla – kontynuował, choć nie bardzo wiedziałem o czym mówi – Przed panem świata padnij i ukorz się albo sam cię padnie.

Gestem kazał mi iść za sobą. Na zewnątrz czekał mężczyzna ogromnej postury z długim pozłacanym drągiem rozwidlonym na końcu. Wsadzili mi szyję w to rozwidlenie i spięli jakimś kolejnym sztywnym elementem. Gdy Muko pociągnął drąg wbijał mi się w szyję wstrzymując oddech. Gdy Muko szedł, drąg parł na mnie i musiałem iść. Jednym ruchem mógł mnie przewrócić i wychwiać z kroku. Na drodze przy brami ujrzałem ogromny pochód. Najpierw stały kobiety z koszami pełnymi kwiatów na głowach. Dalej sztukmistrze igrający z ogniem, żonglujący owocami, nożami oraz akrobaci na koniach. Potem był trębacz, a przed nim dwóch muskularnych ludzi dźwigający ogromną trąbę. Później kolejni akrobaci, tym razem piesi i kilku ludzi z lutniami. Może jacyś śpiewacy lub bardowie? Dalej stał duży zielony rydwan zaprzężony w dwa piękne, białe wierzchowce. Pozłacane koła i dyszle odbijały się w słońcu. Spojrzałem wewnętrznym wzrokiem i wśród dwóch stojących na nim osób dostrzegłem Irinę. Zatem obok musiał być Var. Dotrzymał obietnicy, że ją ochroni. Byle z ojcem bezpiecznie odjechali, a będę mógł znaleźć okazje by się zabić i dołączyć do duchów. Jednak wciąż czekał mnie tryumf przed wyzwoleniem. Otworzyła się brama i pochód ruszył. Muko pchnął mnie i pokierował by zająć miejsce w sporej odległości od rydwanu. Za nami chyba ustawili się żołnierze, ale sądziłem tak tylko z odgłosów marszowych kroków. Gdy rydwan przekraczał bramę ryknęły trąby zagłuszając nawet wiwatujących ludzi. Trębacz ogłaszał powrót zwycięskiego rycerza i chwałę mądrości Cesarza Świata, przed którym dziś ukorzy się tchórzliwy wróg. Wiwaty przerodziły się w okrzyki nienawiści, gdy Muko pchnął mnie przez bramę. Z dachów okolicznych budynków posypały się jajka i kamienie. Pomyślałem, że to dlatego idziemy kilkadziesiąt kroków za rydwanem – by czasem rydwanu nie narażać na cel. Po obu stronach drogi stali zbrojni pilnujący by ludzie nie zbliżali się nadto do pochodu. Z okrzykami tłumu mieszały się pieśni bardów opiewające chwałę zwycięstwo nad znienawidzonym wojownikiem. Byłem dla nich tchórzliwym psem niegodnym chodzenia po ich stolicy. Byłem tylko młodym diabłem zrodzonym z wiedźmy na zgubę ich mężnych żołnierzy. Śpiewali a tłum im przyklaskiwał radośnie. W powietrzu latały różne rzeczy : kwiaty pod kopyta koni, drobne złote pieniążki dla artystów, resztki przegniłego jedzenia dla Drzewnego Ducha. Tak jak mówił dziwaczny mężczyzna niektórzy przeciskali się przez żołnierzy i podbiegali do mnie bijąc po twarzy i torsie, kopiąc w brzuch. Muko się wtedy zatrzymywał i spokojnie czekał aż oderwą mi kawałek ubrania i niczym zwycięscy powrócą do tłumu. Gdy giąłem się w bólu, Muko podnosił drąg zmuszając mnie do wyprostowania się, a gdy próbowałem się bronić pociągał do tyłu przewracając mnie i pozbawiając oddechu. W połowie drogi już niewiele zostało z moich ubrań i ledwo mogłem iść. Głowa mi pulsowała od uderzeń i gorąca. Piasek wgryzał się w ciało i nie mogłem nawet głęboko odetchnąć. Kobiety były delikatniejsze, szarpały za włosy, policzkowały i zabierały jakieś strzępki. Z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych