Pociąg IV
Rozdział IV.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Próbowałem zadzwonić do kogokolwiek. Wybierałem po kolei każdy numer, który miałem na liście. Nerwowo wciskałem wszystkie klawisze w telefonie. Nic z tego. Nie mogłem nic poradzić na brak zasięgu. Zauważyłem, że pierwszy raz od długiego czasu stanąłem twardo na ziemi, by zacząć rozważać wszystkie możliwe, logiczne opcje. Przestałem przejmować się telefonem. Zastanawiałem się tylko nad tym, co mogę teraz zrobić, by jakoś wyjść z tej sytuacji. Do głowy od razu przyszła mi obsługa pociągu. Chociaż nikt z nich się tu nie kręcił, maszynista na pewno był w swojej kabinie. Wystarczy pójść do niego i spytać, co się dzieje. Nawet jeśli dzieje się coś strasznego, to towarzystwo drugiej osoby doda mi nieco otuchy. Wstałem i szybkim krokiem przeszedłem przez cały pociąg, aż dotarłem do pierwszego składu. Śmierdziało tu zgnilizną, papierosami i moczem. Zrobiło mi się niedobrze. Dlaczego ten pociąg jest tak zaniedbany? Przyznam, że kiedy do niego wchodziłem kilka godzin temu, z pełnej ludzi stacji w centrum miasta w ogóle nie zwróciłem uwagi na zapach ani wygląd kolei. Jak zawsze byłem zbyt skupiony na sobie. Teraz jednak czułem, jak moje zmysły działają ze stukrotnym natężeniem. Słyszałem każdy, najcichszy dźwięk - choć niewiele dało się tu usłyszeć, oprócz cykania świerszczy za oknem. Wyczuwałem nawet najbardziej delikatny zapach i widziałem rzeczy, których nigdy wcześniej nie miałbym prawa dostrzec. Czy to strach na mnie tak działał? Nie wiedziałem. Ostrożnie zbliżyłem się do drzwi kabiny maszynisty i zapukałem. Oczywiście, jak zwykle w takich sytuacjach nikt nie odpowiedział. Zapukałem znowu, głośniej. Krzyknąłem: -Halo! Nie potrafiłem zdobyć się na nic więcej. Gardło miałem zaciśnięte. Teraz zaczęło mnie ogarniać prawdziwe przerażenie. O ile wcześniej wynikało to z moich rozchwianych emocji i zaburzeń lękowych, teraz czułem, że dzieje się naprawdę coś złego, że być może gdzieś tu czai się jakieś realne zagrożenie. Zacząłem walić w drzwi kabiny z całych sił. Kopałem. Krzyczałem. Nie dostałem żadnej odpowiedzi. Nie usłyszałem choćby najbardziej cichego ruchu, ani najdelikatniejszego szeptu. Nikogo tam nie było. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Wszyscy uciekli z pociągu, ale zapomnieli o mnie. Znów poczułem się, jak małe, zagubione dziecko. Jaki może być mój kolejny krok? Co teraz zrobić? Wyjąłem telefon, ale wbrew moim pragnieniom, zasięgu nadal nie było. Ze sprzętami tego typu zawsze pomaga najprostsze rozwiązanie: wyłączyć i włączyć ponownie. Nie byłem pewien, czy w tym wypadku to cokolwiek pomoże, ale spróbowałem. W momencie, kiedy ekran mojego telefonu na nowo rozbłysł białym światłem, moje serce waliło jak opętane. Ręce miałem całkowicie mokre od potu. Tak bardzo liczyłem na cud, który nie nastał. Niemal czułem, jak czerwony krzyżyk na ikonce zasięgu przeszywa ostrzem moje ciało. W głowie miałem tylko jedno pytanie: dlaczego? Chciałem je komuś zadać, ale nie było tu nikogo. Jeszcze nigdy nie czułem się tak bardzo samotny. Oparłem głowę o ścianę i zacząłem obserwować małego czarnego pająka, który wspinał się w górę po swojej niewidzialnej nici. Był na tym pustkowiu równie samotny jak ja, mój jedyny towarzysz w tym upiornym miejscu. Miałem ochotę płakać. Wiedziałem, że to nie wypada dorosłemu mężczyźnie. Nawet tutaj, na tym pustkowiu gdzie nikt nie może mnie zobaczyć ani usłyszeć. Nie mogłem płakać, nie mogłem przyznać się przed samym sobą, że chciałbym to zrobić. Kiedy to wszystko się skończy, nie mógłbym znieść wspomnienia jak bardzo upokorzyłem się przed samym sobą lejąc łzy, jak mała dziewczynka. Zebrałem się w sobie i postanowiłem wydostać się z pociągu. Kiedy szedłem wzdłóż niego zdążyłem zauważyć, że wszystkie drzwi wyjściowe są zamknięte. Wtedy jednak bardziej skupiony byłem na szukaniu ludzi, a nie wyjścia, postanowiłem więc przejść cały pociąg jeszcze raz. Jedne zamknięte drzwi, drugie zamknięte drzwi, trzecie... Czułem, jak zaczynają odzywać się we mnie moje lęki, od potu swędziały mnie plecy. Robiło mi się coraz bardziej duszno. Dlaczego tu nie ma świeżego powietrza? Muszę się stąd wydostać! Teraz! Świadomość niemożliwości wyjścia na zewnątrz dusiła mnie i zaciskała mi gardło. Oczyma wyobraźni widziałem już jak pociąg się pali, wybucha, jak dławi mnie czarny, gęsty dym, a płonący ogień podchodzi coraz bliżej. Parzy moją skórę już na odległość, a zaraz pochłonie mnie żywcem i spalę się, zostanie po mnie tylko popiół, zupełnie tak jakbym nigdy nie istniał. W desperacji podbiegłem do jednych z drzwi i zacząłem kopać w nie i walić na oślep. Wcale nie potrzebowałem aż tak wielkiego wysiłku. Stare, spruchniałe drzwi dosyć szybko przestały stawiać opór. Zrobiłem w nich spore wgniecenie, dzięki któremu szybko udało mi się wykopać resztki szyby i drewna na zewnątrz. Poczułem zimne, kojące powietrze. Wziąłem głęboki oddech. Napawałem się nim. Odczuwałem niesamowitą ulgę, która zaczynała się w mojej głowie, a kończyła w opuszkach palców. Wyszedłem z pociągu. Byłem wolny. Teraz po prostu musiałem kogoś spotkać, spytać o drogę, znaleźć hotel, zadzwonić... Tak piękna wizja przedstawiała się w mojej głowie, jednak rzeczywistość wyglądała inaczej. Stałem na stacji. Drewniana tabliczka z nazwą miejscowości była urwana. Pozostały po niej jedynie dwa metalowe pręty, które miały ją przytrzymywać. Nie mogłem więc nawet wiedzieć, gdzie jestem. Wokół rozciągał się las. Ciemny, gęsty i przerażający. Najdziwniejsze było to, że las dosłownie rósł dookoła. Także przed i za pociągiem. Gęste krzewy i drzewa o grubych pniach porastały tory, które wyglądały na nieużywane od wielu lat. Nic nie zdradzało choćby małego śladu po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kazimierz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…