Pierwszy jedenasty
takie sobie myśli na Dzień Zmarłych
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PIERWSZY JEDENASTY
01.11.1992R.
To dziwne, ale ten dzień naprawdę jest niezwykły. Klimat. To chyba o to chodzi. Listopadowa aura sprzyja zadumie; zimno wokół, opustoszałe gałęzie, kobierzec liści w dole i blask świec. Klimat. Niepowtarzalny. Każdego roku ten sam- każdego roku inny. Jeden jedyny dzień, gdzie każdy chce być sam. Prawda, że niektórym jest ciężko gdy przed oczyma widzi się tych bliskich; czasem tę jedną ukochaną osobę, ale łzy, które wtedy ciekną po twarzy są naszą modlitwą. Modlitwą, która jest tylko dla nas, nikt z zewnątrz nie ma prawa nas wtedy pocieszać, wspierać, współczuć. To trzeba odreagować; po raz kolejny poczuć się winnym, bezsilnym. I chociaż dookoła tyle twarzy- złuda jedności i wsparcia- to tak naprawdę każdy jest sam. Stoimy niczym posągi smagane wiatrem, wdychamy wonności parafiny i echa odległych wspomnień budzą świadomość. Patrzymy w płomienie niczym w kulę mądrości jakiejś drugorzędnej wróżbitki i wierzymy, że tym razem wygramy. Otrzymujemy odpowiedzi na nie zadane pytania i zastanawiamy się skąd one się biorą i kto nam ich udziela? Gdzieś w zakamarkach jaźni brzmią nam słowa wierszy niegdyś kątem zasłyszane i przegapione; teraz wracają i krzyczą w głos: Echa budzą moją świadomość/ samotny ptak w przestworzach./ Idę i myślę sobie/ dokąd mnie los zaprowadzi...? Sens istnienia. Po co żyjemy- by umrzeć? Czysty akt prokreacji; radość narodzin- smutek śmierci. Błędne koło. Pamięć przekazywana z pokoleń na pokolenie, za trzecim i czwartym razem to już tradycja rozbita na pojedyncze dumania. ...Do niedawna/ wszystko wyglądało tak pięknie,/a teraz/ wpatruję się w mrok./ Otrzymuję odpowiedzi/ na nie zadane pytania/ i zastanawiam się/ kto mi ich udziela?... Kultywujemy nasze wspomnienia. Uprawiamy świętość naszych ran, które w masochistyczny sposób rozdrapujemy w ten dzień, świadomie i z determinacją. Przez cały rok rzadko zadajemy sobie pytanie: gdzie oni są? Gdzie jest ta jedna osoba, która niegdyś tyle dla nas znaczyła? A potem stoimy bezradnie i w naręczach kwiatów próbujemy wyrazić swój żal i przeprosiny. Zapalmy świece, by płomień przywołał ciepło rodzinne tuż obok. ...Po drugiej stronie szyby,/ gdzie świat rozpływa się w dłoniach/ migocący blask świecy/ jest niczym latarnia/ na oceanie wątpliwości./Wiatr co noc śpiewa psalmy/ skomponowane specjalnie dla mnie,/ gdzie nieme słowa znaczą/ tyle co nic.... Czy blask świec ma być bramą, przekaźnikiem pomiędzy naszymi światami? Przecież równie dobrze możemy usiąść w domu, zapalić płomyk i szukać wspólnych wspomnień. Ale nie, my musimy trwać przy grobach, tam gdzie ostatni raz ich pożegnaliśmy. Nasza wyobraźnia jest ograniczona, karmi się tylko obrazami kiedyś widzianymi. W tym prymitywnym myśleniu jest coś anormalnego: skoro ONI tam teraz mieszkają, to musimy iść właśnie tam. A przecież to tylko miejsce spoczynku ciała, dusza w chwili śmierci ucieka i bezpowrotnie zostaje utracona. A pamięć? ...Ostatni pociąg/ opuścił swój wieczny tor/ i pogrążył się w ciemnościach/ niczym w zwykłym ludzkim zapomnieniu./ Szukam własnych śladów,/chcę zobaczyć odciśnięty w ziemi znak/ mojego buta;/ znak, że tutaj byłem... Tak długo będziemy żyli po śmierci, jak długo będziemy w czyjejś pamięci. To prawda, że tablice nagrobne obwieszczają nasze imię i nazwisko, nasz radosny dzień narodzin i nasz ostatni dzień. Czasem jest to medalion. Czasem krótkie zdanie. Ale dla obcych to tylko wycinek metryki urodzenia. Dla obcych ludzi to tylko niewiele znaczące informacje. Ale dopóki najbliżsi o nas pamiętają- żyjemy. Jednak tradycjonalizm nas zabija. Cóż z tego, że nasze prawnuki przychodzą na grób, skoro nigdy ich nie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bartek zalewski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…