pierwsze opowiadanie
pierwsze opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nieubłagalnie zbliża się termin spłaty kredytu na samochód. Żółty, nowy, zagraniczny samochód, który kupiliśmy z pomocą banku zeszłej zimy, dokładnie w ferie, absolutnie okazyjnie i z wielką ulgą, ponieważ kupowanie samochodu w naszej rodzinie odbywało się już uciążliwie długo. Musimy spłacić do końca lutego, większa część należności jest już na koncie ojca, już zaoszczędzone, wyłuskane spomiędzy naszych jogurtów, wakacji i kłótni rodziców. Chociaż nie, oni się nie kłócą, po prostu nie potrafią nawiązać odpowiedniej wymiany komunikatów, tak aby ich treści przedostały się we właściwy sposób do świadomość adresata. Nie mówią wcale, lub prawie wcale, a gdy już mówią, ja odrywam się od swoich zwykłych zajęć i słucham, kradnę wszystkie ich słowa i widzę ich dwudziestoletnią historię o początku jeszcze wcześniejszym niż urodziny Marcina, tamtej zimy, kiedy okna trzeba było zasłaniać kocami, bo mróz przenikał przez szkło i szpary w drewnie, uporczywie włamując się do mieszkania. Wymianę zdań zazywczaj rozpoczyna ojciec, oderwawszy wzrok od telewizora, który stał się jego przyjacielem, bo potrafi rozmawiać jednostronnie, bo można zmieniać kanały, a w razie czego wyłączać głos, włączać telegazetę, wyłączać całkiem, wyciągać wtyczkę, wykręcać kroki, wyrzucać przez okno, i który stał się i już jest towarzyszem w smutku wieku średniego, późnego dzieciństwa dojrzałości, który słucha i mówi jak chłop, a nie pierdoli od rzeczy jak baba. Ojciec podchwyciwszy chwilę wcześniej jakieś zdanie wypowiedziane przez matkę, zostaje poddany sile najgłębiej umiejscowionych w nim problemów, frustracji, odwiecznej chęci dominacji płci męskiej nad płcią przeciwną oraz sile wszystkich wykształconych w nim komplikacji psychicznych uwarunkowanych bliżej nieokreślonymi sprawami i doświadczeniami życiowymi. Otwiera więc usta i mówi: - To jesteś w końcu moją żoną czy nie?! No pytam się! Matka już wie, że znów przyszedł dzień, w którym wszystko zostanie rozdrapane, że znów wyrwał jej ten względny spokój. Spokój, co go sobie stworzyła, żeby jeszcze jakoś normalnie funkcjonować. On znów kwestionuje, poddaje swojej obróbce jej życie i wytyka co się panu nie podoba. Tak, gdy słyszę już początek tej wymiany zdań, już nazywam ojca panem, panem i władcą. - A kim dla ciebie jest żona, no kim? Kimś komu się rozkazuje i kogo się pieprzy na zawołanie, tak? No, kto to jest żona? - Gówno! Ojciec żyje iluzyjnie. Widzi siebie i ją w niedzielne popołudnia na spacerach w parku, idą za rękę, uśmiechają się jak zakochani przedwczoraj, i nie trzeba płacić za czynsz i nie trzeba martwić się spłatą samochodu. Widzi swoje małżeństwo, wspólne łóżko, dziubanie, cmokanie i wszystko na zawołanie, bez słów sprzeciwu, bo wszystko zawsze jest jak ma być, tak jak sobie wyobraził. Jest uwięziony w swojej mitologii, że jest miłość wieczna, nie ulegająca modyfikacjom, że jest mąż a potem jest żona, i że ona z mężem, albo ona w kuchni. Gdyby zarabiał więcej, nie życzyłby sobie, aby pracowała. Niech odpoczywa. Bo co to jest pranie, sprzątanie, gotowanie? Jesteś do tego stworzona. Stworzona do przyjemności i odpoczynku, pod obserwacją oczywiście.Potem schodzi w relaność. Pięćdziesiąt lat na karku, niedzielne popołudnie, telewizor i fotel, zjedzony obiad. Wie, że wieczorem będą spać osobno. Od kiedy coś jej odbiło i wyniosła się na kanapę, co noc śpi sam. A wszystko przez te koleżanki, koleżanki i mamusię. Te spokania, herbatki, książki, gazety, perfumy, duperele. Przed jego oczyma rysuje się chaos, w którym on nie ma swojego miejsca, nie ma gdzie iść i z kim rozmawiać, więc siedzi i rozmawia z telewizorem. I wie, że chciałby zmienić, chciałby, aby tak nie było. Chciałby widzieć niedzielne popołudnie i zakochane spojrzenia, i 'tak misiu pysiu', i 'ach oczywiście pączuszku'. I chciałby się wynieść z tego cholernego mieszkania, które zżera mu połowę emerytury i z tego miasta, gdzie nic już nie jest takie jak kiedyś. - Chciałbyś tylko rozkazywać, żeby wszyscy żyli tak jak ty chcesz. Nie widzisz, że inni też mają swoje wyobrażenia, swoje pragnienia i rozum i uczucia. Nawet…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kzw
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…