Po zmroku cz.1
Pierwszy rozdział "Po zmroku"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Uwielbiam język polski. Nie wiem czemu, ale po prostu kocham ten przedmiot. Jako jedyna w klasie cieszę się, gdy nauczycielka zadaje nam referaty i wypracowania, chyba jako jedyna ze wszystkich uczniów mojej szkoły czytam lektury, a przynajmniej czytam je ze zrozumieniem. Nie uciekam z lekcji, udzielam się na zajęciach. Spędzam więcej czasu na czytaniu wszelakich książek, nie tylko lektur szkolnych, niż przeciętna osiemnastolatka przed lustrem. Dlaczego więc wybrałam szkołę, w której co druga osoba ma zagrożenie z polskiego, a co czwarta poprawkę semestru? Nie mam pojęcia… Po prostu pewnego pochmurnego dnia, gdy byłam w trzeciej klasie gimnazjum, powiedziałam: pójdę do technikum informatycznego. I tak też zrobiłam. Dostałam się bez problemu: moje wyniki z testów gimnazjalnych i oceny ze świadectwa w zupełności wystarczyły, żebym została umieszczona w górnej części listy uczniów przyjętych do wybranej przeze mnie klasy. Z początku bardzo mi to odpowiadało: byłam jedną z czterech pierwszych dziewczyn, które uczęszczały do tej szkoły, a wśród niespełna tysiąca chłopców czułam się naprawdę dobrze. Interesowały mnie komputery, Internet i sprzęt… ale jak się szybko okazało – niewystarczająco. Na tle uczniów od dawna piszących programy, składających komputery i tworzących zaawansowaną grafikę byłam po prostu zielona. Pocieszające było to, że pozostałe dziewczyny wiedziały dokładnie tyle samo, co ja. Spędzając całe dnie na nauce i rozwiązywaniu skomplikowanych (jak dla mnie) zadań matematycznych bez większego problemu zdałam najpierw do drugiej klasy, a potem do trzeciej. Moje życie nie było może najciekawsze, ale przyświecał mi cel ukończenia szkoły, zdania matury i dostania się na dobre studia – zdecydowanie już nie powiązane z informatyką. Nikomu specjalnie nie przeszkadzało to, że nie udzielałam się towarzysko. Nikomu, prócz mnie samej… – Zawieziesz mnie na zakupy? – W życiu! Wyjdź! – krzyknął Bartek, nawet nie odrywając wzroku od komputera. Posłusznie opuściłam jego pokój, zamykając za sobą drzwi. Czego ja się spodziewałam… Mój starszy brat był najbardziej uzależnioną od komputera osobą jaką znałam, a do tego egoistą i strasznym chamem. Wyświadczenie mi drobnej przysługi zszargałoby jego honor… Prychnęłam. Chwyciłam torebkę i wyszłam na ponurą klatkę schodową. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, a szyby w oknach zabrzęczały niebezpiecznie. Upewniwszy się, że stara portmonetka jest schowana głęboko na dnie trzyletniej już torebki z bazaru, zbiegłam po schodach na dół. Tydzień po zakończeniu roku szkolnego zaczęła mi doskwierać samotność. Nie było już nauki, zadań domowych, a czytanie cały czas w tak piękne dni stawało się nie do zniesienia. Czasem myślałam, że chętnie wyskoczyłabym z dziewczynami nad jezioro czy na basen, ale one jakoś nigdy nie dzieliły się ze mną swoimi planami. Po prostu spotykałam je razem na ulicy, roześmiane, lub oglądałam wieczorami ich wspólne zdjęcia na Facebooku. Pozowały na nich pięknie, uśmiechały się lub wygłupiały. Wyglądały słodko, atrakcyjnie, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że tylko zepsułabym im taki świetny wypad. Wyszłam na ciemne obskurne podwórko. Przywitałam się z siedzącą na ławce sąsiadką i ruszyłam w stronę bramy, mijając karmione przez nią gołębie. – Seleno, dokąd idziesz!? – krzyknęła za mną, a jej głos odbił się echem od murów starej kamienicy. – Jadę do sklepu, pani Krystyno – odwróciłam się i przystanęłam na chwilę. – Po spożywkę? – gdy kiwnęłam głową, sięgnęła dłonią do kieszeni fartuszka. – Kup mi kaszę mannę, dziecko… Byłam już do tego przyzwyczajona: od śmierci mamy to ja zajmowałam się domem i jednocześnie czułam się zobowiązana do pomagania sąsiadkom, tak, jak robiła to ona. Robiłam zakupy do domu i dla starszych sąsiadek, sprzątałam we własnym mieszkaniu i w ich domach. Najczęściej jednak pomagałam właśnie pani Krystynie. Była miłą panią w podeszłym wieku, która całe dnie spędzała na robieniu na drutach i karmieniu gołębi. Nie dawała sobie rady z większością prac domowych, nie chodziła sama na zakupy, bo zwyczajnie nie miała siły nosić siatek. Starała się, nie użalała nad sobą, ale też nie wahała się prosić o pomoc, co bardzo u niej ceniłam. Zawsze też mogłam przyjść do niej na popołudniową herbatkę, porozmawiać, poradzić się jej. Była dla mnie trochę jak babcia, której nie miałam. Mama zawsze powtarzała, że starsi ludzie potrzebują właśnie takiej pomocy i odrobiny serdeczności. Uczyła mnie takiego zachowania, od kiedy pamiętam, zabierając mnie do mieszkań sąsiadek, gdy pomagała im w sprzątaniu lub zanosiła porcję upieczonego przez siebie ciasta, które potem zjadałyśmy przy gorącej aromatycznej herbacie. Wrzucałam do koszyka produkty z listy zakupów, uważnie sprawdzając ceny. Groch, pieprz czarny, ziemniaki, trochę chemii gospodarczej i inne takie. Wszystko oczywiście jak najtańsze, bo od kiedy tata stracił pracę i zatrudnił się dorywczo w warsztacie samochodowym wujka Marka, nie przelewało nam się. Zwłaszcza, że ponad pięćdziesiąt procent swojej wypłaty po prostu przepijał. Stanęłam w długiej kolejce do kasy, tuż za młodym mężczyzną z dzieckiem. Ojciec rozmawiał przez telefon ściszonym głosem, a siedzący w wózku zakupowym chłopiec oglądał uważnie paczkę ciastek. Mógł mieć może trzy, góra cztery lata. Uśmiechał się, nucąc coś pod nosem. Po chwili podniósł wzrok na swojego ojca (a może brata?) i wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki w szczerym uśmiechu. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Zawsze uwielbiałam dzieci i żałowałam, że rodzice nie mieli ich więcej. Chciałam mieć młodsze rodzeństwo, którym mogłabym się opiekować. Telefon w mojej kieszeni zadzwonił. SMS. Otworzyłam wiadomość. Rozejrzyj się, babo. Rozejrzałam się wokół zdziwiona. W końcu dostrzegłam machającą z pierwszej kasy Anitę – moją przyjaciółkę z czasów gimnazjum. Uśmiechnęłam się i odmachałam jej. Nie widziałyśmy się od czasu skończenia trzeciej klasy. Nasze drogi się rozeszły, gdy ona wybrała technikum gastronomiczne, a ja informatykę. No i nie będę ukrywać, że bez znaczenia było to, że znalazła…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hostessa92
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…