Po zmroku w Willingham
Czasy Jane Austen. Zapewne nie takie dobre, wykwintne, nie takie same.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Po zmroku w Willingham
Zdumiewający, aczkolwiek niecodzienny widok spacerującej w deszczu damy, która to nie osłonięta jest żadnym dachem czy parasolem, ukazał się oczom sędziwej hrabiny Thornburgh. Przypatrywała się tej młodej osobie wytężając jak najbardziej wzrok i przyciskając do oczu szkła, starając się odnaleźć w niej kogoś znajomego. Zdruzgotana poznała swoją niedaleką sąsiadkę Elaine, córkę barona Irvingham, która to zdając się nie zauważać okropnej pogody szła nieprzeparcie przez wzgórze pokryte dopiero co rozkwitającymi wrzosami. -Missy!- zawołała na oddaną służącą z nutą wyraźnego niepokoju, który ją ogarnął. –Missy! -Słucham, pani- dygnęła lekko dziewczyna najwyżej szesnastoletnia o okrągłej, zarumienionej twarzyczce błyszczącej na skroniach potem i ubrudzonej mąką. -Gdzie jest panicz William?- zapytała zniecierpliwiona nie oddalając się od okna. –Każ mu przyjść natychmiast!- zakrzyknęła. Po niecałej minucie widząc syna wchodzącego pewnym krokiem do pokoju przyjrzała mu się jak zawsze z matczyną dumą, a przypominając sobie trapiącą ją sprawę opadła lekko na stojące obok krzesło. -Tak, mamo?- uśmiechnął się do niej zdrowy i silny wicehrabia oczekując na życzenia rodzicielki. -Spójrz, patrz tam! Tam na wzgórzu!- pisnęła przyciskając pulchny palec do szyby w miejsce gdzie rozmywała się w oddali sylwetka młodej dziewczyny. William posłusznie popatrzył w dal, a widząc znajomą postać wybiegł nic nie mówiąc i rzucił się w dół schodów. Matrona uspokoiła się i żądna jakichkolwiek nowych wiadomości zeszła spokojnie do holu, mijając niemniej złaknione spojrzenia służby. Po niedługim czasie do uszu wszystkich doszedł chrzęst kopyt na żwirowym podjeździe a chwilę później w wielkich, dębowych drzwiach pojawił się zdyszany, zmokły do suchej nitki William niosący na rękach niewielką, lecz opadającą ciężko Elaine, która niczym wstrząsana dreszczami zbladła pozostając bez tchu. -Szybko, szybko!- przerażona hrabina pośpieszała na schodach syna wciskając się pomiędzy spłoszone pokojówki. Młodzieniec wpadając do pokoju gościnnego ułożył lekko dziewczynę na poduszkach. Niewiasta otworzyła oczy i patrząc w dal wciągnęła w płuca powietrze, by później zatrząść się chrypiącym kaszlem. William przytrzymał jej rękę niczym bliski przyjaciel i smutnym głosem zawołał po służącego. A ten szybko sprowadził lekarza, który osądził stan zdrowia dziewczyny.
*****
Mała Elaine nigdy nie bawiła się z miłymi, rozkapryszonymi i zasobnymi pieniężnie rówieśnikami dziedziczącymi najwyższe tytuły. Kiedy jej siostra Charlotte zajmowała się pisaniem ckliwych opowiadań o wiecznie nieosiągalnych marzeniach i miłości, albo oglądaniem najnowszych modeli francuskich sukienek, Elaine siedziała wtulona w cichy kąt biblioteki, z której później będąc często wyganianą uciekała w zimne, niezamieszkane skrzydło rezydencji wychodzące wprost do nieużywanej, porośniętej jak natura chciała części ogrodu. Zgromadziła tam pare tomów jej ulubionych powieści, znalazła liczne zniszczone książki widocznie niegodne zajmowania miejsca na półkach domowego zbioru. Rodzina często zapominała o jej istnieniu, gdy gubiła się gdzieś pośród przyjezdnych gości. Wszyscy przekonani, że to jej śmiech najgłośniej rozbrzmiewa pośród dziecięcego tłumu nie frasowali się o to czy jest smutna, chora, czy czegoś jej potrzeba. Mimo wszystko dorastała w zbytku, radości, pośród uśmiechniętych twarzy wokół siebie, które w każdej chwili wyciągały do niej ręce by przytulić ją czy też pogładzić po włosach. Za swoich głównych przyjaciół przez większość okresu dorastania uważała grube księgi, a jedynym jej adoratorem był syn ogrodnika, który pogwizdując wzdychał, wiedząc o swej nieodwzajemnionej miłości zbyt mało by uznać ją za wartą więcej niż tylko niepospolitej urody. Oprócz nauki i czytania Elaine także biegała po okolicznych polach, bądź spacerowała z braćmi czy młodszymi siostrami, składała wizyty znajomym, zaprzyjaźniała się w miarę możliwości z najbardziej pożądanymi przez jej rodziców osobistościami. Uczyła się tańca, uczyła śpiewu, uznawała od czasu do czasu bale za dobrą rozrywkę. Z pozoru wyglądała na dumną, mającą za nic wszystkich dookoła, lecz mniej próżną niż jej rodzeństwo. W głębi duszy była umiarkowaną, poważną, lecz optymistyczną osobą. * Mimo iż gra na pianinie była dość pospolitą w tych czasach umiejętnością, nie każdy tak precyzyjnie, z taką pieczołowitością wygrywał dźwięki okazując tym niemniej wyjątkowo dobry słuch jak Elaine. Grywała ona jednak mało, niewiele czasu poświęcając na naukę, gdyż nie lubiła publicznych występów. Wolała w cichości samemu odtwarzać poszczególne nuty nie narażając się na niczyją opinię. Tego dnia, który wyglądał tak jak każdy inny, mimo, że zła pogoda dała się we znaki bardziej niż zwykle do drzwi zapukał niespodziewany gość. Rozbrzmiewające w najbliższej okolicy płynne melodie zwabiły iście królewski orszak, którego właściciel kazał zapytać o gościnę wysyłając swego posłańca. -Książę Dover składa swe uszanowanie- powiedział młodzieniec i zaczął rozglądając się niepewnie po wnętrzu, jednocześnie gniotąc beret będący częścią swojej liberii. Pan domu, baron Irvingham powitał chłopca pytając się o powód tak niespodziewanej wizyty. -Podczas polowania, panie, koń wpadł niespodziewanie w dół i uszkodził sobie kończynę- odpowiedział gość przysłuchując się cichnącym dźwiękom instrumentu. -Będzie to zaszczyt gościć księcia aż koń jego ozdrowieje- odpowiedział z uśmiechem baron tak samo później witając wraz z żoną dostojnego gościa. Sztywnej postawy książę lecz o tubalnym, nieco rubasznym śmiechu rozluźnił atmosferę i przedstawił wszystkim swego syna, bardzo znanego w okolicy młodzieńca dobrej ogłady, lecz o lekko skalanej opinii. * -Chodzą słuchy, że był zaręczony aż cztery razy! -To niemożliwe, Catherine- odpowiedziała zarumieniona i podekscytowana Charlotte do przyjaciółki a zarazem największej plotkary hrabstwa. Wszystkie panny, czy zamężne damy a nawet i matrony były zachwycone księciem Ephraimem, który niczym drugi Casanova podbijał nawet najbardziej zatwardziałe serca. -Dziewczęta, dziewczęta, o czym tak zawzięcie szepczecie? Zejdźcie już na dół, niejednemu kawalerowi łamiecie serce odmawiając ciągle tańca- roześmiała się lady Emily, wyganiając damy z pokoju. Panny zaśmiały się serdecznie, lecz wchodząc w tłum gości przybyłych na bal ucichły nerwowo się za kimś rozglądając. W tym czasie Elaine z niechęcią zakładała suknię i prostowała ostatnie fałdy materiału. Służąca poprawiła jej fryzurę, ale nie otrzymała pozwolenia na nałożenie różu. Dziewczyna niedomagała po ciężkiej kolacji, a będąc wątłego zdrowia nie miała ochoty na ciągłe bale, jakie szykowały się pod dachem jej domostwa. Przy drzwiach czekał na nią William, dobry znajomy i opiekun. Użyczył jej swego ramienia, lecz uszedłszy zaledwie do zakrętu korytarza Elaine przeprosiła wicehrabiego mówiąc, że czegoś zapomniała i wróciła się szybko do pokoju. Zamknęła głucho zatrzaskujące się drzwi i opadła na podłogę. Służąca gasiła właśnie świece, lecz widząc swoją panią szybko cofnęła się czekając na polecenia. -Pansy, byłabyś tak miła i poluźniła mi trochę ten sztywny gorset- poprosiła i wstając nie zauważyła lekkiego grymasu na twarzy pokojowej. Gotowa do wyjścia pospieszyła schodami i znajdując się w głównym holu zatrzymała narzeczonego Charlotty Charles’a, który podążał właśnie w jej stronę. -Widziałeś może Adeline?- zapytała o siostrę z uśmiechem i ukłoniła się lekko. -O tak, widziałem jak wręcz biegła w stronę lewego skrzydła, pani- oznajmił z ukłonem. Zdziwiona Elaine pospiesznie wymieniła grzecznościowe zwroty i unosząc lekko błękitne muśliny wspięła się spowrotem na schody. Wiedziała, że siostra mogła przebywać w brzoskwiniowym pokoju. Z pewnością odnalezienia zguby nacisnęła mosiężną klamkę, która prawie niedotknięta odskoczyła sama. Elaine podniosła oczy i zatrzymując na chwilę oddech szeroko otworzyła oczy. Zastanowiła się przez moment czemu stoi nieruchomo wpatrując się w czyjeś szybko rozszerzające się i zwężające źrenice. Stała i stała, tymczasem zegar w głębi ciemnego pokoju ukazywał mozolnie przesuwającą się wskazówkę sekundową. W końcu cofnęła się zdziwiona nowym doznaniem. Postać wyminęła ją w otoczce wiatru, która odgarnęła zabłąkane pasmo włosów z jej czoła. -Adeline! Adeline, czy to ty?- otrząsnęła się nagle z otumanienia i zawołała na małą osóbkę zwróconą do niej tyłem, wpatrującą się w księżyc za oknem. Młoda dziewczyna odwróciła się ukazując przeszywające niczym sztylety spojrzenie. Elaine cofnęła się odruchowo spoglądając za siebie. Nieznany jej jegomość wpatrywał się w nią uporczywie, po czym zniknął za filarem. Trzynastoletnia zaledwie Adeline odepchnęła stojącą w drzwiach siostrę i pobiegła korytarzem w ślad za mężczyzną. Osłupiała zachowaniem zawsze słodkiej z natury Adeline, poszła spowrotem do sali balowej, w której oślepiające światło mnóstwa zapalonych świeczników oświetliło jej zmarszczone brwi i wyraz jawnego nieukontentowania. * Elaine nie raz jeszcze spotykała sławetnego księcia, który ni to ujmującym ni przerażającym spojrzeniem wodził za nią we wszystkie strony. Gdy dowiedziała się co nieco o tym pożeraczu niewinnych serc od zrozpaczonej siostry wiedziała, że nie odezwie się do niego ani słowem. Po roku od kolejnego, rozgłośnionego wydarzenia, które zachwiało wszelkimi koneksjami księcia Dover oraz o włos nie przekreśliło ślubu następczyni tronu, Elaine została oficjalnie przedstawiona w zamku Dovercross i spotkała się ze zwykłą, nie upstrzoną ani zbędnymi komplementami, ani specjalną atencją rozmową z młodym księciem. Kwaśne wręcz zdania odsunęły od siebie młodych a wszelkie starania ze strony kolejnych kochanek Ephraima osiągnęły swój cel odstraszenia chłopaka od dumnej córki barona. Pewnego dnia jednak, jako jeden z najlepszych przyjaciół księcia, baron Irvingham został zaproszony na Tydzień Polowań wraz z małżonką i wybranym towarzyszem bądź towarzyszką. Wszyscy wiedzieli, że ostatnią osobą do spełnienia tej roli jest Elaine, dlatego postanowiono zabrać Vincenta, jeszcze młodziutkiego syna, będącego pociechą wszystkich strapionych osób. Bale wystawione na cześć małego baroneta zmusiły nazajutrz resztę rodziny do przybycia, dlatego żadnym wykrętem dziewczyna nie była już w stanie uniknąć tego niemiłego przeżycia. * Kiedy dworska muzyka wypełniła wszystkie zakamarki komnat, Elaine kończyła właśnie rozdział ulubionej powieści. Zmuszona była pozostawić ją i udać się na dół, lecz przedłużyła czas lektury pozostając samą w nieznanym miejscu. Służba jak na złość rozpierzchła się po niezliczonych labiryntach korytarzy a Elaine błądziła nie znając nawet drogi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil trisha
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…