Wróć do katalogu

Pierwsza miłość

O wspaniałej, cierpliwej, bezinteresownej miłości, troszkę innej, a zarazem tak podobnej do miłości między dwojgiem ludzi.

Asiaczek, opublikowano , 4 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Po raz pierwszy ujrzałem Ją w parku, jakieś cztery miesiące temu. Miała wtedy na sobie długi, zwiewny płaszcz. Na twarzy wyraz absolutnej uległości wobec tego, co działo się wokół niej. Gdy po raz pierwszy na mnie spojrzała to tak, jakby chciała powiedzieć "przepraszam, że żyję".

Włosy miała koloru ni to blond, ni to brąz. Ot, taka dziwna mieszanka na głowie. Wiatr zawsze igrał sobie w jej rozpuszczonych włosach, plątał je. Ona pozwalała mu na takie zuchwałe poczynania.

Zawsze, gdy przychodziła do parku, miała chleb dla pływających łabędzi po stawie. Siadywała wtedy na ławeczce i rzucała go głodnym ptakom. One bez lęku podpływały, jakby wyczuwały emanującą od niej życzliwość.

Pierwszy raz podszedłem do Niej za czwartą jej wizytą w parku. Usiadłem obok Niej i spojrzałem na nią z lękiem bojąc się, że każe mi odejść. Ale nie. Spojrzała na mnie tym swoim smutnym wzrokiem i uśmiechnęła się. Potem wróciła do swoich łabędzi. I tak siadywaliśmy sobie razem na tej ławce przez miesiąc. Nic do siebie nie mówiliśmy; wystarczyło, że czuliśmy swoją obecność. I nagle pewnego dnia po raz pierwszy odezwała się do mnie. Zaczęła opowiadać o sobie. Dowiedziałem się, że urodziła się i wychowała w Poznaniu, potem wyjechała na studia prawnicze do Krakowa. Skończyła je z wyróżnieniem, lecz nie pracuje. Okazało się, że zawód prawnika nie jest dla niej; chciała zostać pediatrą i ratować małe ludzkie istnienia.

Tak po prawdzie to Ją kochałem i nadal kocham. Na swój sposób. Nigdy jej tego nie powiedziałem. Lecz Ona jakoś to wyczuwała. Sądzę, że Ona też mnie kochała. Ale nie na tyle, by wziąć mnie do siebie, do domu. A tak bardzo chciałem siedzieć z Nią przy kominku, patrzeć, jak ogień odbija się w jej oczach, ja trzyma kubek z ciepłym kakao i od czasu do czasu całuje mnie w nos.

Pewnego dnia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych