Pocałunek XXI cz.1
Jak przetrwać w obecnych czasach? Ile można wytrzymać? Jakie przeszkody na nas czekają? Historia o prawdziwym życiu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„ Pocałunek XXI wieku ” 1. Czwartek 8 kwiecień.
Kamil wypatrywał się w monitor i liczył ile jeszcze razy jej status zmieni się. Słoneczko bawiło się z nim w chowanego, pojawiało się i znikało, zmieniając swój kolor. Raz było raz żółte, zapraszające do rozmowy, a raz żółte z chmurką, potem od rozmowy wymigiwało się czerwienią. Dziewczyna go unikała. Domyślił się tego, nie był przecież głupi. A przecież jeszcze nie tak dawno, było dobrze. Razem pojechali do Krakowa, potem , we wakacje do Warszawy. On wszystko fundował, ale to było nie ważne. Wszystko układało się doskonale, więc musiał z nią porozmawiać. Jej telefon był poza zasięgiem, w jej domu mówiono mu, że wyjechała. Gdy spotkali się ostatnim razem, powiedziała, że z nim zrywa. Pamiętał doskonale, jak bardzo był wtedy wściekły. Upił się na smutno, wśród kolegów. -Kamil, chodź no tutaj i pomóż mi otworzyć ten słoik! - gdzieś w głębi domu rozległ się mocny głos. Postanowił zignorować zaproszenie do pomocy , ale babcia dumnym krokiem weszła do jego pokoju. - Nawet nie próbuj się wymigiwać. Twoi rodzicie wyjechali i JA dziś ugotuję obiad... nie krzyw się tak!- burknęła starsza pani widząc jego minę.- To będzie pyszna, zdrowa zupka ogórkowa. No dalej, rozgarnij te firanki, które nazywasz włosami i idź odkręcić ten słoik. -Babciu... -Żadne, babciu! Ile razy ci mówiłam, żebyś skrócił te włosy? Nie słuchał dalszego gadania babci Janinki, ona zawsze miała coś więcej do dodania. . Nie podobały jej się włosy, ciemne ciuchy, ostra muzyka i jego znajomi. Na szczęście, nie bywała z nim często. Z uśmiechem na ustach ruszył otworzyć przeklęty słoik. -Dziękuje- powiedziała. -Proszę. Wrócił do pokoju. Pewnie będzie musiał zjeść to, co przygotowała. Pamiętał jak ostatnim razem, babcia przygotowała spaghetti. Makaron trząsł się jak galareta, a sos był dziwnie zielony i jak stwierdził kleisty. Przełknął jeden kęs i musiał zwrócić. No tak, babcia lubiła zaskakiwać. Klapnął znów na krześle i bezmyślnie gapił się w ekran. „Aśka jest dostępny” Tym razem żółte słoneczko uśmiechało się zachęcająco do Kamila. Przełknął ślinę i wystukał wiadomość. -Musimy się spotkać. -Nie mamy po co.- brzmiała odpowiedź. -Dlaczego mnie unikasz? -Skończyłam z tobą. Po czym słoneczko zgasło, ukazując czerwoną uśmiechniętą buźkę. -A niech Cię!- warknął.
*** Pamiętał jak poznał Asie. Był mroźny dzień grudnia, słońce chowało się już leniwie na zenicie. Kamil wyszedł z domu wzburzony, bo Matka i Ojciec znów zachowywali się jak dzieci. Nie było krzyków, płaczu, czy zgrzytania zębów. Tylko drobne, kąśliwe uwagi rzucane półszeptem. To było nawet gorsze. Wolałby , aby pokłócili się jak wszyscy normalni ludzie. Wtedy były spokój, bo wyrzucili by z siebie wszystko co im zalegało na duszy, a tak, dusili to w sobie. Zatruwało to atmosferę w domu i chłopak czuł się jakby się niewidzialny wąż oplatał mu się wokół szyi. Chodząc po mieście zastanawiał się , co tak na prawdę chce w życiu robić. Zaczynał uczyć się w liceum, był prawie dorosły, a nie miał żadnych perspektyw na przyszłość. Wybrał profil humanistyczny, a właściwie nie on wybrał. To rodzice pchani swoimi ambicjami wybrali go za niego. Doskonałe liceum, potem studia. Mama wmawiała mu, że powinien iść na medycynę, ojciec, że na prawo. Wcale nie był z tego powodu zadowolony. Pani Irena Bogacka , matka Kamila, ciągle miała w duszy idealny obraz rodziny. Niedzielne obiadki, potem spacerek, a jeszcze wcześnie rano msza w kościele św. Józefa. Może gdyby było inaczej... Gdyby miał więcej przestrzeni życiowej, mógłby wybierać, byłby inny... a tak? Życie , a raczej rodzice próbowali mu wszystko ułatwić. Żadnych kłód po nogami, żadnych problemów. Pewnie każdy inny by się cieszył. Miał ogromny dom, ciągle bywał sam, a rodzice nie poświęcali mu uwagi. Jak to mawiali jego koledzy, miał pełen luz, i jeszcze było mu źle. Może właśnie taki był. Rozpieszczony, arogancki dzieciak, któremu trudno dogodzić. Mijał właśnie rozłożonego na ławce ,ogolonego na zero chłopaka i myślał , jak bardzo gardzi takimi ludźmi. Buntownicy bez powodu, bez ambicji, celu w życiu. Potrafią całymi dniami siedzieć na ławce przy trzepaku, pić piwo i gadać o bzdetach. Kamil tak nie potrafił. I właśnie wtedy spotkał ją. Właściwie, to nie było spotkanie. Zamyślony uderzył ją barkiem, dziewczyna upadła na chodnik, ale on nie zwrócił na to uwagi. Przeszedł się po mieście, a po piętnastu minutach wracał do domu. Wtedy znów ją spotkał. Pochylona szukała czegoś na ziemi. -Szukasz szczęścia?-zagaił. -Nie, kolczyka. Wypadł mi , jak jakiś gbur na mnie wpadł. Nawet mnie nie przeprosił-opowiedziała nadal wypatrując kolczyka. -Uhm. Przepraszam. -Za co? Przez cały czas widział tylko jej plecy ubrane w biało niebieską bluzkę i dopiero teraz, gdy się odwróciła, zauważył jaka jest ładna. Dziewczyna była wysoką brunetką o długich włosach sięgających łopatek i piwnych oczach. Szczupła, ale nie chuda. Twarz miała miłą, lekko zadarty nos, duże oczy, ponętne usta teraz skrzywione w ironicznym uśmiechu. -To ty na mnie wpadłeś? No cóż, skoro to ty, pomóż mi szukać kolczyka. Przecież, nie będę tutaj sterczeć jak jakaś idiotka.-uśmiechnęła się zadziornie. Przez następne dziesięć minut szukali zagubionego kolczyka. Kamil spoglądał na nią, jak ostatnie promienie słońca oświetlają jej opaloną cerę. Dziewczyna miała długie nogi i świetny tyłek, co Kamil zauważył niemal od razu. Był przecież facetem. Oczywiście, on nie zgadzał się z tą opinią, że faceci myślą tylko o jednym, ale fajnie byłoby mieć taką dziewczynę. Nie chwaliłby się nią przed kumplami, miałby ją tylko dla siebie. -Pewnie byłaś wredną właścicielką, skoro od ciebie uciekł. -Bardzo śmieszne. -Masz racje. Jestem zabawny, przystojny, mam doskonałą fryzurę ... -I jesteś skromny.-przerwała mu. - I mam na imię Kamil, ładnie prawda?-uśmiechnął się do niej ukazując dwa rzędy białych zębów. Dziewczyna roześmiała się. To był dobry znak.
2. Piątek 9 kwiecień.
W lustrze odbijało się jej spokojne, zmęczone spojrzenie. Właśnie odbywały się lekcje w szkole baletowej „ Miraż”, więc blond grzywkę upięła wysoko, a resztę włosów związała w ciasny kok. Miała na sobie swój zwykły kostium ćwiczebny i trykot. Nie czuła się skrępowana, od lat tańczyła balet, więc body przestały jej przeszkadzać. Po jej zmęczonym ciele spływały cienkie stróżki potu. Dziś Madame Clavier dała im nieźle popalić. Bolały ją stopy, palce, łydki. Na dodatek pogoda wcale nie zachęcała do ćwiczeń. Na dworze rozpoczęła się prawdziwa wiosna i uczniakom odechciewało się wszystkiego. Przed nimi bardzo ważny występ, toteż wszyscy bardzo się starali, mimo wszystko. Julia właśnie wykonywała kolejne ćwiczenie. Sala była dobrze oświetlona, więc widziała idealnie swoje odbicie. Nie przykładała się do treningu, błądziła oczami po towarzyszach, idealnie kremowych ścianach, bielonym suficie. Zauważyła drobną pajęczynę zwisającą gdzieś w górnym rogu. Wyobraziła sobie jak malutki pajączek może stworzyć taki misterną rzecz. -Julia, skup się. Co to ma być za battements?- francuska wymowa Madame Clavier zbiła wyrazy w jeden ciąg- Postaraj się, dziecko. Masz zamiar przynieść mi wstyd na akademii? Co się z tobą dzieje? Od rana jesteś nieobecna. Czy ty rozumiesz, że musisz ćwiczyć?Oh... Na razie koniec dzisiejszego exercice. Ty Julio, będziesz ćwiczyć dalej. Plié, proszę. Raz i dwa. Julia przegryzła wargę i zaczęła ćwiczyć. Wykonała przysiad z całkowitym zgięciem nóg w kolanach i oderwała pięty od podłogi. Zawsze na początku lekcji ćwiczyli exercise, czyli tak zwane, ćwiczenia przy drążku. Dziś dziewczyna nie mogła się skupić. Wczoraj ostro pokłóciła się ze swoim chłopakiem, a potem nawet nie zadzwonił. Westchnęła w myślach. -Que faites-vous?! Co ty robisz? - z odrętwienia wyrwał ją surowy głos nauczycielki. -Chcesz się nabawić kontuzji? Proszę, czy to jest pozycja pierwsza? Niech ktoś przypomni waszej koleżance na czym to polega. Mateusz, proszę ty. Z szeregu wystąpił wysoki chłopak o potarganej czarnej grzywie i iskrzących zielonych oczach. Usta przyozdobił mu nikły uśmieszek. Od kiedy Julia pamiętała, zawsze uśmiechał się tak samo. Niby niechętnie, ale jego oczy zdradzały rozbawienie. -W pierwszej pozycji stopy są wykręcone na zewnątrz, ustawione w jednej linii, pięty stykają się, ręce zaokrąglone uniesione lekko z przodu, palce dłoni nie stykają się-wyrecytował. -Czy tak twoim zdaniem, wygląda ta pozycja?- kobieta wskazała na niezetknięte pięty. -Przepraszam- bąknęła zarumieniona dziewczyna. -Idź lepiej do domu , na nic się dzisiaj nie przydasz-westchnęła, po czym rzekła- Bien, reszta do ćwiczeń.
*** Julia Czarnecka stawiała nogę za nogą. Pierwsze promienie wiosennego słońca ogrzewały jej twarz i ręce. Czułe się beznadziejnie, do tego potknęła się przed wyjściem ze szkoły i upadła na kolano. Przez spodnie czuła mocne zadrapanie. Przystanęła na chwile spoglądając w jasne, czyste niebo po czym zrezygnowana ruszyła do domu. Po chwili zdecydowała się jednak zawrócić. Odwiedzi Piotrka. Zrobi mu niespodziankę. Mijała stare kamienice, przyglądała się im ciekawie. Przyglądała się matką z dziećmi, które spacerowały ulicami. Było ciepło, a niebo było prawie bez chmur, całkowity błękit ogarniał wszystko. Wszystko dziś miało znacznie, bo mogła w końcu oderwać się od złych myśli. Piotrka poznała rok temu. Wyprawiała właśnie urodziny i jej przyjaciółki przyprowadziły ze sobą właśnie jego. Zakochała się niemal od razu. Gdy pierwszy raz do niej podszedł, czuła jak miękną jej nogi, a cała sala wiruje. -Jestem Piotrek.-wyciągnął do niej rękę i uścisnął ją lekko.- Jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać, ale widywałem cię już dawno temu i wydawałaś mi się super dziewczyną. -Jest... jestem Julia-zawsze gdy się denerwowała zaczynała się lekko jąkać. -Wiem.-roześmiał się.- Zatańczysz? I zatańczyli. Julia czuła mocny zapach jego wody po goleniu. Leciała właśnie wolna piosenka, więc wtuliła się w niego lekko, a on szepnął jej do ucha, że już nigdy jej nie wypuści. Była wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, ale jak było teraz? Coś się psuło, nigdy nie miał dla niej czasu, a gdy się spotykali, wyglądał na nieobecnego, jakby zagubionego. Właśnie wczoraj wygarnęła mu wszystko, przepraszał, mówił, że kocha, ale ona wyszła. Dziś tego żałowała, bardzo. Na ulice Złotą dotarła po pięciu minutach. Stanęła przed czerwonymi drzwiami i zapukała lekko. Po chwili dało się słyszeć głosy, po czym drzwi otworzyły się ukazując potarganego Piotrka, w rozpiętej koszuli. Był to niebieskooki blondyn z pół długimi włosami, wysoki i szczupły. Twarz miał poważną, ostre męskie rysy łagodziły spokojne ,oczy i lekko zadarty nos. Miał 18 lat , ale wyglądał na nieco młodszego. Dziewczyny za nim szalały, lecz Julia była pewna , że on jest jej wierny. -Cześć, kochanie. Przepraszam za wczoraj. - cmoknęła go w policzek i weszła do pomieszczenia , omijając zaskoczonego chłopaka -Przyszłam nie w porę? -Nie, nie... tylko wiesz, jestem troszkę zajęty. -Ah, to nic. No cóż, mogę skorzystać z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil geist
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…