Wróć do katalogu

Piotr cd

opowiadanie z cyklu Kochankowie

marta, opublikowano , 5 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

No i zaczęło się. Zbyt dobrotliwie i łagodnie. Przyjaźnie i ciepło. Piotr strzelał we mnie seriami gąbczastych słów. Misiów. Żabek. Grzybków. Laleczek. Dzióbków. Można się przyzwyczaić, tłumaczyłam sobie. Przecież chce dobrze. Jest dobry. Wypruwał przede mną flaki swojej nieudanej damsko-męskiej przeszłości. Przed Anetą były Magda i Ewa. Na cholerę mi to? myślałam. A on opowiadał. Magda to, Ewa tamto. Magda siamto. Ewa owamto. Moje pro-męskie nastawienie powodowało jednak, że piłam te historie i przeciwności Piotrowego losu jak przegotowaną wodę z kranu. Niedobre, ale zaszkodzić nie powinno. Było nam coraz bardziej bezpiecznie, znajomo i miękko. Tonęłam w falbankach jego nieszczęść, a on wiązał mi je radośnie pod szyją jak kokardy małemu psiakowi. Uwierały niczym gryzący golf. Wiedziałam o nim niemal wszystko. Począwszy od ciężkiego zapalenia płuc, które przeszedł jako dwutygodniowe niemowlę, po niuanse w jego magisterskiej pracy. Może tak ma być? pytałam sama siebie, bo ta nasza znajomość była zupełnie inna, niż wszystkie moje dotychczasowe znajomości z mężczyznami. Seks z Piotrem był również dobrotliwy i doszczętnie zwerbalizowany. Żadnych znaków zapytania. Pół-słów. Niedosłyszanych szeptów. Zagadek. Piotr wyznawał zasadę kawy na ławę. Bo związek potrzebuje kompletnej szczerości, otwarcia, poznania, intensywnego bycia ze sobą, rozmów rozmów... Tak oto zielona jeszcze śliwka mojego młodego umysłu wpadła w ten słowny, emocjonalny kompot. Nawet zaczęłam wierzyć, że tak wygląda idealny związek. Moja naiwność była bezkresna i bezgraniczna. No, wreszcie jestem z kimś naprawdę, zaczęłam sobie powtarzać. A że nudno trochę? Że zwyczajnie, codziennie? No cóż... Tak pewnie ma być. Piotr przedstawił siebie jako pustą dziurę, krater niemalże. A moim zadaniem było wypełnić tę otchłań, nadać jej kształt i cel. Tyle, że ja sama potrzebowałam wtedy kogoś takiego.

Zabrnęliśmy w tę chorą grę i niby-wielką-miłość zdecydowanie za daleko. Obudziłam się pewnego ranka zlana zimnym potem strachu. Dotarło do mnie, że najwyższa pora zrobić pierwszy krok

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych