Wróć do katalogu

Pluskająca Pułapka

Szary człowiek pochłonięty przez moloch!

Klepany, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nazywam się Hipolit Srebrnicki. Jednakże przedstawiając się powininem używać czasu przeszłego, gdyż już nie jestem tym, czym byłem przed wydarzeniami o których zaraz wam opowiem. Zaskakujące jest, iż błahostka czasami odmienia, czy nawet rujnuje całe życie. Wiele takich przypadków jest znanych i udokumentowanych. Pozwólcie jednak, że opowiem wam swój, nie jest może zbyt wyjątkowy na pewno godny podzielenia się. Pewnego dnia, gdy odpoczywałem w swoim domu podczas urlopu, przyszedł do mnie dziwnie zapieczętowany list z firmy wodociągowej. Lekko zmieszany wyjąłem go ze skrzynki i wróciłem szybko do mieszkania aby go przeczytać. Czytałem bardzo uważnie. Wodociągi wzywały mnie, do zapłacenia rzekomego długu w postaci trzech groszy. „To jakiś nonsens!” krzyknąłem do siebie. Było to iści zaskakujące. Zawsze płaciłem wszystkie rachunki na czas, bez żadnego, o czym byłem przekonany, uchybienia. Przejrzałem prędko moje notatki finansowe, lecz nie znalazłem w nich niczego o czym bym nie wiedział. „W takim razie, oni popełnili błąd” pomyślałem sobie. Przemyślałem całą sprawę i uznałem iż jest jeszcze wczesna pora, więc mogę od razu pojechać do siedziby firmy by wyjaśnić całą sprawę. Byłem pewien, że nawet jeśli nie anulują tego długu dzisiaj, to wygram proces który im wytocze. Ubrałem swój nowy, elegancki garnitur by zrobić dobre wrażenie i ruszyłem do wodociągów. Minąwszy kilkanaście przecznic mym niezawodnym samochodem, znalazłem się u stóp owej firmy. Budynek ten, położony na dziwnym odludziu niedaleko centrum miasta, był wprost nie do opisania. Gmach po prostu przytłaczał swoją wielkością! Nie skłamałbym, gdybym powiedział iż rozpościerał się na przestrzeni, przynajmniej, dziesięciu kilometrów kwadratowych! Zbudowany był w dość nowoczesnym stylu, z dużą ilością ciemnego szkła. Gdzieniegdzie dostrzegalne były również, przemycone w postaci fresków, tradycje XIX wiecznej architektury secesyjnej. Chwilę podziwaiłem budynek po czym zacząłem szukać wejścia do środka. Obszedłem wszystko na tyle na ile pozwalało mi na to ogrodzenie, jednakże nie znalazłem wejścia. Usiadłem pod płotem aby się chwilę zastanowić, lecz z pomocą nadciągnał mi dziwnie ubrany jegomość który z daleka zdawał się być podobny do mnie. Szedł w stronę budynku i wiedział gdzie jest wejście. Coś niezwykłego było w jego ruchach, nie potrafiłem jednak sprecyzować tej specyficzności. Ruszyłem w jego strone czym prędzej. Tak jak sie tego spodziewałem, idąc jego śladem znalazłem wejście do gmachu. Stanąłem na chwilę przed ciemną szklaną ścianą, poprawiłem włosy i wszedłem do środka. Pomieszczenie, które jak wnioskowałem, musiało być portiernią, wyglądało zaskakująco dziwnie. Sufit robił się na przemian spadzisty i płaski. Wszystkie ściany różniły się rozmiarami. Każda wyglądała inaczej, jednak wszystkie miały kolor kremowy. Cały kształt tego asymetrycznego pokoju, przynosił mi na myśl średniowieczną niewygodę. Mimo dziwnych kształtów stało tutaj biurko, kanapa i kilka tanich roślin jak draceny czy paprocie. Począłem rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiejś osoby. Mój wzrok przykuło szare wybrzuszenie na biurku. Przyjrzałem się bardziej i ogarnęło mnie ogromne zdziwienie. Owym wybrzuszeniem była śpiąca kobieta. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że kąt nachylenia sufit do podłogi za jej plecami wynosił czterdzieści pięć stopni, podczas gdy biurko stało pod kątem trzydziestu stopni względem podłogi. Wynikało z tego, że owa kobieta mogła się poruszać w przestrzeni pionowej zaledwie w rozpiętości piętnastu stopni. Zaskoczyło mnie to nie mało. Po chwili przerwałem rozmyślania i podszedłem do biurka stukając w nie, czym obudziłem kobiete. - Czego pan chce? – burknęła nie podnosząc się ze swego legowiska. Jakby działa jej sie jakaś krzywda! - Otóż, chciałem wyjaśnić sprawę dotyczącą mojego rzekomego zadłużenia w waszej firmie – rzekłem, starając zachować się względny spokój. - I w czym miałabym panu niby pomóc !? - Przepraszam, czy nie można grzeczniej !? – wybuchłem mocno już poirytowany. - A z jakiej racji miałabym być grzeczniejsza! – mówiła tonem obrazy na cały świat – Siedzę osiem godzin dziennie zamknięta w tym biurku, a pan wymaga ode mnie jeszcze abym udzielała mu jakichś informacji!? Szczyt ignorancji! - Niechże pani przestanie! – krzyknąłem – przecież właśnie na tym polega pani praca jak mniemam, na siedzeniu w tym miejscu i udzielaniu informacji! - Znalazł się wielki znawca. No dobrze już dobrze, więc czego pan tu szuka? - Przyszedłem tutaj w sprawię rzekomego długu wobec waszej firmy. - Długu? - Tak, rzekomego. - Magda! – krzyknęła portierka i ku memu zdziwieniu szara masa którą wziąłem wcześniej za kanape, okazała się trwającą w dziwnej pozycji kobietą – Koniec przerwy, zaprowadź pana do kierownika Zygmunta. Będąca chwilę wcześniej kanapą kobieta wskazała mi drzwi po czym sama ruszyła w ich strone. Poszedłem za nią. Przekroczyłem framugę i mym oczom ukazał się widok iście szkoujący. Przeszdłszy drzwi znalazłem się na ogromnym obszarze. Na samym jego środku stała gigantyczna kopuła, jak się dowiedziałem chwilę później, siedziba biur. Na okło niej cała przestrzeń była bujnie pokryta trupami maszyn hydraulicznych oraz setkami martwych szczurów. Sufit, zbudowany z niespotykanego materiału, zdawał się odgrywać, poprzez swą wielkość, rolę sklepienia niebieskiego. Gdzieniegdzie kuliły się w cieniu zapomniane, staroświeckie rury. Przewodnic zka moja niczym Charon prowadziła mnie przez ten hydrauliczny styks do królestwa Hadesu. Milczała całą drogę. Po pewnym czasie doprowadziła mnie przed wejście do kopuły i wróciła. Stałem przed wejściem ogłupiony nie wiedząc co mam teraz czynić. Wszakże moja przewodniczka doprowadzić mnie miała bezpośrednio do kierownika, a tymczasem zostawiła mnie u stóp gigantycznej kopuły! Uznałem iż jedyne co mi w tym momencie pozostało, to znaleźć biuro kierownika na własną ręke. Otworzyłem dzrzwi i mym oczom ukazał się korytarz na tyle długi, że zdawał się nie mieć końca. Tysiące drzwi rozstawionych było symetrycznie po obu stronach w odległościach trzydziestu centymetrów od siebie. Moja desperacja przesłoniła mi oczy, więc nie zareagowałem jakoś specjalnie na ten widok. Postanowiłem, że najlepsze co mogę teraz zrobić, to uchylić pierwsze drzwi z brzegu i spytać kogoś jak znajde szukane przeze mnie biuro. Zapukałem do pierwszych drzwi z lewej strony, po czym wszedłem do środka. - Dzień dobry! – rzekłem donośnym głosem, jednak nikt mi nie odpowiedział. W pomieszczeniu stały trzy stoły, a przy nich siedziało czterech mężczyzn i rudowłosa kobieta. Wszyscy, prócz kobiety, byli tępo wpatrzeni w monitory swych komputerów. Ona natomiast zdawała się nad czymś intensywnie myśleć. - Dzień dobry! – powtórzyłem jeszcze głośniej. Tym razem zauważyła mnie kobieta. Wskazałą mi drzwi którymi wszedłem, po czym wstała z miejsca. Puściłem ją przed siebie i wyszedłem. Stojąc już na korytarzu zapaliła papierosa. Zaczęła mówić : - Witam pana, nazywam się Catarina Cantor. Niech pan wybaczy mi milczenie w pierwszym odruchu, ale to specyfika tej firmy. Staram się uniknąc nie wnoszących nic rozmów. - Nie wnikam w szczegóły. Czy mogłaby pani powiedzieć mi gdzie znajde kogoś, kogo zwie się tutaj kierownikiem Zygmuntem? - Kierownik Onufry Zygmunt? Nie wiem, ale niech Pan spyta w księgowości. – mimo iż nie znała odpowiedzi na moje pytanie, uspokoiłem się znacznie. W tej kobiecie było coś, co przywracało wszelką nadzieje. - A jak znajde księgowość? - Trzecie dzrzwi na lewo od nas, po tej samej stronie. Ale niech pan uważa. - Na co mam uważać? – spytałem zaintrygowany. - Moze panu długo zająć szukanie kierownika. Ja szukałam przez dziesięć lat archiwum map wodociągowych. - Dziesięć lat!? - Tak tak, codziennie przychodziłam do pracy na osiem godzin, z czego cztery spędzałam na szukaniu tego pomieszczenia. No ale w końcu znalazłam – powiedziała spokojnie, po czym zaciągnęła się papierosem. Biła od niej wielka mądrość, jednak zdawało się iż mądrość uśpiona. - A mogę zapytać czemu pani koledzy siedzą tępo wpatrzeni w monitory? I czym zajmuję sie pani oddział? - Ach widzi pan, moi koledzy wychodzą z założenia, że im mniej zrobią, tym mniej się narażą. A oddział nasz zajmuje się mapowaniem sieci kanalizacyjnych. - Rozumiem, więc pani jest zmuszona do odpracowywania zaległości kolegów? - Ja? Ależ skąd, załatwiam wyłącznie własne sprawy. - Jak to? W takim razie kto zajmuję się mapowaniem? - A czy to istotne? To państwowa firma, tutaj nikt się nie przejmuje takimi szczegółami. – powiedziała kobieta przewracając oczyma, po czym zgasiła papierosa. – Miło się rozmawiało, lecz muszę wracać do siebie. Do widzenia. Pożegnała się i weszła z powrotem do swego pokoju. Była bardzo sympatyczna, chciałem jej nawet życzyć powodzenia czy coś takiego, jednakże zbyt szybko znikła mi z oczu. Tymczasem ja, po krótkiej chwili, zauważyłem iż nie znajduję się na początku, lecz gdzieś w połowie, bezkresnego korytarza. Ruszyłem przed siebie zgodnie ze wskazówkami rudej kobiety. Stanąłem przed pożądanymi przeze mnie drzwiami, nad którymi zauważyłem tabliczkę. Było na niej napisane „Milczenie jest złotem” oraz narysowane dwa szczury stojące na tylnich łapach które wskazywały ów napis. Mlasnąłem z niesmakiem o przekroczyłem drzwi. Pomieszczenie w którym się znalazłem, było dosyc duże. Stało w nim dwadzieścia biurek w rzędach po dziesięć. Na końcu widać było jeszcze jedno, stojące poza rzędami. Przy wszystkich ścianach stały metalowepółki pełne zamkniętych kartonów. Każde biruko zastawiony było jednakowo. Stały na nich monitory, różne segregatory oraz fiołki w dnoiczkach. Każde również wyposażone było w ekspres do kawy. Uznałem iż ostatnie biurko, to poza rzędami, musi należeć do głownej księgowej, ruszyłem więć w jego strone by zasięgnąć informacji. Zacząłem iść wolnym krokiem i naraz poczułem na sobie spojrzenia dwudziestu biurek w postaci wzroku księgowych. Wszystkie ubrane na czarnobiało. Wsszystkie patrzyły się na mnie ściskając kubki z kawą w ręku. Spojrzałem na jedną. Jej wzrok zdawał się mówić „to że teraz pijemy, nie oznacza wcale że zazwyczaj nie pracujemy ciężko”. Wzdrygnąłem się i przyspieszyłem kroku. Tak jak przypuszczałem , biurko poza rzędami, należało do głównej księgowej. Podniosła wzrok znad kartki papieru którą studiowała i spojrzała na mnie pytająco. - Dzień dobry! – powiedziałem głośno, choć uprzejmie. Główna księgowa wyglądała na kobiete w średnim wieku, ewidentnie znudzoną swoją pracą. Spuściła okulary na nos i zaczęła mówić - Witam, już dzwonili z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych