Pociąg
- No i co? Długo pana nie było – zagadnął go od razu – dowiedział się pan czegoś? - Owszem. Konduktor powiedział, że to pociąg donikąd – odparł mężczyzna - To już wiedziałem, ale czy powiedział panu jak się stąd wydostać? –
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Przepraszam, dokąd jedzie ten pociąg? – mężczyzna w czarnym garniturze zadał to pytanie po dobrych kilkunastu minutach jazdy jednak nie towarzyszyła mu żądna reakcja ze strony współtowarzyszy podróży. Mały chłopiec siedzący przy oknie nadal spoglądał jak najdalej, próbując chyba spojrzeć za ścianę lasu, który szczelnie zakrywał to co się za nim znajdowało. Raz po raz z korytarza słychać było rozmowę ludzi, którzy chyba z powodu braku miejsc stali tam wymieniając się poglądami na temat nowo powstałych partii politycznych. Naprzeciwko chłopca siedziała kobieta, na oko trzydziestoparoletnia, która z uporem maniaka patrzyła na jegomościa pytającego o drogę odkąd wszedł do przedziału. - Czy zrobiłem coś nie tak? – mężczyznę wyraźnie zaczął irytować ten stan rzeczy – dlaczego pani tak na mnie patrzy? Kobieta bez słowa skierowała swój wzrok w okno, jakby nie chcąc wypowiadać się na tak błahe tematy. Mężczyzna, jeszcze bardziej zdezorientowany zaczął szukać pomocy u trzeciego współpasażera. Był nim niski, podobny troszkę do wyrośniętego karzełka, troszkę zarośnięty jegomość. Kiedy tylko spojrzał na niego i chciał wypowiedzieć po raz drugi swoje pytanie. - My też nie wiemy proszę pana. Wsiedliśmy do tego pociągu na stacjach w swoich miastach i jedziemy już nim bardzo długo. – karzeł, wypowiadając te słowa wodził oczami we wszystkie miejsca byle tylko nie patrzeć w oczy nowego pasażera – Konduktor także nie chce nic mówić. - I tak już tutaj zostaniemy? Przecież ten pociąg staje na stacjach, czy wtedy nie można wysiąść? - Nie można. Każdy kto wysiada jest natychmiast zawracany przez dziwnych ludzi, takich samych na każdej stacji. Mężczyzna pomyślał, że śni. Jak mógł się znaleźć w tak dziwnym miejscu? Przecież dopiero co chciał pojechać do swojej rodziny nad morze. Wsiadł , jak mu się wydawało, w prawidłowy pociąg. Wcześniej kupił jak zwykle bilet. Wyciągnął go teraz. Wyglądał całkiem normalnie. Pod światło widoczne logo firmy przewozowej obsługującej linię. Normalne dane: stacja odjazdu, przyjazdu, data. W prawym dolnym rogu widniała jednak dość duża niebieska kropka, której nie wiedział na innych biletach jakie miał okazję kupować. Schował bilet. - Ile czasu pan jedzie już tym pociągiem? - Straciłem rachubę po dziewiętnastu dniach – mężczyznę zadziwiła taka odpowiedź karła. - I nie próbował pan stąd uciekać? – mężczyzna nie mógł wyjść z podziwu - Próbowałem, a jakże. Zawsze zawracali mnie ci dziwni ludzie na peronie. Mężczyzna postanowił wyjść na korytarz, rozejrzeć się za pomocą, bo przecież nie mógł zostawić tak tej całej sytuacji. Tu potrzeba zdecydowanych działań. Na korytarzu dwóch mężczyzn dalej rozmawiało o polityce. - Panie, pan chyba nie wie co pan mówi, przecież ci komuniści i tak się nie zmienią. Dalej będą robić to co robili, nawet jak mówią inaczej. – szpakowaty gość w brązowym wytarganym swetrze upierał się przy swojej racji na temat wygranych dopiero co przez partię postkomunistyczną wyborów. - Ależ co pan opowiada. Tłumaczę panu, ze to inne ludzie są już. Młodzi, rozumie pan? Młodzi. – jego rozmówca zaprzeczał jak tylko mógł. - Przepraszam panów bardzo. Gdzie mogę znaleźć konduktora? – zapytał mężczyzna. - O, panie. Konduktor to był tutaj jakieś pięć dni temu – szpakowaty gość powiedział te słowa po chwili namysłu – Niech pan idzie na czoło pociągu, pewno siedzi u siebie i rżnie w karty. - Dziękuję panu. - A nie ma za co. – rzucił jeszcze na koniec rozmowy ‘szpak’. Mężczyzna szybkim krokiem zaczął przemierzać kolejne wagony pociągu. Wydało mu się dziwne to, że w każdym przedziale siedziało nie więcej niż trzy, cztery osoby, a panowie w jego wagonie stali na korytarzu, tak jakby nie było dla nich miejsca. Mężczyzna szedł już dość długo zastanawiając się nad tym czy pociąg pasażerski może mieć aż tyle wagonów. Zaczął je w końcu liczyć. Piętnaście, szesnaście, siedemnaście. Niemożliwe – pomyślał. W tym samym momencie jego oczom ukazał się przedział z napisem ‘służbowy’. Zajrzał przez okno przedziału. Nikt go nie zauważył. W środku rzeczywiście siedział konduktor ubrany w ciemnofioletowy uniform kolejarski i grał z kimś w karty. Ten drugi był jakiś dziwny. Zakapturzony, ubrany w czarną jakby togę lub coś w tym rodzaju. Siedział tyłem do mężczyzny więc nie mógł o nim nic więcej powiedzieć. Otwierać czy nie? – przemknęło mu przez głowę jakby obawiał się tego co może się stać. Cała sytuacja jest już wystarczająco dziwna. Pociąg, który jedzie przynajmniej kilkanaście dni, ludzie zawracani na stacji. Drzwi otworzyły się same, a raczej zrobił to konduktor, który zauważył przyglądającego się jego grze mężczyznę. - Czego pan tutaj szuka? – zapytał gburowato. - Dzień Dobry. Chciałbym się dowiedzieć, kiedy będzie najbliższa stacja. Muszę pilnie opuścić pociąg – część prawdy przecież w tym była. - Opuścić? – konduktor zapytał zdziwionym głosem – to pan nie wiem gdzie pan jedzie? ‘On’ panu nie powiedział? - ‘On’? Co za ‘On’? – mężczyzna poczuł totalną dezorientację. - Bileciarz – konduktor powoli wypowiedział ‘nazwę’. - Przepraszam? Kupiłem bilet na dworcu kolejowym w zwyczajnej kasie biletowej. - Nie byłbym tego taki pewien. Przyjrzał się pan dokładnie tej kasie? Czy aby na pewno była taka sama jak inne? Mężczyzna zamyślił się na chwilę próbując odnaleźć w pamięci szczegóły jego wizyty na dworcu. - No... Chyba tak. No, może tylko to, że nie było do niej kolejki jak do innych. – tylko to pamiętał. Konduktor patrzył przez chwilę na mężczyznę, jakby chciał mu powiedzieć ‘biedny z ciebie człowiek, bo nieświadomy’. - Ehh. No widzi pan? Więc jednak Bileciarz. Kupił pan bilet donikąd. – słowa te w ustach konduktora zabrzmiały jak wyrok. - Donikąd? Jak to donikąd? – mężczyzna nie mógł uwierzyć słowom jakie dotarły do jego uszu. – jak można kupić bilet donikąd? - Dokładnie tak jak to zrobił pan, dzisiaj jak się domyślam. Mężczyzna nie mógł pozbierać myśli. Zaczęły kłębić się w jego głowie doprowadzając go w jednej chwili do szaleństwa. Nagle zaczął kojarzyć długie pobyty tutaj tych ludzi i te zawracania na peronach. - Więc się stąd nie wydostanę? - Myślę, że nie ma takiej możliwości. Teraz jednak poproszę o pański bilet, nie będę musiał wchodzić do pana przedziału podczas następnego obchodu. Mężczyzna oszołomiony jeszcze ostatnimi rewelacjami wyciągnął z kieszeni złożony wpół bilet i podał konduktorowi. Ten popatrzył na niego jakby oglądał całkiem zwyczajny bilet, podniósł zawieszony na pasku niedaleko nadgarstka kasownik i wsunąwszy bilet w szczelinę przybił datę. - Miłej podróży życzę – rzucił na pożegnanie i schował się spowrotem w służbowym przedziale. Mężczyzna schowawszy bilet donikąd do kieszeni udał się w kierunku swojego przedziału. W druga stronę droga była o wiele krótsza. Nie było to siedemnaście wagonów a jedynie pięć. Zaglądając w okna przedziałów w poszukiwaniu tego właściwego mężczyzna zauważył pewną prawidłowość. W każdym prawie przedziale siedziało dziecko, trzydziestoparoletnia kobieta i wyrośnięty karzełek. Mimo, że mieli inne twarze od tych z jego przedziału i byli inaczej ubrani to był to zawsze ten sam skład. Nieraz tylko pojawiał się gość w ciemnym garniturze wyglądający na zdezorientowanego. W końcu dotarł do swojego miejsca podróży. Kobieta z dzieckiem dalej patrzyli w okno. Tylko karzeł wyraźnie ożywił się wraz z przybyciem współpasażera. - No i co? Długo pana nie było – zagadnął go od razu – dowiedział się pan czegoś? - Owszem. Konduktor powiedział, że to pociąg donikąd – odparł mężczyzna - To już wiedziałem, ale czy powiedział panu jak się stąd wydostać? – karzeł zaczął zadawać pytania - Jak to pan wiedział?! – mężczyzna próbował trzymać na wodzy swoje nerwy – i nie powiedział mi pan tego kiedy pytałem? Dlaczego? - Bo myślałem, że pan się czegoś dowie. Czegoś nowego, rozumie pan? - Nie, nie rozumiem, ale zostawmy to i pomyślmy jak wydostać się z tego bagna Z głośników nad wejściem do przedziału dało się słyszeć lekkie puknięcie, jakby ktoś włączył mikrofon i konduktor zaczął swój słowotok. - Drodzy pasażerowie, pociąg dojeżdża do stacji. Przypominam, że daremne są próby wysiadania z pociągu. Podróżni, którzy wsiądą, będą przydzielani do nieobsadzonych przedziałów. Dziękuję. – w starym głośniku słowa te zabrzmiały jak z jakiegoś zdezelowanego radia. Mężczyzna zaczął zastanawiać się nad próbą ucieczki z tego przeklętego pociągu już od momentu, w którym konduktor powiedział o stacji. Uciec. Tak – byćmoże się uda? Pociąg przejeżdżał właśnie przez przedmieścia jakiegoś większego miasta. Pewnie zaraz będzie hamował. Należy się spieszyć. Zabrał swoją walizkę i wbiegł z przedziału. Tak jak się spodziewał, pociąg zaczął hamować. Mężczyzna stanął przy wyjściu z wagonu oczekując, aż pociąg stanie na peronie, po czym wyskoczył i zaczął biec w kierunku stacji najszybciej jak się da. Nagle jak spod ziemi pojawiło się dwóch osobników, którzy złapali go pod ręce w taki sposób, że nie mógł nic zrobić. Zresztą jakieś dziwne uczucie strachu ogarnęło go w sposób z jakim nie umiał sobie w żadne sposób poradzić. Nie potrafił zrozumieć dlaczego pozwolił się wrzucić spowrotem do pociągu donikąd i nie zdążył się obejrzeć, a już jechał dalej mijając upragnioną stację. Wrócił do przedziału z miną przegranego i usiadł na swoim miejscu. - Mówiłem panu – powiedział ze współczuciem karzeł – stąd nie da się uciec. Oni zawsze pana zawrócą. Mężczyzna nie odpowiedział ani słowem, zatapiając się w myślach. W dalszym ciągu nie mógł zrozumieć dlaczego nie był w stanie uciec tym dwóm. Drzwi do przedziału otworzyły się delikatnie. Na jego progu stała kobieta. Piękna, szczupła blondynka o szmaragdowych oczach. Była w nich wypisana mądrość, ale zarazem szaleństwo, spontaniczność i opanowanie. Mężczyzna patrzył na nią przez dłuższą chwilę oszołomiony zjawiskiem jakie zobaczył. Nigdy wcześniej nie widział takich oczu, takiej kobiety. Była zbyt zjawiskowa, aby sądzić, że jest prawdziwa. Była jakby z bajki. Taka nierzeczywista jak ten cały pociąg. Mężczyzna wiedział, że musi coś zrobić. Przecież to może być kobieta jego życia! - Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? – zapytała wskazując skinieniem głowy na siedzenie obok mężczyzny. - Oczywiście – powiedział tonem, który spowodował u niego wewnętrzną potrzebę zapadnięcia się pod ziemię. Następne godziny minęły na tłumaczeniu nieznajomej całej sytuacji. Podobnie jak mężczyzna była nieświadoma kupna biletu donikąd. Na początku nie rozumiała gdzie się znalazła i że nie ma wyjścia z całej sytuacji. Dopiero po tłumaczeniach mężczyzny i karła zaczęła rozumieć co ją spotkało. Mijały długie godziny spędzone w jednym przedziale. Mężczyzna czuł coraz bardziej, że kobieta, którą spotkał w tym niecodziennym miejscu jest tą na którą czekał przez całe swoje życie. Była jego ideałem wyrwanym z marzeń, jego namiastką nieba, utopią jakąś do której dążył. Tak, wiedział już, że zrobi wszystko, aby z nią być. Dlatego decydował się na wyskoki z pociągu na każdej stacji. Namawiał do tego samego kobietę o szmaragdowych oczach. Wyskakiwała razem z nim rozumiejąc także, że nie może opuścić mężczyzny, który wydaje jej się tym jedynym. Ona także czuła podobnie do niego. W przerwach pomiędzy stacjami rozmawiali. Rozmawiali o wszystkim. O Kobietach, mężczyznach, dzieciach, świecie. Z każdym skokiem jednak rozumieli coraz bardziej, że ich próby nie dają kompletnie nic. A więc to, co mówił karzełek na początku jego znajomości z mężczyzną było niestety prawdą. Zrezygnowali z wyskoków. Każdy wiązał się z niepotrzebnym stresem i po każdym nie odzywali się do siebie nie mogąc pogodzić się z tym, że im się nie udało. - Lubisz truskawki? – zapytała któregoś razu, kiedy przechadzali się po korytarzu wagonu. - Skąd to pytanie? – mężczyzna poczuł się troszkę zażenowany. - Po prostu. Czy lubisz truskawki? – powtórzyła - W sumie to... tak. - Bo ja uwielbiam. Mogłabym je jeść tonami. Wtedy na korytarz wjechał mały wózek z WARS’u. Prowadził go poznany wcześniej barman. Oboje chodzili tam nieraz, aby coś zjeść. - Pani zamawiała truskawki ze śmietaną i z cukrem? – zapytał z pełną powagą. - Nie, niestety to nie ja, ale chętnie bym ich spróbowała – odparła z nieukrywaną chęcią. Barman podniósł talerzyk zakryty półkolistym metalowym przykryciem, podał kobiecie, a następnie odkrył szybkim ruchem to co znajdowało się na nim. Kobieta oniemiała. Na talerzu zamiast truskawek zobaczyli zieloną papkę niczym ich nie przypominającą. - Co to jest? – zapytała zawiedziona lecz ciekawa odpowiedzi - Jak to co? Truskawki. – odpowiedział barman z WARS’u. - Przecież to nieprawda! – kobieta prawie krzyknęła. - Ale oczywiście, że prawda – barman nic sobie nie zrobił z tonu głosu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ankel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…