Wróć do katalogu

Pierwsze Królestwo Krasnoludów. Historia o Omegilu

Tekst zapisany runami Ril na prawej ścianie sali tronowej Omegila I Wielkiego w podziemnym mieście Bewot pierwszej stolicy potężnego królestwa krasnoludów z rodu Kagawy. Opowieść znajduje się również w Wielkiej Bibliotece wzniesionej przez Cesarza W

chajr-ad-din, opublikowano , 36 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pierwsze Królestwo Krasnoludów Historia o Omegilu I Wielkim

Tekst zapisany runami Ril na prawej ścianie sali tronowej Omegila I Wielkiego w podziemnym mieście Bewot pierwszej stolicy potężnego królestwa krasnoludów z rodu Kagawy. Opowieść znajduje się również w Wielkiej Bibliotece wzniesionej przez Cesarza Wielkiego Imperium Finocha Selegusa, jak i w księgozbiorach Królestwa Elfów na Wyspie Wiecznych Elfów.

W dawnych czasach zanim powstało Wielkie Imperium wszystkich ras, gdy tworzyły się pierwsze ludzkie miasta a następnie królestwa na kontynencie Keta, w wielkich bólach i trudzie rozpoczęły się dzieje pierwszego krasnoludzkiego królestwa. Chociaż krasnoludy powstały jako pierwsze istoty myślące to ich państwo zrodziło się najpóźniej. Historia owa rozpoczyna się w dalekich Górach Złotych nazwanych tak przez krasnoludów z powodu ogromnych skarbów drzemiących w licznych jaskiniach czekających na odkrycie. Góry Złote znajdowały się na zachód od Gór Białych i Elfiego Królestwa, między bagnami Zobny gdzie mieści się siedziba Kultu Boga Afabolisa a wielką Pustynią Ceze, Pustynią Bielejących Kości. Na zachodzie leżą zapomniane terytoria, mroczne wrogie i nieznane żadnej rasie, zamieszkałe tylko przez dzikie i nieokrzesane zwierzęta. Góry Złote były łagodne, bez szczególnych wzniesień ani wysokich szczytów, z rzadka porośnięte małymi laskami w których chowała się zwierzyna a niekiedy i trolle. Pogoda często dopisywała, z rzadka padał tam deszcz, nie było jednak susz, wszystko to złożyło się na ową nazwę tego małego krasnoludzkiego raju. Krasnoludy od początku istnienia swej rasy pożądali wszelkich skarbów jakie tylko mogli wykopać tudzież znaleźć w ziemi. Dlatego ogromna liczba ich jeszcze małych plemion sprowadziła się w owe dalekie i piękne góry. Nieliczni którzy nie poszli w Góry Złote zamieszkali tereny na północny-wschód w Górach Sajsi należących później do prowincji Haliburg. Jedyny kontakt krasnoludy miały z Elfim Królestwem króla Fooe Einoritra Pięknego, razem z elfami krasnoludy zbudowały potężny most oraz drogę łączącą oba ludy w pokoju i przyjaźni na setki lat. Jednym z liczniejszych plemion jakie tam przybyły było plemię Kagawy nazwane tak od jego pierwszego wodza, który sprowadził swój ród ok. roku 4900 p.e.i. (przed erą imperium) i założył tam podziemne miasto Enoba. Miasto zbudowane w licznych i obszernych jaskiniach mieściło się na północnym stoczu Gór Złotych za rzeką Tydo spływającą między górami wprost do rzeki Ottot. Enoba była jednym z piękniejszych krasnoludzkich miast, była przejawem ich wspaniałej sztuki na początku dziejów Ziji, łukowate sklepienia oraz portale wsparte na gładkich kolumnach szerokich u dołu i na górze, a wąskich po środku. Na ścianach widniały liczne rzeźby wystające wprost ze skał, oraz napisy wykute runami Ril alfabetem istniejącym od początków świata aż do kresu istnienia. Na dnie miasta mieściły się kopalnie bogate w liczne surowce, wyrobione komory kopalń zamieniano na sale, pomieszczenia, magazyny lub świątynie krasnoludzkiego boga Vyre. Krasnoludy żyły w spokoju przez setki lat, gdy władza przeszła w ręce Oduta syna Kagawy mieszkańcy Enoby zaczęli coraz bardziej bogacić się przez co ich liczba stale rosła, jedno miasto już im nie wystarczało. Wkrótce więc powstało drugie miasto tego plemienia, nosiło ono nazwę Fegoe. Największe bogactwo i siła przypadły na czasy Gurmachila. Gurmachil był silnym i mądrym krasnoludem toteż jego plemię stanowiło największą siłę Gór Złotych, zaistniało wtedy trzecie już z kolei miasto Okkod. Gdy Gurmachil miał 160 lat jego żona urodziła mu pierwszego syna, na imię dostał Tiriti, a trzy lata później narodził mu się drugi syn. Narodzinom kolejnego syna towarzyszyło niezwykłe wydarzenie, otóż tego wieczoru w trakcie narodzin na pograniczu bagien Zobny oraz Wielkich Pustkowi spadła gwiazda. Zielona łuna jaką kometa pozostawiła na niebie była doskonale widoczna z bram Enoby, tak jak i wstrząs spowodowany przez uderzenie czuć było w najgłębszych pomieszczeniach miasta. Wszyscy mieszkańcy Enoby jak i sam Gurmachil uznali owe wydarzenie za dobry znak, zwiastun ogromnej siły, odwagi, mądrości i potęgi nadchodzącego na świat krasnoluda. Owa kometa tysiące lat później nieomal okazała się zgubna dla całego świata. Gurmachil jednak wiedzieć o tym nie mógł, więc cieszył go owy fakt. - Nasz wielki bóg Vyre dał nam ten znak iż będziesz wyjątkowym potomkiem rodu Kagawy - Rzekł Gurmachil do swego syna i zgromadzonych w wielkiej sali krasnoludów. - Nadam więc ci imię na pamiątkę tego dnia. Od tej doniosłej chwili zwać- się będziesz Omegil co znaczy gwiazda. Omegil rósł szybko i szybko nabierał siły i zdolności we władaniu toporem, jego starszy brat natomiast nie przejawiał tak zakorzenionej u krasnoludów chęci do walki, bardziej niż przyszłe przywództwo interesowało go rzeźbienie w skale. Tymczasem Omegil zdawał się być znacznie potężniejszy niż jego ojciec w tym wieku. Będąc w wieku 28 lat a więc zanim osiągnął wiek męski razem ze swymi przyjaciółmi Bjadem i Ejmorem powalił młodego trolla co było nie lada wyczynem dla dorosłego krasnala a co dopiero dla trzech młodziaków. Okoliczni mieszkańcy polowali czasem na trolle gdyż te niszczyły instalacje oraz szyby wentylacyjne krasnoludzkich miast i kopalni. Upolowanie trolla nie było wcale łatwe, te bestie stworzone przez Afabolisa choć tępe to były ogromne w porównaniu ze wszystkimi rasami a do tego jeszcze wyjątkowo silne. Dlatego też owo zdarzenie przysporzyło sporej sławy młodemu Omegilowi oraz jego towarzyszom. Z czasem zaczęto dostrzegać coraz większą siłę i męstwo młodziaka, stawało się też coraz pewniejsze iż to Omegila a nie starszego Tiriti Gurmachil wybierze na swego następcę. Tiriti nie był tym faktem specjalnie zatroskany, wcale nie podobało mu się zostanie wodzem plemienia Kagawy. Gdy Omegil miał 35 lat a był to rok 4452 p.e.i., w okolicy Gór Białych na Wielkich Pustkowiach zaczęły pojawiać się podobne z wyglądu do trolli jednak mniejsze, uzbrojone stwory. Nie minęło wiele czasu a już dały się we znaki, nie tylko krasnoludom ale i mieszkającym za rzeką Ottot elfom. Elfy prowadziły z owymi istotami dość częste boje, żadnej krainy nie nękały tak bardzo jak właśnie Królestwa Elfów. Krasnoludy często handlowały z elfami toteż były one częstymi gośćmi w Enobie, często też rozmawiał z nimi Omegil poszerzając swą wiedzę. Szczególne względy u Omegila jak i u wodza Gurmachlila oraz jego brata Itunby posiadał elfi kupiec o imieniu Ellrek. Gdy w okolicy zaczęły pojawiać się dziwne stwory Omegil udał się na rozmowę z Ellrekiem, jak tylko ten dotarł do Enoby. - Cóż to za wredne padalce nękają pogranicza naszych krain, atakują naszych kupców ? - Mój młody przyjacielu zwiemy ich orkami. Są silni i wytrzymali ale przy tym tępi i nieco tchórzliwi, choć- w dużej grupie niezwykle niebezpieczni. Skóra ich jest ciemna, mają długie czarne włosy, ubrani są w czarne szaty pod którymi skrywają żelazne kolczugi, buty nabijane żelaznymi ć- wiekami, i kiepskie pokrzywione hełmy - zaśmiał się Ellrek - w ich oczach widać- jedynie pustkę choć- na pewno posiadają jakąś duszę. Jako broni używają czarnych stalowych mieczy, niekiedy kopii oraz halabardy, strzelają także z łuków czarnymi strzałami. Niekiedy w ich towarzystwie przebywają trolle oraz inne potworności. - Ale cóż od nas chcą ? - Tego nie wiem, może naszych ziem może kosztowności a może po prostu lubią palić- i mordować- , może nawet wszystkiego po trochu. Bez wątpienia napadają na każdego kogo napotkają, łupią mordują i palą wszystko co nie przejawia dla nich żadnej wartości. Oprócz cennych rzeczy zabierają jeszcze ... ciała zabitych przeciwników. - Skąd biorą się te plugastwa, wiesz morze Ellreku, skądś przecież te łajdaki musieli przybyć- ? - Zapewne zostali stworzeni przez Afabolisa Mrocznego, ale nikt nie wie tego na pewno jak i tego skąd przybyli. Niemniej często noszą na płaszczach symbole Kultu a nawet ich chorągwie. - Cooo ?! Te nawiedzone parszywce maczają w tym palce trzeba ich wysiec jak najszybciej ! - Zapewne Kult ma w tym jakieś swoje sprawki jednak wybicie orków i zniszczenie Kultu jak i samego Afabolisa to nie taka prosta sprawa. Omegil niewiele wiedział o orkach nie spotkał żadnego z nich, żaden też nie zapuszczał się w Góry Złote, wkrótce miało się to jednak zmienić. Kiedy Omegil doczekał wieku 52 lat orkowie zaczęli zapuszczać się w głąb Gór Złotych, na początku ich ataki były bez problemu odpychane a krasnoludzcy obrońcy rzucali się w pościgi za niedobitkami. Z czasem ataki stały się coraz bardziej natarczywe, nieraz mieszkańcy miast bronili się w pomieszczeniach i wąskich korytarzach, pościgi też nie były zbytnio bezpieczne orkowie bowiem szykowali zasadzki a poza tym było ich coraz więcej w górach. Krasnoludy nie dały jednak za wygraną, co jakiś czas wyprawiał się duży odział ok. 500 wojaków aż do granic bagien, krążyli przez wiele dni na pustkowiach po górach i wybijali każdy odział nieprzyjaciela jak i pojedynczych orków. Od czasu do czasu na taką wyprawę ruszał również Gurmachil, przygotowywał też swego syna aby mógł z nim w przyszłości wyruszyć. - Za 5 dni ruszamy na wyprawę - rzekł Gurmachil do swego syna - a ty pójdziesz z nami, już czas abyś wziął udział w prawdziwej walce i rozpłatał kilka orkowych łbów. - Dziękuje ojcze, na pewno cię nie zawiodę. Wykułem nowy topór, najdoskonalsze z moich dzieł i chciałby razem z kuzynem Judu, Bjadem oraz Ejmorem ruszyć- na małe polowanie aby sprawdzić- skuteczność- nowego ostrza. - Dobrze ale bądźcie za 5 dni wyruszymy wszyscy wytępić- trochę paskudztwa. - Wrócimy za 3 dni nie więcej. Ruszyli więc na zachód do niewielkiego lasu położonego za kilkoma wzniesieniami, często można tam było spotkać zwierzynę dziką i niebezpieczną. Łowy okazały się obfite a topór sprawdzał się nad wyraz dobrze, lecz w trakcie tych 3 dni wydarzyło się wiele i wcale nie dobrych rzeczy. W drodze powrotnej napotkali kilku brudnych, poobdzieranych i poranionych krasnoludów idących drogą z Enoby do miasta Fegoe. - Cóż wam się stało ?! - krzyknął Omegil do grupki - Kim jesteście i skąd idziecie ?! - Tragedia. Stała się rzecz straszna. Orki ... te przeklęte orki ...napadły - wyjęczał starzec idący na czele grupki - napadli na Enobę, pobili nas, nie mieliśmy żadnych szans na obronę. - Jak to do licha. Zdobyli miasto ? - odrzekł Bjad. - Tak - Te pół mózgi, te śmierdzące świnie, oni przecież nie potrafią nawet znaleźć- drogi powrotnej do domu a co dopiero zdobyć- Enobę !!! - Idźmy w jakieś bezpieczne miejsce to opowiesz nam wszystko starcze - odpowiedział spokojnym tonem Omegil. Zbliżała się już noc. Ruszyli szybko, stanęli za samotną skałą i w jej cieniu rozpalili ognisko, drzewa wyrastające ze skał nachylały się nad zebranymi jakby również chciały słuchać. Opowiadał tylko starzec gdy reszta słuchała w milczeniu. - Była noc, większość- spała nie spodziewaliśmy się zagrożenia więc wartowników nie było wielu. Pojawili się nagle, ich czarne strzały szybko i cicho powaliły wartowników przy wszystkich 6 bramach. Przeniknęli w głąb miasta i wtedy się zaczęło. To była absolutna rzeź. Setki a może nawet tysiące orków ... nie jestem w stanie powiedzieć- , razem z wieloma trollami, rozpoczęli od mordowania śpiących. Najwięcej padło wtedy, pozostali szybko chwycili za broń i ruszyli do walki. Niewiele jednak mogli zdziałać- mimo swej siły i wytrwałości. Orki choć- tępe i tchórzliwe to działały w sposób zorganizowany, jakby mieli jakiegoś dowódcę i to całkiem niezłego. - Ja wiem jak to było - wtrącił młody krasnolud imieniem Losym - była tam wysoka postać- odziana w czarny płaszcz z kapturem na głowie, spod płaszcz widać- było czarną zbroje z czerwonymi znakami. To ta postać- wydawała orkom rozkazy. - Dziękuje chłopcze, pozwól że dokończę. Walka rozgorzała na dobre, napastnicy z czasem zdobywali coraz większą przewagę. Widziałem jak ginął nasz wódz ... - Mój ojciec !!! Mój ojciec nie żyje ?! - Mój panie tyś jest Omegil syn Gurmachila ? - Tak to ja, a to mój kuzyn Judu. A teraz mów dalej co z moim ojcem ? - Kiedy nasi wycofywali się do jednego z wyjść- jeden z orków przebił włócznią twą matkę. Ujrzał to twój ojciec i rzucił się na tego brudasa, i zmiażdżył mu czaszkę swym potężnym kafarem. Tym czynem jednak wyłamał się z szeregu i został w tyle otoczony przez tych drani, rozgniótł jeszcze wiele orkowych łbów, kończyn i tego co mu trafiło przed młot. Zmęczony i wyczerpany został osaczony przez 4 trolli, nie miał najmniejszej szansy na przeżycie - mówił wyraźnie zasmucony starzec - próbowaliśmy się do niego przebić- ale nie daliśmy rady. Nie wiem nic więcej o twej rodzinie mój panie. Enoba w końcu padła niewielu uszło z życiem. Ci którzy przetrwali uszli do miasta Okod albo bliższego Fegoe. - To oznacza że ty jesteś teraz naszym wodzem. - Tak Ejmorze. Teraz ja jestem wodzem. - Cóż zatem uczynimy wodzu - wstał Judu. - Najpierw ruszymy do naszych miast, unormujemy sytuację, zaleczymy rany, zbiorę najlepszych ludzi odbije naszą stolicę i udam się na wojnę przeciwko orkom ! - Wojnę ! Co ty wygadujesz chłopcze, tylko bogowie toczą wojny między sobą, nie wiesz czym to grozi ? - Więc to będzie pierwsza wojna między istotami tego świata !! - Wiem co uczynię, dobrze to przemyślałem. Omegil wstał, wyjął swój piękny topór, naciął jego ostrzem swą rękę. Z rany popłynęła krew, krople spadły na białą wapienną skałę porośniętą mchem. W krwi wypływającej z rany młody wódz zamoczył topór i wbił go w miejsce na które spłynęła krew. Uderzenie było tak mocne iż ziemia zadrżała a skały popękały. - Przysięgam na krew moją mojego ojca, dziada, pradziada i moich współplemieńców. Przysięgam na skały, lasy, wszelkie skarby i miasta Gór Złotych. Przysięgam w imię wszystkich sprzyjających i popierających nas bogów, elfów i ludzi że pomszczę swą rodzinę oraz wszystkich krasnoludów i inne istoty które poległy od orkowych broni. - A teraz ruszajmy przyjaciele, wiele pracy przed nami wiele trudów. Musimy wytępić- to przekleństwo Kety, tę zarazę jaką są te paskudne orki. - Ruszajmy zatem - krzyknął Judu - Na chwałę krasnoludów z Gór Złotych, na chwałę rodu Kagawy ruszajmy !!!!! Była noc, determinacja krasnoludów była tak wielka a słowa Omegila posiadały taką siłę iż grupa wyruszyła natychmiast. I tak rozpoczęła się pierwsza wojna na kontynencie Keta jak i na całej Ziji. Długo opowiadano o owych oraz późniejszych wydarzeniach, śpiewano w karczmach i na królewskich dworach. Zapiski na ten temat można znaleźć w każdej bibliotece na świecie, a pełny zapis owej historii znaleźć można w Wielkiej Bibliotece Imperium oraz w księgozbiorach elfich króli. Każdy bard zna choćby króciutką pieśń na ten temat, a legendę słyszał chyba niemal każdy mieszkaniec Kety. Omegil wraz ze swymi towarzyszami ruszyli traktem do miasta Fegoe, największego w tej chwili miasta należącego do plemienia Kagawy. W mieście Judu odnalazł swego rannego w trakcie walk ojca, Itunba stracił od orkowego miecza nogę poniżej kolana. Gdy Omegil dowiedział się że Itunba żyje natychmiast przybył do niego na rozmowę, chciał bowiem aby wuj zajął się sprawami mieszkańców obu miast gdy on sam będzie prowadzić armie do boju. - Jesteś bratem mego ojca, należysz przeto do rodu Kagawy. Zostaniesz więc tu i będziesz rządził podczas mej nieobecności. Ja niedługo wyruszę do miasta Okkod aby zebrać- resztę armii. - Niewiele czasu na świecie już mi pozostało mój drogi siostrzeńcu po bitwie w Enobie podupadłem nieco na zdrowiu. Nie zapomnij wykończyć- kilku orków ode mnie, sam przez tych zwyrodnialców nie mogę wziąć- udziału w wojnie. - Tak wielka to szkoda że tak wielki wojownik nie może walczyć- . Twoje zasługi nie będą jednak zapomniane, przysłużysz się bowiem naszej sprawie w inny sposób. Wraz z wojskiem które zebrał ruszył do swego drugiego miasta. Był już koniec jesieni, zbliżała się zima. Dawało to Omegilowi dodatkowe kilka miesięcy na zorganizowanie silnej armii, gotowej na wieloletnią wyniszczającą wojnę. Nowy wódz wraz ze swymi oficerami zebrał dość pokaźne odziały, w trakcie zimy dołączyło do nich wielu krasnoludów z innych miast żądnych sławy, wojaczki i skarbów jakie orki rabowały elfom i krasnoludom. Wraz z nadejściem wiosny roku 4425 p.e.i. na orkowe wioski leżące już na pustkowiach padł blady strach. Omegil podzielił swą armie na 4 regimenty, 1 dowodził sam Omegil pozostałymi odpowiednio Judu, Bjad i Ejmor. W skład każdego regimentu wchodziło 6 chorągwi po 100 wojowników uzbrojonych w siekiery, topory, młoty maczugi oraz broń drzewcową. Krasnoludowie nie mieli żadnej litości dla orków, nie brali jeńców palili i równali z ziemią każdą orkową wioskę jaką napotkali na drodze. Rozbijali w proch każdy odział orków jaki zauważyli na horyzoncie. Nie było dnia ani nocy aby nie padł od krasnoludzkiego topora jakiś ork albo troll. Orków ogarnęła psychoza strachu, Omegil odnosił ciągłe sukcesy każdy stracony wojownik był zastępowany przez trzech następnych którzy przybywali do Omegila aby przyłączyć się do niego. Przez wiele miesięcy nieustających walk orkowie zaatakowani z zaskoczenia byli bezsilni, tymczasem miasta krasnoludów w Górach Złotych odetchnęły z ulgą. Kult był wysoce zaniepokojony walkami na pograniczu swego fundamentalistycznego państwa, oraz nieciekawym obrotem sprawy. Kult rozpoczął systematyczne wysyłanie posiłków na południe, walka rozgorzała na dobre. Orkowie zaczęli podnosić się z zaskoczenia dzięki posiłkom z Zobny. Bitwy kończyły się już krwawą rzezią po obydwu stronach. Wieści o toczących się walkach obiegły już cały świat, krasnoludy zyskały liczne wsparcie polityczne ze strony ludzkich królestw, jednak na inną pomoc, Omegil nie mógł liczyć nawet ze strony nękanego wcześniej przez orków Królestwa Elfów. Mimo to dowódcy poszczególnych regimentów radzili sobie całkiem nieźle, wygrywali kolejne bitwy i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych