Wróć do katalogu

Piątek

życie..

Yakin, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piątek...niby dzień, jak co dzień, jednak ten od samego rana zapowiadał się nieciekawie...to właśnie dzisiaj przyjeżdżał papież...dzisiaj miałem test z matematyki...dzisiaj wahała się moja przyszłość...a właściwie może wyrok już dawno zapadł? Może ktoś tam na górze wiedział, że tak będzie? Dlaczego mi nie powiedział? Dlaczego mnie nie ostrzegł? Czyżby mi nie ufał, że mogę swym życiem pokierować inaczej? Nie zasłużyłem na szansę? Dlaczego to się przytrafiło właśnie mi? Te i inne pytania nurtowały mnie cały ranek...tego dnia wszystko było, jakby inne...nawet śniadanie mi nie smakowało, chociaż zawsze chętnie je jadłem. Teraz z perspektywy czasu wydaje mi się, że przeczuwałem tą cała katastrofę, która się zbliżała. Ciekawe, dlaczego nie miałem takiego przeczucia, gdy wszystko się zaczęło...

*******************

Była sobota, piękny słoneczny dzień, jedne z tych, w które siedzenie w domu jest grzechem. Wyszedłem na dwór, żeby spotkać się z przyjaciółmi z podwórza. Nigdy nie potrafiłem się do tego przyznać, ale zawsze fascynowało mnie to, jacy są i czym się zajmują... było w nich coś takiego przyciągającego, coś co sprawiało, że zawsze chciałem ich słuchać. Nie mówili zbyt pięknie, język polski opanowali w formie podstawowej, ale nie przeszkadzało mi to, gdyż od poprawnej polszczyzny była szkoła i ...ja. Tak, to dzięki mojej umiejętności pisania niezłych wypracowań, mogłem się z nimi zadawać. Nie przeszkadzało mi, że przynajmniej raz na tydzień musiałem coś dla kumpla skrobnąć, zwykle nie zajmowało mi to więcej niż godzinę, więc dało się przeżyć. Ktoś powie, że nie byli moimi prawdziwymi przyjaciółmi, skoro musiałem być im przydatny, żeby z nimi gadać...to prawda, nigdy nie uważałem ich za swoich bliskich, bardzo tego chciałem, ale to kim byłem sprawiało, że kontakty między nami kończyły się, gdy mieli zacząć kolejną robotę. Myślę, że doskonale zdajecie sobie sprawę z tego czym zajmowali się moi kumple...najkrócej można o nich powiedzieć, że byli typowymi drechami. Całe swoje dni spędzali na imprezach, jak pogoda była kiepska to robili wlot do jakiejś chaty, w słoneczny dzień siedzieli w bramie, na trzepaku, wszędzie gdzie im się akurat podobało, przecież nikt ich nie wygoni. Spróbowałby tylko... to prawda, że bało się ich większość ludzi. Nie wiem czy słusznie, w końcu byli to moi kumple, więc ja nie musiałem! Przynajmniej tak przypuszczałem. Prawdą jest, że kilka razy w łeb dostałem za jakąś drobnostkę, ale kto nigdy nie dostał? Wracając do przebywania w bramach...było to bardzo korzystne miejsce dla nas, myślę, że mogę tak pisać, chociaż może powinienem napisać dla nich i dla towarzysza, czyli mnie? Wydaje mi się, że spędzając z nimi cały swój wolny czas zasłużyłem na to, żeby nazywać się dresem...przynajmniej tutaj, w tym tekście, gdy oni nie widzą...przecież im nie powiecie...prawda? Brama... miejsce idealne, żaden przechodnia nie wejdzie, no chyba, że głupi i mu życie nie miłe, a więc spokój, można w nieskończoność rozmawiać o niczym, palić szlugi i popijać piwko....to także idealne miejsce żeby kogoś wypatrzyć...a wtedy to już łatwy szmal. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego jak często są obserwowani idąc ulicą w mieście. Prawie nikt nie wie, że w co drugiej bramie siedzi inna grupka, która tylko czeka na nadarzającą się okazję, żeby skroić dupka. Dresy nie są czarodziejami, nie wiedzą z góry, że tego i tego trzeba zaczepić bo ma siano, rzadko kiedy zaczepiają przypadkowo. Z reguły potencjalny leszcz obserwowany jest kilka chwil i nagle następuje decyzja, czy warto ,czy też nie...tak to było w sobotę...moja wielka szansa...coś czego kompletnie nie oczekiwałem, a może właśnie nie, po co się oszukiwać i kryć! Czekałem na ten dzień od dawna, marzyłem aż wreszcie dostane polecenie- Idź! I nagle to się stało, usłyszałem proste zdanie -Dalej Młody, ten pizduś jest twój! Nagle świat zawirował mi przed oczami...początku nie zrozumiałem, byłem jakby odurzony...oto po dwóch latach dostaję swoją szansę, ja nic nikomu nie mówiący dupek mogę stać się kimś, mogę zyskać szacunek, o którym zawsze marzyłem! To nie może być prawda, dlaczego akurat dzisiaj? Czym ten dzień różni się od poprzednich? I wreszcie dlaczego się boję?! Przecież czułem od dawna, że jestem na to przygotowany, że nie będę mieć żadnych kłopotów...Nie wiem co się ze mną działo w tamtym momencie, szargany byłem różnymi myślami, wątpliwościami...z odrętwienia wyciągnęli mnie kumple...nagle usłyszałem- Co jest Młody? Cykasz czy co? Nie odpierdalaj nam tu szopki! To zadecydowało, wszystkie dziwne myśli odeszły w zapomnienie, liczył się tylko ten koleś po drugiej stronie ulicy i ja, moja misja...moja wielka szansa na pokazanie, że jestem kimś, że mam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych