POD NIEBEM KANADY
Kanadyjski wiatr rozwiewał jej włosy, gdy tak stała. Chciała zostać na chwilę sama przy grobie matki. Ale gdy ten moment nadszedł nie wiedziała jak się zachować. Wiedziała, że od tej pory będzie zdana tylko na siebie, że już nie otrzyma od matki żadn
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Poranek był chłodny, chociaż marcowe słońce świeciło jasnym oślepiającym blaskiem. Na małym wiejskim cmentarzu kilkanaście osób otaczało trumnę z cedrowego drzewa. Garbaty łysiejący ksiądz odczytywał monotonnie tekst modlitwy. Skończył i trumnę opuszczono do grobu, żałobnicy jeden po drugim rzucali na nią grudy brunatnej lśniącej ziemi. Gdy grób został już zasypany, żałobnicy przykryli go wieńcami i wiązankami po czym zaczęli się rozchodzić. Anna stała i czekała aż wszyscy opuszczą cmentarz. Kilka osób podeszło do niej, aby złożyć kondolencje. Znała zaledwie kilku z obecnych na cmentarzu ludzi. Jako ostatni wieniec na grobie położył wysoki mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat. Twarz miał łagodną, choć smutną. Ubrany w grafitowy wełniany płaszcz europejskiego kroju wyróżniał się wśród Kanadyjczyków. Anna nie znała go i gdyby nie jego europejski strój nie zwróciła by na niego uwagi. Mężczyzna delikatnie oparł o krzyż wieniec, który także wyróżniał się wśród innych. Był cały z pachnących łososiowych róż, ale najbardziej rzucał się w oczy napis na żałobnej wstędze „śpij spokojnie pod niebem Kanady”. Mężczyzna spojrzał na Annę skłonił się nieznacznie i odszedł. - Czy znasz tego mężczyznę? - spytała Anna stojącego obok brata wskazując głową za oddalającą się sylwetką. - Nie, nigdy dotąd go nie widziałem. - Wygląda jakby nie był z Kanady - zastanawiała się głośno Anna. - I jeszcze ten wieniec - dodała spoglądając na łososiowe róże. Po czym powiedziała tak, jak by to co przed chwilą miało miejsce nigdy się nie wydarzyło. - Poczekaj na mnie w samochodzie. Zaraz przyjdę. Krzysztof skinął głową i odszedł. Kanadyjski wiatr rozwiewał jej włosy, gdy tak stała. Chciała zostać na chwilę sama przy grobie matki. Ale gdy ten moment nadszedł nie wiedziała jak się zachować. Wiedziała, że od tej pory będzie zdana tylko na siebie, że już nie otrzyma od matki żadnej rady. Nie zwróci się do niej z żadnym zmartwieniem, nie wyskoczą już razem do sklepu po ciuchy albo do kafejki na plotki. Została sama, tak jak ten samotny polski grób wśród kanadyjskich mogił na kanadyjskim cmentarzu pod kanadyjskim niebem.
Budzik zadzwonił przeraźliwie wyrywając Annę ze snu. Tym razem na pewno go wymienię na coś cichszego pomyślała idąc do łazienki. Tak samo myślała każdego ranka odkąd zamieszkała w domu matki, ale nigdy nie znalazła w sobie dość siły aby ten pomysł urzeczywistnić. Wszystko w tym domu należało do matki i jakiekolwiek zmiany według Anny byłyby aktem zbeszczeszczenia jej osoby, jej stylu i gustów, a przede wszystkim pamięci o niej. Gorący prysznic sprawił, że poczuła w sobie nowe siły, by pokonać kolejny dzień. Mieszkała już w tym domu prawie od trzech miesięcy, a mimo to nadal czuła się tu obco. Wszędzie znajdowały się eksponaty z wykopalisk, w których matka brała udział. Jednak najbardziej rzucały się w oczy zdjęcia ojca. Fotografie o różnych wymiarach wisiały prawie wszędzie. Z wszystkich nich patrzyła na nią twarz ojca, ojca, którego nie znała, ale który dzięki matce był dla niej legendą i bohaterem. Gdy spoglądała na jego młodą, lecz bardzo poważną twarz, na piwne oczy i czarne brwi zrośnięte razem nad nosem trudno jej było uwierzyć, że był dowcipny i lubił się śmiać. Nie miała jednak wątpliwości, że ta twarz należała do człowieka, który był odważny, stanowczy, dążący uparcie do celu. W dzieciństwie nawet się jej trochę bała. Owinięta tylko w duży ręcznik kąpielowy zeszła do kuchni zjeść śniadanie. Podczas jedzenia przyglądała się dużemu zdjęciu ojca, które zajmowało prawie pół ściany, próbując odszukać jakieś podobieństwa między nim a samą sobą. Jednak i tym razem jej się nie udało. Była kopią matki, a jedyne co według matki odziedziczyła po ojcu to uśmiech. Problem polegał na tym, że na żadnym z kilkudziesięciu jego zdjęć nie było widać uśmiechu. Anna przerwała rozwiązywanie tej zagadki i poszła się ubrać. Wiedziała, że nie może sobie pozwolić na marnowanie czasu, ponieważ samochód z instytutu miał się zjawić po eksponaty z wykopalisk na następny dzień, a jej pozostało jeszcze do zapakowania kilkaset rzeczy. Pracowała sprawnie jak doświadczony archeolog i z każdą godziną ilość nie zapakowanych przedmiotów malała. Około południa zrobiła przerwę na obiad. Do pokoju, w którym pracowała przyniosła pieczeń i sałatkę. Jedząc spoglądała na pomieszczenie, które do połowy było wypełnione kartonami i skrzynkami. Zdarty parkiet na podłodze nadawał się tylko do wymiany. A ściany i sufit aż prosiły się o malowanie. Po obiedzie Anna otworzyła kolejną dużą skrzynię. Z pieczęci wiedziała, że pochodzi ona z ostatniego wyjazdu matki do Egiptu. Na samym wierzchu leżała papierowa teczka. Anna wyjęła ją i oparłszy się o skrzynię zaczęła przeglądać jej zawartość. Były tam mapy, odręczne wykresy i jakieś szkice. Nagle z pośród kartek wypadła koperta. Anna otworzyła teczkę i podniosła kopertę z parkietu. Była zaklejona i zaadresowana do niej. Z przodu naklejono nawet znaczki, ale nikt nie wysłał tego listu. Charakter pisma nie budził żadnych wątpliwości, list był od matki. Znaczki wskazywały, że miał być wysłany z Egiptu, ale nie został. Anna przeszła do salonu, którego południowe okna dawały więcej światła i usiadła w ratanowym fotelu. Przez chwilę trzymała kopertę w dłoniach ogarnięta strachem. Matka nigdy nie pisała do niej listów. Bardzo często rozmawiały przez telefon, ale nigdy nie dostała od niej listu. Delikatnie rozdarła kopertę i wyjęła kilka kartek zapisanych tym znajomym pochyłym pismem. Jakaś cząstka niej samej mówiła, aby podrzeć te kartki bez czytania, ale inny głos krzyczał, że mogą zawierać coś ważnego. Anna odetchnęła kilka razy głęboko i zaczęła czytać... Droga córeczko! Pewnie dziwisz się otrzymawszy ten list. Tak po prawdzie to i ja dziwię się, że znalazłam siłę, ale przede wszystkim odwagę, aby go napisać. Przez te wszystkie długie lata brakowało mi właśnie odwagi, aby z tobą porozmawiać. Gdy nawet czasami chciałam, to ten tchórz. który tkwił we mnie jak pasożyt atakował i oplatał mnie strachem jak kokonem, z którego nie można się wyplątać. Dlatego też postanowiłam napisać list. Jest to łatwiejsze, ale tylko trochę, bo gdy pomyślę o czym mam ci napisać, to zastanawiam się, czy moja ręka podoła napisaniu tych kilku stron. Zawsze wpajałam ci prawdomówność, ale teraz mam wątpliwości czy miałam do tego moralne prawo samej ukrywając przed tobą prawdę. Nie oczekuję od ciebie zrozumienia, ani wybaczenia, czy litości. Nie wiem jak sama zachowałabym się na twoim miejscu. Jedyne co chcę, to przekazać ci prawdę o tobie, o sobie i o tym co wydarzyło się w Polsce. Chcę to zrobić, póki mogę i nim ktoś inny nie zrobi tego za mnie. Zacznę od twojego ojca. Przez cały czas utrzymywałam cię w przekonaniu, że zmarł na zapalenie płuc. Prawda jest jednak inna. Twój ojciec został zabity przez komunistów. Zastanawiasz się pewnie dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, zaangażował się w działalność opozycyjną i zabrnął w to tak daleko, że stał się niewygodny dla władzy. Druga prawda związana jest z tobą. On nie jest twoim ojcem. Anna ze zdumienia upuściła list na podłogę i spojrzała na jedno ze zdjęć mężczyzny, którego do tej pory uważała za ojca, a który nim nie był. Tak droga Aniu, mój mąż Andrzej nie jest twoim ojcem. Twoim ojcem jest ktoś, dla kogo w moim sercu jest tyle samo miłości, co nienawiści. Ktoś, kto w moich oczach jest najbardziej podłym i zarazem najwspanialszym człowiekiem jakiego spotkałam w swoim życiu. Nazywa się Wiktor Górski i z tego co mi wiadomo nadal mieszka w Polsce. Właściwie na tym powinnam zakończyć ten list, ale zdaję sobie sprawę, że bez dokładnego opisu całej tej historii nie będziesz mogła zrozumieć dlaczego moje, a tym samym twoje losy są tak poplątane. Wszystko zaczęło się w 1972 roku. Po pierwszym roku archeologii w nagrodę za wyniki w nauce wyjechałam na obóz wędrowny po Tatrach. Na tym obozie poznałam Wiktora. Na początku nie zwracałam na niego uwagi. Jednak po tygodniu zauważyłam, że on bardzo często mnie obserwuje. Robił to dyskretnie. Jego szare oczy pełne powagi nie pasowały do łagodnych rysów twarzy. Było w nich coś, co przeszywało mnie dreszczem za każdym razem, gdy czułam na sobie jego spojrzenie. Po kilku dniach, gdy schodząc z góry skręciłam kostkę zaofiarował się z pomocą i do samego obozu pomagał mi iść. Lekarz stwierdził, że konieczne jest założenie gipsu. Oznaczało to, że do końca obozu nie ma mowy abym szła w góry. I tym razem Wiktor zaproponował, że będzie mi dotrzymywał towarzystwa. Gdy inni wychodzili w góry Wiktor zabierał mnie na polanę za obozem i tam leżąc na trawie całymi godzinami rozmawialiśmy. Gdy mówił o czymś, co go bardzo interesowało w jego szarych oczach zawsze pojawiała się zielona cętka. Gdy padał deszcz przychodził do mojego namiotu przynosił kubek herbaty i uczył mnie grać w szachy. Pewnego dnia nad obozem rozpętała się burza. Strugi deszczu spływały po namiotach. Ogniste języki błyskawic co chwilę rozjaskrawiały szaro ciemne niebo. W obozie byłam zupełnie sama, ponieważ grupa wyszła rano w gór,y a Wiktor poszedł do wsi po zakupy. Mój namiot wkrótce zaczął przeciekać. Nie wiedząc co zrobić pozbierałam swoje rzeczy i pokuśtykałam do namiotu Wiktora. Burza stawała się coraz gwałtowniejsza. Ze strachu zagrzebałam się w śpiwór i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Nie usłyszałam, gdy Wiktor wszedł do namiotu. Delikatnie rozchylił śpiwór i uśmiechnął się do mnie. Był cały przemoczony, jego długie blond włosy przykleiły się do głowy i ramion. Wyciągnął z plecaka ręcznik i zostawiwszy go przed wejściem wyszedł z namiotu. Po chwili pojawił się ponownie w samych tylko spodenkach. Usiadł na materacu i zaczął wycierać mokre ciało szorstkim ręcznikiem. Sama nie wiem jak to się stało, że znalazłam się przy nim i odebrawszy mu ręcznik zaczęłam wycierać jego plecy, ramiona i włosy. Jego skóra pachniała deszczem i wysiłkiem. Wiktor obrócił się do mnie i ująwszy w dłonie moją twarz delikatnie pocałował mnie w usta. Potem wstał i skierował się do wyjścia. Przerażona pomyślałam, że tak mnie zostawi, ale on tylko zasunął zamek przy wyjściu i wrócił. Spojrzał na mnie poważnie i spytał czy na pewno tego chcę. Zamiast odpowiedzieć skinęłam głową i przyciągnęłam go do siebie. To co nastąpiło później było jak żeglowanie po wzburzonym i nieznanym oceanie doznań i emocji. Nie ma sensu abym ci to opisywała, przecież jesteś kobietą i doskonale wiesz co mam na myśli. Anna mimowolnie zaczerwieniła się przypominając sobie noce spędzane z Adamem. Zawsze zastanawiałam się co w moim związku z Wiktorem było pierwsze, miłość czy pożądanie i dochodzę do wniosku, że to drugie. Po obozie wróciliśmy na studia i nadal byliśmy parą. Nie snuliśmy odległych planów dotyczących naszej przyszłości, choć Wiktor który pochodził z domu dziecka mówił często, że chciałby stworzyć prawdziwy dom, którego sam nie miał. Po roku wyjechał na zagraniczne stypendium, jego listy były coraz rzadsze i krótsze. Chyba oboje wiedzieliśmy, że ten związek nie ma szans na przetrwanie. Zastanawiałam się nawet, czy Wiktor kiedykolwiek wróci do Polski. Później spotkałam Andrzeja było to na przedostatnim roku studiów. Już wtedy działał bardzo aktywnie w studenckiej opozycji. I to chyba ta legenda człowieka walczącego o prawdę, sprawiedliwość i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil inkognito
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…