Pejzaż zimowy
Krótka historia pewnego dzieła. Sztuki. Konkretnie obrazu, jak można się domyślić.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Pejzaż zimowy”
Zniecierpliwiony odłożył pędzel. Po chwili wziął drugi, cieńszy i zaczął nim w zamyśleniu wydłubywać farbę spod paznokci. Wstał i rozpoczął przechadzkę po pracowni: siedem kroków w jedną, siedem w drugą stronę. Przystanął przy oknie. Wziął z kąta miotłę i przez chwilę zamiatał podłogę. Znowu usiadł na stołku i ze zdenerwowania uderzył w prowizoryczny stół zrobiony z drzwi od szafy położonych na dwóch chwiejących się kobyłkach. Kilka tubek z farbami oraz paleta, leżące na samym skraju blatu wylądowało na ziemi (paleta oczywiście tą brudną stroną, tak jak posmarowany chleb zawsze spada masłem na dywan), a słoik z mętną mieszanką wszystkich kolorów, terpentyny i oleju przewrócił się. Ciecz spływała powoli. Zignorował to. Uderzył jeszcze raz, mocniej. Słoik sturlał się ze stołu i rozbił się w drobny mak. Brzęk tłuczonego szkła sprawił, że malarz jakby się ocknął. Uśmiechnął się blado, westchnął „przed chwilą zamiatałem” i podniósł się ciężko. Zdjął ze sztalug blejtram z ledwie zaczętym dziełem i postawił na nich drugi, niemal ukończony obraz. Był to pejzaż zimowy. Pozostawał w tym „niemal ukończonym” stanie już drugi rok. W zasadzie na pierwszy rzut oka niczego mu nie brakowało. Był bardzo ładny, można powiedzieć „dekoracyjny”- idealny do powieszenia w salonie nad kominkiem, albo raczej, zważywszy na jego spore rozmiary, w sali konferencyjnej eleganckiej firmy. Plamy w różnych odcieniach bieli, szarości i błękitu nałożone delikatnie szerokim pędzlem kontrastowały z ostrymi konturami bezlistnych gałęzi drzew. Robiło to wrażenie ciszy przesiąkniętej niepokojem i oczekiwaniem. Mógł być z niego naprawdę zadowolony. Ale nie był. Nie było to ani niezadowolenie kokieteryjne, charakterystyczne dla niektórych, ani niezadowolenie chroniczne, często towarzyszące artystom. Starał się krytycznie oceniać swoją sztukę, ale temu pejzażowi nie miał do zarzucenia nic konkretnego. Całkiem prawdopodobne, że to najlepsze, co kiedykolwiek wyszło spod jego pędzla. Wpatrywał się teraz w niego, jak to robił prawie codziennie. Patrzył z nadzieją, że w końcu dostrzeże, w czym rzecz. Może to kwestia światła? Nie, blade promienie zimowego słońca, które tylko obiecuje ciepło, oddał wspaniale. Jedne linie zmiękczały, rozmazywały, a inne podkreślały.. Kompozycja? Perspektywa? Wszystko było doskonałe. Na pewno problem nie leżał w technice malarskiej. Więc w czym? Mimo całej banalności tematu obraz był oryginalny. Mimo oszczędności w środkach wyrazu- głęboki i wieloznaczny. Gdyby udało się go skończyć, byłby genialny. Od kiedy go nie-skończył, nie namalował nic. To znaczy owszem, pokrywał farbą płótna, niektóre pokrył w całości, ale sam wiedział najlepiej, że nie ma to nic wspólnego ze sztuką. A przecież należał do ludzi, którzy tylko nią i tylko dla niej żyli. * Jego była żona też była malarką. Może miała mniej talentu, może mniej szczęścia, ale nie zrobiła w tej dziedzinie porównywalnej kariery. Teraz zajmowała się restauracją pradziadków. Tak mówiła, i wszyscy myśleli, że odziedziczyła jakiś lokal. Czasem wyjaśniała, czasem nie, to zależało od rozmówcy, że chodzi o restaurowanie starych portretów. Ludzie lubili je sobie wieszać na ścianach i opowiadać gościom niestworzone historie rodzinne. Czasem rzeczywiście wygrzebali na strychu podobiznę któregoś z przodków, częściej kupowali je w antykwariatach lub na pchlich targach, ale jakie to miało znaczenie? Kiedy dotarła do niej wiadomość o śmierci eks- małżonka, akurat pochłaniał ją piękny, choć strasznie zaniedbany, późnorenesansowy medalion, prawdziwy rarytas. To może trochę usprawiedliwiać chłodną reakcję na telefon od policji. Może i znani malarze nie co dzień wyskakują z okien swoich pracowni, ale jeszcze rzadziej ma się w rękach tak wyjątkowe dzieła sztuki. Ale teraz medalion leżał zapomniany, porzucony i jakby nagi bez swojej pięknie inkrustowanej okrągłej ramy. Od rana porządkowała obrazy męża. Nie chciała jego płócien zostawiać w przechowalni i kiedy w końcu znalazła czas, zaczęła je przeglądać. Na większość czekały już najbardziej znane galerie. Cena artysty rosła gwałtownie wraz z jego śmiercią. Ten obraz przykuł jej uwagę na dłużej. Naprawdę udany pejzaż zimowy. Namalowany ze specyficznym wyczuciem koloru, bardzo stonowany i wyważony, ale jednocześnie wywołujący u odbiorcy całą gamę emocji. Od smutku i przygnębienia, przez zaniepokojenie, nawet jakiś nieokreślony lęk po jego ukojenie i zachwyt nad pięknem uśpionej przyrody. Wrażenie było niesamowite. Ale miała je przez chwilę, kiedy popatrzyła na malowidło po
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…