Wróć do katalogu

Pejzaż malowany bezradnością

Część trzecia opowiadania pt. "Trędowata"

simae, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Już nie czuła radości wchodząc do tego mieszkania. Teraz zresztą rzadko przekraczała jego próg. Nie, nie zerwała kontaktów z Frankiem. Po prostu wprowadziła się do niego na jakiś czas, a wspólnie uznali że spacery po dzielnicy to nie jest w jej wypadku najlepszy pomysł. Siedziała więc w pokoju, przybierając coraz to nowe twarze: kobieta sukcesu w szarym kostiumie, słodka dziewczynka z kokardkami, anioł w czerni. Nowe makijaże, miny, pozycje, które Frank uwieczniał za pomocą swojego aparatu, rzucając jej półuśmiechy. Tyle masek, a żadna z nich nie jest prawdziwa. Ismair ciągle nie mógł wydobyć z niej tego, co czyniło ją wyjątkową. Nadawał jej różne imiona, lecz żadne nie było odpowiednie. W żadnym ze strojów nie czuła się dobrze, każdy szczegół tylko tłumił jej urok. Frank był zirytowany. Wiedział że niepowodzenia sesji to jego wina. Miko miała w sobie wszystko co potrzebne, lecz on nie umiał tego wydobyć. Kompletnie nie wiedział jak ją przedstawić: smutne oczy, czarna czupryna, rozmarzona twarz. Dziecinnie piękna twarz. Niesłychane, ale ona łączyła w sobie wszystkie te elementy: była zarazem ostra i łagodna, niewinna i groźna. W ciele kobiety drzemała mała dziewczynka. – Byłby zawiedziony – mruknął Frank, odkładając aparat. – Kto? Mężczyzna podniósł głowę. Od tamtej nocy niewiele rozmawiali. Spali w jednym łóżku, jedli z jednego stołu, widzieli się praktycznie cały czas, ale nie mogli nawiązać żadnego kontaktu. Frank tylko milczał, ona chodziła smutna. – Nieważne. Usłyszał tylko westchnienie. No tak, starała się przecież być miła. Postanowił przełamać bariery i odpowiedzieć jej...choć raz. – Wiesz – zaczął niepewnie, opierając głowę na złączonych dłoniach – był taki człowiek. W sumie to on mnie wszystkiego nauczył. Dziewczyna usiadła naprzeciwko niego, nic nie mówiąc. Słuchała. – Był malarzem. – Malarzem? – Tak. Dziwne, prawda? Ja fotograf, on malarz. A mimo to był moim nauczycielem. Wiesz, to zabawne, ale nawet nie próbował mnie nauczyć malowania. – Nie? – Sam kiedyś spróbowałem. To było tragiczne, dzieci w szkołach mają więcej talentu niż ja. – Nie udzielił ci żadnych rad? – Wtedy już nie żył. – Ach. Przykro mi. – Mi też. Cóż, życie. – Frank? – Kiedy mnie znalazł, byłem młody i głupi. Zero pomysłu na siebie, brak jakichkolwiek perspektyw. Pomógł mi się odnaleźć, rozumiesz? – Tak. – Miko? – Mów, Frank. Słucham.

Biegł nie patrząc przed siebie. Nie znał drogi, ale to nie było ważne. Teraz liczyło się tylko to, co było za nim. – Zaczekaj, gówniarzu! Nie wywiniesz mi się! Zignorował okrzyk i skupił się na biegu. Jeden zakręt, drugi...pusta ulica. Cholera, w tłumie łatwiej mu było się ukryć. Nadzieję zobaczył w małym sklepiku obok. Cóż, goniący go człowiek do najinteligentniejszych nie należał, może nie zauważy nagłego zniknięcia ofiary. Dzwonek umieszczony na drzwiach nie był natarczywy. Chyba nikt się nim też nie przejmował, bo w sklepie nikt się nie pojawił. Frank nie wiedział, czy to dobre słowo. To nie wyglądało jak sklep, raczej jak pracownia malarska. Na błękitnych ścianach wisiało kilka obrazów. W głębi pomieszczenia zauważył sztalugi i mnóstwo słoiczków z nieznaną mu zawartością. Całość wyglądała elegancko, ale też swojsko. Nie wiedział, że to miejsce stanie się jego drugim domem. – Witaj. W czym mogę ci pomóc? Chłopak drgnął, słysząc obok siebie jakiś głos. Stał przy nim mężczyzna, około czterdziestoletni. Na jego brązowym fartuchu było widać ślady farby, tak samo jak na pięknych dłoniach. Kiedy uścisnął Frankowi rękę, spojrzał mu prosto w oczy. Zmrożony przenikliwym spojrzeniem szarych oczu, opuścił wzrok. Jego genialny plan nagle wydał mu się beznadziejny. Czułby się o wiele lepiej zostając na ulicy i dając się złapać temu człowiekowi. – Szukasz obrazu? Może chcesz portret? Nazywam się Simon Lorrain i jestem właścicielem tego miejsca. Chłopak popatrzył zdezorientowany na mężczyznę i ponownie przejechał wzrokiem po ścianach. Mógł się domyślić, że będzie uznany za klienta. Jak teraz ma wytłumaczyć powód swojej wizyty? – Wie pan, tak właściwie to ja tylko... – Uciekałem przed niedoszłym szefem i musiałem się gdzieś schować? – Simon był wyraźnie rozbawiony, zwłaszcza kiedy na twarzy Franka pojawił się dorodny rumieniec. – Skąd pan to wie? – Okna mojego mieszkania wychodzą na jedną z ulic, na których urządziliście sobie wasz wyścig. A to, że jest szefem wie chyba każdy kto was słyszał. Pamiętasz co wykrzykiwał? Chłopak skrzywił się i pokręcił głową. – Nie. Byłem skupiony na... – Uciekaniu. – No, tak. Malarz wskazał mu krzesło pod ścianą, a sam zajął miejsce za ladą. – Spokojnie, nie mam zamiaru cię wyrzucać – powiedział, grzebiąc w jakichś papierach – ale może być mi pomógł, tak, w ramach zapłaty za kryjówkę? Chłopak zgodził się natychmiast. – Co mam robić? Mam nadzieję że nie chodzi tu o malowanie... Przerwał mu śmiech Simona. – Nie, to będzie bardziej prozaiczne – powiedział, wyciągając w końcu jakiś arkusz i kładąc go przed sobą – w kącie obok ciebie stoi miotła i mop. Chyba wiesz jak się nimi posługiwać? Doskonale – dodał, widząc kiwającego głową Franka – no to do roboty!

– Po wysprzątaniu całej pracowni zapytał, czy chcę u niego pomagać. Powiedziałem że nie, jeśli będę musiał cały czas latać ze ścierką i miotłą. Trochę się śmiał, ale odparł że ma co do mnie inne plany. Chociaż przez pewien czas tylko sprzątałem, to nie traktował mnie jak pomoc domową. Raczej jak przyjaciela, który łaskawie poświęca mu swój czas. Podobało mi się to, ale coraz bardziej ciekawiło mnie, jaki ma dla mnie pomysł. – I? – No i się dowiedziałem.

– Frank, chodź na sekundkę, chcę cię komuś przedstawić! Wołanie dobiegało nie jak zwykle, ze strony sklepu, a z części mieszkalnej. Chłopak zdziwił się. Co prawda wiedział, że jego szef nie mieszka sam, ale jeszcze nigdy nie miał okazji poznać drugiego domownika. Zdziwiony, spojrzał na Simona, który pojawił się w drzwiach. Był nieco zdenerwowany, ale wyglądał jakby zrzucał z siebie ogromny ciężar. – Chodź, nie bój się. Frank dał się wprowadzić do małego pokoiku. Przed oknem siedziała, tyłem do nich, młoda kobieta. – Gabrielle...to jest Frank, ten, o którym ci mówiłem. Chłopak niepewnie spojrzał na Simona, który wskazał mu kobietę. Ma podejść? Chyba tak, bo jego nieśmiały krok został skwitowany uśmiechem. Powoli zbliżył się do nieznajomej. Była piękna, choć wyczuwał w niej coś dziwnego. Obojętnie spojrzał na długie, brązowe włosy i pełne usta. Dopiero oczy zatrzymały go na dłużej. Ogromne, zielone, szeroko otwarte. Kobieta cały czas wpatrywała się w niebo, nie racząc nawet zerknąć na gościa. Ten miał już coś powiedzieć, kiedy nagle zrozumiał. O ironio losu. Żona malarza była ślepa. Frank nie wiedział, jaki miał wyraz twarzy, ale dziękował, że

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych