Parentel tir Achara cz. 4
część 4, komentarze mile widziane
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W milczeniu wyszliśmy z komnaty, gdzie od razu otoczyli mnie strażnicy, a Var skuł mi ręce ciężkimi żelaznymi kajdanami. Z fascynacją przyglądałem się portalowi. Trzech magów właśnie nuciło zaklęcia by otworzyć przejście. Irina już tam była jak również żołnierze, którzy nas pojmali. Mieli wyczyszczone mundury i wypolerowaną broń. Ten lękliwy, co chwila przecierał twarz dłonią, pewnie pocił się ze strachu. Nagle poczułem dziwne zawirowanie i po drugiej stronie portalu ujrzałem schodki podobne do tych, na których staliśmy, jakąś drogę i wysokie mury w spiekocie ostrego słońca. Var wziął Irinę pod rękę i przeszli jako pierwsi, potem otoczyli mnie żołnierze i niewiele już widziałem. Marszowym krokiem ruszyliśmy do przodu. Jedyne, co poczułem przy przechodzeniu to nagłe uderzenie gorąca z drugiej strony. Nie widziałem Vara ani Iriny. Żołnierze zaczęli się rozstępować przepuszczając spalonego słońcem niewysokiego człowieka. Połowę włosów miał zgoloną, a drugą połowę, długą i przetłuszczoną, rozpuszczoną. Głowę zdobił mu czepek pełen barwnych piór. Miał na sobie tylko przepaskę biodrową i wielkie złote bransolety owinięte jak węże na nadgarstkach i kostkach. Idące za nim trzy kobiety były nie mniej egzotyczne. Wszystkie niewysokie, smagłe, o pełnych piersiach i krągłych biodrach. Włos miały zebrane na czubku głowy i związane. Odziane były podobnie jak mężczyzna – jedynie w przepaski biodrowe i złote łańcuszki zwieszające się pomiędzy przebitymi sutkami i pępkiem. Wzbudziły moje zainteresowanie. Mężczyzna przyglądał mi się bacznie ze wszystkich stron szczekliwymi dźwiękami porozumiewając się z kobietami, które dotykały mnie roześmiane. Wszystkie trzy miały równe białe zęby i przyjemny dla ucha śmiech. Chwyciły mnie za ręce i delikatnie poprowadziły za sobą do niewielkiego namiotu usytuowanego z boku. Rozebrały mnie i namaściły jakimiś olejkami. Miały delikatne dłonie, a ich skóra pachniała daktylami. Zrobiły mi przepaskę z działu białego lnu i ubierały w moje ubrania. Były teraz pocięte i poszarpane. Nogawki spodni, rękawy koszuli, kaftan porozcinany na szwach. Potem do namiotu wszedł tamten mężczyzna, klasnął w dłonie i kobiety wyszły rzucając mi ostatnie spojrzenia.
- Pochód gotowy – oznajmił mężczyzna twardo akcentując słowa we wspólnym – Będą straże, ale niektórzy będą chcieli zabrać ci ubrania. Po to je raniliśmy żeby było im łatwiej. Do Cesarza pewnie dojdziesz tylko w pasie.
Kiwnąłem głową, że rozumiem.
- Najlepiej nie reaguj. Będziesz miał kajdany a Muko weźmie cię na hlakla – kontynuował, choć nie bardzo wiedziałem o czym mówi – Przed panem świata padnij i ukorz się albo sam cię padnie.
Gestem kazał mi iść za sobą. Na zewnątrz czekał mężczyzna ogromnej postury z długim pozłacanym drągiem rozwidlonym na końcu. Wsadzili mi szyję w to rozwidlenie i spięli jakimś kolejnym sztywnym elementem. Gdy Muko pociągnął drąg wbijał mi się w szyję wstrzymując oddech. Gdy Muko szedł, drąg parł na mnie i musiałem iść. Jednym ruchem mógł mnie przewrócić i wychwiać z kroku. Na drodze przy brami ujrzałem ogromny pochód. Najpierw stały kobiety z koszami pełnymi kwiatów na głowach. Dalej sztukmistrze igrający z ogniem, żonglujący owocami, nożami oraz akrobaci na koniach. Potem był trębacz, a przed nim dwóch muskularnych ludzi dźwigający ogromną trąbę. Później kolejni akrobaci, tym razem piesi i kilku ludzi z lutniami. Może jacyś śpiewacy lub bardowie? Dalej stał duży zielony rydwan zaprzężony w dwa piękne, białe wierzchowce. Pozłacane koła i dyszle odbijały się w słońcu. Spojrzałem wewnętrznym wzrokiem i wśród dwóch stojących na nim osób dostrzegłem Irinę. Zatem obok musiał być Var. Dotrzymał obietnicy, że ją ochroni. Byle z ojcem bezpiecznie odjechali, a będę mógł znaleźć okazje by się zabić i dołączyć do duchów. Jednak wciąż czekał mnie tryumf przed wyzwoleniem. Otworzyła się brama i pochód ruszył. Muko pchnął mnie i pokierował by zająć miejsce w sporej odległości od rydwanu. Za nami chyba ustawili się żołnierze, ale sądziłem tak tylko z odgłosów marszowych kroków. Gdy rydwan przekraczał bramę ryknęły trąby zagłuszając nawet wiwatujących ludzi. Trębacz ogłaszał powrót zwycięskiego rycerza i chwałę mądrości Cesarza Świata, przed którym dziś ukorzy się tchórzliwy wróg. Wiwaty przerodziły się w okrzyki nienawiści, gdy Muko pchnął mnie przez bramę. Z dachów okolicznych budynków posypały się jajka i kamienie. Pomyślałem, że to dlatego idziemy kilkadziesiąt kroków za rydwanem – by czasem rydwanu nie narażać na cel. Po obu stronach drogi stali zbrojni pilnujący by ludzie nie zbliżali się nadto do pochodu. Z okrzykami tłumu mieszały się pieśni bardów opiewające chwałę zwycięstwo nad znienawidzonym wojownikiem. Byłem dla nich tchórzliwym psem niegodnym chodzenia po ich stolicy. Byłem tylko młodym diabłem zrodzonym z wiedźmy na zgubę ich mężnych żołnierzy. Śpiewali a tłum im przyklaskiwał radośnie. W powietrzu latały różne rzeczy : kwiaty pod kopyta koni, drobne złote pieniążki dla artystów, resztki przegniłego jedzenia dla Drzewnego Ducha. Tak jak mówił dziwaczny mężczyzna niektórzy przeciskali się przez żołnierzy i podbiegali do mnie bijąc po twarzy i torsie, kopiąc w brzuch. Muko się wtedy zatrzymywał i spokojnie czekał aż oderwą mi kawałek ubrania i niczym zwycięscy powrócą do tłumu. Gdy giąłem się w bólu, Muko podnosił drąg zmuszając mnie do wyprostowania się, a gdy próbowałem się bronić pociągał do tyłu przewracając mnie i pozbawiając oddechu. W połowie drogi już niewiele zostało z moich ubrań i ledwo mogłem iść. Głowa mi pulsowała od uderzeń i gorąca. Piasek wgryzał się w ciało i nie mogłem nawet głęboko odetchnąć. Kobiety były delikatniejsze, szarpały za włosy, policzkowały i zabierały jakieś strzępki. Z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ola R.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…