Pmiętnik Zuzanny S. c.d.
Opinia poprzedniej częsci "Pamiętnika" nie była surowa, więc postanowiłam napisać drugą część. Oczywsiście wszystko kończy się dobrze, bo ja uwielbiam szczęśliwe zakończenia ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
10 marca Szykując się na randkę z MOIM WŁASNYM SZEFEM zastanawiałam się, jaki on będzie. Szczerze mówiąc trochę bałam się lepiej go poznać, znałam jego zachowanie tylko i wyłącznie w interesach, no może poza tą drobną skruchą, jaką okazał, kiedy zapomniał o Dniu Kobiet. Może nie będzie aż takim draniem. Coś mnie w nim pociągało, uroda, sylwetka, głos, zachowanie…jednym słowem chyba wszystko mi się w nim podobało. Pomimo tego byłam pewna, że będzie chciał mnie uwieść, wykorzystać i porzucić. Przecież nie raz słyszy się o romansach szefów z sekretarkami, ja, co prawda sekretarką nie jestem, ale on jest moim szefem…więc różnie bywa. Nie wiedziałam, co mam na siebie włożyć, wszystko wydawało mi się stare i zniszczone. Nie wiedziałam czy mam się ubrać seksownie i zrobić z siebie plastikową blondynę o dużym biuście, wyprawiającą rożne dziwne wygibasy na szpilkach,…hmm, cóż blondyną może i jestem i z całą pewnością nie potrafię chodzić na szpilkach, ale jest problem…dużego biustu nie mam i nie mam nawet ciuchów, żeby zrobić z siebie plastik fantastic. Trudno muszę wymyślić coś innego i to szybko, bo szef przychodzi za godzinę. Muszę też zacząć myśleć o nim inaczej jak o szefie, chociażby na czas dzisiejszej kolacji. Po co ja się do cholery zgodziłam iść z nim na kolację…aha… pewnie dlatego, że tak mnie pociąga. No dobrze, dżinsy czy kiecka? Dżinsy i zielony top czy czerwona sukienka?? - Tytus pomóż!!!! – krzyknęłam na cały dom, pies musiał usłyszeć ,bo przyczłapał z salonu i z niechętną miną wszedł do garderoby, położył się pod oknem i patrzył…ja przymierzałam, skakałam po pokoju, co chwilę pytałam go „I co?”, w końcu spostrzegłam, że mój jedyny juror śpi w najlepsze…cóż, musiałam sobie poradzić sama. Włożyłam czarne spodnie z satynowym połyskiem i białą bluzkę z głębokim dekoltem. Trochę na galowo, ale to przecież spotkanie z szefem prawda – pomyślałam i zaśmiałam się cichutko. Zrobienie makijażu zajęło mi pawie pół godziny, mimo że nie maluję się zbyt intensywnie, chciałam zrobić wrażenie. Dokładnie punkt ósma, ktoś zadzwonił do drzwi. Tytus otworzył oko. - Jakby to był jakiś złodziej, albo włamywacz? – powiedziałam do niego, ale on spojrzał na mnie z takim niedowierzaniem, że sama szybko uświadomiłam sobie, że włamywacze ani złodzieje nie dzwonią do domu, który chcą potencjalnie okraść. Podeszłam do drzwi, kilka głębszych wdechów, dobra otwieram… - Cześć Zuzia – w drzwiach stał mój stary przyjaciel, wychowywałam się z nim od czasów piaskownicy, nie widziałam go od trzech lat, odkąd wyjechał do pracy do Londynu. - Jachu, to Ty?? Wróciłeś?? – zapytałam i rzuciłam mu się na szyję. - Na razie tak – powiedział ściskając mnie – wychodzisz? – zapytał patrząc na moją kreację – swoją drogą jesteś piękniejsza niż kiedykolwiek – uśmiechnął się szeroko. - Stary dobry Jachu – powiedziałam – Ty też wyglądasz całkiem nieźle – powiedziałam i z uznaniem obrzuciłam wzrokiem sylwetkę przyjaciela. Jasiek był wysokim blondynem o ujmująco zielonych oczach, kiedyś było coś między nami, ale po burzliwych przejściach nie mogliśmy się ze sobą związać i zdecydowaliśmy się, że będziemy przyjaciółmi, cóż, jak na razie się udaje. - Wychodzisz? – powtórzył. - Niestety, to znaczy czekam teraz na moją randkę, która spóźnia się już piętnaście minut. Kiedy przyjechałeś?? Wejdź – odsunęłam się, żeby go wpuścić. Miał ze sobą torbę podróżną – Jedziesz prosto z Londynu?? – zapytałam. - No można tak powiedzieć – powiedział Jachu, położył torbę i spojrzał na mnie – mogę Cię prosić o przysługę? - Jasne, wal. - Wróciłem dziś rano, nie mam mieszkania, żal mi kasy na hotele, chciałbym sobie w najszybszym czasie kupić coś swojego…więc… - Chcesz się u mnie zatrzymać dopóki czegoś nie znajdziesz – zgadałam. - No…tak – Jachu wyraźnie się zakłopotał. - No co z Tobą? – zapytałam z wyrzutem – boisz się mnie zapytać o taką błahostkę? Dlaczego tak głowę spuszczasz jakbyś mi się do jakiejś winy przyznawał? – zapytałam ze śmiechem. - Bo dawno się nie widzieliśmy i nie wiem czy… - Jasiu, jak to się mówi „Czym chata bogata” – powiedziałam rozkładając ręce w geście zaproszenia – zostań jak długo chcesz. - Naprawdę? Jesteś wspaniała wiesz? – powiedział, podbiegł do mnie i wziął mnie w ramiona, po czym zaczął się szybko okręcać. Moje krzyki i piski usłyszał Tytus i powoli wyszedł z garderoby…co się stało z tym psem, kiedy zobaczył Janka. Skakał z radości, piszczał, szczekał, skomlał i nawet się posikał. - Niemożliwe, że on Cię tak dobrze pamięta – powiedziałam z radością, że Tytus zaakceptował nowego współlokatora. - Przecież przed wyjazdem spędziłem z nim prawie rok, więc musi mnie pamiętać – powiedział Jasiek próbując przewrócić Tytusa, co było oczywiście przysłowiową syzyfową pracą. - No fakt – powiedziałam – ale efekt jego entuzjazmu będziesz musiał sam sprzątnąć – powiedziałam ze śmiechem wskazując na mokrą plamę na parkiecie. Jasiek zaśmiał się również, ale nie kwapił się by wytrzeć to, co narobił Tytus – Cały Jachu – pomyślałam – leń, jakich mało, musiałam przyznać sama przed sobą, że strasznie mi go brakowało. - Fajnie, że będziemy razem mieszkać wiesz? – powiedziałam patrząc na niego z uśmiechem. - O nie!! Tylko przez jakiś czas przecież. To, co teraz powiedziałaś zabrzmiało strasznie! – wykrzyknął patrząc na mnie i robiąc wielkie oczy. - Dlaczego? - Bo to zabrzmiało, jakbyśmy byli małżeństwem, a jeśli nie małżeństwem, to co najmniej parą, a ja nie zniósłbym tego, gdybyśmy byli parą – powiedział i zaśmiał się w głos. Udawałam, że obraziły mnie jego słowa. Zrobiłam nadąsana minę, a on zrobił to, co uwielbiałam, podszedł do mnie, ujął moją brodę w palce i zaśpiewał z pięknym uśmiechem - „Zuzia lalka nie duża, a na dodatek cała ze szmatek. Oczy ma, jak pięć groszy….” - Wiesz, jak mnie podejść cwaniaczku – powiedziałam całując go w policzek – ale zapomnij, że kiedy będziesz musiał sprzątać zdziałasz coś tą piosenką. - Pięknie wyglądasz – powiedział siadając na kanapie. - No no, nie podlizuj się – powiedziałam mile połechtana komplementem – a tak na marginesie – przypomniało mi się, kiedy spojrzałam na swój strój – gdzie się podział mój partner na randkę? – zapytałam z zaciekawieniem. - Kto to? – zapytał Jasiek. - Ten partner? - Mhm. - Nie zgadniesz… - Mów… - Nie uwierzysz… - No mów!!! - Mój szef… - czekałam na jego reakcję. - Oszalałaś chyba? - Wiem, że to dziwne i może głupie, ale on mi się podoba – powiedziałam próbując się usprawiedliwić. - Zawsze mnie zaskakiwałaś – powiedział Jachu z uśmiechem – zawsze. - Ale to źle, czy dobrze? – zapytałam. - I źle i dobrze – odpowiedział głaszcząc Tytusa. - A dlaczego źle?? – chciałam wiedzieć. - Gdzie się mogę rozłożyć – Jasiek zmienił temat. Wstał i podszedł do swoich bagaży. - Aha, zapomniałam – pobiegłam do garderoby, żeby trochę sprzątnąć. Miałam tu duże łóżko na wypadek, kiedy rodzice przyjeżdżali, bo mama nie lubiła sypiać na kanapie – mam nadzieje, że Tytus się z Tobą podzieli miejscem – powiedziałam i w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi – oto i on, mój spóźnialski rycerz – mrugnęłam okiem do Jaśka. - Najmocniej przepraszam za spóźnienie, autostrada cała zakorkowana, a ja nie zabrałem telefonu, bo nigdy nie zabieram telefonu na spotkania prywatne, i dlatego nie mogłem do pani zadzwonić i uprzedzić, że się spóźnię – powiedział to wszystko jednym tchem. A ja stałam z uśmiechem na ustach słuchając jego wytłumaczeń i patrzyłam na te rozwiane ciemne włosy, na te wesołe brązowe oczy, na jego smukłą i umięśnioną sylwetkę, uwydatniającą się pod dość obcisłym t – shirt’em i brązowymi nieco luźniejszymi niż koszulka spodniami. Wyglądał strasznie seksownie. - Nic się nie stało – powiedziałam z promiennym uśmiechem, kiedy skończył. - Pięknie pani wygląda – powiedział patrząc na nią chciwie. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego przystojnej twarzy i nim zdołałam się zorientować dlaczego, podszedł do mnie Jachu i objął ramieniem moją szyję. - To Jan, mój najlepszy przyjaciel – przedstawiałam Jaśka szefowi. - Jan Podolski – Jachu wyciągnął rękę do szefa. - Maciej Korzeniowski – odpowiedział szef i również wyciągnął do Jaśka rękę. Hm…ma na imię Maciej, ładnie, dlaczego prędzej nie zwróciłam uwagi na to, jak on ma na imię. Mój syn będzie miał na imię Maciej…na pewno. - Proszę na nią uważać – odzywa się Jasiek – ona ma bardzo słabą głowę. - Jasiek proszę Cię – co on wyrabia – pomyślałam – tylko mnie pogrąża. - Będę pamiętał – uśmiechnął się szef – idziemy?? – zapytał szef wyciągając do mnie rękę. Jasiek przechwycił uścisk bardzo szybko. - Miło było pana poznać – powiedział ściskając rękę szefa. Popatrzyłam na niego zdziwiona, on tylko przesłał mi przelotne, puste spojrzenie. Dziwne – pomyślałam, ale byłam zbyt zajęta obecnością szefa, żeby myśleć o Janku. Wyszliśmy. - Mieszka pani z przyjacielem? – zapytał znacząco szef. - Może przejdziemy na „Ty” poza miejscem pracy, bo tak na „pan” i „pani” to trochę sztywno nie sądzisz?? – zaproponowałam – Zuzanna - podałam mu rękę. - Maciej – uścisnął mi dłoń – ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie – ponaglał. - Czy mieszkam z przyjacielem? - Tak. - Otóż, sprawa wygląda tak…Jasiek jest moim przyjacielem od dzieciństwa, trzy lata temu wyjechał do Londynu i dziś właśnie wrócił, chce tu kupić mieszkanie i na razie nie ma gdzie mieszkać i na czas poszukiwań zatrzymał się u mnie. Nie wiem, co i kiedy zamierza robić, bo widziałam się z nim zaledwie chwilę. - Mhm, więc to nie jest przyjaciel w sensie… - Chłopak?- - przerwałam mu. - Tak… - Nic z tych rzeczy – powiedziałam zadowolona, że szef…Maciej się tym interesuje. W pewnym momencie zadzwoniła moja komórka. - Przepraszam - powiedziałam i odeszłam na bok, to był Jasiek. - No co jest Jachu? – zapytałam. - Nie spotykaj się z nim – usłyszałam w słuchawce spokojny głos Jaśka. - Co takiego? - Nie spotykaj się z nim – powtórzył tak samo spokojnie. - Dlaczego? - Bo to palant. - Skąd wiesz? Widziałeś go tylko kilka minut. - Wystarczy. - Gówno wystarczy! Znowu chcesz się wtrącać do mojego życia? – zapytałam zdenerwowana – znowu chcesz, żeby było jak z Jackiem? - Nie – ten sam spokojny ton. - To się nie wtrącaj, nie psuj mi randki i dobrego humoru. A tak się cieszyłam, że przyjechałeś – powiedziałam ze złością i się rozłączyłam. - Jakieś problemy? – zapytał Maciej. - Nie. Janek nie wie gdzie jest cukier – odpowiedziałam zła na Jaśka , że wtrąca się w moje życie. Kilka lat temu byłam związana z pewnym Jackiem. To był naprawdę miły, sympatyczny i inteligentny facet, ale Jasiek go nie darzył sympatią. Opowiadał mi o Jacku takie rzeczy, że w końcu z nim zerwałam, a po wszystkim to, co mówił Jasiek okazało się nieprawdą. Bardzo wtedy przeżywałam, że z tak głupiego powodu straciłam wspaniałego faceta, nie chciał już do mnie wrócić i nie dziwię mu się. A do Jacha nie odzywałam się przez pół roku, jednak w końcu mu wybaczyłam, podobno słyszał gdzieś te plotki i chciał mnie ochronić przed zawodem. Ciekawe, co mu teraz tak przeszkadzało w Macieju. - Dokąd jedziemy? – zapytałam, ponieważ zaczęłam tracić orientację w terenie. - Niespodzianka – powiedział tajemniczo mój towarzysz. Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Była to mała kawiarenka w zacisznym miejscu, bardzo ładna z zewnątrz. Przed kawiarenką stał słodki mały cherubinek, który ze skupieniem sikał do kamiennego zbiorniczka, obok stało mnóstwo drzew, na których powoli rozwijały się pąki. Co prawda nie było tego za bardzo widać bo już było ciemno, ale tak właśnie sobie to wyobrażałam. Weszliśmy do środka. Łososiowe ściany, kremowe obrusy, wszystko stwarzało bardzo przytulną atmosferę. Z przyjemnością zauważyłam, że mój szef miał zarezerwowany stolik dla dwojga, a na tym stoliku stało już wino i dwa kieliszki. Kiedy siadałam odsunął moje krzesło, po czym je przysunął. - Hm – pomyślałam sobie – całkiem szarmancki z ciebie facet. Zamówiliśmy mnóstwo sałatek, pieczonego kurczaka pokrojonego w plasterki, białe pieczywo, pieczone ziemniaczki, siedem przeróżnych sosów i kosz owoców. Przez cały czas miałam wrażenie, że zamówione przez nas zestawy nie mają ładu ni składu, i że nic do siebie nie pasuje, ale tym bardziej miałam na to wszystko ochotę. Na początku była cisza…Jezu jak to zabrzmiało, jak początek czegoś wielkiego, hm…szczerze mówiąc, mam taką nadzieję, że to będzie coś wielkiego. - Jestem Ci winien przeprosiny – odezwał się szef – Maciej. - Za co? - Za to niesłuszne oskarżenie. - Nie ma sprawy, już zapomniałam. - Czyżby? - Nie. Nie zapomniałam, ale tak się mówi, kiedy się przyjmuje przeprosiny. Szef - Maciej zaśmiał się w głos, ludzie ze stolików obok spojrzeli na niego z rozbawianiem. - Musiałaś o mnie myśleć straszne rzeczy – podpuszczał mnie…wyraźnie mnie podpuszczał. - Dlaczego? – nie dawałam się. - Bo zapomniałem o Dniu Kobiet, a potem po tej sytuacji w biurze…no wiesz… - Mhm wiem. No, co po tej sytuacji w biurze? - Zachowałem się jak dupek. - Przyznajesz się, że robiłeś to specjalnie? - Tak. - Nie wierzę! Dlaczego? - Mówiłem ci już. Chciałem cię sprowokować, żebyś się zezłościła, bo jesteś wtedy bardzo piękna. - A teraz co? Teraz jestem mało atrakcyjna tak? – teraz ja go podpuszczałam. - Przeciwnie – powiedział i położył swoją dłoń na mojej. - W co ty grasz? – walnęłam prosto z mostu. Może trochę za szybko, ale chciałam, żeby wiedział, że nie jestem głupia. - Słucham? - Pytam, w co ty grasz? Dlaczego zaprosiłeś mnie na kolację? Dlaczego mówisz komplementy? Hm?? Dlaczego? - Niech pomyślę – powiedział z rozbawieniem i patrzył mi prosto w oczy. Podczas gdy mi robiło się gorąco, on patrząc mi głęboko w oczy mówił: - Zainteresowałem się tobą, bo jesteś piękną, mądrą, inteligentną i utalentowaną kobietą, wspaniale wyglądasz na stanowisku pracy, jesteś ambitna i dążysz do celu, potrafisz postawić na swoim, masz kawał charakterku i to mi się w tobie spodobało, chcesz poza tym jestes cholernie seksowna. Jeszcze chcesz coś wiedzieć? - Rozpłynę się zaraz – powiedziałam z udawaną obojętnością. Jego komplementy bardzo mnie zaskoczyły i sprawiły wielką przyjemność, a zwłaszcza ten ostatni…Dawno nikt tak do mnie nie mówił…no mama mówi czasami, że jestem zdolna i inteligentna, ale to nie to samo… - Co? - zapytał zdziwiony. - Skąd mogę wiedzieć, że nie mówisz tak każdej dziewczynie, każdej swojej pracownicy, która choć trochę się wyróżnia, co?? - Nie miałem nikogo od dwóch lat – powiedział cicho. - Dlaczego? - Bo próbowałem uporządkować życie po odejściu żony – o mój Boże nie dość, że jest bogaty, przystojny, czuły i szarmancki to jeszcze cierpi, bo zostawiła go kobieta. Pewnie ją bardzo kochał – pomyślałam, a głośno powiedziałam: - Bardzo mi przykro. - Dlaczego? - Tak się mówi, gdy ktoś opowiada o swojej tragedii – powiedziałam mając nadzieję, że go rozśmieszę i udało mi się, znów się wesoło i głośno roześmiał. - Jesteś niesamowita – powiedział i zabrzmiało to naprawdę szczerze. - Nie przeszkadza Ci, że pracuję dla Ciebie? - O nie! Proszę Ty znowu o tym? – powiedział zniecierpliwiony. - Nie możemy się spotykać – powiedziałam smutno, bo właśnie doszło do mnie, że związki między szefem a jego pracownikiem nie są mile widziane i nie wytrzymują na dalszą metę. - Bo co? - Bo ludzie… - Co ludzie? - Nie będą patrzeć na to przychylnie. Możemy mieć kłopoty. - Jakie tam kłopoty? - Pracujesz w tej branży już tak długo i nie wiesz? - Nie… - Zwolnią mnie, jak się dowiedzą. - Kto Cię zwolni? - Nie wiem… - W tym czasopiśmie mogę zwolnić Cię tylko ja, bo to moja firma i ja nią rozporządzam. A nie zwolnię Cię, bo nie mógłbym się pozbawić tak pięknego widoku co dzień. - Dziękuję za te wszystkie komplementy, ale ja i tak mam obawy – bałam się chyba najbardziej tego, jak odbiorą to moje koleżanki, przyjaciele, Łukasz, Kaśka, Anka itd. To moi przyjaciele, ale także koledzy z pracy, a na tej płaszczyźnie nie trudno o kłopoty. - Ale to, że o tym myślisz, to znaczy, że chcesz się ze mną częściej spotykać? – zapytał z nieukrywaną satysfakcją w głosie. - Tego nie powiedziałam – broniłam się. - Ale pomyślałaś – powiedział zbliżając się do mnie przez stół. - Bo wiesz, mi też by było smutno bez twojego zgrabnego tyłka – powiedziałam i zanim się zorientowałam co powiedziałam Maciej śmiejąc się głośno zbliżył twarz do mojej twarzy. - Czekałem na to, od chwili, w której cię zatrudniłem – powiedział bawiąc się moimi włosami. - Co ty?? – nie mogłam uwierzyć – czekałeś pół roku, żeby mnie poderwać?? – pytałam z niedowierzaniem. Taki facet, mój szef interesował się mną już od pół roku, a ja niczego nie zauważyłam. Kręciło mi się w głowie, nie wiedziałam, czy od wina, czy z tego powodu, że on był tak blisko. - Nie jesteś taki odważny, jak myślałam – wyszeptałam mu w policzek. - A ty jesteś delikatniejsza niż sądziłem – powiedział dotykając rozpalonymi wargami mojej szyi. - Przepraszam, rachunek – kelner uśmiechnął się zakłopotany. Maciej niechętnie odkleił się ode mnie, zapłacił rachunek i chciał znowu usiąść, ale ja już wstałam. - Odwieziesz mnie do domu?? – zapytałam patrząc na jego zawiedzioną minę. - Oczywiście, ale wolałbym spędzić z tobą jeszcze trochę czasu – powiedział i stanął blisko mnie, przywarł do mnie całym ciałem, a ja tuliłam się do jego umięśnionego ciała. Mimo tego coś było nie tak, coś nie grało tak, jak powinno. Nie czułam się w jego ramionach bezpiecznie, nie czułam się po prostu tak, że mogłabym zamknąć oczy i pozwolić mu się nieść w nieznane, ja po prostu nie mogłam mu do końca zaufać. Szybko jednak wytłumaczyłam sobie to tym, że przecież jest mi prawie obcy. Przez całą drogę do domu spoglądał na mnie z tajemniczym uśmiechem i trzymał rękę na moim kolanie, robiło mi się gorąco, kiedy jego ręka wędrowała w górę po moim udzie, ale zatrzymywała się na szczęście w odpowiedniej odległości. Kiedy podjechaliśmy pod dom, odprowadził mnie na klatkę schodową, spojrzał w oczy i mocno pocałował w usta. Zaniemówiłam, nogi się pode mną ugięły i serce zaczęło mi łomotać. - Co się stało z twoim charakterkiem? – zapytał całując mnie w czoło. - Stopniał, przecież ostrzegałam, że się rozpłynę przy takiej ilości komplementów. Dobrej nocy – powiedziałam uwalniając się z ciasnego uścisku. Do domu szłam prawie śmiejąc się w głos.
11 marca Prawdę mówiąc, kiedy otworzyłam oczy oczekiwałam, że Janek będzie już stał nade mną i prawił kazania. Kiedy dochodziłam do świadomości czułam, że ktoś faktycznie stoi nade mną, ale kiedy otworzyłam oczy, uświadomiłam sobie, że to nie Janek tylko Tytus oczywiście, chciał wyjść na dwór. Zwlekłam się z łóżka i pomyślałam, że czeka mnie dziś dużo domowej roboty, wreszcie mam wolną sobotę, bo gdyby nie to, to moja chatka by zarosła mchem i pajęczyną. Włożyłam na piżamę sweter do kolan, wyciągnięte dresy, nie uczesałam włosów i poszłam do kuchni. Jaśka nigdzie nie było, pomyślałam sobie, że pewnie poszedł szukać mieszkania. Zauważyłam, że w ekspresie była zaparzona świeża kawa. – Nareszcie - pomyślałam – końcu będziesz służył do tego, do czego powinieneś - ponieważ do tej pory ekspres był wieszakiem na kapelusze, czapki itd. Na stole leżał wielki talerz, nakryty plastikowa pokrywą. Uniosłam pokrywę… – Czyżby mój Janek miał wyrzuty sumienia? – zapytałam sama siebie patrząc na ułożone na talerzu kanapki, wszystkie miały uśmiechy zrobione z pomidora i ogórka. – W zasadzie to nie mam o co być zła, on się po prostu o mnie martwi – pomyślałam i wzięłam jedną kanapkę. Zniecierpliwione szczeknięcie Tytusa przypomniało mi, po co wstałam. Wyszłam przez balkonowe drzwi. Było jeszcze trochę chłodno, dlatego wróciłam się do domu po jeszcze jeden sweter i tak ubrana spacerowałam z Tytusem tylnymi uliczkami po osiedlu. Nagle blisko siebie usłyszałam krzyk przerażenia, a potem serdeczny śmiech. Odwróciłam się, Janek stał na środku chodnika i prawie pokładał się na nim ze śmiechu. - No co? – zapytałam śmiejąc się również – nie mogłam czekać, aż mój pies załatwi się w domu no nie? - Mogłaś chociaż włosy uczesać – powiedział Janek podchodząc i całując mnie w policzek. - Odczep się ok? - Pięknie wyglądasz. - Powiedziałam, odczep się. - Teraz „cała z szmatek” super do Ciebie pasuje – powiedział i znów wybuchnął śmiechem. Rzuciłam się na niego i po chwili tarzaliśmy się po trawie, jak dzieci wśród pisków i śmiechu. Tytus, który wręcz uwielbia zabawę dołączył do nas i szczekał głośno z radości, ciągnąc mnie za nogawki rozciągniętych dresów. Ludzie przechodzili i patrzyli na nas, jedni z rozbawieniem inni zdegustowani, ale jakoś mało mnie to interesowało. - Jak poszła randka? – zapytał Janek siadając na trawie. - Dobrze, dziękuję, że pytasz. - Przepraszam nie powinienem był… - zaczął. - Okej – przerwałam mu – powiedzmy, że wiem, jaki był Twój zamiar. - Jaki? - Martwisz się o mnie tak? - Tak. - Radziłam sobie bez ciebie trzy lata, więc teraz też sobie poradzę. - Na pewno? - No chyba – uśmiechnęłam się. - To dobrze – powiedział poważnie – chodź do domu. - Dziękuję za kanapki – powiedziałam, kiedy już byliśmy w domu. - Bardzo proszę. - To miały być przeprosiny? - W pewnym sensie… - - No to są przyjęte. - Cieszę się… - Co się stało? – zapytałam widząc, że mój przyjaciel wyraźnie posmutniał. - Nic… - odpowiedział unikając mojego wzroku. - Widzę przecież. - Nic naprawdę, tylko byłem dziś szukać mieszkania i to chyba będzie trudniejsze niż myślałem. - Nie musisz się spieszyć, powiedziałam, że możesz u mnie mieszkać jak długo zechcesz. - Przecież nie mogę ci siedzieć na głowie – powiedziała Janek, spojrzał na moją rozczochraną głowę i się uśmiechnął. - No co ty, cieszę się, że ze mną jesteś. - Nie jestem z tobą, tylko u ciebie mieszkam. - Ojej no, co ty jesteś taki wrażliwy na tym punkcie? - Na jakim punkcie? - Już drugi raz wspominasz, że nie jesteś ze mną i nie chcesz być. Ok. Zrozumiałam, nie będę cię podrywać – uśmiechnęłam się. - Wcale nie jestem wrażliwy – powiedział Jasiek spokojnie. Mój żart nie rozśmieszył go. - Co jest? – zapytałam siadając mu na kolanach. - Nic – powiedział szybko i prawie mnie zrzucił ze swoich kolan. Coś było nie tak, Janek nie zachowywał się normalnie, był zbyt spokojny i smutny, jak na niego. Nie chcąc go drażnić poszłam się ubrać, dokończyłam śniadanie i zabrałam się za sprzątanie. - Pomóc ci? – zapytał od razu. - Nie dziękuję, poradzę sobie. - Pomogę – powiedział i wyciągnął odkurzacz.
Wieczorem poszliśmy z Jankiem do naszego pubu. Łukasz i Jarek zaraz odciągnęli go na bok i wypytywali o wszystko. Ja usiadłam z dziewczynami. - Muszę wam coś powiedzieć – powiedziałam w końcu. Czułam, że jestem im winna jakieś wyjaśnienia, bo w końcu i tak pewnie kiedyś zobaczą mnie i SZEFA razem. - Jesteś z Jankiem – wystrzeliła Anka. - Nie – zaśmiałam się – nigdy w życiu. - Dlaczego nigdy w życiu? – zapytała Kaśka ze zdziwieniem – Janek jest super facetem, pamiętasz jak kochałam się w nim przez prawie trzy lata? - Pamiętam, ale tu nie chodzi o Janka. - A o co? - Raczej o kogo… - powiedziałam uśmiechając się tajemniczo. - Spotykasz się z kimś? – zapytała Kaśka. Przytaknęłam. - Nie wierzę – wykrzyknęła Anka – nareszcie!! Ja już myślałam, że będziesz starą panną. - Dziękuję ci bardzo – w normalnych warunkach już bym się z nią kłóciła, ale teraz chciałam się jak najprędzej podzielić nowiną. - Kto to jest? – zapytała Anka rzeczowo. - Obiecajcie, że nie będziecie złe… - ? – obie patrzyły na mnie zdziwione. - To nasz szef – powiedziałam i szybko zrobiłam łyk piwa. Patrzyły na mnie w milczeniu. – O nie – pomyślałam – niezbyt dobrze zareagowały, na pewno będą problemy. - Żartujesz? – upewniła się Anka. - Nie… - O mój Boże – powiedziała. - Co? – zapytałam. Czyżby było możliwe, że aż tak źle to przyjmą? Pewnie zaraz się ode mnie odwrócą, będą kazały wybierać, albo jeszcze co innego. – No co??!! – pytałam zniecierpliwiona. - Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania – powiedziała Anka szczerze się uśmiechając. - Co takiego? – niedowierzałam. - Nie dość, że wyrwałaś ekstra faceta, to jeszcze to jest twój szef. Gratulacje! - Ale ja nie dlatego…. - Zuza uspokój się, żartuje przecież. Znam cię i wiem, że nie uwiodłabyś swojego szefa dla niecnych celów– Anka poklepała ja po ramieniu – gust masz świetny. Opowiadaj jak to się stało. Odetchnęłam z ulgą. Ludzie, na których opinii mi zależało najbardziej nie potępią mnie, już jest mi lżej. Opowiedziałam całą historię, a one kwiczały i podnosiły krzyk przy każdym pikantniejszym szczególe. Nagle spotkałam wzrok Janka, poraził mnie. Patrzył na mnie trochę smutno, trochę z pogardą, kiedy się uśmiechnęłam do niego, mrugną tylko okiem, ale tak bez uczucia, tak bezwiednie, jakby go coś w tym oku zakłuło. – Co Ci jest do cholery? – pomyślałam – dlaczego od początku jesteś taki dziwny? Janek patrzył na mnie cały czas, kiedy zrobiłam do niego głupia minę nie uśmiechnął się tylko wskazał głową w bok sali. Spojrzałam tam i zrobiło mi się gorąco…do pubu wszedł szef…to znaczy Maciej z dwoma kolegami, nie zauważył mnie, ale rozglądał się bacznie po sali. -Hm…czyżbyś mnie szukał rycerzu – pomyślałam – czy jakiejś innej księżniczki. Dziewczyny dopadły do mnie. - Jest, jest widziałaś? – piszczała Kaśka. - Spokój – powiedziałam – nie widział mnie jeszcze. Postanowiłam się nie ruszać i poczekać, jak się to wszystko potoczy. Nie musiałam długo czekać. Po intensywnym rozglądaniu, Maciej w końcu mnie zauważył, na jego twarzy odmalował się uśmiech szczęścia i ulgi zarazem i po chwili już był przy mnie. - Miałem nadzieję, że cię tu spotkam – powiedział tym sowim uwodzicielskim głosem. - I pewnie nie zabrałeś komórki, jak to zwykle na spotkania prywatne i nie mogłeś zadzwonić i się zapytać tak? – opanuj się dziewczyno, przestań się trząść. Maciej zaśmiał się w głos, na wspomnienie tego serdecznego śmiechu zrobił mi się ciepło koło serca. - No można tak powiedzieć – obrzucił mnie dyskretnym, ale badawczym spojrzeniem, które przechwyciłam. - Może być? – zapytałam widząc, jak się peszy przez chwilę. - Może być – powiedział z uśmiechem – jesteś niesamowita. - Och i znów te komplementy, chcesz, żebym znów się rozpłynęła? – zapytałam zalotnie. - Jeśli zrobisz to w moich ramionach, to chcę – powiedział i przybliżył twarz do mojej. - Ludzie z pracy – szepnęłam mu. - To co? - Widzą… - Niech widzą, przynajmniej będą widzieli, że ich szef jest człowiekiem, a nie tylko sadystycznym przełożonym, jak myślą niektórzy – spojrzał mi w oczy z rozbawianiem. - Ha, ha, ha – udałam śmiech. - Choć – powiedział biorąc mnie za rękę – zatańczymy. Przetańczyliśmy całą noc, skakaliśmy, jak szaleni, a potem przytulaliśmy i całowaliśmy bardzo namiętnie. Kiedy wszyscy już się żegnali, również chciałam iść. Powiedziałam mojemu Romeo, że pójdę do domu z Jankiem, ale on nie widział takiej możliwości, stwierdził, że on mnie odprowadzi. - Chyba nie boisz się, kiedy odprowadza cię nieznajomy, co? – zapytał. Był pijany i coraz bardziej namiętny. - Uwielbiam to wręcz – powiedziałam i pocałowałam go w usta. Kiedy wyszliśmy, zamówił taksówkę i do kierowcy powiedział jakąś dziwną nazwę ulicy, której raczej nie znałam. - Gdzie jedziemy? Miałeś mnie odwieźć do domu niegrzeczny chłopczyku – powiedziałam i czułam jak coraz bardziej się podniecam, bo odczytałam jego plany bezbłędnie. Marzyłam by spędzić z nim noc. - Coś ci pokażę – powiedział i zaczął mnie całować. Kiedy zajechaliśmy na miejsce, moim oczom ukazał się śliczny domek parterowy, ze wspaniałym trawnikiem na podjeździe, wspaniałym płotem i mnóstwem rzeźbionych postaci. Maciej wysiadł i podał mi rękę. - Witaj w moim królestwie – powiedział. - O nie! Nie mów, że przywiozłeś mnie tutaj, bo chciałeś się pochwalić ile zarabiasz – zaśmiałam się. - Zapraszam do środka – powiedział i zobaczyłam niebezpieczny błysk w jego oku. Dom był bardzo gustownie urządzony, kolorowe ściany, dywany w kolorze ścian, jasne meble, bez zbytecznego przepychu, kominek, wielka skórzana kanapa, ogromny telewizor. - Ładnie – powiedziałam z uznaniem. - Dziękuję – powiedział i już szedł do mnie z kieliszkiem wina – proszę bardzo. Upiłam łyk wina i czułam jak alkohol na nowo rozgrzewa mi całe ciało. - Co teraz? – zapytałam – szkoda, że nie kazałeś taksówkarzowi zaczekać, bo na Kopciuszka już czas – zaśmiałam się. - Nie wypuszczę cię stąd – powiedział i już całował gorącymi wargami moja szyję. - Ale ja za chwilę zmienię się w Kopciuszka, będę brudna i w łachmanach – cała ze szmatek…zagrało mi w uszlachci przed oczami pojawił się Janek z tym pełnym wyrzutu wzrokiem. Szybko przegnałam obraz Janka, ponieważ ręce Maćka zaczęły błądzić po moim ciele coraz szybciej. Odstawił kieliszek, który miałam w ręku i delikatnie całował moje ramiona. Byłam pijana, ale nie aż tak, żeby nie wiedzieć, co robię, poddawałam się jego pieszczotom bez protestów, bo miałam na nie ochotę, bo mnie pociągał, bo od dawna się nie kochałam. Każdy mocniejszy pocałunek sprawiał, że przez całe ciało przechodziły mnie dreszcze. Maciej delikatnie zsuwał ramiączka od bluzki z moich ramion i całował ,całował, całował. Pchnął mnie lekko, tak, że miękko upadłam na skórzaną kanapę, pochylił się nade mną i patrzył mi głęboko w oczy, wodząc jednocześnie palcem po moich piersiach. Doprowadził mnie tym do takiego stanu, że przyciągnęłam go energicznie do siebie i zaczęłam chciwie całować. To był dla niego znak, że chciałam tego samego, co on. W mig zsunął ze mnie spódnicę i bluzkę i pieścił mnie pocałunkami. Byłam odprężona, rozluźniona było mi nieziemsko dobrze, pozwalałam mu robić z moim ciałem, co tylko chciał. Podziwiałam jego nagie, piękne ciało i pragnęłam, aby ta noc trwała wiecznie. Czułam się, jak królowa, nie pozwalał mi nic robić, patrzył na moje ciało i pieścił je tak, że kręciło mi się w głowie, doprowadzał mnie tym prawie do ekstazy. Kiedy wszedł we mnie, byłam całkowicie gotowa, szybko znaleźliśmy wspólny rytm. Kochaliśmy się tej nocy dwa razy. Była to chyba najpiękniejsza noc w moim życiu.
12 marca Rano zjedliśmy wspólnie siadane, które ja zrobiłam. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się czułam w tym eleganckim domu, jednak mimo tego cały czas się martwiłam jak radzą sobie Tytus i Janek. Czy Janek da Tytusowi jeść? A jeśli też nie wrócił na noc? - Odwieziesz mnie do domu? – zapytałam, kiedy leżeliśmy przytuleni przed kominkiem. - Myślałem, że spędzimy razem dzień – powiedział całując moje włosy. - Dobrze, ale muszę najpierw zajrzeć do domu. - Masz dziecko czy co? – zażartował. - Można tak powiedzieć – zaśmiałam się. - Masz dziecko??!! – spojrzał na mnie przerażony. - Oho, masz minus Książę, nie powinieneś tak reagować – pomyślałam. - Czy to coś zmienia? – zapytałam spokojnie. - Pytasz czy zmienia coś fakt, że masz dziecko? Oczywiście, że zmienia. - Nie lubisz dzieci? – zapytałam. Za duże ryzyko, co panie wygodnicki? Jak mam dziecko to już nie jestem wyjątkowa, co? – pomyślałam. - Nie o to chodzi, że nie lubię, ale dlaczego nic nie powiedziałaś? – wstał i przeszedł w tę i z powrotem po pokoju. - A po co miałam mówić? - Zuza masz dziecko!!! To wiele zmienia. - Rozumiem – powiedziałam i zaczęłam się ubierać. - Gdzie idziesz? – zapytał podchodząc do mnie. - Do domu. - Dlaczego? - Bo zrozumiałam co chcesz mi przekazać. - No, niby co? - Jak jestem sama, bez zobowiązań to jestem wyjątkowa, piękna, niesamowita itd. ale jeśli już jest coś nie tak, jeśli już pojawia się przeszkoda, to jestem mniej interesująca tak? - Tego nie powiedziałem. - Czy to, że mam dziecko zmienia mnie w jakikolwiek sposób? Mnie? - Nie… - No właśnie, ale ty widać jesteś na to zbyt niedojrzały, jeśli na wieść o dziecku robisz wielkie oczy i masz ochotę dać nogę. Żegnam. - Zuza zaczekaj. - Do zobaczenia jutro w pracy – powiedziałam oschle i poszłam. Co za dupek, a ja myślałam, że to jest wyjątkowy mężczyzną. A jeśli naprawdę miałabym dziecko? To co wtedy? Mężczyźni są beznadziejni.
Weszłam do domu. Janek ćwiczył. Spojrzałam z uznaniem na jego zgrabne ciało i przypomniała mi się noc z Maćkiem. Cholera, muszę przyznać, że było cudownie, ale co z tego, jeśli mój książę jest palantem. Chyba muszę o nim zapomnieć…a szkoda. - Cześć Jachu – rzuciłam tylko. - Co? Nieudana noc? – zapytał patrząc na mnie z kpiącym uśmiechem. - Odczep się dobrze? – warknęłam. - Pytam tylko. - To nie pytaj. - Dobrze. - Przepraszam… - Nie szkodzi. - Byłeś z Tytusem? – zapytałam nasypując psu jedzenie do miski, - Byłem. - Dzięki. - Mieszkam tu i nie chciało mi się wysłuchiwać błagającego wycia, więc wstałem. - Musiało się biedakowi mocno chcieć – poklepałam Tytusa po szyi. Usiadłam na krześle i zapatrzyłam się na marniejącą paprotkę. - Co jest? – zapytał Janek siadając obok i klepiąc mnie w kolano. - Mój Romeo nie lubi dzieci? - Chcesz mieć z nim dzieci?! – zapytał Janek z przerażeniem. - Nie, no co Ty – opowiedziałam mu całą kłótnię, po czym Janek podsumował. - Mówiłem ci, że on nie jest dobrym facetem dla Ciebie. - Pozwól, że sama będę sobie wybierać facetów okej. Nie chcę, żeby…. - Żeby powtórzyła się historia z Jackiem tak? - Tak… - Dlaczego Ty musisz zawsze o tym wspominać? - Bo bardzo to przeżyłam i … - Martwiłem się o ciebie, słyszałem o nim wiele złych rzeczy, nie chciałem, żeby stała ci się krzywda, czy to źle? Powiedz mi czy to źle, że Cię kocham? - Co takiego? – wstałam z krzesła – co powiedziałeś? - No chyba nie potraktowałaś tego jak wyznania miłosnego nie? – zapytał z .uśmiechem – kocham cię jak siostrę i nie chcę, żeby stała ci się krzywda. - Chyba jestem zmęczona… - No chyba. - I mam kaca. - I nie wyglądasz najlepiej. - Dzięki. - Nie ma sprawy. Roześmialiśmy się oboje. Atmosfera była rozładowana. Spędziliśmy razem bardzo miły dzień. Aż nagle wieczorem….dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałam z podłogi, na której leżałam z Jankiem i Tytusem, podeszłam do drzwi. Moim oczom ukazał się wielki pluszowy miś, a za nim skruszona twarz Maćka. - Nie wiedziałem czy chłopiec czy dziewczynka, ale dzieci lubią pluszaki prawda? – zapytał z uśmiechem. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. - Co? – zapytał zaniepokojony. - To chłopiec – powiedziałam cały czas się śmiejąc – czekaj zaraz ci go przedstawię – Tytus!!! – zawołałam. Tytus podszedł do mnie powoli. - To jest Tytus, mój w pewnym sensie syn – powiedziałam i znowu wybuchnęłam śmiechem. Maciej patrzył zaskoczony na Tytusa, wyraźnie nie tego się spodziewał. - Miś na pewno mu się spodoba, dziękujemy – powiedziałam. - Nie masz dziecka? – zapytał poważnie. - To jest moje dziecko. - Okłamałaś mnie? - Nie. - Jak to nie? Byłem pewny, że masz dziecko. - Ty sam tak stwierdziłeś, ja powiedziałam tylko, że mam dziecko „w pewnym sensie” i to jest moje w „pewnym sensie” dziecko. Czekałam na jego reakcję. Przenosił wzrok ze mnie na psa, z psa na mnie, po czy roześmiał się. - Naprawdę jesteś wyjątkowa – powiedział i pocałował mnie w policzek. - Byłeś gotowy związać się ze mną, nawet jakbym miała dziecko? – zapytałam. Podobało mi się to, nawet bardzo. - Źle zareagowałem rano, przepraszam. Dziecko nic by nie zmieniło, co nie zmienia faktu, że lepiej, ze go nie masz – uśmiechnął się tak, że miałam ochotę rzucić się na niego i zaciągnąć do łóżka. - Wyjdziemy gdzieś? – zapytał Maciek patrząc na Janka. - Nie musicie – zerwał się Janek – ja wyjdę. Wziął kurtkę i już go nie było. - Co z nim? Nie lubi mnie? – zapytał Maciek wchodząc do salonu. - Przechodzi ciężki okres, wybacz mu – powiedziałam zaniepokojona zachowaniem Janka. - Mam go gdzieś – powiedział Maciek, podszedł do mnie i pocałował mocno. Chyba sekundę zajęło mu zerwanie ze mnie całej odzieży. Położył mnie na ziemi. Kochaliśmy się przez cały wieczór. Kiedy po szczęściu godzinach Janek wrócił właśnie przeżywałam kolejny orgazm w mojej sypialni. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami, chyba wyszedł z powrotem, ale w tym momencie mało mnie to obchodziło.
15 marca Chodzę, jakbym miała skrzydła, wszyscy mi to mówią. Wybucham śmiechem co chwila, zagaduję do wszystkich, pracuję z prędkością światła, a dlaczego?...bo MAM FACETA!!! Dziwne uczucie, ponieważ tak długo byłam sama, nie mogę się teraz przyzwyczaić do tego, że już nie spędzam samotnie weekendów, że ktoś mnie przytula i szepcze komplementy do ucha. Czasami, kiedy siedzę w pracy i pomyślę sobie, że jak przyjdę do domu to uszykuję kolację dla dwojga, a nie jak do tej pory tylko dla jednej osoby, chce mi się krzyczeć z radości. Mimo, że wszyscy moi znajomi wiedzą o naszym związku, w racy raczej się z nim nie afiszujemy, bo po co. Ograniczamy się tylko do namiętnego pocałunku na „dzień dobry”, namiętnych sms’ów i seksu w biurze mojego szefa – chłopaka…naprawdę!!! Kochałam się z własnym szefem w jego prywatnym biurze, niesamowite przeżycie. Wszyscy cieszyli się moim szczęściem oprócz mojego najlepszego przyjaciela Jaśka, co mnie bardzo, ale to bardzo bolało. Jasiek przestał mnie słuchać….uwielbiałam siadać obok niego na dywanie i gadać, gadać o swoich problemach i nie tylko, Jasiek potrafił świetnie słuchać, a teraz…kiedy go zagaduję mówi, że nie ma czasu, unika mojego wzroku i natychmiast gdzieś się ulatnia. Zastanawiam się, dlaczego nie cieszy się z e mną, wiem, że nie lubi Maćka, ale ja jestem szczęśliwa, powinno go to obchodzić. Poza tym Jasiek jest jakiś dziwny, od kiedy wrócił z Londynu. Zdarzało się, że budził się w nim „stary Janek”, ale to było bardzo rzadko. Było mi z tego powodu bardzo przykro…Nie chciałam stracić przyjaciela…
2 kwietnia Oj nie!!! Tego już za wiele!!! Co on sobie myśli ten bufon nadęty,do cholery??? Czy ja jestem jakąś kurtyzaną, ewentualnie gejszą przepraszam??? Wypraszam sobie cholera jasna!!!!! Już dobrze…spokojnie opowiem, co się wydarzyło, a przynajmniej spróbuję to opowiedzieć ze spokojem…cholera jasna…no już …opowiadam… Wstałam rano w dobrym humorze, miałam iść dziś na obiad z Maćkiem, nie mogłam się doczekać…Janek już nie spał, krzątał się po domu z naburmuszoną miną. - Cześć – rzuciłam w jego stronę z uśmiechem. - Mhm – odpowiedział. - Co to znaczy „mhm”? – zapytałam klepiąc go w ramię. - „Mhm” znaczy „mhm” – odpowiedział spokojnie. - Janek? - Hm? - Wszystko w porządku? - W jak najlepszym, wyprowadzam się. - No co Ty?? Już?? – Byłam zaskoczona szybką decyzją Janka, a poza tym dotarło do mnie, że będzie mi go brakować. - I tak zbyt długo tu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Martulinka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…